wtorek, 3 sierpnia 2010

Nasze kuchenne wpadki

Świat kuchni naszej polskiej blogosfery jest piękny...
Tak piękny, że chwilami sztuczny.
Cudne zdjęcia potraw -  niektóre tak  wspaniałe, że same w sobie są dziełami sztuki.
Różne wpisy na blogach - różne pod różnym względem.
I długości postów i sposobu pisania przez autora i zawartej w nich treści, ale prawie wszystkie staranne, dopracowane, wygładzone, pozytywne...
Niektóre celowo prowokujące i szokujące, inne stylizowane, jeszcze inne "normalne". 

Czytam codziennie wiele wpisów na blogach i chwilami mam wrażenie pewnego braku codzienności.

Wiem, że każdy chce przedstawić swoje kulinarne dokonania od jak najlepszej strony.
Ktoś inny chce przekazać swoje smakowe wrażenia z podróży (dalekich i całkiem bliskich).
A nikt nie chce przyznawać się do błędów i porażek, więc wzmianki o takowych to wielka rzadkość.
A przecież to jest nasza kuchenna codzienność, czy tego chcemy, czy nie.
Nie ma osób, którym się wszystko i zawsze udaje.
A jednak niechętnie o tym piszemy.
Nie lubimy pokazywać się od gorszej strony, oj nie lubimy - coś nam się nie udało? trudno... ale czy ktoś musi o tym wiedzieć?

Tymczasem takie wpisy o naszych porażkach kuchennych spełniają równie ważną rolę, jak kolejny przepis na ciekawą potrawę.
Dają czytelnikom bloga wiedzę o kuchennych pułapkach, sprawdzonych w praktyce niedobrych pomysłach.
Mnie się też takie zdarzają - jedne są bardziej, inne mniej wkurzające.
Ja piszę o swoich niedoróbkach - może są mało widoczne, bo jednak zdarzają mi się dość rzadko.
W sumie dziwne by było, gdybym miała je na co dzień, po tylu latach samodzielnego kucharzenia.

Jednak ostatnio miałam i ja swoje Waterloo, w czerwcu przy okazji tworzenia muffinek z truskawkami.
Wybrałam jeden z przepisów blogowych, nie przeanalizowałam go, a chyba brakowało jakiegoś składnika lub coś pomyliłam w proporcjach.
Tutaj to oczywiście moja wina, bo jednak trzeba na spokojnie przeczytać przepis.
To co powstało w moim wykonaniu to był niesamowity knot kuchenny - muffiny wyszły ciężkie, suche, niesmaczne - po prostu kuchenne dno.
A przy okazji sprawdziłam w praktyce radę przeczytaną wcześniej na innym z blogów.
W przepisie autorka zaznacza " całe truskawki wepchnąć palcem do środka ciasta".
Spieszyłam się, więc bez namysłu wepchnęłam... tu na zdjęciu przed wepchnięciem...

a po upieczeniu wszystkie truskawki, co do jednej były poza swoimi muffinkami.
Bezczelnie wylazły z ciasta.


Rodzina to "coś" zjadła (chociaż nie zmuszałam!) - ja nie byłam w stanie zjeść w całości nawet jednej...

15 komentarzy:

  1. Ja kiedyś zafascynowałam się znalezionym w internecie przepisem na muffinki z colą - efekt był opłakany. Skubane wyrosły troszkę w górę, a potem radośnie pierdykły w dół i wyglądały jak jedno wielkie tłuste nieszczęście - wylądowały w koszu, bo nie nadawały się do niczego, a do jedzenia najmniej. A moja najświeższa wpadka to wczorajsza kolacja. Chciałam błysnąć zapiekaną fetą z pomidorami, wyszły zapiekane pomidory z glutem pełnym grudek ;)

    BTW jest możliwość, żebyś uruchomiła komentarze dla nick/url? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej jestem nowa i chciałam prosić o pomoc, jeśli zechciałabyś odwiedzić mojego bloga i udzielić mi paru rad albo odpowiedzi na zamieszczone tam pytania byłabym niezmiernie wdzięczna.

    PS. Ja kiedyś upiekłam muffinki z wiórkami kokosowymi, miały być pyszne a wyszła porażka coś na kształt zakalca, twarde z jednej strony z innej gumiaste. bleee

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tych niesmacznych, lub mało reprezentatywnych rzeczy po prostu nie publikuję. Ale nie mogłabym napisać, że coś było smaczne, jak nie było.. A nuż ktoś by się przjechal na przepisie..
    A te truskawki to jakieś magiczne, uciekające.. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. haha, fantastyczne! :D
    Ja pamietam swoja wpadke, wlasciwie dwie: z krówkami. Zawsze, ale to ZAWSZE nie wychodza takie jak powinny. Albo to krem, albo to przypalanka. Innym był chleb na sucho, doslawnie na sucho, ktory pod dotknieciem rozsypal sie w drobne ziarenka, bo byl ziarnisty. I ciasto, taaak, ciasto z biszkoptewm, w ktorym ten biszkopt wyszedl co najmniej jak 4-dniowe kruche ciasto...
    Wpadki sa super :)
    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały pomysł z tym wpisem! Przeczytałam z przyjemnością. Pzdr Aniado

