wtorek, 2 listopada 2010

Jajka na boczku i Kuchnia polska

"Kuchnia polska" - książka kucharska pod tym tytułem to było dla większości zwykłych obywateli nieosiągalne marzenie w czasach minionych.
Można by rzec to książka kultowa.
Jedynym sposobem nabycia jej było posiadanie odpowiednich znajomości w celu zdobycia spod lady.
I to wcale musiały być znajomości w księgarni.
Pani kierowniczka z mięsnego odłożyła  kawałek szynki  dla znajomej sprzedawczyni z obuwniczego.
Za szynkę znajoma sprzedała odłożone wcześniej zagraniczne kozaczki pani z księgarni, a ta zrewanżowała się odłożoną "Kuchnią polską". Którą to pożądaną książkę kierowniczka z mięsnego zaniosła do pani z przedszkola jej własnego dziecka.
Tak to działało.

Ja niestety wcześniej nie weszłam w posiadanie tej książki, a obecnie w czasach przesytu książkowego już jej nie kupowałam.
Jednak z okazji trzeciej edycji akcji "Gotujemy po polsku!" zapragnęłam do niej zajrzeć.
Ale koniecznie do starego wydania, z czasów dawnego ustroju.
Mam zawsze ogromną przyjemność z przeglądania takich książek, wręcz przeszywa mnie dreszczyk emocji połączony z rzewnymi wspomnieniami.
Wykonałam więc naglący telefon do mojej odwiecznej przyjaciółki, pamiętając książkę jej mamy.
Na pytanie przyjaciółki "na kiedy potrzebujesz?" oczywiście odpowiedziałam "na już".
Książka więc została mi dostarczona następnego dnia.
Jest to cudownie sfatygowany egzemplarz, bez strony tytułowej, z  malowniczymi zaciekami (pochodzenia spożywczego zapewne), z najbardziej zniszczonym spisem treści.
Nie ma strony tytułowej,  więc nie znamy autora lub autorki. 
Natomiast właścicielka książki twierdzi, że na pewno jest to wydanie z 1956 roku (według jej pamięci).


Większość ilustracji to zdjęcia czarno - białe, fatalnej jakości.
Niewyraźne, ciemne, często zamazane, z przesuniętym obrazem.
Są w niej także wkładki z kolorowymi zdjęciami, co było rzadkością w książkach wydawanych w tamtych latach.
Przygotowałam do tego wpisu kilka zdjęć ze zdjęć książkowych, ale blogger i Picasa stanęły dęba i uporczywie wszystkie zdjęcia odwracały na bok.
Może później uda mi się coś wstawić.

Zdjęcia więc na bok, a teraz sprawa treści.
Przejrzałam książkę  we wszystkich działach i znalazłam tam potwierdzenie, że od lat gotuję jak najbardziej  po polsku.
Wiele z potraw tam zamieszczonych już "zaliczyłam" kiedyś - szczególnie zupy.
I tak zastanowiłam się, co w tym roku?
Wybór jest trudny, bo cały mój blog - oprócz specjalnych wpisów w akcjach innych kuchni, to przepisy kuchni polskiej.
Oczywiście musiałam sprawdzić również mój udział w poprzednich akcjach, żeby się nie powtarzać.
A na początek coś właśnie z tej książki.
Chociaż książka akurat tutaj zupełnie nie jest potrzebna, bo potrawa prosta jak drut. 
U nas w domu nie mówi się inaczej, jak po prostu "Jajka na boczku", ale nazwa oficjalna z książki brzmi

Jaja sadzone na boczku wędzonym

Składniki:
- jajka
- boczek wędzony
- sól

"Boczek pokrajać w grubsze  plastry, osmażyć szybko na rozgrzanej patelni, odsunąć na bok.
Na tłuszczu, pozostałym ze smażenia boczku, przyrządzić jaja sadzone.



Podawać na ogrzanym półmisku, kładąc każde jajo na plasterku boczku.
Jeśli jaja sadzone przyrządza się w dołkownicy, to do każdego zagłębienia wlać trochę stopionego tłuszczu.
Jaja z boczkiem podawać do chleba."



Wpis bierze udział w akcji "Gotujemy po polsku!" pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

4 komentarze:

  1. Pelu! Stare książki kucharskie mają niezwykły urok! Ja ostatnio zaczytuję się w Kucharzu Warszawskim z 1914 roku (piszę o nim u siebie). Książki z Twojego posta nie znam, szkoda!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja taką "Kuchnię" odziedziczyłam po Teściowej... Zdobyta w latach 70-tych spod lady oczywiście.
    Dziś robiłam z niej zalewajkę, wkrótce na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. idealny pomysł na pyszne, aromatyczne śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam to wydanie z 1956 roku, tylko moja w gorszym stanie. Wspaniałe porady i przepisy!

    OdpowiedzUsuń