piątek, 17 grudnia 2010

Do zobaczenia...

Niechciana przerwa na tym blogu na czas, którego długości nie jestem w stanie określić...

Jako, że od ostatniej notki minął już miesiąc  uznałam, że powinnam coś napisać, wyjaśnić.
Jestem to winna przynajmniej kilku osobom z naszego blogowo- kulinarnego kółeczka. 


Nic nie kończę, nie zamykam, a tym bardziej nie porzucam jak zbędny przedmiot.
Blog będzie otwarty i mam nadzieję, że te moje zapiski czasami się komuś przydadzą.
Wiem, że wiele osób tu zagląda, chociaż nie pozostawia śladu w komentarzach.


Nie piszę, bo myśli moje są skierowane w inne rejony.
Nie piszę, bo gotuję minialnie - w biegu, w pośpiechu, bez zastanowienia.
Teraz dostarczam naszym organizmom  treści do przetrwania - o przyjemnościach i przygodach  kulinarnych nie ma mowy.

Czasami życie daje nam okrutne próby - bezsilność w zetknięciu z cierpieniem najbliższych, wściekłość na układy i bezduszność całego systemu tzw. służby zdrowia, która ze służbą nie ma nic wspólnego.
Jednak blog kulinarny to nie miejsce na takie rozważania, więc dodam tylko, że  po prostu nie mam zupełnie czasu, ani głowy do tego.
To moje krótkie wyjaśnienie i proszę nie komentować tego posta.
Pozdrawiam Was serdecznie
Pela

czwartek, 11 listopada 2010

Kuchnia warszawska - czy jest w ogóle taka?

Dzisiaj na blogach można spotkać wielkopolską gęsinę i marcińskie rogale.
W moim mieście Czterech kultur nie ma takich tradycyjnych potraw  związanych z dzisiejszym świętem. 
Może byłaby to dobra okazja do spróbowania gęsiny i zrobienia takich rogali, ale czasu ni sił nie starczyło.
Są za to skromne śledziki, bardzo łatwe do zrobienia.
Kolejna śledziowa propozycja u mnie, zupełnie nowa wersja zrobiona pierwszy raz według przepisu z tej książki

 

Nie mam wiele wspólnego z Warszawą - to stolica mojego kraju, ale generalnie nie przepadamy za powojennymi warszawiakami. Dodatkowo zawsze nasze miasto było pokrzywdzone w PRLu, bo za duże i zbyt blisko tej stolicy położone.
Książka kucharska "Kuchnia warszawska" wydana w 1961 roku to kolejna pozycja wypożyczona w rodzinie z okazji akcji "Gotujemy po polsku!".
Wcześniej do niej nie zaglądałam, teraz pożyczyłam i trochę postudiowałam.
Nie zdążyłam jednak jej wykorzystać w czasie akcji.
Bardziej szczegółowy przegląd książkowy planuję w osobnych wpisach, a dzisiaj tylko kilka ogólnych uwag.
Książka mnie rozczarowała - nigdzie nie znalazłam wyjaśnienia tytułu i właściwie ten tytuł "warszawska" nijak się ma do zawartości. Równie dobrze może się nazwać inaczej - każda nazwa by tutaj pasowała.
O charakterze tej książki, a właściwie jego braku, niech świadczy ta Przedmowa - sucha, urzędowa, bezosobowa, "państwowotwórcza". Być może dlatego, że jest to praca zbiorowa.
Bo tej książce brakuje duszy, jest jakby szkolnym podręcznikiem.


 

Na zdjęciach odnajduję wspomnienia - kilka takich puszek po kawie Marago służy jeszcze u nas w rodzinie jako pojemniki do śrubek i gwoździ.



W książce są m.in. propozycje obiadów na cały rok.
Na listopad, pod numerem 11 do wyboru:
- Barszcz czerwony z uszkami. Sznycle po wiedeńsku, ziemniaki, surówka z kapustą. Kisiel cytrynowy
lub
- Ziemniaczanka ze śmietaną. Kiełbasa gotowana, ziemniaki, kapusta. Mus z kaszki manny.

A ja zrobiłam takie  "Śledzie z musztardą"

Składniki:
- 3 śledzie
- 4 dkg musztardy
- 1 mała cebula
- 1 marchewka
- 1/2 szklanki octu 6%
- 1/2 szklanki wody
- liść laurowy, ziele angielskie, cukier

Śledzie wymoczyć, obrać ze skóry, odfiletować i usunąć ości.
Każdy filet posmarować masą przygotowaną z musztardy i drobno posiekanej cebuli, zwinąć masą do środka, spiąć wykałaczką.
Zwinięte rolki ściśle ułożyć w słoju i zalać zaprawą octową.
Słój przykryć i postawić w chłodnym miejscu.

Zaprawa octowa:
Wodę zagotować z pokrojonymi w talarki warzywami i przyprawami, połączyć z octem, ostudzić. 

 

niedziela, 7 listopada 2010

Ulubiona kapusta

Kapusta to moje ulubione warzywo.
Pod różnymi postaciami pojawia się w mojej kuchni przez okrągły rok.
I dlatego kolejną moją propozycją w akcji "Gotujemy po polsku!, pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl jest kolejna wersja kapusty. 
Nie jest to wcale pójście na skróty i jakaś uproszczona wersja bigosu.
To dla mnie zupełnie inna bajka - danie obiadowo-kolacyjne na zabiegane dni.
Właśnie teraz mam taki trudno czas, bardzo mało chwil na gotowanie, więc przyrządzam potrawy mało czaso- i pracochłonne, tzw. "na szybko".

Nie wiem, czy jest jakieś miejsce pochodzenia tej potrawy.
Dla mnie ma ona korzenie wiejskie, a znam ją od bardzo dawna.
Jest pyszna, łatwa w przygotowaniu - nie wymaga dużo, po prostu zamieszania łyżką w garnku od czasu do czasu.


