sobota, 31 października 2009

Śledzie z dynią na spacerze

Festiwal Dyni już się kończy.
Wzięłam w nim udział wyłącznie dzięki entuzjazmowi, z jakim Bea zachęca nas do poznawania dyniowych smaków.
Beo - dziękuję za zorganizowanie tej pożytecznej dyniowej zabawy.
Jeszcze nie wiem, czy polubiłam dynię.
Chyba za mało potraw z niej przygotowałam, chociaż pięć na debiut to i tak nie najgorzej.

Na zakończenie festiwalu zrobiłam śledzie (nic to dziwnego, bo śledzie robię bardzo często).
Prawdę mówiąc nie szukałam przepisu śledziowego w związku z dynią - na takie połączenie nie wpadłam.
Ten przepis sam się otworzył w cienkiej książeczce "Śledzie na 100 sposobów" prawie mówiąc prosząco: "Wybierz mnie, wybierz..."
Czytając niecodzienny dla mnie tytuł przepisu momentalnie zobaczyłam oczami wyobraźni takie obrazki:
idzie ulicą dynia z dwoma śledziami na głowie lub chudziutka dynia ozdobna spaceruje w ogrodzie ze śledziami pod rękę - ewentualnie gruba, wielka dynia na krótkich nóżkach wolno się toczy prowadząc na smyczy śledzie chudziutkie jak jamniki...

Odpowiedź mojego śledziożercy na standardowe pytanie zadane po konsumpcji:
Ja - no i jak ???
On - pycha !!!

A teraz szybko składniki:

- 4 marynowane śledzie
- 25 dkg puree z dyni
- 1 winne jabłko
- 1 cebula
- 1/2 szklanki śmietany (dałam trochę mniej)
- 2 jajka ugotowane na twardo
- posiekany szczypiorek
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- pieprz, sól

Jabłko i cebule obrać.
Zmiksować razem z dynią na jednolitą masę.
Dodać sól, pieprz, sok z cytryny i śmietanę.
Pokrojone w dzwonka śledzie polać sosem, wstawić na 2 godziny do lodówki.
Przed podaniem posypać rozkruszonymi jajkami i szczypiorkiem.

Dynia pasteryzowana słodzona (do sałatek).


Chciałam zrobić z dyni coś do Spiżarni, ale nie koniecznie musiała to być dynia marynowana (najbardziej znany mi przetwór - wytwór dyniowy).
W książeczce Z. Zawistowskiej "Przetwory domowe" 1981 r. (kopalnia przepisów!) znalazłam ten właśnie.
Doskonały przepis dla zapobiegliwych sałatkożerców
Tak przygotowana dynia może być dodatkiem do sałatek owocowych i warzywnych.
Robimy sałatkę, coś tam sobie komponujemy, sięgamy do zapasów i ... mamy jak znalazł.
Nie wiem jaki będzie efekt smakowy, bo to premiera.

Składniki:

- 1 kg oczyszczonej dyni
- 50 dkg cukru
- 1/3 łyżeczki kwasku cytrynowego
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki utłuczonych goździków
- po kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego

Dynię umyć, obrać, usunąć luźny miąższ z pestkami.
Oczyszczoną dynię pokroić w kostkę.
Zagotować 2 - 3 szklanki wody, do wrzątku włożyć dynię, gotować 1- 2 minuty, odcedzić.
Odmierzyć 2 szklanki wywaru, dodać cukier, kwasek cytrynowy, pieprz i ziele angielskie, zagotować.
Dynię ułożyć w niewielkich słoikach, oprószyć cynamonem i goździkami.
Zalać gorącą zalewą.
Zamknięte słoiki wstawić do garnka z podgrzaną wodą.
Pasteryzować w temperaturze 85 C przez 20 minut.
Wyjąć słoiki, docisnąć zakrętki, ostudzić.

Nalewki z aronii

Owoce aronii staram się zrywać z krzaczka jak najpóźniej, robię to w ostatnim tygodniu października.
Pewnie podświadomie czekam na pierwsze przymrozki, które przymroziłyby kuleczki.
Dzięki temu owoce aronii tracą goryczkę.
Mnie co prawda ta goryczka zupełnie nie przeszkadza.
W ubiegłym roku zrobiłam nalewkę bez wcześniejszego mrożenia owoców i nalewka wszystkim smakowała (o czym świadczy pozostała niewielka reszta w butelce).

Jednak w ostatnich latach jakoś przymrozków nie ma, więc zbieram owoce i wyręczam się maszyną w zakresie mrożenia.
 

