sobota, 17 grudnia 2011

Sałatka z mandarynkami, oliwkami i serem feta

Przyzwyczajenie jest druga naturą, jak mówi przysłowie.
A u mnie jest ono dość silne i z oporami przyjmuje nowe... -  nowe smaki, poznawane w mocno dorosłej dorosłości.
Zdarza się również, że nie przyjmuje ich wcale.
Tak jest właśnie z oliwkami - nie lubię, ale co jakiś czas sprawdzam, czy może się coś zmieniło pod tym względem.
Tym razem dałam się namówić do kolejnego sprawdzenia "czy już lubię" przez Pannę Malwinnę, w ramach kolejnego współsałatkowania. Chociaż w pierwszym momencie zarzekałam się, że opuszczam ten składnik, albo zastąpię czymś innym. Jak już mam oliwki w potrawie, to pracowicie je wydłubuję i oddaję oliwkożercom.
Nasi rodzinni oliwkożercy są rodzaju męskiego (jak jeden mąż).
Począwszy od  pradziadka, a skończywszy na dwuletnim prawnuczku - wszyscy panowie w rodzinie uwielbiają oliwki.
A damska część rodziny?  - jakoś nie za bardzo...


Oto przepis podrzucony przez Malwinnę:

SAŁATKA Z MANDARYNKAMI, OLIWKAMI I SEREM FETA
Składniki (na 2 porcje):
  • 2 garści ulubionej sałaty lub miksu sałat
  • 60 g sera feta
  • 80 g mandarynek z puszki, odsączonych z zalewy
  • 12 czarnych oliwek
  • pół małej czerwonej cebulki
  • dressing: 2 łyżki octu balsamicznego, łyżka oliwy, pół łyżeczki cukru pudru, pół łyżeczki musztardy z całymi ziarnami gorczycy, sól, świeżo zmielony pieprz
Sałatę dokładnie myjemy, osuszamy, układamy w misce. Dodajemy mandarynki, czarne oliwki bez pestek. (ja pokroiłam w plasterki). Cebulkę obieramy, kroimy w drobną kostkę. Fetę kroimy w kostkę.


Przygotowujemy dressing- małą łyżeczką ucieramy oliwę z octem balsamicznym, dodajemy cukier puder i musztardę i dalej ucieramy, aż do otrzymania gładkiej emulsji. Doprawiamy solą i pieprzem. 
Do sałatki dodajemy cebulkę i ser feta, całość zalewamy sosem.


Dressing może być dla niektórych osób zbyt kwaśny (mnie to odpowiada).
Natomiast już nie dodawałbym soli, chociaż bardzo dużo solę, ponieważ sam ser feta jest dość słony.

Sałatkę dodaję do naszej akcji barowej, a współsałatkującym serdecznie dziękuję za kolejne spotkanie.


W tych naszych wirtualnych kucharzeniach najciekawsze jest to wspólne, a jednak u każdego inne spojrzenia na ten sam przepis lub hasło przewodnie.
I zawsze, robiąc coś w swojej kuchni, myślę o tym, jakie będą Wasze wersje... jakie wprowadzicie zmiany, zamienniki... i o tym także, że nasze myśli skupiają się właśnie na wspólnym przyjemnym działaniu...
Pozdrawiam naszą grupkę, nazywaną na razie roboczo "Wspólne gotowanie".

IV Bar Sałatkowy- wigilijnie i świątecznie

czwartek, 15 grudnia 2011

Sałatka śledziowa z porem i marynowanymi pieczarkami

Sałatki śledziowe na Wigilię...
znajdziemy ich niezliczone wersje, bo przecież wystarczy zmiana jednego składnika sałatki lub sosu, zmiana samego sosu i już mamy inne smaki.
Dziś kolejna, w której pojawia się obok cebuli surowy por, dodając jeszcze trochę szczypiącego elementu.
A kwasowość kiszonych ogórków (jednego z podstawowych składników śledziowych sałatek), wspomagają octowe pieczarki.

