czwartek, 3 czerwca 2010

Ulubione smaki z dzieciństwa

Kiedy zobaczyłam zaproszenie do blogowej akcji Przytulanki - tutaj 
nie spodziewałam się, że wywoła ono u mnie taką falę wspomnień.
Przez kilka dni odwijała się w mojej pamięci taśma obrazków, smaków i zapachów.
Pojawiły się dawno nie wspominane potrawy, połączenia jedzeniowe, sytuacje wspominane naprawdę mile.
Biorąc pod uwagę, że moje dzieciństwo było już dość dawno, niektóre opisane przeze mnie smakołyki są zupełnie nieznane młodszym blogowiczom.

Zacznę jednak od tego, że większość potraw opisanych na tym blogu, potraw z kuchni polskiej, to są właśnie takie wspomnienia z dzieciństwa.
Przejęłam od mojej mamy sposób gotowania, upodobanie do pewnych  połączeń, dobór potraw.
Kontynuuję je w mojej kuchni, przez co są aktualne i żywe.

Niektóre moje ulubione smaki są obecnie nie do kupienia i nie odtworzenia.
A mogłabym je podzielić na smaki miejskie i smaki wiejskie.
Miejskie to te związane z domem rodzinnym w zadymionym fabrycznym mieście.
Natomiast wiejskie to wakacyjne smaki i zapachy na dalekiej wsi, o czym już kiedyś pisałam na tym blogu.
W mieście powietrze oczyściło się z braku fabrycznych kominów, a na wsi zanieczyściło wzrostem motoryzacji.

Oprócz domowych smakołyków, które mogę sama próbować odtworzyć, są w pamięci wyroby przemysłu spożywczego (taka nazwa funkcjonowała w języku PRLu).
Były to rarytasy typowo deserowe, na które wydawaliśmy swoje skromne kieszonkowe:
- oranżada w proszku - sprzedawana w małych torebeczkach (wielkości małego cukru waniliowego).
Wysypywało się proszek na dłoń, zlizywało i wtedy pojawiały się takie przyjemne bąbelki w nosie
- mleko skondensowane w tubce, oczywiście czekoladowe. 
Przesłodzone do niemożliwości, ale jak smakowało!
- ryż dmuchany, czasami oblewany czekoladą.
Tym zwykłym ryżem nasi koledzy dmuchali na lekcjach za pomocą szklanych tzw. fifek do papierosów bez filtra.
- duże wafle tortowe.
Służyły do przekładania słodką masą, ale my jedliśmy je bez dodatków - tak fajnie się łamały.
- lody "Śnieżka" - o smaku waniliowym, dwa złożone wafle (całość wielkości kostki masła).
Specyfiką tych lodów było to, że paczkowane (podobnie jak biały ser) potem mocno zmrożone przechodziły nieznane koleje losu zanim trafiły do spożycia.
Najczęściej były mocno pogniecione i ten papier z opakowania był w przeróżny sposób wgnieciony i zamrożony razem z lodami.
O ile pamiętam były to jedne z pierwszych lodów paczkowanych hurtowo.
Głównie wtedy kupowało się lody kulkowe w cukierniach, stojąc w długich kolejkach do tych najlepszych.
- lody "Calypso" - dostępne  rzadko i tylko w "Delikatesach".
Znane miłośnikom "Lesia", który użył ich jako narzędzia zbordni doskonałej.
- woda "Grodziska" - piłam ją tylko czasami u cioci na imieninach.
- ciasteczka tzw. tortowe - kupowane w prywatnej cukierni niedaleko szkoły.
W ogóle ciastka w cukiernikach były wtedy mniejsze, szczególnie pączki.
Zupełnie nie rozumiem tej obecnej gigantomanii w cukiernictwie - jak takiego wielgaśnego pączka ugryźć, bez obawy umazania się lukrem na twarzy?

A smak wakacji?
- chleb ze smalcem - to na pewno numer jeden.
Chleb piekła babcia w każdą sobotę, do tego smalec z grubymi skwarkami posypany dużymi kryształkami soli.
Przysmakiem dzieci wiejskich był ten domowy chleb z cukrem i śmietaną (ewentualnie z wodą).
Ja nigdy nie miałam na to ochoty, być może dzieci na wsi były bardziej spragnione słodyczy w każdej formie.
W wiejskim sklepiku owocowe cukierki stanowiły część wydawanej reszty.
- grzyby w śmietanie - tam wszyscy znali się na grzybach, które zbierało się przy każdej okazji
- masło ubijane  w drewnianej maselnicy
- zsiadłe mleko - tak gęste, że krojone nożem na talerzu
- makaron domowej roboty
- drożdżowe bułeczki, cudnie pachnące, z brązową skórką.
I każde inne jedzenie gotowane z własnych produktów, na piecu z "żywym ogniem" w czystym powietrzu tamtych czasów.

Te przysmaki przypomniały się najbardziej, ale pewnie jeszcze inne się tu odnajdą.
Mam zamiar zrobić teraz w ramach tej akcji kilka takich swoich zapomnianych potraw, a na zdjęciu mój ulubiony z dzieciństwa sposób podawania pierożków.
Mama lepiła duże pierogi z serem, które po ugotowaniu jeszcze obsmażała na smalcu.
Nie muszę dodawać, że najsmaczniejsza była ta skórka.


8 komentarzy:

  1. Wywołałaś u mnie falę wspomnień...ech lody Calipso (myślałam, że to moje urojenie, bo nikt ich nie zna!!)- moje ukochane pistacjowe!!! I ta oranżada- taka w słomkach.
    I mleko skondensowane..przypomniały mi się aż pewne kolonie.
    A pierożki...mmm

    OdpowiedzUsuń
  2. I bym zapomniała- ciasto na makaron kładzione na blasze starej kuchni...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo smakolykow z Twojej listy wspomnien jest tez moimi. Kiedys wybor byl ograniczony i pewnie dlatego wszystko tak nam smakowalo i ciagle jest w naszej pamieci. Jaka zdobycza byla wtedy niemiecka mleczna czekolada z orzechami czy gumy w kulkach.
    A podsmazanymi pierogami, to chyba nikt nie pogardzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, mam podobne wspomnienia...
    Pierożki super :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mmm widzę, że mamy podobne wspomnienia smaków z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sentymentalnie się dumałam czytając Twoje wspomnienia... Na przeciwko mojego domu na Muranowie była cukiernia z najpyszniejszymi napoleonkami, a co niedzielę mój tata chodził po rurki z kremem na pl. Zamkowy...
    Bardzo ładnie to opisałaś, a pierogi muszą być odsmażane:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja Wam dziękuję za odzew...
    Jak to miło mieć świadomość wspólnoty wspomnień...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem z innego pokolenia i lody Calipso znam tylko z Lesia, ale część z tych smaków to też moje smaki dzieciństwa: oranżada w proszku na sucho, czekoladowe mleko w tubce (hit wszystkich kolonii i obozów), czekolada z ryżem dmuchanym. Mleko w tubce nadal czasem sobie kupuję jak mam ochotę poczuć się jak dziecko. Od moich czasów nic się ono w smaku nie zmieniło, ale nie wiem jakie było wcześniej.

    OdpowiedzUsuń