Kapusta kiszona gotowana z kiełbasą i grzybami

Składniki:
- 1/2 kg kiszonej kapusty (średnio kwaśnej)
- 1 laska kiełbasy toruńskiej
- 5 grzybków suszonych
- 1 łyżka domowego smalcu ze skwarkami
- sól, pieprz, liście laurowe, ziele angielskie

Grzyby opłukać,  zalać chłodną przegotowaną wodą - moczyć  2-3 godziny, ugotować w wodzie, w której się moczyły. 
Po ugotowaniu pokroić.
Kapustę posiekać, zalać wrzącą wodą (niewiele, tak, aby tylko zakryć kapustę i gotować ok. 1 godziny.
Kiełbasę pokroić w grubą kostkę lub półplasterki, obsmażyć na smalcu.
Do kapusty dodać kiełbasę (razem z wytopionym tłuszczem), grzyby z wywarem oraz przyprawy i pogotować na małym ogniu jeszcze kilka lub kilkanaście minut.
Podawać z  okraszonymi ziemniakami.
Pycha...

środa, 3 listopada 2010

Pulpety drobiowe z sosem pomidorowo - paprykowym

Sos jest głównym bohaterem tego wpisu.
Właściwie to trudno określić, co przeważa w tym sosie: pomidory czy papryka?
I nie jest to jakiś szczególnie wymyślny, oryginalny, zaskakujący przepis.
To po prostu sos ... - ale taki, który ja uwielbiam i robiłam go już wiele razy,
Tym razem wystąpił jako dodatek do Pulpetów z mięsa drobiowego i kładzionych klusek, ale stosuję go też do innych mięs.
Na przykład świetnie smakują z takim sosem grillowane kotleciki z kurczaka.
I nie musi to być wypasiony dymiący grill ogrodowy.
Przez cały rok - również zimą,  grilluję używając opiekacza do pieczywa.
Ten sos w wersji do grillowanego mięsa jest bez śmietany, gęsty sam w sobie od papryki i pomidorów. 
Wybrałam ten obiad do akcji "Gotujemy po polsku!", której patronuje serwis zPierwszegoTloczenia.pl

Składniki:
- 2 duże czerwone papryki
- kilka pomidorów
- 1 duża  cebula
- 1-2 ząbki czosnku
- ostra papryka w proszku
- sól, cukier
- olej słonecznikowy

Cebulę drobno posiekać, podsmażyć krótko, dodać rozdrobniony czosnek, chwilę smażyć.
Paprykę pokroić na jak najmniejsze kawałki lub rozdrobnić w malakserze.
Włożyć paprykę do rondla z cebulą, podlać niewielką ilością wrzącej wody i udusić do miękkości. 
Pod koniec duszenia dodać pomidory obrane ze skórki i również rozdrobnione (na ok. 5 minut przed końcem).
Jeśli to wersja do grillowanego mięsa to pomidory kroję w kawałki i dodaję bez soku.
Jeśli wersja ze śmietaną wtedy razem z sokiem.
Doprawić solą, cukrem i papryką w proszku - do smaku. 
Nie dodaję innych przypraw, bo głównym rozpoznawalnym smakiem ma być tutaj papryka. 

Czasami lekko podprawiam sos śmietaną z niewielkim dodatkiem mąki, ale takim naprawdę niewielkim.
I jest wtedy mąka kukurydziana.

Obie wersje sosu różnią się między sobą dwoma rzeczami:
- oczywiście dodatkiem śmietany z mąką kukurydzianą - ta wersja na zdjęciu
- gęstością: sos do potraw z grilla jest bardziej gęsty 

Natomiast pulpety robię swoim wypróbowanym sposobem, niezależnie gatunku mięsa.
W pierwszej edycji "Gotowania po polsku" zrobiłam pulpety z sosem grzybowym.
Wpisuję teraz przepis na te pulpeciki drobiowe, bo tamten wpis jest na moim starym blogu.

Pulpeciki drobiowe
Składniki :
- 500 g mielonego mięsa  mieszanego mięsa drobiowego
- 1 czerstwa bułka kajzerka
- 1 jajko
- 1 cebula
- sól, pieprz, mąka, olej, kostka bulionowa

Wcześniej bułkę namoczyć w wodzie.
Cebulę drobno posiekać i zeszklić na oleju.
Do mięsa dodać odciśniętą bułkę, cebulę, jajko i masę dobrze wyrobić. 
Po wyrobieniu doprawić solą i pieprzem.
Z masy formować kulki wielkości dużego kasztana i obtaczać w mące.
Po kolei wkładać do garnka z wrzącą wodą z dodatkiem (niewielkim) soli i kostki bulionowej np. rosół z kury
Gotować na słabym ogniu ok. 15 - 20 minut od momentu wypłynięcia.

wtorek, 2 listopada 2010

Jajka na boczku i Kuchnia polska

"Kuchnia polska" - książka kucharska pod tym tytułem to było dla większości zwykłych obywateli nieosiągalne marzenie w czasach minionych.
Można by rzec to książka kultowa.
Jedynym sposobem nabycia jej było posiadanie odpowiednich znajomości w celu zdobycia spod lady.
I to wcale musiały być znajomości w księgarni.
Pani kierowniczka z mięsnego odłożyła  kawałek szynki  dla znajomej sprzedawczyni z obuwniczego.
Za szynkę znajoma sprzedała odłożone wcześniej zagraniczne kozaczki pani z księgarni, a ta zrewanżowała się odłożoną "Kuchnią polską". Którą to pożądaną książkę kierowniczka z mięsnego zaniosła do pani z przedszkola jej własnego dziecka.
Tak to działało.

Ja niestety wcześniej nie weszłam w posiadanie tej książki, a obecnie w czasach przesytu książkowego już jej nie kupowałam.
Jednak z okazji trzeciej edycji akcji "Gotujemy po polsku!" zapragnęłam do niej zajrzeć.
Ale koniecznie do starego wydania, z czasów dawnego ustroju.
Mam zawsze ogromną przyjemność z przeglądania takich książek, wręcz przeszywa mnie dreszczyk emocji połączony z rzewnymi wspomnieniami.
Wykonałam więc naglący telefon do mojej odwiecznej przyjaciółki, pamiętając książkę jej mamy.
Na pytanie przyjaciółki "na kiedy potrzebujesz?" oczywiście odpowiedziałam "na już".
Książka więc została mi dostarczona następnego dnia.
Jest to cudownie sfatygowany egzemplarz, bez strony tytułowej, z  malowniczymi zaciekami (pochodzenia spożywczego zapewne), z najbardziej zniszczonym spisem treści.
Nie ma strony tytułowej,  więc nie znamy autora lub autorki. 
Natomiast właścicielka książki twierdzi, że na pewno jest to wydanie z 1956 roku (według jej pamięci).