W tym roku jeden krzaczek dał 5,5 kg owoców (waga po oberwaniu szypułek).
Zebrane owoce obrywam z szypułek i płuczę.
Pozostawiam na sicie do obeschnięcia, a potem pakuję do torebek i do zamrażarki.



Z rozmrożonych owoców przygotowuję nalewkę.


Szukając przepisów do pierwszej nalewki trafiłam w internecie i znalazłam we własnych domowych źródłach kilkanaście sposobów.  Są również takie z zagotowaniem owoców.  W większości przepisów ilość cukru jest chyba zawyżona, bo czytając komentarze do nich znalazłam uwagi, że nalewka jest zbyt słodka.
Przedstawię trzy wybrane.
Pierwszy to przepis przeze mnie już wypróbowany w ubiegłym roku.

Nalewka z aronii (przepis wypróbowany)
- 1 kg owoców
- 1 litr spirytusu 70%
- 50 dkg cukru (można dać mniej)

Owoce zalać spirytusem i odstawić na 4 tygodnie.
Po tym czasie zlać nalewkę, a owoce zasypać cukrem.
Pozostawić do całkowitego rozpuszczenia cukru - od czasu do czasu potrząsać słojem.
Trwa to około 1 tygodnia.
Płyn odsączyć i połączyć z nalewem.
Nalewka dojrzewa około pół roku.

A na zdjęciu już końcówka z nalewki ubiegłorocznej

Nalewka aroniowa II

Składniki:
- 1 kg aronii
- 0,5 kg cukru
- 1,5 l spirytusu 50%
- 1 laska wanilii
- kawałek suszonego imbiru

Sposób wykonania:
Dojrzałe owoce aronii umyć, dodać cukier i przyprawy i zalać spirytusem.
Macerować w ciepłym miejscu 2 tygodnie, co kilka dni wstrząsając naczyniem.
Po tym czasie przefiltrować i przelać do butelek.
Powinna dojrzewać co najmniej przez 3 miesiące.

Nalewka aroniowa III

- 1 l spirytusu
- 1 kg aronii
- 40 - 50 dkg cukru
- 1 laska wanilii
- 10 goździków
- skórka z 1,5 cytryny i 1,5 pomarańczy
- szczypta cynamonu.

Owoce zalać alkoholem razem z przyprawami na 4 tygodnie.
Następnie nalewkę zlać, a owoce zasypać cukrem.
Gdy całkowicie się rozpuści, zlać i połączyć z nalewką.
Owoce zalać szklanką ciepłej wody, zostawić na 2 dni, płyn odsączyć, połączyć z nalewem.

piątek, 30 października 2009

Pieczone ziemniaki z farszem śledziowym


Druga odsłona pieczonych ziemniaków - tym razem z farszem śledziowym.
Od razu powiem, że to dla mnie najlepszy skład .
Taka inna wersja naszych polskich ziemniaków w mundurkach ze śledziami w śmietanie - pycha.
W tym zestawie ciepłe ziemniaki łączące się ze śledziowym nadzieniem są bardzo mi zasmakowały.

Tym razem upiekłam ziemniaki innym sposobem, korzystając z przepisu na blogu Iss
Nie gotowałam ich wcześniej, za to dłużej piekłam.


Ziemniaki po umyciu nacięłam z jednej strony na krzyż i natarłam mocno solą.
Włożyłam do naczynia żaroodpornego, polałam olejem i piekłam ponad 1,5 godziny w temperaturze 190 st.C

Sałatka śledziowa:

- śledzie marynowane wraz z cebulką
- kilka łyżek groszku konserwowego
- 2 jajka na twardo
- 1 ogórek kiszony
- jogurt
- majonez
- cukier, pieprz ziołowy

Jogurt wymieszać dokładnie z cukrem i majonezem, dodać rozdrobnione jajka, groszek i ogórek pokrojony w ćwierćplasterki.
Do sosu dodać pokrojone śledzie i cebulkę.

Muffinki z dynią

Ostatnio bardzo rzadko piekę coś słodkiego i najczęściej jest to praca pod presją (... czasu, bo goście już zaproszeni).
Dzisiejsze pieczenie było dla mnie samą przyjemnością.
Po załatwieniu rano ważnych spraw lekarsko - bankowych, zahaczając przy tym o rynek, wróciłam szybko do domu.
Szybko, bo na ulicach i w sklepach wzmożony ruch, jak to bywa przed dniem świątecznym.
A to, że zbliża się 1 listopada - dzień zadumy i wspomnień o tych, co odeszli - nie ma wpływu na stadne zachowania Polaków.
Prawie jakby to już była gorączka zakupowa przed Bożym Narodzeniem.

