piątek, 18 grudnia 2009

Kawowa rozgrzewka

Za moim oknem prawdziwie grudniowa pogoda:
śnieg i mróz - 16 C.
A więc na taki dzień doskonała będzie gorąca kawa z dodatkami.
Dzisiaj to dodatek czekolady i skórki pomarańczowej.
Czekolada urozmaica smak, a skórka daje piękny akcent zapachowy - wyraźnie wyczuwalny w czasie picia tej kawki.
Przepis pochodzi z wydawnictwa jubileuszowego "Claudia" ma 10 lat! - 170 najlepszych przepisów z "Claudii"
To dopiero moja pierwsza propozycja w kawowej akcji, ale mam nadzieję, że do końca grudnia pojawią się jeszcze inne.



Kawa czekoladowa

Składniki (na 1 filiżankę):

- filiżanka naparu z kawy
- 1 łyżeczka czekolady instant (dałam o smaku marcepanowym)
- cukier
- bita śmietana

- skórka starta z pomarańczy

3/4 filiżanki napełnić gorącą kawą, ewentualnie posłodzić.
Dodać czekoladę, wymieszać.

Udekorować bitą śmietaną i skórką z pomarańczy.


niedziela, 29 listopada 2009

Sałatka pierwszorazowa

Zrobiłam sałatkę na rozpoczęcie Baru i na zakończenie - w środku niestety czarna dziura
czasoprzestrzeni sałatkowej (z przyczyn ode mnie niezależnych).

Nie mogę odżałować tych wszystkich nie wykorzystanych, przygotowanych specjalnie na okoliczność Baru przepisów sałatkowych.

Ale cóż - nie nad wszystkim mamy całkowitą kontrolę, czasami musimy przyjąć to, co
nam życie/los funduje...

Dzisiejszą sałatkę nazwałam "sałatka pierwszorazowa", bo jest w niej kilka "pierwszych razów".
Pierwszy raz użyłam avocado, przyprawę baharat, suszoną żurawinę, grillowany ser w sałatce, pierwszy raz spotkałam się z nazwą sera halloumi.

A główny pierwszy raz to wspólne robienie sałatki w umówionym dniu naszej akcji kulinarnej.

W dniu otwarcia Baru - a był to 13 piątek! spontanicznie zgadałyśmy się w durszlakowych Pogaduszkach z Ewelosą w sprawie zrobienia sałatki według jednego przepisu.
Pogoda była jakaś taka nieciekawa, nastrojowe minorowe, więc uznałyśmy sałatkowanie za dobre lekarstwo na te dołki i smutki.
Niestety, dopiero na dzisiaj udało nam się zgrać terminowo ( a to z powodu mojego niedoboru czasu i sił).

Dla mnie ta dzisiejsza przygoda w kuchni to wielka przyjemność.
Tworzę kolejną potrawę ze świadomością, że w innej kuchni dzisiaj powstaje druga wersja tego samego przepisu.
I oczywiście dreszczyk emocji i niepewności - jaka będzie Jej sałatka?
Niby składniki te same, ale wykonanie - a nawet kompozycja na talerzu, czy w salaterce to już nasza indywidualna sprawa.

Przepis zaproponowała Ewelka - bardzo ciekawy zestaw składników, jak wspomniałam na początku, niektórych jeszcze nigdy nie próbowałam.
To może się wydać dziwne, biorąc pod uwagę fakt mojego wieloletniego doświadczenia w kuchni.
Ale jestem tradycjonalistką, przywiązaną do polskiej kuchni, skazaną w minionych latach na ubóstwo zaopatrzeniowe - to i nie dziwota, że jeszcze ciągle poznaję nowe smaki i przysmaki (jak zapisałam w adresie bloga).

Ta nasza wspólna dwuosobowa zabawa w pewnym momencie skojarzyła mi się z Weekendową Piekarnią i Weekendową Cukiernią - podobieństwo jest...

Dodam jeszcze, że znamy się tylko blogowo poprzez Durszlaka.

