niedziela, 10 maja 2009

Zupa szczawiowa z jajkiem

Są tacy, którzy nie jadają zup - nie muszą ich mieć w swoim jadłospisie. Najgorzej mieć takiego osobnika w swoim domu, jeśli dla nas dzień bez zupy, to dzień stracony. Mój (od dawna) mąż nie przepada za zupami, chociaż i tak widzę pewną poprawę. Jak to mówią "kropla drąży skałę", a kropla zupy po latach zmienia przyzwyczajenia. Teraz częściej daje się namówić do ich jedzenia, chociaż najlepiej, żeby to była zupa czysta. Są jednak dwie, które szczególnie lubi od dawna: szczawiowa i chłodnik litewski (w wersji bez szyjek rakowych, bo skąd je u nas wziąć?). W ramach Tygodnia Kuchni Staropolskiej wolałabym ugotować krupnik, ale ponieważ teraz mamy świeży młody szczaw, to nie było wyjścia.

A zupa była pyszna, ugotowana idealnie - gdybym miała gości, albo jakoś specjalnie się starała "na pokaz" to oczywiście coś by się nie udało.
A tak delektowaliśmy sie nią we dwoje.

Przepis Ćwierczakiewiczowej ("365 obiadów") do tej akurat zupy rozbraja ogólnikowym opisem - raczej mało przydatnym początkującej kucharce.
To charakterystyczne u niej, że podaje opis - często bez dokładnych ilości składników.
W wielu miejscach zapominała, że ona w i e, ale książka była głównie przeznaczona dla tych, co nie wiedzą i dopiero się uczą.
"Ugotowawszy dobry rosół, usiekać tyle szczawiu, żeby zupa była kwaśna; ten szczaw udusić w maśle, rozprowadzić rosołem i zaprawić śmietaną rozbitą z mąką, dać się raz zagotować i wydać na stół (...)"

Ugotowałam zupę według przepisu z książki M.Ochorowicz - Monatowej "Uniwersalna książka kucharska".
Ta książka nie jest tylko pamiątką rodzinną, stojącą na półce.
Korzystam z niej tak jak z innych, współcześnie wydanych.
Jak już kiedyś wspomniałam, to książka mojej babci, z której korzystała jako młoda mężatka w początku lat 30 - tych XX wieku.
Ostatnio pomyślałam sobie, że moja babcia nigdy pewnie nie przypuszczała, że po tylu latach jej wnuczka i prawnuczka będą tak często do tej książki zaglądać.

W przepisie na zupę szczawiową Monatowa daje dwie ważne według mnie informacje: liście obrać z łodyg i szczaw posolić w trakcie duszenia.
Oto oryginalny przepis:
Zupa szczawiowa

"Ugotować rosół na kościach i odpadkach mięsa. Dobre dwie garście szczawiu obrać z łodyg idących środkiem liścia, opłukać wycisnąć i posiekać na surowo.



Dać na masło, aby się udusił i troszkę posolić, by koloru nie stracił. Gdy rosół gotów, zaprawić go 1/2 litrem śmietany kwaśnej rozbitej z łyżką mąki i zagotować razem z uduszonym szczawiem. Do tej zupy podają się jaja faszerowane w łupkach lub jaja na twardo obrane z łupiny i pokrajane w cząstki, licząc po jednem na osobę. Można zamiast jaj podać tylko grzanki."

Uzupełniając przepis:

- kawałek dowolnego miesa (ok. 30 dkg)
- włoszczyzna: 2 marchewki, pietruszka, por, seler
- 1,5 l wody plus trochę na wygotowanie
- 35 dkg szczawiu (już obranego, bez łodyg)
- 1 łyżka masła
- 6 łyżek śmietany
- 1 czubata łyżka mąki pszennej

Moja mama zawsze szczaw przepuszczała przez maszynkę do mięsa - wtedy z liści wyciska się taki aromatyczny jasnozielony sok.
Ja podzieliłam szczaw na 3 części:
1/3 - duszę na maśle według przepisu
2/3 - przez maszynkę.

Zupa ma w sobie jednocześnie pływające listki i aromat surowego soku.


2 komentarze:

  1. zupa szczawiowa jest zawsze super pomyslem !!! :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to zupa z obowiązkowego kanonu dla zupowych fanów :)

    OdpowiedzUsuń