Większość ilustracji to zdjęcia czarno - białe, fatalnej jakości.
Niewyraźne, ciemne, często zamazane, z przesuniętym obrazem.
Są w niej także wkładki z kolorowymi zdjęciami, co było rzadkością w książkach wydawanych w tamtych latach.
Przygotowałam do tego wpisu kilka zdjęć ze zdjęć książkowych, ale blogger i Picasa stanęły dęba i uporczywie wszystkie zdjęcia odwracały na bok.
Może później uda mi się coś wstawić.

Zdjęcia więc na bok, a teraz sprawa treści.
Przejrzałam książkę  we wszystkich działach i znalazłam tam potwierdzenie, że od lat gotuję jak najbardziej  po polsku.
Wiele z potraw tam zamieszczonych już "zaliczyłam" kiedyś - szczególnie zupy.
I tak zastanowiłam się, co w tym roku?
Wybór jest trudny, bo cały mój blog - oprócz specjalnych wpisów w akcjach innych kuchni, to przepisy kuchni polskiej.
Oczywiście musiałam sprawdzić również mój udział w poprzednich akcjach, żeby się nie powtarzać.
A na początek coś właśnie z tej książki.
Chociaż książka akurat tutaj zupełnie nie jest potrzebna, bo potrawa prosta jak drut. 
U nas w domu nie mówi się inaczej, jak po prostu "Jajka na boczku", ale nazwa oficjalna z książki brzmi

Jaja sadzone na boczku wędzonym

Składniki:
- jajka
- boczek wędzony
- sól

"Boczek pokrajać w grubsze  plastry, osmażyć szybko na rozgrzanej patelni, odsunąć na bok.
Na tłuszczu, pozostałym ze smażenia boczku, przyrządzić jaja sadzone.



Podawać na ogrzanym półmisku, kładąc każde jajo na plasterku boczku.
Jeśli jaja sadzone przyrządza się w dołkownicy, to do każdego zagłębienia wlać trochę stopionego tłuszczu.
Jaja z boczkiem podawać do chleba."



Wpis bierze udział w akcji "Gotujemy po polsku!" pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

piątek, 15 października 2010

Z różowym sosem

Kibicuję akcji "Różowy tydzień" od dawna, nie ma wątpliwości, że to bardzo ważna promocyjnie akcja.  
Myślałam, że w tym roku wykażę się bardziej, ale niestety - po raz kolejny życie mnie pokonało.
I teraz postanawiam w zakresie planowania typu, "co to ja nie zrobię"  - nic nie planować.
A już na pewno nie planować za dużo ...

Jednak dołączę do akcji skromną propozycją, co nie umniejsza jej smakowitości.
Kto powiedział, że zawsze musimy pisać o skomplikowanych, pracochłonnych potrawach?
Kuchnia nie składa się z samych wielkich projektów kulinarnych, z długą listą potrzebnych produktów i z jeszcze dłuższą skomplikowanych czynności.
Przecież przyrządzamy również szybkie, proste, ale równie smaczne drobiazgi.

Głównym bohaterem tego posta jest mój ulubiony różowy sos, który towarzyszy wielu potrawom na moim talerzu.
Od bardzo dawna jest stałym elementem na mojej liście smakowitych dodatków.
Jest to najprostsze połączenie dwóch składników: ulubionego majonezu i ulubionego keczupu.
Nawet nie potrzebuję dodawać przypraw, bo najczęściej jest to keczup ostry, mocno pikantny.
W tym sosie dla mnie ważne jest zachowanie odpowiednich proporcji - nie może być za dużo majonezu, bo sos będzie mdły. Z kolei za dużo keczupu i mamy majonezową kwaśnicę. 
Oczywiście zawsze dodaję i mieszam "na oko", do uzyskania pożądanego smaku.
Jakie walory smakowe ma mój różowy sos? I jak się komponuje z całością potrawy?
Dla mnie jest to dyskretny dodatek - nie pcha się na pierwszą linię, ale wzbogaca.  urozmaica i dopełnia całości potrawy.

Bardzo lubię ten dodatek do parówek (ale tylko na zimno), do żółtego sera


do mięsa, czy kiełbasy z grilla.

Smakuje mi bardzo takie połączenie jak to


To filety z kurczaka, w panierce z płatków kukurydzianych, usmażone we frytkownicy (ok. 4 minuty)
Do tego grzanki z pieczywa pszennego z masłem czosnkowym - a wszystko z kleksem różowego sosu.
Do takiego zestawu potrzebuję jeszcze  wyraźnego kwaśnego akcentu, czyli marynowane grzyby, ogórki konserwowe, sałatka szwedzka...


A propozycję kurczakową dokładam do akcji "Kurczak na 1000 sposobów"

środa, 13 października 2010

Kuchnie Kaukazu - podsumowanie akcji


Akcja Kuchnie Kaukazu oficjalnie się zakończyła  zgodnie z terminem.
Jest to jednak tak ciekawa kulinarnie część świata, że ja mam ochotę wypróbować jeszcze kilka przepisów, więc sobie czasami prywatnie coś dorzucę na tym blogu.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że nie ma przeszkód aby poświecić tym potrawom dużo więcej czasu, nie oglądając się na jakieś terminy i akcje.
Owszem, przeszkody są takie: mało czasu na kulinarne przyjemności oraz chęć wzięcia udziału w kolejnych akcjach.
Ja nie biorę udziału we wszystkich - to niemożliwe i nie wszystkimi jestem zainteresowana, ale generalnie lubię te kulinarne zabawy społeczne.

Poniżej przedstawiam podsumowanie akcji na blogach.