Dziękuję Ci Ewelko za pomysł, przepis, wspólne kilkakrotne ustalenia, wymianę informacji dotyczących składników.

A teraz o sałatce.

Oczywiście nie było zbyt łatwo, jak można by pomyśleć - idę do sklepu z karteczką, kupuję według listy i mam...
Skąd!!!
W dwóch supermarketach nie było : mixu sałat, rukoli, suszonej żurawiny, przyprawy baharat.
Był za to cypryjski ser halloumi w cenie 17 zł za mały kawałek - to cena przesadzona jak dla mnie, więc kupiłam oscypek.
Jednak w końcu zakupy zrobiłam w całości (stosując zamienniki sera i sałaty).

Ewelka nie podała nazwy sałatki, więc ja nazwałam ją...

Sałatka z kurczakiem w przyprawie baharat z grillowanym oscypkiem, żurawiną i avocado

(taka nazwa swojsko - egzotyczna, raczej dotąd stosowałam krótsze nazwy moich potraw, a teraz tak sobie słownie zaszalałam).

Składniki:

- 1/2 filetu z kurczaka
- ser halloumi ( zastąpił go polski oscypek)
- mix sałat i rukola po 1 dużej garści ( u mnie to zwykła sałata oraz zielona sałata fryzowana)
- 2 łodygi selera naciowego
- 1/2 owocu avocado
- 3 łyżki suszonej żurawiny
- 1/2 czerwonej cebuli
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżeczki mięty (może być suszona, ja kupiłam świeżą w doniczce)
- 1 łyżka przyprawy baharat (zrobiłam własną mieszankę w oparciu o informacje z sieci: pieprz czarny, gałka muszkatołowa, cynamon, kolendra, kminek, słodka papryka, chili. Pominęłam jednak goździki, bo nie lubię przypraw trzeszczących w zębach)
- 1 opakowanie sosu sałatkowego "Zioła ogrodowe"

- Cebulę pokroiłam w cienkie piórka, zalałam oliwą wymieszaną z miętą, pozostawiłam na 2 godziny
- mięso z kurczaka pokroiłam w bardzo cienkie paseczki, wymieszałam z przyprawami,
- postało sobie w miseczce 1 godzinę, a potem zostało usmażone na oliwie


- ser oscypek pokrojony w plastry i krótko grillowany, po ostudzeniu pokrojony w kostkę



- avocado obrałam ze skórki, pokroiłam w kostkę, lekko skropiłam sokiem z cytryny



- sos z torebki zrobiony według przepisu, postał sobie w garnuszku 15 minut
raczej nie używam takich sosów, ale był podany w składnikach, więc się nie wychylałam
a dalej to już standard:
- sałaty opłukać, osuszyć, rozerwać na kawałki
- seler umyć, osuszyć, pokroić na cienkie paseczki

Zastanawiałam się nad sposobem połączenia wszystkich składników:
- czy ułożyć modnie= dekoracyjnie w salaterce i polać sosem?
- czy tradycyjnie wszystko do michy i po swojemu wymieszać razem z sosem?

Wybrałam drugą wersję, bo lubię jak wszystkie składniki spotkają się z sosikiem.



A jak smakuje ta sałatka? - powiem tylko, że ciekawie...

piątek, 20 listopada 2009

Bez przepisu

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowy, nie zawiera przepisu żadnej potrawy, ale dotyczy pewnych spraw życiowych.
Trwa akcja II Bar sałatkowy, na którą ja sama bardzo czekałam.
Miałam w planach wypróbowanie kilkunastu nowych przepisów, ale niestety mój udział w tej zabawie ograniczyło samo życie.
Ze względu na sytuację rodzinną nie mam czasu, ani siły na kulinarną przygodę w mojej kuchni.
Mam nadzieję jednak przed końcem akcji zdobyć się na chociaż jedną - dwie sałatki.