Za to w domu cisza i spokój, a za oknem coraz bardziej pochmurne niebo, wiatr mocno strząsa liście z drzew.
Jak przyjemnie wrócić do ciepłego mieszkania, wypić kawkę i na luzie przystąpić do muffinek.

I tak sobie powoli wyciągałam potrzebne naczynia i sprzęty, potem odmierzałam i dzieliłam, zdejmowałam z półki kolejne potrzebne przyprawy mając czas na ich powąchanie.
Radio dyskretnie brzęczało ulubioną muzyką, a nikt z sąsiadów nie warczał wiertarką, nie łomotał młotem po ścianie...
I tak w pewnym momencie doznałam uczucia świadomości własnego spokoju i zadowolenia - tak czasami się zdarza.
Wtedy wydaje się nam, że patrzymy na siebie z boku, oglądamy na filmie.

Przepis na te muffinki znalazłam na blogu Małgosi.dz w poście Jesienne muffinki, a pochodzi od Bajaderki.

"- 1/2 kostki rozpuszczonego masła
- 3/4 szklanki puree z dyni
- 1/4 szklanki maślanki
- 2 jajka
- 3 łyżki melasy
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
- 2 szklanki mąki
- 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru
- 1/4 łyżeczka zmielonych goździków
- szczypta zmielonej gałki muszkatołowej
- 3/4 szklanki brązowego cukru
- 3/4 szklanki rodzynków
- 3/4 szklanki posiekanych orzechów (niekoniecznie)

Piekarnik rozgrzać do 200 st.C, foremki na muffiny posmarować masłem lub wyłożyć papierowymi wkładkami.
Przesiać suche składniki do dużej miski, dodać brązowy cukier i dobrze wymieszać.
Dodać rodzynki i orzechy.
Lekko przestudzone masło wymieszać z puree dyniowym, maślanką, jajkami, melasą i ekstraktem waniliowym, wlać do miski z suchymi składnikami i lekko wymieszać tylko do momentu kiedy obie masy są połączone - nie dłużej, bo muffiny będą gumiaste i twarde. Przełożyć masę do foremek (można je dodatkowo posypać mieszanką 2 łyżek cukru, 2 łyżek posiekanych orzechów i 1/4 łyżeczki cynamonu) i piec około 20-25 minut - najlepiej sprawdzić drewnianym patyczkiem, powinien być suchy.
Podawać ciepłe lub w temperaturze pokojowej."

Zrobiłam wszystko dokładnie jak w przepisie, a jedyne moje drobne zmiany wynikają z braku kilku składników.
Zamiast melasy użyłam miód (2 łyżki), ekstrakt z wanilii zastąpiłam cukrem waniliowym, a brązowy cukier białym.
Muffinki udały się wspaniale.
Muszę jeszcze tylko popracować nad papilotkami, żeby się tak nie rozpychały na boki.








Święto Kapusty - podsumowanie zabawy


Nasze krótkie Święto Kapusty było okazją do odkrywania kolejnych smaków, zapachów i aromatów potraw z kapustą w roli głównej.
Zaproponowaliście smakowite przepisy, w których znalazły się różne gatunki i rodzaje kapusty: biała, czerwona, pekińska, brukselska, słodka i kiszona...
Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba zobaczyć, zapoznać się z przepisem, a najlepiej zrobić samemu.

Dziękuję Wam bardzo za przyjęcie mojego zaproszenia do tej zabawy.
To właśnie jest najprzyjemniejsza część naszego wspólnego blogowego kucharzenia, kiedy mamy świadomość, że w tym samym czasie w różnych kuchniach (rozrzuconych na mapie świata) powstają potrawy złączone wspólnym hasłem.
Wiem z doniesień, że (podobnie jak ja) kilka osób nie zdążyło (z różnych przyczyn) zrealizować wszystkich zaplanowanych przepisów.
Miejmy nadzieję, że jeszcze będzie ku temu okazja.

A oto co przygotowaliśmy w trakcie kapuścianego świętowania:

Alivea - Ostrawa suróweczka kapuściana

Andzia-35 - Młoda kapusta z sosem słodko - kwaśnym

Anooshka - Stir-fry z kapusty, czosnku, suszonych żurawin i octu balsamicznego

Dobromiła - Kapusta brukselska zapiekana pod beszamelem

Edysia79 - Surówka z czerwonej kapusty

Ewelosa - Sałatka z czerwonej kapusty z żurawiną

Ewena - Najprostszy Coleslaw

Grazyna0071 - Surówka z kapusty mieszanej , Szybka sałatka z czerwonej kapusty i kukurydzy

Grumko - Duszona kapusta kiszona

Iis111 - Pierożki z kapustą i mięsem

Ivon - Aromatyczny kapuśniak z papryką

Joanna63 - Surówka z kapusty z ogórkiem i twarożkiem , Afrykańska surówka z kapusty

Kwiecienka - Pieczone gołąbki z kapusty włoskiej

Olga Smile - Babka ziemniaczana z duszoną kapustą , Zapiekanka chłopska z ziemniakami i duszoną kapustą

Pela - Sałatka Coleslaw

Przytulanka - Coleslaw z jogurtem

Smacznego!


