poniedziałek, 31 maja 2010

Sałatka na deszczowe majowe śniadanie


Majowe śniadanie - w taki majowy dzień jak dzisiejszy?
Bardziej przypominający październikową jesień?
Mnie pasuje do pogody jakaś pyszna sałatka, zrobiona ze smakowitych składników.
Taką sałatkę można pokroić poprzedniego dnia wieczorem, schować na noc do lodówki, a rano przed jedzeniem doprawić przyprawami i wymieszać z sosem.

To kolejna wersja sałatki z moimi smakowymi odkryciami z ostatnich miesięcy.
Odkąd odkryłam selera naciowego mogę go jeść ciągle.
Bardzo mi smakuje, szczególnie, że zawsze lubiłam seler korzeniowy (lub jak kto woli bulwiasty).
Jego dodatek sprawia, że każda sałatka niezależnie od innych składników będzie smakowicie chrupiąca.
Drugim moim odkryciem jest suszona żurawina - to dzięki Ewelce.
Jakoś wcześniej omijałam ją (tzn. żurawinę) na stoiskach z bakaliami, ale wystarczyło raz spróbować, żeby się prawie uzależnić.
I jeszcze słówko o orzechach włoskich , chociaż to moje odkrycie sprzed wielu lat.
Orzechy dodane do sałatki i pozostawione w niej na kilka godzin odzyskują miękkość świeżych i nie trzeba ich jakoś specjalnie moczyć.


Składniki: (dorzucamy w dowolnych ilościach)
- seler naciowy
- kukurydza w puszce
- suszona żurawina
- kiełbasa szynkowa
- ananas w plastrach (z puszki)
- orzechy włoskie
Sos:
- jogurt naturalny
- majonez
- cukier, sól, pierz


Wszystkie składniki pokroić w dowolny sposób - w kostkę lub w paseczki.
Doprawić solą i pieprzem.
Cukier dokładnie wymieszać z jogurtem, dodać majonez, a następnie wymieszać z sałatką.

sobota, 29 maja 2010

Mój dwulatek

Ten dwulatek to mój blog kuchenny - założony jeszcze pod starym adresem.
Niepostrzeżenie kilka dni temu minęła druga rocznica założenia bloga.
Pierwszym wpisem był przepis na Niebiańskie tiramisu z kawałkami orzechów pekanowych.
Co ciekawe jeszcze do tej pory nie zrobiłam tego deseru i pewnie zrobię dopiero wtedy, kiedy upoluję te orzeszki.
Pierwszą rocznicę bloga uświetniłam zabawą blogową "Bar sałatkowy" , a co na drugą?
Z braku czasu tylko trochę refleksji...
Blog miał być elektronicznym zeszytem, w którym znalazły by się niezliczone przepisy egzystujące w moim domu na licznych luźnych karteczkach, w gazetkach, segregatorach.
Ale trochę inaczej rozwinęło się moje blogowanie, a głównie za sprawą blogowych akcji kulinarnych.
Biorąc w nich udział szukałam najczęściej nowych przepisów, a te czekające na zapisanie nadal czekają.
Nie od razu wpisom towarzyszyły zdjęcia - dopiero obserwując inne blogi i ja zaczęłam fotografować swoje potrawy.
Moje zdjęcia to amatorskie pstrykanki, które są przede wszystkim dokumentacją mojego gotowania.
Chociaż przyznaję - miałam pewien moment kryzysu po dość dużej dawce obejrzanych zdjęć na niektórych blogach.
Ich poziom techniczny i profesjonalizm mogą każdego wpędzić w niezły dołek.
Na szczęście opamiętałam się i dotarło do mnie, że nie muszę przejmować się "konkurencją", ani brać udziału w wyścigu na super zdjęcie.
Odpuściłam więc sobie i nie martwię się już złym światłem, kompozycją i dekoracyjnymi dodatkami.
Nadal szukam swojej koncepcji blogowania i nadal nie mogę się zdecydować - ani na formę, ani na zakres tematyczny.
No cóż... dwa lata to krótki staż.
Ale następne przede mną - mam nadzieję, że będzie ich jeszcze trochę...