- Atina - Tak sobie pichcę
- Joanna63 - Notatki kulinarne 
- Mufingirl - O muffinkach i nie tylko 
- Szarlotek - Cukiernicze kreacje Charlotte
- Thiessa - Podróże kulinarne
- Pela - Zapiski kuchenne Peli


Bardzo Wam dziękuję za udział w tej zabawie kulinarnej, w której poznaliśmy nowe smaki i zdobyliśmy sporą garść informacji.
To mała próbka bogactwa i różnorodności tego regionu , mało nam znanego, a wartego poznania...

Kod do baneru podsumowania




sobota, 2 października 2010

Szarlotka z Azerbejdżanu

Kolejny przepis znaleziony w "Kuchni Ireny i Andrzeja"
Rzeczywiście bardzo łatwe ciasto do zrobienia.
Ja tylko takich przepisów szukam, unikając wszelkiego zarabiania, gniecenia, wyrabianie itd. połączonego ze zmęczeniem rąk i kręgosłupa (nie mówiąc już o bólu głowy ze zdenerwowania).
To nie dla mnie - i nie wynika to tylko z mojego lenistwa.
Mimo prób takie ciasta mi się nie udają, szkoda produktów.
Ta szarlotka startowała u mnie w rywalizacji w Dniu Jabłka, ale muffinki ją wygryzły.
Jednak nie na długo, bo miałam na nią wielką ochotę.

Składniki w mojej wersji:
- 2 bardzo duże jabłka (1/2 kg)
- 1 łyżeczka cynamonu
- 4 duże jajka w temperaturze pokojowej
- 1 szklanka cukru
- pół łyżeczki ekstraktu z wanilii ( nie mam, więc dałam czubatą łyżeczkę cukru waniliowego)
- 1 szklanka mąki
- masło do wysmarowania formy
- bułka tarta
- cukier puder do posypania

W przepisie nie ma żadnego tłuszczu, co trochę mnie zaniepokoiło.

Jabłka obrać i wykroić z nich gniazda nasienne.
Pokroić w ćwiartki ( pokroiłam w dość grube plastry, bo ćwiartki z tych wielkich jabłek wydawały mi się zbyt ogromne).
Formę o średnicy 23 cm wysmarować masłem, wysypać tartą bułką - ułożyć w niej jabłka i posypać cynamonem.
Jajka utrzeć z masłem.
Dodać wanilię i mąkę - dokładnie wymieszać.


Ciasto wylać na jabłka - teraz już nie mieszać.
Piec ok. 50 - 60 minut w temperaturze 180 stopni.
Posypać cukrem pudrem.


Jednak nie jestem zadowolona z tego wypieku - nie wiem, być może to moja wina, że ciasto okazało się ciężkie, suche. 
Nie sądzę, aby zmniejszenie ilości jabłek miało wpływ na konsystencję ciasta - dałam połowę jabłek.
A kiedy mój M. powiedział, że "czuje ciężar na żołądku" to zapaliło mi się czerwone światło z dźwiękowym sygnałem alarmowym mocno dzwoniącym.
Dzwoniącym z tego powodu, że nie pamiętam, kiedy coś podobnego odczuwał po zjedzeniu moich kulinarnych wytworów.

środa, 29 września 2010

Jabłkowe uzupełnienie

Przy wczorajszym wpisie zapomniałam o drugiej wersji jabłka.
Po wyjęciu z pieca muffinek jabłkowych upiekłam jabłuszko z cynamonem dla rocznego Malucha.
To też ważna wersja jabłkowa dla małego człowieczka i w ten sposób rośnie kolejne pokolenie miłośników jabłek.

Tylko nie będzie miał chyba we wspomnieniach takiej owocowej piosenki, jak ja.
Wspomnienia muzyczne to także wielki przebój Mieczysława Wojnickiego "Jabłuszko pełne snów".
Piosenka grana wielokrotnie w radio, a w domu słuchana z małej czarnej  płytki winylowej  odtwarzanej na adapterze "Bambino".




A jak to zrobić? oczywiście bardzo prosto.
Jabłka obrać ze skórki, wykroić gniazda nasienne, pokroić na ćwiartki, posypać cynamonem i wstawić na kilka minut do nagrzanego piekarnika.

wtorek, 28 września 2010

Na Dzień Jabłka

Dzisiaj, za sprawą  Tatter,  na blogach  kolejny już Dzień Jabłka.
Jabłka to nasz polski owoc dzieciństwa.
Myślę, że nawet dla tych z nas, którzy wychowywali się już w nowym ustroju i mieli różne egzotyczne owoce do wyboru do koloru.
Jabłka wiążą się u mnie ze wspomnieniami z wakacji i z tymi pierwszymi jabłkami w sezonie - papierówkami... Na wakacjach na wsi pożeraliśmy je chyba tonami.  A późniejsze jabłka to ulubione pyszne malinówki.
Już takich smaków nie ma...

Zastanawiając się nad wyborem przepisu na dzisiejszy Dzień Jabłka miałam kilka pomysłów.
W pierwszej wersji miała być szarlotka (nie pamiętam kiedy robiłam ostatnio szarlotkę, na pewno minęło kilka lat!).
Potem przypomniały się placuszki z jabłkami - takie ulubione, robione dziesiątki razy, ale tu na blogu jeszcze o nich nie pisałam.
A potem jednak zdecydowałam się na muffinki.
W temacie muffinkowym ciągle czuję niedosyt, więc pora na kolejne nowe muffinkowe smaki.
Wybrałam pierwszy przepis, jaki mi wyskoczył w durszlakowej wyszukiwarce.
Nie szukałam dalej, skoro ten się pierwszy podsunął, to trzeba go wykorzystać.

Muffinki jabłkowe z cynamonem



Składniki:  
- 15 dkg mąki
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 ubite jajko
- 4 dkg cukru pudru
- 120 ml mleka
- 5 dkg stopionego masła
- szczypta soli
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- 2 małe jabłka (obrane  i drobno pokrojone) - ja do tego celu używam kółeczka z siatką, którym świetnie się "kroi" miękkie składniki sałatkowe
- kruszonka  (12 pokruszonych kostek ciemnego cukru, 1 łyżeczka cynamonu) - oczywiście nie dysponowałam ciemnym cukrem i do tego w kostkach, więc dałam biały

W misce wymieszać jajko z cukrem i mlekiem. 
Dodać stopione masło, przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól, cynamon i jabłka. 
Szybko wymieszać. 
Przełożyć ciasto do foremki wyłożonej papilotkami. 
Z cukru i cynamonu przygotować kruszonkę, posypać nią muffiny.
Wstawić do nagrzanego do 200oC piekarnika i piec 30-35 minut. 
Zajadać na ciepło lub na zimno...