Kod do banera Podsumowania


czwartek, 29 października 2009

Puree z dyni


Do dwóch potraw, które chcę jeszcze zrobić w ramach Festiwalu Dyni, potrzebne jest puree z dyni.
Wybrałam wersję ugotowania na parze, bo dla mnie wygodniej, a dla dyni lepiej niż gotowanie w wodzie.

Obraną i umytą dynię pokroiłam w kostkę i ugotowałam na parze do miękkości.



Metodą prób czasowych okazało się, że potrzebowała aż 40 minut do stanu całkowitej miękkości.
Po wystudzeniu rozdrobniłam ręcznym mikserkiem



i puree gotowe..
Jutro znajdzie się w słonym i słodkim towarzystwie.
A jeśli coś zostanie, to będzie zjedzone w tej postaci.
Trzeba przyznać, że kolorystycznie dynia to szczególnie wdzięczny model fotograficzny.

Pieczone ziemniaki z farszem mięsno - fasolowym

Pieczone ziemniaki z "wkładką" - tak je nazwałam widząc po raz pierwszy w Szkocji.
Potem przez kilka lat cisza, a teraz pojawiły się i u nas w Polsce.

Od dawna miałam ochotę na takie ziemniaki i teraz jest okazja w trakcie "Ziemniaczanego sezonu".
Szukałam przepisu jak przygotować same ziemniaki, bo z farszem nie ma problemu.
Nie mogłam znaleźć odpowiedniego (bo 1,5 godziny pieczenia jakoś mi nie odpowiada za bardzo).
Aż w końcu trafiłam u Małosi.dz na wpis "Ziemniak z niespodzianką", w którym znajdujemy dodatkowy opis zawartości takich ziemniaków.

W celu nabycia odpowiednich okazów specjalnie wybrałam się do supermarketu handlowej sieci zza morza, gdzie musiałam kupić całą siatkę czyli 5 sztuk na nas dwoje (ziemniaków luzem nie było).
W ten sposób wypróbuję dwie wersje pieczonych ziemniaków.

Pierwsza to Ziemniaki z farszem mięsno - fasolowym

Dwa ziemniaki umyłam i obgotowałam w osolonej wodzie przez 10 minut.
Na dno naczynia żaroodpornego włożyłam folię aluminiową - na folii ułożyłam ziemniaki (skropione oliwą), szczelnie zakryłam je folią.



Piekłam 40 minut w piekarniku nagrzanym do 220 C (dla większych ziemniaków pewnie potrzeba 1 godzinę).
Czy ziemniaki są miękkie sprawdziłam patyczkiem od ciasta.

Farsz mięsno - fasolowy

- 20 dkg mielonego mięsa drobiowego (z kurczaka i z indyka)
- 1 cebula
- 1 puszka czerwonej fasoli
- mały koncentrat pomidorowy
- sól, pieprz, papryka ostra
- 2 łyżki oleju

W rondlu rozgrzać olej, przesmażyć na nim cebulę pokrojoną w kostkę.
Włożyć mięso, podsmażyć stale mieszając.
Dodać fasolę z puszki i trochę gorącej wody (żeby się nie przypalało).
Gotować 30 minut.
Dodać koncentrat pomidorowy i przyprawy, pogotować jeszcze kilka minut.

Upieczone ziemniaki wyjąć z piekarnika, odwinąć całkowicie folię, wyjąć ziemniaki.
Częściowo je rozkroić, ale tak by dalej były połączone , wydrążyć część miąższu, rozgnieść widelcem i wymieszać z farszem.
W ten sposób farsz jest naprawdę gęsty i dobrze się trzyma w ziemniaku.
Napełnić farszem ziemniaki.


A jutro będą ziemniaki w wersji piątkowej.

środa, 28 października 2009

Zalewajka

Zalewajka to podobno najbardziej łódzka zupa.
Jak sama nazwa wskazuje coś się czymś zalewa.
A dokładniej - zalewa się ziemniaczany wywar białym barszczem.
I nigdy nie dodaje się do zalewajki śmietany - za to okrasza podsmażoną cebulką (koniecznie na niezdrowym smalcu).
To zupa z pochodzenia chłopska, która przeszła wraz z ludźmi do robotniczej kuchni.
Zalewajka jest zupą mojego dzieciństwa, chociaż nasza kuchnia nie należała do łódzkiego proletariatu.
Jadłam ją wiele razy (zawsze mi smakowała ), a teraz w ramach "Ziemniaczanego sezonu" ugotowałam według przepisu mojej mamy.