Sałatka śledziowa z porem i marynowanymi pieczarkami

- 5-6 filetów (matjasy)
- 2 ogórki kiszone
- pieczarki marynowane
- 1 duże jabłko
- por
- biała cebula
- 2 jajka na twardo
- sól, biały pieprz
- 1 łyżeczka musztardy (o kremowej konsystencji)
- majonez
- natka pietruszki (do dekoracji)

Śledzie moczyć ok. 30 minut, osuszyć.
Wszystkie składniki sałatki pokroić (w dowolny sposób).



Delikatnie wymieszać.


Połączyć majonez z musztardą i doprawić solą i pieprzem.
Polać sałatkę sosem, posypać posiekanym jajkiem.
Ewentualnie udekorować natką pietruszki.


Ta sałatka należy do gatunku tych niemodnych, kąpiących się w majonezie.
Wiem, że obecnie trendy  jest inny sposób mieszania i podawania sałatki.
Ale ja najbardziej lubię, kiedy wszystkie składniki są całkowicie umazane sosem... jak za dawnych lat.


IV Bar Sałatkowy- wigilijnie i świątecznie

czwartek, 8 grudnia 2011

Bakaliowo-cytrusowo, czyli Sałatka śledziowa na Wigilię

Ryby, bakalie, cytrusy... to nieodzowne składniki  wigilijno-świątecznego menu.
Na inaugurację kolejnej edycji Baru sałatkowego , którego gościnną gospodynią jest tym razem Panna Malwinna, wybrałam propozycję zawierającą aż trzy składniki  z barowego zestawu obowiązkowego (mówiąc żartem). Są to ryby, rodzynki, pomarańcza.

To już prawie nowa świecka tradycja w naszym małym blogowym gronie, że na początek, w trakcie lub na zakończenie jednej z kulinarnych akcji (jak nam się zachce i jak się skrzykniemy), tworzymy coś  wspólnie.
Już pisałam wcześniej na czym to nasze wspólne kucharzenie polega.
Na dzisiejsze spotkanie wybraliśmy formę całkowitej dowolności, czyli sałatki według różnych przepisów.
A w wirtualnej kuchni byli dzisiaj wraz ze mną dzisiaj: Dobromiła , Panna Malwinna , Pluskotka , Ania , Michał .

Sałatka śledziowa z żurawiną


To bardzo prosta sałatka, bardzo łatwa do zrobienia - oczywiście tylko dla amatorów śledzia na słodko.
I tym razem nie potrzeba tu dokładnych proporcji, robimy tak, jak nam najbardziej smakuje.

Składniki:
- kilka filetów śledziowych
- 3-4 białe cebule
- żurawina w słoiczku
- garść rodzynek
- sok z cytryny i pomarańczy
- olej
- pieprz mielony

Śledzie namoczyć, po namoczeniu osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić dowolnie (w dzwonka, w kostkę, lub w paski). Posypać pieprzem i skropić olejem.
Cebulę pokroić w piórka, krótko sparzyć wrzącą wodą, ostudzić
Rodzynki sparzyć, a następnie moczyć około 20-30 minut w soku z pomarańczy.
Żurawinę wymieszać rodzynkami i 1 łyżeczką soku z cytryny.
Wyłożyć na półmisek żurawinę, ułożyć na niej śledzie i cebulę (w sposób bardziej lub mniej dekoracyjny).
Można również śledzie zalać sosem.
Wstawić na kilka godzin do lodówki.



Dopełnieniem smaku jest według mnie dopiero samodzielne wymieszanie swojej porcji sałatki na talerzyku lub w miseczce.

A za oknem dzisiaj prawdziwy grudzień - śnieżna zawieja przeplatana z mocnym listopadowym dzeszczem.
Zdjęcia również dopasowały się do aury -  każde w inne tonacji...