Najważniejsze korzyści z tego okresu to jednak pierwiastek ludzki - poznawanie ciekawych i wartościowych ludzi, o czym świadczą ich strony i blogi.
A myślę, że i moje propozycje też się komuś mogą przydać...

Z okazji tej prywatnej rocznicy nie przygotowałam nic specjalnego, ale po wędrówce wśród blogowych wpisów wybrałam pierwszą potrawę zilustrowaną zdjęciami.
Potrawę, którą uwielbiam, a mogę jeść dość rzadko.
Właściwie tylko w krótkim okresie leśnego grzybowego sezonu.
To obiad ze wspomnień Kurki w śmietanie - na osobnym talerzu podane ziemniaki
okraszone przyrumienionymi skwarkami ze słoniny.
To moje wspomnienie smaków z dzieciństwa - z beztroskich wakacji na wsi.


środa, 26 maja 2010

Jajka na miękko z majonezem i szczypiorkiem - ulubione

Dziś Dzień Matki, więc również i mój.
W taki majowy dzień wszelkie zachcianki smakowe są w pełni dozwolone i usprawiedliwione.
Szczególnie ulubione jedzenie powinno się znaleźć na talerzach dla Mamy.
Między innymi można się uraczyć pysznym jajkiem na miękko, ale w nieco innej formie .
Ten smakołyk jak najbardziej pasuje mi do akcji Majowe śniadanie.
Banalny? zbyt prosty? nic oryginalnego? - ktoś powie...
A czy pyszne, wspaniałe, subtelne smaki muszą być tylko w skomplikowanych, wymyślnych i najczęściej pracochłonnych i trudnych potrawach?
Ja sama odnajduję ulubione i pożądane smaki w tych prostych daniach, a jednak subtelnych w swej prostocie.
Dlatego proponuję dziś takie jajeczko.
To "coś" - ni to pasta, ni to sałatka.
Idealnie ugotowane jajko na miękko, posiekane (bez specjalnej troski o sześcienność kostki).
Doprawione solą i pieprzem w ulubionych proporcjach, a następnie lekko wymieszane z majonezem.
Majonez łączy się z płynnym żółtkiem tworząc strumyk smakowitego sosu.
Jeszcze tylko posypać posiekanym szczypiorkiem i można zajadać z ulubionym pieczywkiem.
Pycha...

niedziela, 23 maja 2010

Staropolskie zrazy z grzybami i śmietaną


Trwa Festiwal Kuchni Staropolskiej, który jest dla mnie szczególnie interesujący, a u mnie na blogu (a co gorsza w mojej kuchni) cisza.
Do swojej kuchni wpadam tylko na na weekendy, a zmęczona padam bez sił.
Ale nie może tak być, żeby nic dobrego do zjedzenia nie pojawiło się na talerzu.
Do znudzenia powtarzam , że kuchnia polska - jej smaki są u mnie na pierwszym miejscu.
A kuchnia staropolska to jej korzenie w najczystszej postaci.

Zajrzałam do swoich ubiegłorocznych wpisów, bo sama chciałam sobie przypomnieć, co wtedy zrobiłam.
Szczególnie byłam wtedy zadowolona z Zupy szczawiowej z jajkiem, która udała się wyjątkowo.
Chyba to najlepsza szczawiowa, jaką ugotowałam w życiu, a przecież gotuję ją regularnie - dla mojego M.




A w tegorocznym Festiwalu:

Staropolskie zrazy z grzybami i śmietaną

według przepisu z książki M.Lemnis, H.Vitry "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole" .
I tym razem nieco zmieniłam proporcje , tzn. dałam mniejszą ilość śmietany.