Ten przepis to kolejne luźne podejście do tematu: gotujemy na tym, co mamy - a poszczególne składniki dodajemy "na oko" ( a właściwie na smak).

Składniki:
- wywar po ugotowanym wędzonym boczku
- ziemniaki
- biały barszcz (z piekarni)
- cebula
- smalec
- sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie

Obrane ziemniaki pokroić w kostkę, wrzucić do gorącego wywaru, dodać przyprawy i ugotować do miękkości.
Mogą być nawet lekko rozgotowane.


Wlać barszcz i gotować jeszcze kilka minut.
Ilość barszczu dozujemy indywidualnie - w zależności od tego, jaki stopień kwaśności zupy chcemy osiągnąć.

Cebulę kroimy w kostkę i smażymy na rozgrzanym smalcu do zrumienienia, na końcu lekko solimy.


Cebulkę dodajemy do zupy bezpośrednio na talerzu.



poniedziałek, 26 października 2009

Dynia czyli bania albo harbuz

Taki tytuł ma pierwszy przepis na potrawy z dyni w "Uniwersalnej książce kucharskiej" M.Monatowej.
Dalej czytamy: "Dynia jest wprawdzie bardzo pospolitą jarzyną, którą jada u nas przeważnie lud wiejski lub nawet dają bydłu, jednak przyrządzona odpowiednio, jest wcale smaczną i delikatną, a że jest bardzo lekko strawną, nadaje się przedewszystkiem dla osób ze słabym żołądkiem".
Dynia to dla moich kubków smakowych nieznane doświadczenie.
Chociaż już trochę lat żyję, to jednak jeszcze nigdy nie jadłam nic dyniowego.
Jednak zachęcona akcjami, które organizuje Bea, postanowiłam wreszcie zmierzyć się z tym wyzwaniem.


Dynia, a właściwie jej część, została kupiona...




Obrana, wydrążona, umyta, pokrojona...




Pierwsze podejście to Pikantna zupa dyniowa w oparciu o przepis z bloga "Okruszki"

Składniki:

- 1/2 kg dyni
- 1,5 l wody
- 1/2 szklanki mleka
- kostka rosołowa
- gałka muszkatołowa, ziele angielskie, liście laurowe, cynamon, mielona ostra papryka , sól, pieprz
- suche zacierki

Dynię obrać ze skórki, usunąć pestki i pokroić w kostkę.
Wodę zagotować, dodać kostki rosołowe, liście laurowe i ziele angielskie oraz dynię.
Gotować 20 - 30 minut, aż dynia rozmięknie.
Następnie dolać mleko, wrzucić zacierki i dodać pozostałe przyprawy.
Gotować, aż zacierki będą miękkie.

poniedziałek, 19 października 2009

Galaretka z czerwonej cebuli


Ten przepis wypatrzyłam jakiś czas temu na blogu Glimmer i tak mnie zachęcił, że bardzo chciałam go wypróbować.
Trochę czekał na realizację, ale w końcu jest!
Galaretka do mięs i serów.

Składniki: (Zrobiłam galaretkę z większej ilości cebuli )
- 1 szklanka drobno posiekanej cebuli
- 2 łyżeczki grubo posiekanej skórki z cytryny (bez białej części)
- 3/4 szklanki octu (użyłam octu winnego)
- 3 szklanki cukru (dałam dużo mniej, bo wydawało mi się zbyt słodko)
- 3 łyżeczki żelatyny w proszku


Cebulę, skórkę, ocet i cukier umieścić w garnku ze stali nierdzewnej.
Wymieszać.
Postawić na ogniu, zagotować i gotować przez 1 minutę ciągle mieszając.
Zdjąć z ognia, wsypać żelatynę i dokładnie wymieszać.

Wlać do wyparzonych, gorących słoików.
Zakręcić i pasteryzować 10 minut.

Przestudzić przez 30 minut, następnie obrócić do góry dnem i pokręcić słoikiem, żeby stałe składniki równo rozłożyły się w słoiczku.
Czynność powtarzać co jakiś czas, w miarę zastygania galaretki.


piątek, 16 października 2009

Sałatka coleslaw

Kapuściany zawrót głowy - taki stan wywołuje wertowanie książek kucharskich, szukanie i czytanie przepisów.
I wielkie niezdecydowanie - które wybrać?
Na pewno chcę w tych dniach wypróbować coś nowego, a najlepiej potrawy przyrządzone i jedzone przeze mnie po raz pierwszy.

