czwartek, 7 maja 2009

Chlebowy debiut

Najtrudniejszy pierwszy krok - to stare powiedzenie sprawdza się ciągle (i to w różnych dziedzinach naszego życia).
Tym razem chodzi o mój pierwszy krok w stronę własnego chleba.
Jako, że nie piekę ciast wyrabianych ręcznie, unikam pierogów i innych mącznych fanaberii wymagających gniecenia i innego mocowania się z tworzywem, wydawało mi się, że chleb upieczony w domu jest dla mnie raczej nieosiągalny.
Jednak dzięki internetowi, a dokładniej odwiedzanym blogom i forum, dostrzegłam światełko w tunelu czyli pieczywo, którego ciasto wystarczy wymieszać.

Bardzo tęskniłam za prawdziwie polskim chlebem, który pamiętam z dzieciństwa.
Jedno wspomnienie - to chleb z małej, prywatnej piekarni, po który chodziłam sama (czasami również kupowałam tam barszcz na zalewajkę).
Drugie - równoległe w czasie wspomnienie, to wakacje u babci na dalekiej, zabitej dechami (jeszcze bez prądu elektrycznego) wsi białostockiej.
Babcia piekła chleb w każdą sobotę i obrazy z tym związane tworzą cały film etnograficzno - edukacyjny.
A jak ten chleb nam później smakował! -posmarowany smalcem z grubymi skwarkami (ze skórką) i posypany kryształkami gruboziarnistej soli, ze świeżym zielonym ogórkiem (zerwanym właśnie w ogródku).

Przygotowując się do tego pierwszego pieczenia od jakiegoś czasu zbierałam przepisy na ten rodzaj chleba i bułek, do których mieszamy składniki ciasta.


A przedwczoraj trafiłam na kolejne zaproszenie do Weekendowej piekarni # 30, w której jednym z pieczonych chlebów jest Chleb razowy pszenno - żytni ze słonecznikiem. Taki bez wyrabiania, właśnie coś dla mnie.
Wszystko dobrze - tylko, że zaczynając od zera nie mam zakwasu.
Ale jak się go robi?
Z tym nie było większego problemu, bo w zebranych materiałach mam kilka przepisów.
Na pierwszy ogień wybrałam przepis z forum Domowa piekarenka - wydał mi się najprostszy.
W przepisie Tatter na zakwas żytni doczytałam się, że mąka żytnia jasna jest pozbawiona niebędnych składników odżywczych. Ale cóż zrobić, taką miałam w domu.

I wczoraj zaczęłam.

Biorąc pod uwagę obydwa przepisy - 5 dni na wyhodowanie zakwasu i przygotowanie ciasta 1 dzień wcześniej przed pieczeniem - nie zmieszczę się w terminie weekendowym. W niedzielę mogę dopiero przygotować ciasto, które upiekę następnego dnia (poniedziałek).

Ale nic to - najważniejsze, że wreszcie zaczęłam.


Zakwas na chleb

1 dzień rano
- 10 dkg mąki żytniej razowej typ 2000, letnia woda - tyle, aby powstało ciasto o konsystencji gęstej śmietany. Mieszamy w słoiku albo garnku kamiennym, najlepiej drewnianą łopatką, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce.
Po kilkunastu godzinach zajrzyjmy do niego i pomieszajmy .
2 dzień rano
- dodajemy 10 dkg mąki, wody tyle, aby gęstość papki była mniej więcej jednakowa. Papka stopniowo zacznie pracować. Mąka zacznie „kisić się” wytwarzając przy tym kwaskowy zapach
3 dzień rano
W garnku już powinno sie coś dziać. Tym razem możemy dosypać więcej mąki i wody, utrzymując podobną konsystencję papki.
4 dzień rano
-
to samo
5 dzień:
Zakwas gotowy, możemy piec chleb.

To tyle z teorii, zobaczymy co wyjdzie w praktyce.

2 komentarze:

  1. to trzymam kciuki za zakwas na początek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, przydadzą się bardzo, bo jestem pełna obaw, czy to "coś" będzie się nadawało do chleba...

    OdpowiedzUsuń