Jako organizatorka akcji nie opuściłam jednak moich barowych gości - uczestników zabawy.
Czytam wszystkie maile od Was, odpisuję na nie (chociaż może nie od razu), śledzę przebieg akcji na Durszlaku i na forum Cin.cin (czytając wszystkie publikowane posty z przepisami sałatkowymi).

A wczoraj spotkała mnie szczególnie miła niespodzianka od Grazynki, która przyznała mi to wyróżnienie

Bardzo dziękuję Grażynce zarówno za samo wyróżnienie, jak i za uzasadnienie takiego wyboru.
To oczywiście tylko blogowa zabawa (nadchodząca falami), ale jednak to miły sposób okazywania sobie wzajemnej sympatii w blogosferze.

Otrzymując tego typu wyróżnienie staram się zawsze postępować zgodnie z zasadami zabawy i wybierać blogi do dalszej nominacji.
Tym razem jednak nie zrobię tego z dwóch powodów:
- nie jestem w stanie efektywnie myśleć
- nie jestem w stanie wybrać tylko 10 blogów (powód jest łatwy do odgadnięcia - takich blogów jest o wiele więcej)...

Spiżarnia 2009 - Podsumowanie



Część pierwsza - czerwiec/lipiec

Przetwory owocowe
Dżemy, frużeliny, konfitury:


Kompoty:


Na surowo:


Soki, syropy:

Octy, kiszonki:



Przetwory warzywne


Owocowo - warzywne

Część druga - lipiec
Owoce
Część trzecia - sierpień/wrzesień
Na słodko

Na słono, kwaśno, pikantnie

Część czwarta - październik

Owoce

Warzywa

Owocowo - warzywne

Kod do banera podsumowania:

piątek, 13 listopada 2009

Sałatka fasolowa z salami i wędzonym serem

A więc dzisiaj - w piątek 13 - rozpoczynamy kolejne święto miłośników sałatek.

Pierwsza moja sałatka, to propozycja według przepisu z książeczki "Sałatki i surówki" E.Kotarskiej 1995r., tam występuje jako "Dwukolorowa"
Zrobiłam ja kiedyś, chyba 2 -3 razy, ale dzisiaj to wersja zmieniona.
Dodałam salami, a zwykły ser tylżycki zastąpiłam żółtym serem wędzonym .
Na inaugurację jesiennego bar sałatkowego wydaje mi się idealna.

Składniki:
- 1 puszka czerwonej fasoli
- 1 puszka białej fasolki
- pęczek koperku
- kawałek ostrego salami
- 5 dkg wędzonego żółtego sera
- 1- 2 ząbki czosnku
- 5-6 łyżek sosu vinaigrette

Sos:
- 2 łyżki soku z cytryny
- 4 łyżki oleju słonecznikowego
- pieprz ziołowy, sól, cukier
Wszystkie składniki razem z przyprawami wlać do słoika typu twist, zamknąć i wstrząsnąć kilka razy.

Koperek umyć, osuszyć, posiekać.
Czosnek obrać, rozetrzeć z solą, dodać do sosu.
Salami pokroić w jak najcieńsze piórka.
Białą i czerwoną fasolę opłukać z zalewy ( przegotowaną wodą), osączyć, wymieszać w salaterce z koperkiem i salami.


Zalać sosem, wymieszać.
Przed podaniem posypać startym serem.

czwartek, 12 listopada 2009

Śledzie po kaszubsku

Tak sobie myślę, czy to nie jest kolejna nazwa potrawy z gatunku "fasolka po bretońsku".
Chcąc się "podeprzeć" wiarygodnym źródłem szukałam w różnych miejscach, ale nie znalazłam na stronach z kuchnią kaszubską takiej potrawy.
Pierwszy raz jedliśmy tak przyrządzone śledzie podczas któregoś z naszych pobytów na Półwyspie Helskim, więc może to jednak "kaszuby".

Ten pochodzi z gazetki świątecznej na Boże Narodzenie - "Pani domu poleca" 2001
Już od dawna zabierałam się do przyrządzenia śledzi w ten sposób, a teraz jest ku temu okazja.