Moja propozycja nr 1 spełnia tylko jeden z tych warunków - nigdy nie robiłam surówki, ani sałatki z surowej białej kapusty.

A wybrałam kategorię sałatkową - wiadomo dlaczego.
Sałatki - obok zup to moje drugie szczególnie ulubione potrawy.

Ta konkretna sałatka dość długo czekała na moje wykonanie.

Pierwszy raz jadłam taką sałatkę w czasie pobytu w Szkocji.
Wtedy, w czasie przedunijnym dla Polski, spotkanie tam Polaków było rzadkością.
Dlatego, kupując ją w supermarkecie, z dużą uciechą czytaliśmy sobie głośno nazwę sałatki po polsku: kolesław.
Jej nazwa na polskich stronach uległa pewnej zmianie, bo przynajmniej połowa przepisów ma słowo Colesław, a nie Coleslaw.
Niby tylko dodana jedna ukośna kreseczka, ale jednak jest różnica.

Od tamtego czasu nie jadłam takiej sałatki, nie kupowałam jej oczywiście w Polsce, no i sama nie robiłam jej jeszcze dotąd.

Składniki w różnych źródłach (oprócz podstawowego jakim jest kapusta) bywają różne, ja do wykorzystania wybrałam przepis ze strony Macieja Kuronia "Przyjemność gotowania..."
Składniki:
- 300-400 g białej kapusty – najlepiej młodej
- 1 por – biała część
- 1 duża marchewka
- 1 zielona papryczka pepperoni (zastąpiłam czerwoną słodką papryką)
- 3 łyżki majonezu
- 50 ml soku pomarańczowego ze świeżej pomarańczy (sok z 1 połówki)
- 30 ml octu jabłkowego
- sól, pieprz

Kapustę i pora cienko szatkujemy.
Mogłam to zrobić, bo mam od dawna małą szatkownicę, która bardzo się przydaje do potraw z kapusty.


Marchew obieramy i ścieramy na tarce do jarzyn.
Mieszamy majonez z sokiem pomarańczowym, dodajemy drobniutko posiekaną papryczkę (wcześniej usuwamy z niej pestki).
Dodajemy ocet jabłkowy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.


Ryba smażona

Przepis pochodzi z książki K.Pospieszyńskiej "Cymes czyli kuchnia żydowska".

Składniki:
- 6 filetów z mintaja
- 4 łyżki kaszki kukurydzianej lub tartej bułki
- 4 łyżki mąki
- 4 łyżki oleju
- 2 cebule pokrojone w kostkę
- 2 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki pieprzu

Kaszkę lub tartą bułkę wymieszać z mąką, solą i pieprzem.
Filety pokroić na porcje, dokładnie panierować.
Część oleju wlać do głębokiej patelni, wsypać cebulę, smażyć na średnim ogniu do zrumienienia, wybrać łyżką cedzakową do miseczki.
Wlać na patelnię pozostały olej i smażyć filety na złoty kolor z obu stron.
Usmażoną cebulkę rozprowadzić na rybę i smażyć dalsze 5 minut na małym ogniu.
Podawać na gorąco lub na zimno.


Czulent z kurczaka

Co to jest czulent?
Przed bliższym przestudiowaniem tematu czulent kojarzył mi sie z jedną konkretną potrawą z jagnięciny.
A jest to bardzo wolno gotowany (duszony) gulasz (zapiekanka) , z koszernego mięsa z fasolą (także ciecierzycą), z cebulą, kaszą (jęczmienną, jaglaną).
To jakby podstawowe składniki, ponieważ to potrawa o wielu odmianach i wersjach, może zawierać różne składniki.
Czulent jest spożywany w Shabbos (Szabas, Szabat) - Dzień Odpoczynku.
Obowiązuje wtedy również zakaz przyrządzania ciepłych posiłków, więc potrawy przygotowuje się wcześniej.
Pozostawia się czulent w rozgrzanym piecu, aby dogotował się przez noc i był gotowy na sobotni obiad. I nie powinno się w tym czasie odkrywać naczynia, żeby potrawa się nie zepsuła.
Dawniej, w małych miejscowościach noszono naczynia do miejscowej piekarni i wstawiano do stygnącego pieca chlebowego.
Specjalne miejsce w piecu, służące do przechowywania tych potraw nazywano szabaśnikiem.

Ja zrobiłam wczoraj czulent według przepisu Małej Mi z forum Cin.cin - a przepis źródło jest tutaj

Chociaż szukając informacji na ten temat trafiłam na wypowiedzi na forum żydowskim, że czulent z kurczakiem ...Nigdy!
Tylko mięso wołowe nadaje prawdziwy smak.
W znalezionych przepisach również nie trafiłam na ryż - tylko kaszę.