IV Bar Sałatkowy- wigilijnie i świątecznie

niedziela, 4 grudnia 2011

Grochówka Małego Sama

"Mały Sam, który miał sześć stóp i dwa cale wzrostu, i Duży Sam, mający tylko pięć stóp i jeden cal, byli bliskimi kuzynami. (...) Obaj Samowi, w młodości marynarze, na stare lata zajęli się łowieniem ryb. Od trzydziestu lat mieszkali razem w domku Małego Sama, trzymającego się rdzawego cypelka w Little Friday Cove jak skałoczep. Duży Sam by zatwardziałym kawalerem, Mały Sam wdowcem. Jego małżeństwo należało do tak odległej i mglistej przeszłości, że Duży Sam prawie mu je wybaczył, chociaż zdarzało się, że robił z tego zarzut w częstych sprzeczkach ożywiających dość monotonne bytowanie emerytowanych wilków morskich. (...)
Mały Sam był z natury pogodny i lubił dobre jedzenie, najlepiej przygotowane samodzielnie, a zwłaszcza grochówkę i zupę z małży."

Obaj Samowie to postaci drugoplanowe w powieści L.M.Montgmorey "A Tangled Web", w polskim tłumaczeniu "W pajęczynie życia".
Jako dalecy kuzyni ciotki Becky nie mogli sobie rościć praw do starego rodzinnego dzbana.

Szczególnie lubię wszelkie fragmenty powieści i opowiadań L.M.Montgomery, których akcja rozgrywa się nad morzem. Niezależnie od pogody i pory roku chciałabym tam mieszkać.
A dziś za oknem pierwszy od wielu tygodni padający deszcz, wiatr raczej listopadowy niż grudniowy, więc bardzo dobra okazja do ugotowania grochówki.
Wykorzystałam przepis znaleziony na tej stronie.
Nie różni się zbytnio od mojego sposobu gotowania grochówki, ma natomiast ciekawe składniki, których dotychczas nie stosowałam. To rzepa, musztarda i sos tabasco.
Niestety, rzepy nie zdobyłam, więc zastąpiłam ją kalarepką.


  • 1 funt (453g) grochu w połówkach
  • 1/4 funta (113 g) boczku w grubych plastrach 
  • 1 średnia cebula, pokrojona w kostkę
  • 2 marchewki, obrane i pokrojone w kostkę
  • 1 rzepa, obrana i pokrojona w kostkę
  • 1 średni ziemniak, obrany i pokrojony w kostkę
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżeczka tabasco
  • 6 szklanek wody
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz
Groch zalać wrzącą wodą i moczyć przez 1 godzinę.
W 6-kwartowym rondlu (ok 6 litrów) smażyć boczek  i cebulę na średnim ogniu.
Dodać marchew, rzepę i ziemniaki.
Odcedzić i wypłukać groch, dodaj do rondla razem z musztardą, tabasco i wodą.
Dodać sól i pieprz do smaku. 
Gotować na wolnym ogniu przez godzinę.
Część zupy zmiksować i wymieszać z pozostałą - chociaż nie sądzę, aby Mały Sam przecierał zupę przez sito, bo wiadomo, że nie miksował za pomocą elektrycznego sprzętu.


Samowie pokłócili się o gołą Aurorkę, posążek wygrany na loterii.
Kłótnia była tak poważna, że aż doszło do rozstania.
Duży Sam opuścił ich wspólny dom, chociaż nie umiał gotować i naraził się na poniewierkę w samotności.
Na ostatnich stronach powieści dochodzi do pojednania ...(szczegółów nie będę przytaczać, warto sięgnąć po książkę).
"- Wyciśnij wode z baczków i w droge - powiedział Mały Sam. Może grochówka jeszcze się nie przypaliła. Zostawiłem jo na brzegu kuchni."