To moja ósma propozycja w zabawie "Gotujemy po polsku! pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl
I ostatnia w tej edycji - niestety, zbyt krótkiej jak na moje chęci.
Wiem, że nie jestem odosobniona w tym niedosycie.

Składniki:

- 6 filetów śledziowych
- 5 cebul
- mała puszka koncentratu pomidorowego
- 1 szklanka oleju
- mleko
- sól, pieprz
- 1 łyżka rodzynek (dowolnie)

Śledzie namoczyć w mleku.
Cebule obrać i pokroić w plasterki.
Udusić na połowie oleju - nie rumieniąc.
Dodać pozostałą część oleju, koncentrat pomidorowy, wsypać rodzynki, doprawić odrobiną soli oraz pieprzem (można doprawić sokiem z cytryny).
Śledzie opłukać, osączyć i pokroić w dzwonka.
W słoiku układać warstwami ciepłą cebulę i śledzie.


Ostatnią warstwę ułożyć z cebuli.
Ostudzić i wstawić do lodówki (najlepiej na 2 doby).

środa, 11 listopada 2009

Moje gotowanie bigosu - moje święto kulinarne

Bigos - to moje pierwsze popisowe danie, którego przyrządzanie opanowałam jako młoda mężatka i początkująca gospodyni. Od wielu lat gotuję  w ten sam sposób, zachowując prawie ten sam skład podstawowy.
Moje gotowanie bigosu to rytuał, który trwa kilka dni.
Poszczególne składniki dodaję zawsze w ilościach "na oko" i "mniej więcej".
Nie jest to potrawa zdrowa, ale jaka pyszna...

O bigosie napisano wiele, trudno byłoby tutaj zacytować choćby część z literatury tematu.
Napiszę więc tylko o moim gotowaniu bigosu.

Uwielbiam gotować bigos - to dla mnie prawdziwe święto kulinarne kilka razy w roku, w okresie jesienno - zimowym. Bo dla bigosu musi być odpowiedni klimat i pora - także pora roku.
Teraz kupuję wszystko bez problemu, ale jakim szczególnym wyzwaniem było zdobywanie potrzebnych składników w latach osiemdziesiątych. Pamiętam, jak pewnego razu w trakcie akcji "bigos" moja przyjaciółka "zdobyła" kabanosy, z którymi triumfalnie przybyła do mojej kuchni i dorzuciła do gara.
Ech... to były czasy.

Bigos gotuję inaczej, niż to podają przepisy w książkach kucharskich. Wszystkie składniki przygotowuję każdy osobno, a w wielkim finale łączę je w garnku (dodaję również sosy od mięs) i dogotowuję, zamrażam, odgrzewam, dosmaczam, zamrażam itd. Im więcej razy bigos jest zamrażany i odgrzewany, tym lepszego nabiera smaku.

Najczęściej gotuję z 3 kg kapusty, ale zdarzyło mi się kiedyś  tworzyć bigos z 5 kg kiszonej kapusty - wtedy pojechał do Belgii i miał pokazać polską kuchnię na Zachodzie.
Przez lata gotowałam tylko z kiszonej, ale ostatnio dodaję także kapustę świeżą.




Składniki (tak mniej więcej):
- 1 kg świeżej kapusty
- 2 kg kiszonej kapusty
- 1/2 kg wołowiny bez kości
- 1/2 kg szynki wieprzowej
- 25 dkg wędzonego boczku
- 25 dkg brzuszka wieprzowego
- 50 dkg różnych kiełbas
- 10 dkg suszonych grzybów
- cebula
- kilkanaście suszonych śliwek
- kilka łyżek żurawiny do mięs
- smalec i olej
- przyprawy: sól, pieprz czarny mielony i w ziarenkach, liście laurowe, ziele angielskie, ocet