Składniki:
- mięso wołowe, najlepiej z polędwicy (nie podano ile ma ważyć taki kawałek w stosunku do pozostałych składników - zużyłam ok. 70 dkg mięsa))

- 6 dkg suszonych grzybów
- 1 kg ziemniaków
- 1/4 l kwaśnej śmietany
- 1 czubata łyżeczka mąki pszennej
- masło
- sól, pieprz

Namoczone grzyby gotujemy do miękkości w 3/4 l wody.
Mięso kroimy w poprzek włókien na małe zrazy, lekko pobijamy tłuczkiem, oprószamy mielonym pieprzem i szybko obsmażamy na maśle.
Ugotowane grzyby kroimy na paseczki, małe czapeczki można pozostawić w całości.
W rondlu układamy zrazy przesypując je grzybami i zalewamy dobrze posolonym wywarem z grzybów.
Rondel szczelnie przykrywamy i zrazy dusimy na małym ogniu 20 minut.
Tutaj moja uwaga: jeśli mamy inne mięso wołowe np. udziec ten czas będzie dłuższy - ok. 30-40 minut.
Po tym czasie wkładamy do rondla 1 kg obranych i pokrojonych w niezbyt cienkie plastry ziemniaków.
Rondel przykrywamy, potrząsamy nim ostrożnie i stawiamy na małym ogniu.
Gdy ziemniaki są już prawie miękkie wlewamy śmietanę dokładnie rozmieszaną z mąką.
Gotujemy jeszcze 10-12 minut pod przykryciem.
Jak piszą autorzy książki: "...Potrawa znakomita, godna zwłaszcza polecenia na "męskie" śniadania..."
Męskie śniadania? - mnie kojarzą się jednoznacznie z hulaszczymi rozrywkami panów do białego rana.


czwartek, 6 maja 2010

Czasowe zmniejszenie aktywności

Teraz będę trochę mniej obecna w mojej blogowej kuchni.
I nowe wpisy będą pojawiać się sporadycznie.
Jak wiadomo życie dostarcza nam coraz to nowe priorytety.

Podsumowanie akcji chińskiej postaram się zrobić w ten weekend, wtedy będę miała dostęp do swojego komputera.
Teraz jestem poza domem i nie mam warunków do myślenia i tworzenia.
Pozdrawiam Was serdecznie

niedziela, 2 maja 2010

Świąteczny majowy obiad niedzielny czyli powrót do polskiej kuchni .

Mamy teraz polskie dni świąteczne, więc samoistnie dzisiaj zrobił się u mnie polski obiad.
Oczywiście nie zrobił się sam...

Ugotowałam nawet obiad dwudaniowy, co nie zdarza się tak często.
Pierwsze danie to zupa pomidorowa z makaronem nitki.
Wiem, że to makaron zastrzeżony dla rosołu, ale ja taki też lubię.
Pomidorowa to moja ulubiona zupa, absolutny numer jeden, a jem ją z ryżem, z grubszymi makaronami o różnych kształtach, ale także z nitkami.

Drugie danie to schab pieczony z bakaliami z dodatkiem żurawiny do mięs, ziemniaki gotowane z koperkiem, kapusta włoska zasmażana.

Początkowo schab miał wystąpić w charakterze kotletów schabowych panierowanych.
W porze obiadowej dochodziły z kilku kuchni charakterystyczne odgłosy tłuczonego mięsa.
Lenistwo jednak wzięło górę i postanowiłam upiec schabik w rękawie foliowym (żeby nie musieć zaglądać do niego i podlewać sosem).
Trafiłam na przepis na tym blogu, z którego wykorzystałam pomysł napchania mięsa nie tylko suszonymi śliwkami oraz namoczenie ich w czerwonym winie.
Nie wykorzystałam gotowej mieszanki ziół, zrobiłam sama z własnych zapasów.