Muffinki dorzucam również do kosza z jabłkowymi przepisami, czyli  do akcji "Sezon na jabłka"
Teraz dopiero widzę, jak mało do tej pory zrobiłam w temacie jabłkowym, aż dziwne... może jednak coś jeszcze przybędzie zanim akcja się skończy.



niedziela, 26 września 2010

Jajka prosto z patelki

Jajecznica jedzona wprost z małej patelni (nazywana u nas patelką) to miłe wspomnienie z dzieciństwa.
Otrzymałam od mamy  na swoje gospodarstwo kilka takich jednoosobowych patelek, które ciągle są  w ruchu.
Dzisiaj również smażyły jajka, ale w nowej wersji.
To moja kolejna potrawa z kuchni Armenii, niestety ostatnia w tej akcji kulinarnej.
Jak to jest, że w trakcie niektórych akcji (gdzie jestem bardziej zaangażowana i mam ochotę wypróbować jak najwięcej przepisów) zawsze  mi coś przeszkadza?
Czy to działanie niecnych tajnych sił kuchennych? takich z ciemnej strony kuchni?
A to jakieś choróbsko się przyplącze, a to rodzinnie coś się poplącze...
Tym razem jednak przyczyna mojej małej aktywności w tej akcji był... nadmiar jedzenia.
Po ważnej uroczystości rodzinnej, połączonej z obiadem, zostało nam trochę jedzenia i zjadaliśmy je prawie cały tydzień.
Ech... te nasze polskie nawyki... chociaż tym razem wcale nie chcieliśmy się "wysadzić", po prostu goście jakoś mało zjedli.
Przepis na taką wersję jajek sadzonych znalazłam na blogu "Kuchnia Ireny i Andrzeja".



Jajka sadzone w pomidorach

Składniki:
- jajka
- pomidory (bez skórki)
- cebula
- suszona mięta
- masło (ja użyłam oleju, bo nie lubię jajek na maśle)
- sól, pieprz


Pokrojoną cebulę krótko obsmażyć


dodać pokrojone pomidory i miętę (ewentualnie również odrobinę wody) i lekko poddusić.


Pomidory rozsunąć na boki, wlać jajka, doprawić solą i pieprzem.
Przykryć pokrywką i dusić, aż białko się zetnie.
Ja zrobiłam piękne kółeczko, ale w trakcie przykrywania patelko się zachybotała i misternie ułożone jajko rozlało się trochę.
Co oczywiście nie miało wpływu na smak, bo było bardzo smaczne...

poniedziałek, 20 września 2010

Czachobili z wołowiny

Lubię robić potrawy o ciekawych, niezrozumiałych dla nas  nazwach, więc teraz specjalnie wybrałam z kuchni gruzińskiej ten przepis.
Potrawa jest mało skomplikowana i mało egzotyczna - ot, po prostu nasz gulasz lub bardzo gęsta zupa.
Podobno bez adżiki nie ma dobrego czachobili, ale ja adżiki nie posiadam.
Co więcej, w przepisie nie ma o niej ani słowa.
A ja dopiero wgryzam się w te kuchnie i o istnieniu adżiki właśnie się dowiedziałam. Chętnie zrobiłabym w wolnej chwili domową wersję, ale tej wolnej chwili nie ma.
Podaję składniki według książeczki "Kuchnia gruzińska". G.Strumiłło-Miłosz wyd, 1981 r.
Często robię potrawy zmniejszając ilość składników, a tym razem zrobiłam z potrójnej porcji (jako jedno z dań na rodzinny obiad).
Nic więc dziwnego, że podany czas przygotowania - 30 minut wydłużył mi się bardzo bardzo... bo obierałam,  obierałam, kroiłam, kroiłam....

Składniki:
- 50 dkg wołowiny
- 50 dkg pomidorów
- 3 cebule
- 2 łyżki oliwy
- 1 łyżeczka papryki w proszku
- 1 łyżeczka kminku (pominęłam, bo nie lubimy)
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka mąki
- po kilka gałązek zielonej pietruszki, kolendry, bazylii lub cząbru
- sól, pieprz

Mięso umyć, osuszyć, pokroić na małe kawałki.
Oprószyć mąką i obrumienić w rondku na dobrze rozgrzanej oliwie.
Dodać pokrojoną w plasterki cebulę, smażyć parę minut.
Pomidory sparzyć wrzątkiem, przelać zimną wodą i obrać ze skórki.
Pokroić w plastry i dodać do mięsa.
Tak naprawdę to nie ma znaczenia w jakie formy pokroimy cebulę i pomidory - wszystko i tak się rozgotuje na jedną masę.

Dodać czosnek roztarty z solą, pozostałe przyprawy i dusić pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie - czyli ok. 1,5 do 2 godzin.
Przed podaniem posypać drobno posiekaną zieleniną.
Podane ilości przypraw wydatnie zwiększyłam, bo jak dla mnie było ich za mało.
Pewnie z powodu braku adżiki...

piątek, 17 września 2010

Ryba gotowana na zielono (kuchnia gruzińska).

Bardzo prosta i bardzo szybka do zrobienia ryba.
Przepis pochodzi z książeczki "Kuchnia gruzińska" Grażyny Strumiłło-Miłosz, Warszawa 1981 r.

Składniki:
- 80 dkg ryby (ja zrobiłam z mintaja)
- 3 cebule
- 2 ząbki czosnku
- 1 szklanka posiekanego koperku, pietruszki, kolendry, estragonu, bazylii,
- gałązka selera naciowego i mięty
(nie wszystkie zioła miałam świeże, niektóre dodałam jako suszone)
- szczypta szafranu
- 2 łyżeczki cukru
- sól, pieprz
- 1 cytryna

Rybę oczyścić, umyć, pokroić na porcje, włożyć do rondla, posypać solą i pieprzem.
Wlać tyle wody, żeby przykryła rybę.
Wrzucić drobno posiekaną cebulę, czosnek roztarty z solą, zieleninę, szafran i cukier.