- Grzyby umyć, zalać chłodną przegotowaną wodą i namoczyć na kilka godzin.
Potem ugotować w tej wodzie, w której się moczyły.
Doprawić do smaku solą i mielonym pieprzem.
- Brzuszek natrzeć solą i papryką, obłożyć cebulą pokrojoną w talarki zostawić na kilka godzin w chłodnym miejscu.
Potem upiec w prodiżu lub piekarniku.
- Świeżą kapustę poszatkować, zalać wrzącą wodą i ugotować do miękkości.
Pod koniec gotowania dodać łyżkę smalcu i łyżkę octu, posolić.
- Kapustę kiszoną pokroić, zalać wrzącą wodą i ugotować do miękkości z dodatkiem płaskiej łyżki smalcu.
- Szynkę wieprzową opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem.
Natrzeć solą i przyprawami, posmarować olejem - upiec w rękawie do pieczenia lub w naczyniu żaroodpornym.
- Wołowinę pokroić tak jak na bitki, lekko pobić tłuczkiem, obsmażyć na patelni, przełożyć do rondla.
Na patelnię wlać trochę wody i zagotować (w ten sposób zbierze się jeszcze trochę sosu z mięsa).
Wlać do rondla, dodać liść laurowy, pieprz i ziele angielskie - udusić do miękkości.
Doprawić solą.
- Boczek pokroić w kostkę i króko podsmażyć..
- Kiełbasę pokroić w ćwierćplasterki i również pod smażyć (na tłuszczu po boczku).
- Śliwki namoczyć w chłodnej wodzie na 2 godziny.

Kiedy już wszystkie składniki są gotowe czas na wielki finał, czyli połączenie.

Do gara wkładam:
kapustę kiszoną, odcedzoną kapustę świeżą, pokrojone w grubą kostkę mięsa, brzuszek i grzyby, boczek, kiełbasę, śliwki, żurawinę.
Wszystko mieszam i gotuję razem co najmniej godzinę .
Po ostudzeniu zamrażam w lodówce lub wystawiam gar na balkon (jeśli jest odpowiednia temperatura).

A potem, jak pisałam wcześniej - odgrzewanie, zamrażanie...

Aż mięsa pięknie się rozgotują, a całość nabierze brązowo rumianego koloru.

Smacznego!



To moja siódma propozycja w kulinarnej zabawie "Gotujemy po polsku!" pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

wtorek, 10 listopada 2009

Kiełbasa w sosie polskim


Według przepisu z książeczki M.Lemnis, H.Vitry "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole" 1980r.

Moja szósta propozycja w zabawie "Gotujemy po polsku!" , której patronem jest serwis zPierwszegoTloczenia.pl

Składniki: (zrobiłam z 1/2 ilości składników)
- 80 dkg - 1 kg "białej" kiełbasy
- 1 butelka jasnego piwa
- taka sama ilość wody
- 2 duże cebule
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka mąki
- 2 łyżki octu winnego
- skąpą łyżkę cukru
- sól do smaku

Cebulę drobno posiekać.
Do garnka wlać gorącą wodę, piwo i zagotować.
Dodać cebulę i kiełbasę - gotować na małym ogniu 20 minut.


Wyjąć kiełbasę, a wywar przetrzeć przez sitko.
Z mąki i masła zrobić rumianą zasmażkę i dokładnie połączyć z przetartym wywarem.
Dodać ocet winny, cukier, sól.
Sos zagotować i włożyć do niego kiełbasę pokrojoną na skośne kawałki.
Z tą ilością mąki sos nie jest gęsty - można więc użyć więcej mąki, jeśli wolimy gęstszy.

Kapuśniak ze słodkiej kapusty


Gorący... rozgrzewający... doskonały na dzisiejszą listopadową szarugę za oknem.
Przy okazji gotowania zawsze przypomina mi się taki kapuśniak mojej babci - gotowany w zupełnie innych warunkach.
W drewnianej chacie krytej strzechą, na ogromnym piecu opalanym drewnem (babcia oczywiście w każdą sobotę piekła chleby).
Czasami do pieca wrzucało się iglaste gałązki z szyszkami, które tak ślicznie strzelały w ogniu.
Babcia gotowała zawsze na kawałku wędzonej mięsa ze świnki własnego chowu i ten zapach wędzonki to kolejne wspomnienie dzieciństwa, którego już nigdzie nie znajdę.
Nie ten czas, nie ten klimat...