Składniki:

- pierś kurczaka
- 1 puszka pomidorów
- 1/2 puszki czerwonej fasoli (dałam całą puszkę)
- 1/2 szklanki ryżu
- 1 cebula
- 1 ząbek czosnku
- 1 łyżka cukru

- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka cuminu (nie dodałam)
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- pieprz cayenne , sól

Kurczaka pokroić w kostkę, zamarynować w soku z pomidorów z przyprawami (najlepiej wcześniej, na kilka godzin)
W tym czasie ugotować ryż.
Cebulę drobno posiekać, zeszklić na oleju.
Dodać kurczaka wraz z zalewą, podsmażyć.
Dodać pomidory z puszki oraz fasolę, wymieszać, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, cukier i sól do smaku.

Dodać ryż, dokładnie wymieszać.
Danie przełożyć do naczynia do zapiekania, zapiekać przez 30 min w piekarniku nagrzanym do 200 st.


Zrobiłam według przepisu rano, po pół godzinie wyłączyłam piekarnik i zostawiłam w gorącym piecu, żeby powoli sobie "doszedł".
Jedliśmy po 5 godzinach dochodzenia potrawy - bardzo wszystkim smakowało.
Potrawa nie była wcale wysuszona tym długim siedzeniem w piecu, a mnie szczególnie podobał się wyraźny akcent zapachowy cynamonu.
Jeszcze do kurczaka go nie używałam.

czwartek, 15 października 2009

Pasta z pieczarek

Pasta zrobiona według przepisu z książki K.Pospieszyńskiej "Cymes czyli kuchnia żydowska"
W sumie bardzo prosty przepis, jak to pasta.
Najczęściej jednak nie osiągam idealnej konsystencji, bo nie chce mi się tak bardzo ucierać masy.
To odmiana inna niż moje pasty, ponieważ "lepiszczem" masy jest tutaj olej, a ja lubię używać masło lub majonez , ewentualnie z niewielkim dodatkiem jogurtu.

Składniki:
- 70 dkg pokrojonych na plasterki pieczarek (ja zawsze obieram pieczarki ze skórki)
- 3-4 łyżki oleju
- 1/2 szklanki posiekanej cebuli
- 1 jajko ugotowane na twardo
- sól, pieprz

Olej rozgrzać na patelni, dodać pieczarki i cebulę, smażyć na średnim ogniu przez 10 minut.
Wybrać łyżką cedzakową, osączyć, olej odstawić.
Posiekać bardzo drobno pieczarki, cebulę i jajka, wymieszać z odstawionym olejem, doprawić solą i pieprzem , dokładnie utrzeć na jednolitą masę, przełożyć do miseczki.
Wstawić do lodówki na 2 - 3 godziny.
Podawać pastę schłodzoną ze świeżym pieczywem lub grzankami.

Pasty, szczególnie pieczarkowe, nie są zbyt wdzięcznym tematem do zdjęć i wychodzą mało apetycznie - w przeciwieństwie do smaku.


Kompot z polskich winogron


Kolor różowy to mój ulubiony, chociaż nie noszę go na sobie (w sensie ubraniowym), nad czym bardzo ubolewam.
Natomiast lubię otaczać się drobiazgami w tym kolorze, takimi babskim  i wcale nie przeszkadza mi to, że został
zamieniony w synonim kiczu i blondynkowego małego rozumku.
O tym, że nie wszyscy tak kojarzą kolor różowy najlepiej świadczy fakt wybrania go do tej ogromnie ważnej akcji..

W czasie trwania Różowego Tygodnia zrobiłam kompot w pięknym odcieniu tego koloru.
Kompot na zimę, z winogron, które rosną u nas w ogrodzie i na działce
Nie lubię jeść owoców tej odmiany, ponieważ jak dla mnie są bardzo kwaśne, mają dużo pestek i grubą skórkę.

Najczęściej powstaje z nich wino domowej roboty, a czasami gotujemy kompot.


Sposób przygotowania takiego kompotu na zimę jest inny niż w przypadku większości kompotów owocowych.
Tutaj nie wkładam owoców do słoików i nie zalewam gorącym syropem.
Gotuję kompot w garnku, a do słoików wlewam przecedzony.
W książkach kucharskich nie znalazłam przepisu na taki kompot, wykorzystałam wiec przepis na kompot z agrestu.
To owoc podobny w smaku, szczególnie w poziomie kwaśności.
I w ramach poszukiwania smaków dodałam kilka goździków i trochę kardamonu - pychota, chociaż nadal kwaśne.
To czasami tak bywa z kompotem z niektórych owoców - ile cukru nie oddamy to i tak pozostanie kwaśny.