    OdpowiedzUsuń
  6. Robiłam kiedyś jakieś placki. Przepis miałam w komputerze. Nie miałam drukarki, a komputer był stacjonarny więc biegałam od pokoju do kuchni non stop. I przy którymś takim sprawdzaniu co trzeba zrobić pomyliłam się. Zamiast pół szklanki mąki wrzuciłam półtorej co zaowocowało twardymi jak kamień placuszkami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ostatni piekłam swój standardowy placek z owocami i ...zapomniałam dodać proszku do pieczenia... Wyszło coś w rodzaju claffuti i nawet dało się zjeść ale do klasycznego ciasta było mu daleko...
    Ale czasem pomyłki są ciekawe, np sernikobrownie mi się zmieszało i wyszło łaciate, nawet dość efektowne, więc dałam je na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja sie nie wstydze wpadek i zwyklych obiadow.Na codzien nie jadamy rarytasow czy deserow na porcelanowej zastawie. Jesli cos da sie zjesc, a niekoniecznie pieknie wyglada to dla mnie jest OK. Czesto - co smaczne jest niefotogeniczne, chleb czasem rozplynie sie na boki -ale ja szanuje swoje wysilki kulinarne i ucze sie na bledach.Moj Maz nie jest esteta kulinarnym, ja nie jestem perfekcjonistka. Naszym zdaniem kazdy posilek -okraszony usmiechem- jest smaczny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Poruszyłaś świetny temat owych wpadek kuchennych. Od baaardzo dawna przeglądam blogi kulinarne i rzadko ktoś na łamach swojego pamiętniczka przyzna się że sknocił, przepis się nie udał, a jeszcze rzadziej ktoś pstryknie fotkę owego "dzieła". To prawie tak, jakby blogowicz/-ka nie chciał/-a utracić nic ze swojej kulinarnej doskonałości jak to świetnie w kuchni sobie poczyna. A przecież takie wpadki dodają człowieczeństwa ;)

    Ps. Mufinki faktycznie wyglądają... fatalnie i mam odwagę Ci o tym napisać, a Ty mam nadzieję - odwagę z godnością to przyjąć ;D Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny pomysł na wpis :) co do wpadek, to nie tak dawno (tzn. w sobotę) robiłam tort egipski (z Moich Wypieków), jedna masa miała być bitą śmietaną z orzechami i karmelem, moja niestety stała się masłem :D, całość jednak uratowałam gotując ją na budyń :) i tak wszyscy byli zachwyceni ;) i tort zniknął :)a mój Mąż stwierdził, że to najlepszy tort jaki jadł w życiu :) czasem więc z wpadki może powstać coś naprawdę smacznego :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. dosłownie, bezczelne! jak one tak mogły ;P

    OdpowiedzUsuń
  12. masz rację, że wpadki też są istotne, bo przecież to m.in. dzięki nim się uczymy :) a muffinki nie wiedziałam, że takie kapryśne potrafią być :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaczęłam pisać odpowiedź na Wasze komentarze, ale tak się jakoś rozpisałam, że postanowiłam ją umieścić w formie kolejnego posta.

    Fela - zmieniłam ustawienia, zobaczę jak to się sprawdzi.
    Caracordata - oczywiście, że przyjmuję z godnością :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie dlatego wolę szukać przepisów na blogach, niż w niektórych książkach kucharskich, w których tłumacz zrobi jeden błąd, a wydawca drugi nie sprawdzając przepisów.

    To wspaniałe, jak ludzie opowiadają o swoich poszukiwaniach, kłopotach w kuchni, co się może nie udać i jak temu zapobiec, bo już to mają na własnej skórze wypróbowane!

    Jakieś ciekawsze wpadki chętnie opisuję w Zatoce, a jeśli miewam kłopoty z realizacją przepisów, to wspominam o tym często w formie ostrzeżeń, że np. mąka ma być taka, nie inna, a jajko raczej małe, albo żeby pilnować piekarnika, bo może się przypalić, albo że kupny lukier to nie to itp.

    Staram się pisać tak, jakbym to tłumaczyła mojej "kulinarnie uzdolnionej inaczej" siostrze, a jak opiszę jakąś kompletną klapę, wynikającą z pośpiechu lub lenistwa, to też kształcące dla innych i jeszcze się pośmieją może, a śmiech to zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Noo! O moich wpadkach kulinarnych to ja chyba napiszę osobnego posta u siebie na blogu :-DD
    A trochę ich mam na koncie :-DD

    OdpowiedzUsuń