To moja piąta propozycja w kulinarnej zabawie "Gotujemy po polsku" pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl.




Składniki:
- 1 l wywaru jarzynowego (własnej roboty - nie z kostki)
- biała kapusta
- kawałek wędzonego boczku
- 1 łyżka octu
- sól
- ziemniaki


Kapustę umyć, pokroić lub poszatkować i włożyć do wrzącego wywaru.
Gotować do miękkości - doprawić solą i octem.
Boczek pokroić w kostkę, zesmażyć na patelni, dodać do kapusty, chwilę pogotować.


Ja nigdy nie dodaję ziemniaków do tego kapuśniaku - podaję je na osobnym talerzu.
Tłuczone - okraszone smażoną cebulką.
Tak, jak się jadło u babci na podlaskiej wsi.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Kluski (łyżką) kładzione


Moje bardzo, bardzo ulubione kluseczki - numer jeden na liście kluch i klusek.
Tylko do mięsnego sosu - nigdy w słodkich kombinacjach.
Muszą pływać w tym sosiku swobodnie...

Ten przepis to moja czwarta propozycja w zabawie "Gotujemy po polsku!" pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl




Składniki:

- mąka pszenna
- 1 surowe jajko
- woda (mineralna gazowana)
- sól

Jajko dokładnie rozbić widelcem lub mieszadłem, dodać wodę.
Od pewnego czasu używam wodę mineralną gazowaną, wydaje mi się, że z dodatkiem tej wody kluski są bardziej puchate i lekkie.
Ciągle mieszając dodajemy mąkę, aż ciasto będzie dość gęstą masą.
Solimy i jeszcze raz mieszamy.
W dużym garnku zagotować wodę, posolić.
Łyżkę stołową zanurzamy we wrzątku, następnie brzegiem łyżki nabieramy trochę ciasta (1/5 łyżki) i uderzając o brzeg garnka strącamy kluskę do wrzątku.
Gotujemy na małym ok. 10 minut od momentu wypłynięcia klusek na powierzchnię wody.

niedziela, 8 listopada 2009

Kurczak niedzielny


Kurczak pieczony na niedzielny, rodzinny obiad.
Jeśli robię kurczaka bez farszu, tylko z ziołami, wtedy wolę go piec w kawałkach (pokrojonego wcześniej).
Trwa to krócej i oszczędniej dla naszego piekarnika.

To potrawa bardzo łatwa , mało pracochłonna - odpowiednia na niedzielny obiad, kiedy nie koniecznie chcemy sterczeć wiele godzin w kuchni.
A przy zakupie odpowiednio dużego ptaka (ten ważył 2, 40 kg), rodzina będzie najedzona.


Oprócz kurczaka potrzebujemy:

- przyprawy , jakie chcemy: ja użyłam tym razem tymianek i majeranek z balkonowej skrzynki (gałązki ususzone), sól, pieprz
- kilka ząbków czosnku
- olej

Kurczaka dokładnie oczyścić, umyć, podzielić na części.
Olej wymieszać z rozkruszonymi ziołami, każdą część kurczaka zanurzyć w oleju, układać na blasze.
Czosnek obrać, rozdrobnić, posypać nim mięso.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temperaturze 200C ok. 50 minut.
Następnie zmniejszyć temperaturę do 180 C i dopiekać jeszcze ok. 30 minut.


Podawać z ziemniakami z wody (okraszonymi wytopionym tłuszczem) oraz sałatą ze śmietaną lub surówką .