Przykryć i gotować na małym ogniu.
Przed podaniem doprawić sokiem z cytryny i ewentualnie solą, posypać świeżym koperkiem
.

czwartek, 16 września 2010

Moje smaczne brzydale

W jednej z gazetek z przepisami mam piękne zdjęcie grzanek nazwanych ""ze słonecznej Italii". Zdjęcie piękne i zachęcające.
Jeszcze w sierpniu, będąc w piekarni wypatrzyłam ciabattę.
Sama nie piekę, ale pamiętałam o przepisie na grzanki, więc pieczywo nabyłam.
Zrobiłam, grzanki były pyszne, ale..... wizualnie trochę brzydactwa (według mnie).
Zdjęcie było jeszcze na dysku tylko dlatego, że nie miałam czasu zrobić okresowej czystki.

Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam na blogu Zieleniny zaproszenie do nowej akcji kulinarnej pomyślałam "to świetny pomysł, akurat coś dla mnie".
Miałam już w swojej "karierze" blogerskiej kilka takich potraw, które aż wstyd było pokazywać. Co prawda z niektórych składników bardzo trudno wydobyć piękno.
A jak do tego jeszcze  zdjęcia marne (co u mnie prawie zawsze idzie w parze), to już klapa kompletna. Choćby smak potrawy był niebiański, jeśli nie jest medialna odpada w przedbiegach.


W tym przypadku wszystko jest brzydkie: zdjęcie nieudane (ciągle zapominam, że ja przecież nie arcymistrz foto), do tego pomidory sflaczały, ser stracił piękne kształty, bazylia dostała ciemnych plam od ciepła grzanek, a oliwki poniewierają się byle jak i nie prezentują artystycznych póz.
I w ten sposób zdjęcie nie spełniło kryteriów ujrzenia światła dziennego w towarzystwie przepisu.
Oczywiście znowu zapomniałam o cudach fotografii i sztuczkach hokus-pokus wpadając w niepotrzebne kompleksy.


Do grzanek potrzebujemy:
- kilka kromek ciabatty
- pomidory
- mozzarellę
- oliwki bez pestek
- świeżą bazylię
- suszone oregano
- sól, pieprz

Pomidory pokroić w plastry, usunąć zdrewniałe części.
Ser mozzarella osączyć, pokroić w plastry.
Oliwki przekroić na pół.
Czosnek obrać, natrzeć nim kromki ciabatty, każdą posypać oregano.
Na kromkach ułożyć plastry pomidora i sera, dołożyć oliwki.
Posypać solą, pieprzem i oregano.
Na blachę położyć papier do pieczenia, na nim ułożyć grzanki.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 C.
Piec ok. 10 minut.
Oczywiście podawać gorące, ozdobione listkami bazylii.

wtorek, 14 września 2010

Cukinia faszerowana kozim serem i kiełbasą.

Moja druga potrawa w kuchniach Kaukazu to również druga z kuchni Armenii.
A powodem są cukinie leżakujące na balkonie, które jednak trzeba w końcu zużyć.
Po raz drugi (ale na pewno nie ostatni!) sięgam więc do bloga "Kuchnia Ireny i Andrzeja" i wyciągam ten przepis
Jednak  uwaga! - Od razu uprzedzam tych, którzy nie są fanami koziego sera.
Od tego, jaki ser dodacie zależy, czy ta cukinia Wam zasmakuje.
Jedyny ser kozi, jaki udało mi się zdobyć (nie jestem akurat w swoim mieście), to ser pleśniowy. Mnie bardzo smakuje na zimno, ale na ciepło jego zapach mi bardzo przeszkadzał.

Zrobiłam dokładnie według przepisu, jedyna zmiana to wielkość cukinii (miałam okazy w dużym rozmiarze).

Składniki nadzienia:
- 10 dkg ugotowanej kiełbasy (dałam podwawelską - lubię ten gatunek kiełbasy do potraw na ciepło)
- 12 dkg koziego sera
- 12 dkg startego sera mozzarella (miałam w kulkach)
- 2 szklanki posiekanych pomidorów
- 1 łyżka posiekanej bazylii
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka pieprzu
- starty parmezan do posypania (dodałam goudy)

Składniki nadzienia wymieszać.
Cukinie przekroić wzdłuż, wydrążyć i napełnić nadzieniem, posypać serem.


Ułożyć na blasze lub w naczyniu żaroodpornym.
Zapiekać ok. 30 minut w temp. 160°C.


poniedziałek, 13 września 2010

Ormiańska sałatka ogrodowa

Zaczynam udział własny w akcji od sałatki.
Jeszcze mamy sezon na wiele warzyw, więc trzeba korzystać z okazji.
A jak poczytałam o bogactwie warzywnym w kuchniach Kaukazu, to było jasne, że od tego trzeba zacząć.
Szukając sałatkowego przepisu brałam pod uwagę taki, w którym wykorzystam warzywa już posiadane w domu.
Takie jak sałata, papryka, pomidory, czerwona cebula.
Najszybciej trafiłam na ten przepis z kuchni Armenii  na blogu "Kuchnia Ireny i Andrzeja", dodany również do II Baru Sałatkowego.
Dokupiłam brakujące składniki, żeby zrobić sałatkę dokładnie według przepisu.
Zaczęłam ją robić i w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że przecież jest to sałatka, która od dawna robię latem na działce!
Jedyne różnice to u mnie brak sera feta oraz mięty i estragonu, a zamiast czerwonej cebuli dodawałam zawsze białą.

