czwartek, 16 września 2010

Moje smaczne brzydale

W jednej z gazetek z przepisami mam piękne zdjęcie grzanek nazwanych ""ze słonecznej Italii". Zdjęcie piękne i zachęcające.
Jeszcze w sierpniu, będąc w piekarni wypatrzyłam ciabattę.
Sama nie piekę, ale pamiętałam o przepisie na grzanki, więc pieczywo nabyłam.
Zrobiłam, grzanki były pyszne, ale..... wizualnie trochę brzydactwa (według mnie).
Zdjęcie było jeszcze na dysku tylko dlatego, że nie miałam czasu zrobić okresowej czystki.

Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam na blogu Zieleniny zaproszenie do nowej akcji kulinarnej pomyślałam "to świetny pomysł, akurat coś dla mnie".
Miałam już w swojej "karierze" blogerskiej kilka takich potraw, które aż wstyd było pokazywać. Co prawda z niektórych składników bardzo trudno wydobyć piękno.
A jak do tego jeszcze  zdjęcia marne (co u mnie prawie zawsze idzie w parze), to już klapa kompletna. Choćby smak potrawy był niebiański, jeśli nie jest medialna odpada w przedbiegach.


W tym przypadku wszystko jest brzydkie: zdjęcie nieudane (ciągle zapominam, że ja przecież nie arcymistrz foto), do tego pomidory sflaczały, ser stracił piękne kształty, bazylia dostała ciemnych plam od ciepła grzanek, a oliwki poniewierają się byle jak i nie prezentują artystycznych póz.
I w ten sposób zdjęcie nie spełniło kryteriów ujrzenia światła dziennego w towarzystwie przepisu.
Oczywiście znowu zapomniałam o cudach fotografii i sztuczkach hokus-pokus wpadając w niepotrzebne kompleksy.


Do grzanek potrzebujemy:
- kilka kromek ciabatty
- pomidory
- mozzarellę
- oliwki bez pestek
- świeżą bazylię
- suszone oregano
- sól, pieprz

Pomidory pokroić w plastry, usunąć zdrewniałe części.
Ser mozzarella osączyć, pokroić w plastry.
Oliwki przekroić na pół.
Czosnek obrać, natrzeć nim kromki ciabatty, każdą posypać oregano.
Na kromkach ułożyć plastry pomidora i sera, dołożyć oliwki.
Posypać solą, pieprzem i oregano.
Na blachę położyć papier do pieczenia, na nim ułożyć grzanki.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 C.
Piec ok. 10 minut.
Oczywiście podawać gorące, ozdobione listkami bazylii.

10 komentarzy:

  1. Ale ty się przejmujesz :) Grunt, że smaczne ;D Chociaż rzadko jadam pieczywo, to grzanek nie odmawiam i zawsze zjadam solidną porcję. U nas bułkę smarujemy cieniutko masłem i dopiero dajemy dodatki. Podpatrzyliśmy kiedyś ten sposób w pewnym barze i po próbie stwierdziliśmy, że tak zdecydowanie lepiej smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pela, nie przesadzaj. Moje zdjęcia sa o wiele, wiele gorsze. A grzanki pyszne.
    tmach

    OdpowiedzUsuń
  3. Stanowczo protestuję! Stanowczo protestuję przeciwko włączaniu tego przepisu do tej akcji.
    Grzanki są bardzo ładne. Jedyne co można zarzucić to to, że zdjęcie jest nieostre i ma zjechany balans bieli. Ale to nic urodzie grzanek nie ujmuje. Są ładne i basta!

    OdpowiedzUsuń
  4. Grzanki wyglądają nawet fajnie, pomidorki je ozdabiają . A pyszne są na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te zdjęcie zdecydowanie nie należą do brzydkich - za dużo samokrytycyzmu!

    OdpowiedzUsuń
  6. bazylia, mozarella, pomidor.. PY-CHO-TA!!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja już nie jeden raz przekonałam się, że to co brzydkie to i pyszne :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam Cię do zabawy w lubienie!
    Zasady są następujące: napisz kto przyznał Ci nagrodę, 2. wymień 10 rzeczy, które lubisz, 3. Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom informując ich komentarzem! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj... ale mi się dostało!
    Ale naprawdę ONE wyglądały jak te brzydale...

    Kasiu - dziękuję za zaproszenie, ale już o tym pisałam niedawno.

    OdpowiedzUsuń