środa, 17 czerwca 2009

Zmiana orientacji

Muszę zmienić własną orientację ... żywieniową.
Domaga się tego mój organizm, czego dał ostatnio wyraźny i bolesny sygnał.
Szczęściem w nieszczęściu jest to moja indywidualna powtórka z rozrywki, bo już raz to przerabiałam kilka lat temu.
Pozostały mi z tego okresu materiały, czyli książeczki z przepisami dla tej diety.
Teraz są jak znalazł, chociaż miałam nadzieję, że całkowicie zakurzą się na kuchennej półeczce, gdzieś w kąciku.
Fakt, że znam już procedury w stosunku do własnego organizmu jest bezcenny, bo pomoc lekarska (w bezpłatnej przychodni) jest żadna w tym zakresie.
W najlepszym przypadku dostanie się ogólnikowe uwagi, ale najlepiej pomóc sobie we własnym zakresie.

Z tego powodu muszę się więc czasami rozdwoić w kuchni , czyli przyrządzać niektóre potrawy osobno dla siebie i dla rodziny.
Mam jednak nadzieję, że ten okres bardzo restrykcyjny dla mnie nie będzie bardzo długi i powoli włączę kolejne potrawy do swojego jadłospisu.

W tej sytuacji będę jednak męża też czasami karmić moim jedzeniem - to mu tylko wyjdzie na zdrowie.

Biorąc pod uwagę jednak naszą kondycję fizyczną i patrząc perspektywicznie powinnam zmienić zasadniczo nasz tryb żywieniowy na kuchnię lekkostrawną, typu śródziemnomorskiej.
Wiem od dawna o jej zaletach, ale tak trudno uwolnić się od nałogu jakim jest upodobanie do naszej polskiej kuchni w jakiej się wyrosło.
Kocham polską kuchnię z jej ciężkostrawnymi, smażonymi, tłustymi, zawiesistymi, mocno przyprawionymi przysmakami.
Oboje zostaliśmy wychowani na takim jedzeniu, a ja w swojej kuchni z radością kontynuowałam polskie tradycje, więc ciężko nam będzie pozbawić się po tylu latach znanych smakowych przyjemności.

I całkowicie ich się nie mamy zamiaru wyzbywać ...

Skoro moja kuchnia jest teraz trochę na diecie postanowiłam przepisy tego rodzaju umieszczać w osobnym blogu.

To blog "Moja kuchnia na diecie

Nie chcę w każdym nowym poście tłumaczyć od początku, dlaczego taki przepis, z jakiej diety i według jakich zasad.

Będę więc teraz pojawiać się w dwóch kuchennych odsłonach.



6 komentarzy:

  1. Pelu naprawde wspolczuje! I podziwiam wytrzymalosci. Ja powinnam rowniez byc na diece, a nie umiem sie zebrac w sobie i od trzech dni znowu umieram na brzuch :(
    Pozdrawiam serdecznie!
    Polka

    OdpowiedzUsuń
  2. Polko - Ja oczywiście bez przymusu pewnie nie narzuciłabym sobie takiej dyscypliny.Zawsze po drodze gdzieś bym się rozgrzeszała z własnego łakomstwa.
    Teraz miałam do wyboru tylko dwie opcje: natychmiastowa dieta na całej linii, albo ciężkie i trwałe uszkodzenie trzustki w parze z wątrobą.
    Na obecnym etapie jakoś mój żołądek tak nie protestuje.
    A na początku ból i skurcze głodnego żołądka miałam w pakiecie z innymi bólami, to już mi było wszystko jedno.
    Najgorzej jest ze zmianą psychicznego nastawienia - to jest podstawa powodzenia diety.
    Też przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, Pelu....
    Ciężko jest się rozstać z tradycjami kulinarnymi ... Ja, ze swoim ... łakomstwem ... A też powinnam zacząć stosować dietę dla cukrzyków - gdyż jest to właśnie niskowęglowodanowa dieta i jak najbardziej wskazana dla ludków z nadwagą... Niestety... Może się przy Tobie zmobilizuję! Życzę Tobie dużo zdrówka i wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  4. wspolczuje tych problemow zdrowotnych :(( ,mam nadzieje,ze dzieki diecie unormuja sie te problemy i bedzie potem jako tako ....
    trzymam kciuki za zmiane nastawienia psychicznego i szybkie i bezbolesne dostowanie sie do tej koniecznej dietki

    OdpowiedzUsuń
  5. Pelu! będziemy sie wspierać bo ja też bede musiała zmienić orientacje...
    dopiero rozeznaje sie na nowym terenie, ale już wprowadzam zmiany w życie

    OdpowiedzUsuń
  6. Aryska, Gosi@, Aga - dzięki za słowa wsparcia i otuchy.
    Skoro musimy dokonywać takich "bolesnych" zmian w swoim żywieniu, to w gromadzie zawsze raźniej.
    Trzymajmy się...

    OdpowiedzUsuń