Moja wersja składników:
- garść różnych sałat
- 1 zielony ogórek
- 1 czerwona papryka
- 2 pomidory
- 1 czerwona cebula
- 3 łodygi selera naciowego
- ser feta
- natka pietruszki
- świeża mięta (nie dodałam)
- świeża bazylia
- sól i pieprz

Sos:
- 1/2 szklanki oliwy z oliwek
- 1 roztarty ząbek czosnku
- 1/4 szklanki octu winnego (to dla mojej rodziny za dużo, więc dałam 2 łyżki)
- 2 łyżki soku z cytryny
- pół łyżeczki estragonu

Sałatę porwać na mniejsze kawałki.
Ogórka obrać ze skóry, pomidory sparzyć i obrać, z papryki wykroić pestki.
Ogórka, pomidory i paprykę oraz ser feta pokroić w kostkę, cebulę w piórka.
Posiekać bazylię i natkę pietruszki.
Sałatę , warzywa i ser wymieszać delikatnie  w misce, dodać bazylię i natkę, przyprawić solą i pieprzem.
Sałatkę schłodzić w lodówce.
Wymieszać składniki sosu - polać sałatkę bezpośrednio przed podaniem.

sobota, 11 września 2010

Kuchnia gruzińska i ormiańska - garść informacji


Akcja ogłoszona, już niedługo zaczynamy...
Zawsze, biorąc udział w akcji dotyczącej kuchni narodowych staram się dokształcić w temacie, bo sprawia mi to wielką przyjemność.
Nie stać mnie na podróże (dalekie i bliskie), więc korzystam z takiej okazji, żeby przenieść się choć w wyobraźni do danego kraju.
Kiedy jeszcze trochę podróżowaliśmy wakacyjnie  (z przyczepą campingową - jakie to były wspaniałe chwile!) zawsze najbardziej interesowałam się ludźmi.
Życiem ulicy, oglądaniem domów, zaglądaniem do ogrodów. Lubiłam obserwować każde miejsce z jedzeniem:  bar rodem z socjalizmu (miał ten socjalizm różne oblicza u nas, na Węgrzech, czy w Czechosłowacji), barek kawowy, pub, pizzerię, restaurację oraz wszelkiego rodzaju miejsca targowe, handlowe...
Teraz moje obserwacje są pośrednie - dzięki filmom i zdjęciom.

Po ogłoszeniu akcji okazało się, że tak jak w moim przypadku, wiedza o Kaukazie (od strony kuchni) jest niewielka.
Przygotowałam trochę ogólnych informacji o kuchni gruzińskiej, natomiast o kuchni ormiańskiej kilka słów na forum Cin.cin  napisała Aniutka.

Kuchnia gruzińska
Gruzja bywa nazywana perłą Kaukazu również ze względu na wspaniałą kuchnię. Mogła się ona rozwinąć dzięki niezwykle sprzyjającym warunkom klimatycznym i geograficznym.
Kuchnia zajmuje szczególne miejsce w gruzińskiej tradycji i jest częścią tożsamości dzisiejszych Gruzinów.
Łagodny i zróżnicowany klimat zapewnia obfitość i różnorodność płodów rolnych, w tym wielu aromatycznych przypraw.
Na górskich halach mogą się wypasać stada bydła rogatego i owiec, dostarczające doskonałego mięsa oraz serów.
Plantacje dostarczają herbatę, winogrona, granaty, brzoskwinie,morele, gruszki i jabłka.
W ogrodach i na polach śródgórskich dolin dojrzewają arbuzy, melony, bakłażany, pomidory, papryka, kabaczki i wiele aromatycznych roślin, które są niezbędne w gruzińskiej kuchni.
W Gruzji Zachodniej, na wybrzeżu Morza Czarnego, szczególnie popularna jest adżika: ostra przyprawa przyrządzana z różnych gatunków ucieranej papryki z kolendrą i orzechami.
W gruzińskiej kuchni stosuje się ogromne ilości świeżych jarzyn i zieleniny.
Na półmisku rozpoczynającym posiłek znajdą się pomidory, szczypiorek, rzodkiewki, pietruszka, zielony czosnek, kolendra.

Najbardziej charakterystyczne potrawy gruzińskie to:
- oczywiście szaszłyk, przyrządzany na wiele sposobów
- haszi: esencjonalny bulion, gotowany na podrobach wołowych lub baranich i nóżkach, z ogromną ilością czosnku
- ciplata-tabaka: rozpłaszczone smażone kurczaki, podawane z ostrym sosem tkemali
- tkemali: sos na zimno ze śliwek

Gruzińskie sosy są pikantne i nieco inne od naszych.
Sosy przygotowuje się ze śliwek, derenia, pomidorów, czosnku, orzechów, czerwonej papryki, mięty, tarniny, jeżyn granatów, z soku z niedojrzałych winogron.

W kuchni gruzińskiej zupa pojawia się rzadziej, ale za to jest wiele różnych przekąsek.

Przystawki, przekąski to różnorodne sałatki, z ciekawymi połączeniami np. ziemniaczana z orzechami,
Latem podstawą jest sałatka z pomidorów i świeżej bazylii a we wrześniu z dodatkiem wyciskanego na miejscu oleju ze słoneczników.
Przed głównym daniem podaje się sery np. delikatny sulguni a we wschodniej Gruzji także długo dojrzewający pleśniowy ser dambali chaczo , a niektóre przyprawy (takie jak kolendra, natka pietruszki, koper) w gałązkach, bez uprzedniego siekania.
Przekąską jest kurczak na zimno w sosie orzechowym - sacwi, lobio (przetarta fasola), placek serowy – chaczapuri.

Zupy to na przykład: szparagowa, fasolowa, rosół z kury, grochowa na baraninie, rybna, z orzechami, z cielęciny, haszi, chłodnik na zsiadłym mleku (m.in. ze szczawiem i ryżem), zupa śliwkowa.

W przeciwieństwie do innych kuchni regionu kaukaskiego, gdzie króluje baranina, w Gruzji za najsmaczniejsze mięso uważany jest drób.
Dania z drobiu czyli z kury, kurczaka, gęsi, indyka, kaczki.
Wśród potraw z ryb znajdziemy lina, karpia, halibuta, sieję, pstrąga, dorsza, jesiotra, łososia.
W daniach mięsnych jest wołowina, cielęcina, prosię, koźlę, jagnięcina, baranina.
Głównym daniem bywa często chinkali - rodzaj pieroga, który faszeruje się mięsem. Chinkali posiadają swój oryginalny kształt a podawane na gorąco zawierają wewnątrz aromatyczny rosół.
Mcwadi - szaszłyki posypane przyprawami są często zamawiane w restauracjach oraz przyrządzane na pikniki. Jesienią przyprawia się je ziarenkami granatów.
Kaszi to rodzaj gulaszu przyrządzany z flaków. Przeważnie jest on potrawą mężczyzn podczas śniadania. Wielu lekarzy zaleca kaszi pacjentom w celu wzmocnienia kości, szczególnie podczas złamań.

