niedziela, 26 lipca 2009

Makaron jest dobry na wszystko

....to akcja Potrawy.
Od chwili jej ogłoszenia, po zapoznaniu się z zasadami (w zaproszeniu), zastanawiałam się, jakie to swoje popisowe danie mam wybrać.
Wybrać, przygotować, zaprezentować.
Miało być jedno, więc myślałam tak nad wyborem, myślałam, dni mijały, upał przeszkadzał, aż doszłam do dzisiaj, czyli ostatniego dnia akcji.
Moje popisowe dania makaronowe nie są szczytem luksusu, ekstrawagancji, egzotyki, tajemniczości, skomplikowania itd.

Są to dwa dania szczególnie ulubione przez rodzinę, o czym świadczy częste ich wybieranie - po moim stałym pytaniu: co zrobić na obiad?
Jedno to zapiekanka z mięsa mielonego z sosem pomidorowym.
Ale numer 1 to makaron z sosem mięsno-pomidorowym w wersji turystycznej.
Robiłam go niezliczoną ilość razy i mam sentyment do tego dania.
Zawsze przywodzi mi na myśl wspomnienia wakacyjnych wyjazdów.
Te pierwsze, najdawniejsze gotowałam w menażce na kocherze spirytusowym ustawionym na trawie przed namiotem (kucając wdzięcznie, żeby zamieszać).
Później to już było "luksusowe" gotowanie na butli gazowej w przyczepie campingowej.

Jednak niezależnie od warunków przepis był zawsze ten sam:

Cebulę pokroić w kostkę i obsmażyć na oleju w menażce.
Dodać podziabaną na kawałki konserwę mięsną - kiedyś to była z trudem upolowana przed wakacjami "Wołowina w sosie własnym".
Pogotować kilka minut (cały czas pilnować palnika, żeby nie zgasł płomień - od wiatru).
Dodać koncentrat pomidorowy, przyprawy (jakie się ma), dobrze wymieszać, zagotować.
W drugiej menażce ugotować makaron, odcedzić (wodę odlać do puszki po konserwie lub do dołka za namiotem).

Dzisiaj zrobiłam inna wersję sosu - bardziej dietetyczną, bo z mięsa kurczaka i bez cebuli.
Ale za to z warzywami, które ładnie zagęszczają sos i dodają nieco innego smaku.
Przepis w "Mojej kuchni na diecie".

1 komentarz:

  1. Ja co prawda zwykle mięso w konserwie omijam szerokim łukiem, ale mi też kojarzy się z wakacjami na kampingu, więc możę jak zacznie mnie ogarniać tęsknota za wakacjami (ostatnio często, bo termin urlopu nadal nieznany), to zrobię sobie chociaż taki wakacyjny mamaron.

    OdpowiedzUsuń