Składniki:

- 1 kg winogron (już po oberwaniu, same kuleczki)
- 15 - 20 dkg cukru
- 1/2 litra wody (można dać nieco więcej)
- kilka goździków
- płaska łyżeczka kardamonu

Winogrona oberwać z gałązek, dopiero potem opłukać kilkakrotnie na sicie.
Z wody i cukru z dodatkiem przypraw ugotować syrop.
Do gotującego się syropu wrzucić owoce i gotować kilka minut na wolnym ogniu.



Kompot przecedzić - czysty wlewać do przygotowanych słoików.
Zamknięte słoiki wstawić do garnka z ogrzaną wodą i pasteryzować 20 - 25 minut.
Wyjąć z wody, ostudzić.

Kuchnia nieznana i znajome smaki

Kuchnia żydowska interesowała mnie od dawna.
Jak miniony świat, brutalnie zniszczony, nie mający ciągłości w czasie.
Często myślę o tamtych ludziach i ich życiu być może dlatego, że mieszkam w dzielnicy, która w czasie II wojny znalazła się w obrębie getta.
Chodzę ulicami pamiętającymi tamten czas, mijam stare przedwojenne kamienice - ten mały świat grający kilkakrotnie w filmie samego siebie.
Tu ekipy filmowe nie musiały tworzyć nowej scenografii, tu przyjeżdżają autokary z bardzo młodymi i bardzo starymi ludźmi szukającymi śladów pamięci...


Mam w swojej kuchennej biblioteczce książkę K.Pospieszyńskiej "Cymes czyli kuchnia żydowska", a jak smakuje ta kuchnia poznałam w restauracji "Anatewka".


Chodzimy tam co jakiś czas. Bardzo lubię jej klimat i wystrój wnętrza. Dla mnie to takie chwilowe przeniesienie w czasy carskiej Rosji. Odrzucam opinie, które znalazłam w sieci.  Opnie typu "to nie jest prawdziwa kuchnia żydowska, bo nie jest koszerna" lub w ogóle dotyczące jakości potraw (jakoby były niesmaczne).  Mnie smakują

I cóż się okazało po pierwszym zjedzonym obiedzie w restauracji żydowskiej?
Potrawy, które można tam zjeść to nasze polsko - rosyjsko - wschodnioeuropejskie smaki.
A jak piszą autorzy książek o kuchni żydowskiej - stanowi ona mieszaninę wielu produktów i potraw, przeróżnych tradycji, poddanych wymogom religijnym.
A w restauracji żydowskiej w innych krajach znajdziemy smaki związane z ich kuchniami narodowymi.

Staram się za każdym razem próbować nowych potraw, ale też nie mogę się oprzeć, żeby nie zamówić już znanych, które mi zasmakowały.
Ostatnio spróbowałam soljankę i kluchy z mięsem na kiszonej kapuście zasmażanej (jak nasze ziemniaczane kluski śląskie).

Przeglądając przepisy szybko znajdziemy potrawy, które przyrządzamy w podobny sposób.

Tak właśnie jest z rosołem mięsnym, który jako pierwszy ugotowałam w ramach Festiwalu Kuchni Żydowskiej zorganizowanego na forum Cin.cin.
 
Poprzednia edycja (w ubiegłym roku) jakoś mnie ominęła, ale w tym roku podeszłam do sprawy bardziej aktywnie.

Rosół mięsny


Korzystałam z przepisu na tej stronie , ale nie dodałam cielęciny.
Ugotowałam rosół z mniejszych ilości poszczególnych gatunków mięsa.
Korzystałam to zbyt dużo powiedziane - ja gotuję rosół również w tej wersji , a chciałam w tym wpisie "podeprzeć się" jakimś materiałem źródłowym.

Składniki:

- 3/4 kg kury lub kurczaka
- 1/2 kg wołowiny
- 1/2 kg indyka
- 1/2 kg cielęciny - jeśli dodajemy cielęcinę do rosołu należy ją przedtem sparzyć w osobnym naczyniu, bo inaczej rosół zmętnieje
- 1 cebula
- włoszczyzna
- sól, pieprz, ziele angielskie

Mięso opłukać, zalać zimną wodą, zagotować, odszumować i gotować na wolnym ogniu przez 1 godzinę.
Dodać włoszczyznę, zrumienioną na płycie cebulę oraz przyprawy.
Gotować do miękkości.




 Wyjąć mięso, rosół przecedzić.
Podawać z makaronem, knedlami lub smażonymi kluskami.
Mięso podawać na gorąco z chrzanem.