piątek, 17 grudnia 2010

Do zobaczenia...

Niechciana przerwa na tym blogu na czas, którego długości nie jestem w stanie określić...

Jako, że od ostatniej notki minął już miesiąc  uznałam, że powinnam coś napisać, wyjaśnić.
Jestem to winna przynajmniej kilku osobom z naszego blogowo- kulinarnego kółeczka. 


Nic nie kończę, nie zamykam, a tym bardziej nie porzucam jak zbędny przedmiot.
Blog będzie otwarty i mam nadzieję, że te moje zapiski czasami się komuś przydadzą.
Wiem, że wiele osób tu zagląda, chociaż nie pozostawia śladu w komentarzach.


Nie piszę, bo myśli moje są skierowane w inne rejony.
Nie piszę, bo gotuję minialnie - w biegu, w pośpiechu, bez zastanowienia.
Teraz dostarczam naszym organizmom  treści do przetrwania - o przyjemnościach i przygodach  kulinarnych nie ma mowy.

Czasami życie daje nam okrutne próby - bezsilność w zetknięciu z cierpieniem najbliższych, wściekłość na układy i bezduszność całego systemu tzw. służby zdrowia, która ze służbą nie ma nic wspólnego.
Jednak blog kulinarny to nie miejsce na takie rozważania, więc dodam tylko, że  po prostu nie mam zupełnie czasu, ani głowy do tego.
To moje krótkie wyjaśnienie i proszę nie komentować tego posta.
Pozdrawiam Was serdecznie
Pela