Tak oto szybko, zbyt szybko jak dla mnie, kończy się ta kulinarna akcja.
Ja nadal  zaglądam do moich znanych już dobrze bohaterów z tamtego wieku... bardzo lubię tamte klimaty

Muffinki dla Jima

"And don't you think we might have a chicken dinner tomorrow, Mrs. Dr. dear? Just by way of a little celebration, so to speak. And Little Jem shall have his favourite muffins for breakfast."
(L.M.Montgomery "Anne of Ingleside")
"Czy nie sądzi pani, że mogłybyśmy zrobić jutro kurczaka na obiad? Aby trochę to uczcić, że tak powiem. A mały Jim dostanie na śniadanie swoje ulubione bułeczki"              (L.M. Montgomery "Ania ze Złotego Brzegu")

W polskim tłumaczeniu muffinki zostały zastąpione bułeczkami - być może dlatego, że w czasach, gdy je dokonano nikt w Polsce o muffinkach nie słyszał.
A co  Zuzanna Baker chciała uczcić? Pewne zdarzenie rodzinne, które dobrze się skończyło, choć kosztowało dorosłych wiele nerwów.
Mały Jim zaginął! - może z tego powodu, że okrutni rodzice nie pozwolili  mu pójść wieczorem wraz z innymi chłopcami z Glen. Do portu, aby zobaczyć, jak kapitan Bill Taylor tatuuje węża na ramieniu swego kuzyna Joego Drew.
Żadne argumenty nie pomogły, więc oburzony Jim na koniec stwierdził:
" - W każdym razie nie pójdę spać przed dziewiątą. A kiedy dorosnę, w ogóle nie będę spał i każę się wytatuować od stóp do głów. Zamierzam być tak niedobry, jak tylko się da".
Wszyscy szukali chłopca, zaglądając w różne miejsca w okolicy, aż przypadkowo znalazła go sama Zuzanna - spał na parapecie okna, zasłonięty drzwiami.

Zastanawiałam się, jakie mogłyby być ulubione muffiny Jima?
I uznałam, że takie najprostsze, które można jeść na śniadanie - muffinki z rodzynkami.
Ciekawe, w jakich formach były pieczone 100 lat temu...


Muffinki z rodzynkami

Przepis jest średnią wielu różnych, znalezionych w internecie.
Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 1 łyżka cukru
- pół łyżeczki soli
- 1 płaska łyżka proszku do pieczenia
- 250 ml mleka
- 3 łyżki stopionego masła
- 1 jajko
- kilka kropli aromatu waniliowego
- garść rodzynek
- płatki migdałowe

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 C.
Rodzynki sparzyć i osuszyć.
W jednej misce wymieszać składniki sypkie.
W drugiej  rozbełtać jajko, dodać po kolei składniki mokre.
Następnie wlać mokre do suchych, krótko wymieszać, dosypać rodzynki.
Przełożyć ciasto do muffinkowej formy - wypełnić każdą foremkę na 3/4 wysokości.
Piec około 25 minut.


To nasze kolejne wspólne wirtualne kucharzenie, tym razem na zakończenie akcji


Wzięli w nim udział:

I tak jak na rozpoczęcie, przygotowaliśmy na zakończenie muffinki według różnych przepisów.
Dziękuje za kolejne kuchenne spotkanie i już czekam na następne...

sobota, 3 grudnia 2011

Chleb domowy dobry na wszystko

   ... na głód, na pocieszenie, na uspokojenie żołądka i na wiele innych sytuacji życiowych.
W takiej właśnie roli występuje domowy chleb w powieściach i opowiadaniach L.M.Montgomery.
Wątek chleba przewija się chyba w większości jej utworów, dlatego wybrałam go do tej akcji kulinarnej

Co łączy moją propozycję z chlebem pieczonym sto lat temu na Wyspie Księcia Edwarda?
Najważniejszą cechą wspólną jest miejsce jego powstawania, czyli domowa kuchnia - magiczne miejsce w prawdziwie szczęśliwym domu. Zapach świeżego chleba prawie odczuwamy, gdy przenosimy w tamten miniony świat uwieczniony na kartach książek.