To moja trzecia propozycja w ramach zabawy "Gotujemy po polsku!" pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl

sobota, 7 listopada 2009

Po prostu "mielone"


U nas nie mówi się "kotlety mielone".
To są "mielone" i wszyscy wiedzą, o jaki rodzaj kotlecików chodzi.
Najprostsza wersja, ale robię ją najczęściej.
I nawet nie dlatego, że jest najszybsza i najłatwiejsza, ale jest bardzo smaczna.
W smażeniu tych kotlecików ważne jest osiągniecie rumianej, chrupiącej skórki bez zbytniego przypalenia.
No i żeby nie wyprodukować takich okazów, jak to zrobiła ciocia Anuli (grana przez Alinę Janowską) w jednym z odcinków serialu "Wojna domowa".


Składniki:


- 50 dkg mięsa mielonego wieprzowego
- 1 całe jajko
- 1 czerstwa bułka kajzerka
- 1 cebula
- sól, pieprz mielony
- bułka tarta
- tłuszcz do smażenia (olej, smalec)

Bułkę namoczyć w przegotowanej chłodnej wodzie.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, podsmażyć na złoty kolor.
Do mięsa dodać surowe jajko, odciśniętą z wody bułkę, cebulę, dodać przyprawy i dokładnie wyrobić.
Z mięsa formować nieduże kotleciki, obtoczyć je w tartej bułce , lekko spłaszczyć i smażyć na gorącym tłuszczu z obu stron.



Te kotleciki zostały zjedzone z kaszą gryczaną wypiekaną na sypko i z jarzynką z buraczków.

To moja druga propozycja w zabawie "Gotujemy po polsku" pod patronatem agregatora blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl

piątek, 6 listopada 2009

Placki kartoflane (z surowych ziemniaków)

Rozpoczęła się szczególnie oczekiwana przeze mnie akcja Ireny i Andrzeja.
Oczekiwana z dwóch powodów:
pierwszy to ten, że ubiegłoroczne Gotowanie po polsku było moim debiutem w kulinarnych akcjach, a drugi - moja kuchnia jest typowa kuchnią polską.
Już kiedyś pisałam na blogu o polskim charakterze mojego gotowania.
Teraz, poprzez udział w różnych akcjach (a szczególnie w podróżach "Z widelcem po Europie") częściej sięgam do smaków innych kuchni.
Jednak polskie jedzenie pozostanie dla mnie najważniejsze - na nim się wykształciły moje kubki smakowe już na zawsze...

Placki kartoflane (z surowych ziemniaków)

Placki kartoflane - tak były nazywane u nas w domu.
Moja najbardziej ulubiona potrawa z ziemniaków.
Ziemniaki jako dodatek drugiego dania jemy najczęściej - są na pierwszym miejscu przed kluskami, ryżem, czy kaszą.
Te placki to taka prosta potrawa (nic szczególnie odkrywczego kulinarnie).
Jednak jest moją pierwszą propozycją w ramach zabawy kulinarnej "Gotujemy po polsku!", której patronuje agregator blogów kulinarnych zPierwszegoTloczenia.pl. , bo ja po prostu kocham placki kartoflane.
A robię je tak, jak pamiętam z domu rodzinnego.

Składniki:


- 5-6 dużych ziemniaków
- 1 jajko
- 1 łyżka mąki pszennej
- 1 mała cebulka
- sól, pieprz, cukier (do posypania)
- olej do smażenia

Obrane ziemniaki i cebulkę ucieram na tarce (na części z okrągłymi dziurkami).
Do masy dodaję surowe jajko, mąkę - doprawiam solą.


Po dokładnym wymieszaniu już można smażyć placki.
Na rozgrzany tłuszcz kładę niedużą ilość masy ziemniaczanej i jeszcze ją lekko rozpłaszczam na patelni.


Placki powinny być cienkie, bo zbyt grube spalą się na wierzchu, a pozostaną surowe w środku.
Na druga stronę przewracam, kiedy już są zrumienione od spodu.
Na talerzu posypuję cukrem - lubię tylko takie połączenie.