Deser: słodkie konfitury, suszone i świeże owoce, np. figi, arbuzy, melony, mandarynki, winogrona, jabłka, pomarańcze.
Słodycze: np. czurczchela - nawleczone na nitkę orzechy laskowe zatopione w cieście, które powstaje z gęstego soku winogron.
Ciasto: Chaczapuri - serowe placki z różnych rodzajów ciasta (drożdżowego, przaśnego, proszkowego).
 Kuchnia ormiańska 
Aniutka  poznała kuchnię ormiańską bezpośrednio, więc na pewno jej informacje mają inne znaczenie niż moja wiedza książkowo - internetowa.
Otrzymałam jej zgodę na opublikowanie na moim blogu tego testu wraz ze zdjęciami zrobionymi na bazarze w Erewaniu.

"Jedzenie to bardzo ważny element ormiańskiej kultury, Ormianie bardzo dużą wagę przywiązują do wspólnego spożywania posiłków, uważając je za element silnie zespalający ludzi. Ormiańska historia kulinarna sięga ok. 2000 lat wstecz, kiedy to Ormianie zajmowali się hodowlą bydła – stąd pojawiły się na stołach sery, jogurty i oczywiście mięso. Tradycyjnie potrawy gotowano na ogniu lub w specjalnych piecach umieszczonych w ziemi (w nich wypiekano np. Chleb lavash).

Ormianie bardzo lubią słodycze i owoce (morela i granat to właściwie symbole Armenii). Latem królują lody i świeże owoce, zimą konfitury z pigwy, wiśni, czereśni, moreli, orzechów włoskich czy fig. Popularne są też suszone owoce, z których układane są przepiękne kompozycje. Oprócz klasycznych suszonych moreli, czereśni, wiśni nadziewanych migdałem, Ormianie przygotowują też sudżuch – orzechy włoskie otoczone mieszanką soku winogronowego i mąki, które wygladają jak długie wiszące kielłaski oraz owocowy lavash – cienki płat kwaśnych suszonych śliwek. Jeśli chodzi o ciasta, oczywiście robi się baklavę, poza tym sporo bezowych tortów, ciasta na listkującym cieście „francuskim”. Popularne jest też cieniutkie ciasto „phylo”. 
 
Każdemu posiłkowi towarzyszy ormiański chleb – lavash. Jest on wyrabiany z mąki pszennej i ma postać cienkiego, owalnego naleśnika. Może być przechowywany bardzo długo: gdy się zeschnie wystarczy skropić go wodą by znów był gotów do spożycia. Obok chleba, na stole zawsze znajduje się ser – panir. Jest to ser biały, słony, jak dla mnie coś pomiędzy naszym twarogiem, a serem żółtym. Bardzo dobrze smakuje zawinięty w lavash z dodatkiem świeżej kolendry.

 
Warzywa: przede wszystkim bakłażany, pomidory, papryka są bardzo popularne i występują w wielu postaciach na ormiańskim stole (sałatki, warzywa grillowane, warzywa nadziewane). Również świeże zioła są właściwie niezbędnym dodatkiem do posiłku (głównie kolendra, bazylia, estragon, ale też koperek i pietruszka).

 
Z wędlin najbardziej ormiańska wydaje mi się basturma: jest to suszona wołowina z otoczką z kozieradki. Słona, krojona na bardzo cienkie plasterki, bardzo smaczna (szczególnie z lavashem i odrobiną masła).
Ormianie jedzą sporo mięsa – narodowa potrawa to szaszłyk mięsny, czyli horovac. Zwykle robiony jest z baraniny lub wieprzowiny. Podawany z opiekanymi na ruszcie ziemniakami (poprzekładanymi słonina) i sałatka z grillowanych warzyw. Pyszne są również szaszłyki rybne, szczególnie dobrze smakują na brzegu jeziora Sevan.  

Z potraw z grilla popularny jest też kebab - o nieco innej formie niż ten znany w Polsce. Jest zrobiony z mieszanego mięsa mielonego, uformowanego w podłużne kielbaski i opiekanego na ruszcie. 
Kufta natomiast to bardzo dokladnie zmielone mieso (często jagnięcina) ugotowane w postaci takich sporych, obłych kotletow. Można ją później odsmażać i taka właśnie odsmażana w plastrach smakuje mi najbardziej.
Warto wspomnieć, że Ormianie jedzą bardzo duzo jogurtu – jest to kwaśny, bardzo gęsty jogurt, który jedzą jako dodatek do dania głównego, albo rozcieńczają robiąc orzeźwiający napój lub wykorzystują do zrobienia zupy. Macun (czyli ichni jogurt) uważany jest też za najlepsze lekarstwo w przypadku problemow żołądkowych. 

 
Napoje: Ormianie piją bardzo dużo kawy zaparzanej klasycznie w jazvee i podawanej w malutkich filizankach, koniecznie z czymś słodkim. Herbata też jest pita często i do niej podawane sa zwykle konfitury. Dzięki uprawie winorosli w dolinie ararackiej, Armenia ma sporo bardzo dobrych win (i bialych i czerwonych), ale słynie głównie z koniaku (Ararat). Bardzo popularne sa też domowe kompoty.

 
Zupy, począwszy od prostych bulionów, a skończywszy na zawiesistych i aromatycznych, często goszczą na ormianskim stole. Zawieraja one sporo egzotycznych (jak dla nas) składników: jogurt, orzechy, ziarna granatu, dynie. Zupy jogurtowe, gotowane z dodatkiem jeczmienia, masla i ziół, często podaje się na śniadanie. W lecie z jogurtu robi się chlodniki."



"A to zwinięte jak tkanina to owocowy lavash - czyli suszone owoce w postaci takiego płaskiego skórzastego naleśnika. Pyszne!
Wiszące brązowe na zdjęciach to sudzuch - czyli orzechy włoskie w masie z soku winogronowego i mąki"