Co dzieli? - postęp techniczny, wygoda jakiej nie miały ówczesne gospodynie domowe.
Ja przy pieczeniu chleba mogę się wyręczyć maszyną, choć wiem, że najlepszy to ten chleb własnoręcznie wyrobiony, upieczony w piecu opalanym drewnem.
Jednak, niezależnie od tego maszynowego udogodnienia, nasz współczesny domowy chleb to zupełnie inna bajka niż pieczywo z supermarketu.

A jak to było z cudownym oddziaływaniem chleba?

"Aniu - prosił Tadzio natarczywie, wspinając się na błyszczącą, pokrytą skórą sofę kuchenną, na której siedziała Ania czytając list. - Jestem strasznie głodny, nie masz pojęcia, jak strasznie.
- Zaraz dam ci kawałek chleba z masłem - odrzekła Ania, daleka myślami od rzeczywistości.(...)
- Ale ja nie jestem głodny na chleb z masłem, jestem głodny na placek ze śliwkami - mówił niezadowolony Tadzio.
- O! - zaśmiała się Ania, odkładając list i obejmując pieszczotliwie chłopca. Wiesz przecież, że pomiędzy posiłkami Maryla nie pozwala wam jeść nic innego prócz chleba z masłem.
- Więc nasmaruj mi kawałek... proszę.
Tadzio nauczył się mówić "proszę", ale dołączał ten wyraz dopiero po dłuższym namyśle. Z uznaniem spojrzał na okazałą kromkę, którą mu Ania podała.
- Ty zawsze nałożysz masła, aż miło. Maryla ledwo poskrobie. Wsuwa się o wiele łatwiej, gdy jest dużo masła.
Kromka "wsunęła się" bardzo łatwo, sądząc z jej prędkiego zniknięcia."       L.M.Montgomery "Ania z Avonlea"

Chleb był jednym ze spożywczych pomocników pani Meade, ułatwiających oczekiwanie na posiłki.

"Pani Meade od razu dała Jane kromkę chleba z masłem i dżemem poziomkowym, żeby "uspokoić żołądek"do kolacji. Stół był nakryty w czyściutkiej kuchni, gdzie wszystkie parapety zastawiono kwitnącymi begoniami o srebrzyście nakrapianych listkach i geranium.
Lubię kuchnie - pomyślała Jane."                    L.M.Montgomery "Jane z Lantern Hill".

Chętnie zacytowałam jeszcze kilka fragmentów, ale post wydłużyłby się ponad miarę, więc teraz tylko jeden.

"Pragnął tu pozostać na zawsze. Ciotka Melanie i reszta rodziny są oddaleni o miliony mil i lat. Wiedział, że wieczorem musi wrócić do brzydkiego domu ciotki i, że jakoś mu wybaczą. Ale popołudnie należało do niego!
Na podwieczorek ciocia Holly przyniosła mu dużą kromkę chleba z masłem i syropem klonowym. Zupełnie jak Susan Baker w Słonecznym Brzegu. Był zdumiony, gdy na widok chleba poczuł głód i bardzo mu smakowało to proste jedzenie."
                            L.M.Montgomery "Wybór Patricka", ze zbioru opowiadań "Ślady na piasku".


Chleb razowy jasny

Przepis dla maszynistów.
Do pojemnika należy dodawać składniki w takiej kolejności, w jakiej są podane.
Z podanych ilości upieczemy chleb o wadze 1,5lb (1 lb = 0,45 kg) .

Olej - 1,5 łyżki stołowej
Sól - 1 łyżeczka
Cukier - 1,5 łyżki stołowej
Mleko w proszku- 2 łyżki stołowe
Mąka - 2 cup do odmierzania (500 ml)
Mąka razowa - 1cup (250 ml)
Woda - 260 ml
Drożdże instant - 1 łyżeczka

Całkowity czas (podgrzewanie, wyrabianie, odpoczynek, wyrastanie, wyrabianie, wyrastanie itd): 4 godziny i 10 minut.