Schab pieczony z bakaliami


Składniki:
- schab bez kości (ok.1 kg)
- suszone owoce: śliwki, żurawina, morele
- 3 łyżki oleju
- 1/2 szklanki czerwonego wina
- przyprawy: sól, cukier, papryka słodka, cząber, gorczyca, żółta, mielony czarny pieprz
- przyprawa maggi w płynie

Bakalie namoczyć we wrzątku z dodatkiem czerwonego wina.
Mięso umyć, osuszyć, wydrążyć długim nożem dwa tunele.
Przyprawy wymieszać dokładnie z olejem.
Mięso napełnić namoczonymi bakaliami, a następnie dokładnie natrzeć olejem z przyprawami.
Włożyć do miski, podlać winem, skropić maggi - przykryć folią i wstawić do lodówki na kilka godzin (a najlepiej na całą noc).

Piekarnik rozgrzać do temp.180 C.
Mięso włożyć do foliowego rękawa - nie zapomnieć o nakłuciu igłą w kilku miejscach!
Piec 1 godz. 20 minut w temperaturze 200 C.



sobota, 1 maja 2010

Moje majowe śniadanie

Nie mogę napisać, że dzisiaj - 1 maja wiosna "buchnęła majem", jak w starej piosence Skaldów.
Od rana pada deszcz i za mokro na piknik lub grillowanie.
Na Durszlaku Mico zaproponował druga edycję majowego śniadania (klik).
Oczywiście chodzi o miesiąc maj, a nie o ulubione potrawy Majów, które jedli o poranku.

Śniadanie to trudny posiłek - trudny pod względem organizacyjnym i czasowym.
Czasowym, bo w tygodniu pracy nie ma czasu ma powolne, leniwe smakowanie jedzenia.
Organizacyjnym, bo kiedy jesteśmy głodni chcemy coś zrobić "na szybko", co nie wymaga długich przygotowań.

Majowe śniadanie ... w rodzinnym gronie lub z przyjaciółmi, w zaciszu naszego domu, a może wśród przyrody z akompaniamentem ptasiego śpiewu, szumu drzew, majowych zapachów kwitnienia?

Brałam udział w tamtej, pierwszej zabawie kulinarnej.
I teraz, kiedy myślę, co ewentualnie mogłabym dodać w tym roku to pewnie będą zupełnie nowe śniadanka.
Takie, które specjalnie wybiorę.
Nie takie, które jadam najczęściej, bo najbardziej lubię.
A te właśnie już opisałam na blogu.

Na pierwszym miejscu moich ulubionych śniadaniowych smaków są jajka - w różnych postaciach.
Najczęściej jednak to jajka ugotowane na miękko i jajecznica (z samych jajek lub z dodatkami)

I dzisiaj na śniadanie jedliśmy Jajka na miękko (klik) - idealnie ugotowane przez mojego M., który ostatnio wykazuje się taką kuchenna inicjatywą.
Ja dodaję jeszcze odrobinę majonezu do każdego łyżeczkowego kęsa.




Pyszna Cebulowa jajecznica na grzankach (klik)




Bardzo lubię śniadaniowe kanapki z wszelkimi pastami, twarożkami i smarowidłami - oczywiście własnej roboty.
Jak na przykład taka Pasta twarożkowa z zielonym ogórkiem (klik).




A czyż nie jest najpyszniejszy domowy chleb z masłem?
Taki jak ten - Domowy chleb z masłem bazyliowym (klik)




Mam taka swoją ulubioną kompozycję smakową, którą jem prawie codziennie na zakończenie śniadania. Oprócz tych śniadań, kiedy są w nich twarożki.
To po prostu biały ser pod lekką pierzynką (klik)




I oczywiście śniadanie to dla mnie najbardziej odpowiednia pora na przeróżne sałatki - tych nie może zabraknąć .
Na przykład taka- Parówkowa sałatka śniadaniowa (klik)




Lub Sałatka z tuńczyka na listkach cykorii (klik)




Jeszcze nie wiem, co zrobię na te majowe śniadania.
Przed każdą naszą akcją blogową przeglądam "źródła", szukam pomysłów i inspiracji.
Właściwie jednak nigdy nie planuję z ołówkiem w ręku - tak, jak bardzo rzadko planuję moje gotowanie na co dzień...