wtorek, 29 listopada 2011

Kanapka z żółtym serem

Bułka z serem! (wtedy się nie mówiło dokładnie, że z żółtym - to było wiadome) ... jedna z najbardziej znienawidzonych przez uczniów wersja drugiego śniadania "do szkoły", w dawno minionych czasach PRL-u.
Powodów takiej niechęci było kilka - główny to ten, że była to kanapka prawie codzienna.
Nie mówię tu o przypadkach skrajnych, gdy dzieci jako drugie śniadanie przynosiły do szkoły chleb ze smalcem, suchy chleb lub wcale nie miały tego śniadania.
Bułeczki z szynką miały tylko dzieci bogatych i dobrze ustawionych rodziców (szynkę trzeba było zdobyć), a w większości tornistrów i toreb szkolnych gniotły się  właśnie takie nieapetyczne buły, czy kanapki z chleba.
Podobnie mało atrakcyjnie wyglądały "wczorajsze" kajzerki z zeschniętymi plasterkami sera w bufecie dworcowym, czy barze mlecznym.
I zawsze była to taka siermiężna wersja bez żadnych dodatków - pieczywo, jakieś smarowidło (kto wie, co to był Ceres?), żółty ser.

A dzisiaj...
Powiecie, co jest nadzwyczajnego w tej kanapce?


Patrząc z perspektywy  lat prawdziwego kryzysu zaopatrzeniowego z czasów kartkowych, to wszystkie składniki tej kanapki byłyby nadzwyczajne.

Bułeczka - nie było tak dużego wyboru rodzajów pieczywa, nikt nie słyszał o ciabattach, bagietkach, pieczywie tostowym (bo nie było tosterów).
Masło - na kartki, bez kartek czasami "rzucali" amerykańskie masło solone, krojone z wielkiej bryły przez ekspedientkę.
Żółty ser - na kartki, kilka polskich gatunków.
Przed wprowadzeniem kartek kupiłam żółty ser, który to zakup został wstemplowany do książeczki zdrowia mojego dziecka. Bo ten ser był tylko dla dzieci, dorośli przecież nie musieli w ogóle go jeść
Pomidory - warzywo sezonowe.
Cebula - był tylko jeden rodzaj. Nie znaliśmy ani cebuli czosnkowej, ani czerwonej.
Kukurydza w puszce - nie było takich fanaberii dla zwykłych śmiertelników. Z puszek pamiętam najbardziej rzędy zielonego groszku na półkach.
Oczywiście jeszcze przed najgorszym okresem, kiedy był tylko ocet.
Ten historyczny już ocet widziałam na własne oczy, jako jedyny towar na pustych półkach DH "Central" w Łodzi (Dom Handlowy) - taka socjalistyczna wersja galerii handlowej.
Kto zna ten budynek wie, że idąc schodami na piętra, widziało się z góry samoobsługowy sklep spożywczy na parterze. Pamiętam doskonale ten widok - staliśmy patrząc na półpiętrze, a tam na dole rzędy pustych półek...

Minęło prawie 30 lat, światowy rynek jest zalany produktami i towarami, o jakich kiedyś nie mogliśmy marzyć, bo nawet nie były wynalezione.
Mogę sobie więc dzisiaj zrobić niezliczone ilości odmian dawnej Bułki z serem.

Kanapka z żółtym serem
Tym razem to:
- podłużne bułeczki (krótki paluch)
- okrągłe plasterki żółtego sera (Liliput)
- krążki czerwonej cebuli
- plasterki pomidora
- kukurydza z puszki
- masło, sól, pieprz

Bułeczki przekroić wzdłuż, nie rozcinać do końca - posmarować cienko masłem.
Ułożyć plasterki sera, pomidory - posolić i posypać pieprzem.
Dodać cebulę i kukurydzę, lekko docisnąć... i zjeść...
Smacznego!




(Nie)codzienne kanapki - zaproszenie

czwartek, 24 listopada 2011

Kanapeczki z pasztetem i porem

Wystarczy kilka dodatków i niewiele czasu, aby kanapka nie była po prostu chlebem z pasztetem.


Nie podaję składników z miarą aptekarską, bo każdy sobie najlepiej połączy smaki w odpowiednich proporcjach.

Potrzebne są:
- ser śmietankowy
- miękki gładki pasztet
- kilka kropli tabasco
- kromki pumpernikla
- masło
- kawałki pora
- rzodkiewki pokrojone w plasterki

W miseczce wymieszać pasztet, ser i tabasco.
Każdą kromkę pumpernikla podzielić na cztery części, posmarować masłem.
I zrobić z nich kanapeczki, wykorzystując zgromadzone składniki - umieszczając je na chlebkach w dowolny sposób.


(Nie)codzienne kanapki - zaproszenie

sobota, 19 listopada 2011

Pikantna kanapka z jajkiem

Kolejna pyszna kanapka, którą jednak wygodniej zjadać przy pomocy noża i widelca.



- 1 posiekane jajko na twardo
- 1 łyżka majonezu lub kwaśnej śmietany
- ser cheddar w małych kostkach
- 1 posiekana cebulka dymka lub posiekany szczypiorek
- 1/2-3/4  łyżeczki koncentratu curry lub curry w proszku
- sól, pieprz
- 1 kromka pumpernikla
- masło
- 16 plasterków  zielonego ogórka
- różyczki z rzodkiewek i listki mięty do przybrania

Wymieszać w miseczce jajko, majonez, ser, szczypiorek i curry.
Doprawić solą i pieprzem.
Chleb posmarować masłem.
Plasterki ogórka ułożyć tak, aby zachodziły na siebie.
Masę nałożyć na środek i rozsmarować.
Przybrać rzodkiewkami i miętą.


Otrzymuje się 1 sztukę - możemy przeczytać w książeczce z przepisem: "Kanapki. Vademecum konesera".

(Nie)codzienne kanapki - zaproszenie

Pudding ryżowy na zimno z jabłkami i wiśniami

Pudding należy do tej grupki potraw, których jeszcze nigdy nie jadłam i nie robiłam (jak wiadomo to nie zawsze jest jednoznaczne).
I pewnie nadal nie robiłabym (bo mnie jakoś ryżowe desery nie kręcą), gdyby nie nowa akcja i zaproszenie do kolejnego wspólnego kucharzenia.


Tej akcji nie mogę odpuścić, ponieważ (podobnie jak jej organizatorka) jestem wielką fanką twórczości Lucy Maud Montgomery.
I nie chodzi tu jedynie o lekturę dzieciństwa, czyli "Anię z Zielonego Wzgórza".
Mam chyba większość książek tej autorki wydanych w języku polskim. Są to zarówno cykle powieściowe, jak i zbiory opowiadań. I nie jest to literatura dla dzieci,czy podrastających dziewczynek, jak od dawna zaszufladkowano pisarstwo L.M.Montgomery.
Tematyka, szczególnie opowiadań, to trudne problemy życiowe, wielkie uczucia i namiętności ludzi dorosłych, a także brudne sprawki, niehonorowe czyny, zazdrość, zawiść i zdrada...

To wspólne puddingowanie polegało tym razem na samodzielnym znalezieniu przepisu, a więc nie będzie okazji do porównywania realizacji tego samego. Ale za to będziemy mieć zbiór różnych propozycji, zgromadzonych pod hasłem "pudding ryżowy".
Jeszcze inną korzyścią takich wirtualnych spotkań kuchennych jest okazja do spróbowania czegoś nowego, co nie zawsze nam się udaje w pojedynkę.

Ze względu na moją osobistą walkę z cukrem, ostatnio nie ma w mojej  kuchni prawie żadnych słodyczy.
A do tej akcji wybrałam przepis z książki Stelli Bowling "Książka kucharska dla chorych na cukrzycę" wyd. 2010 r.
Jest to tłumaczenie z języka angielskiego, a propozycje w niej zawarte to właściwie kuchnia angielska.
Samo tłumaczenie jest trochę dziwne, chyba nie do końca wzięto pod uwagę różnice w zaopatrzeniu rynku polskiego i angielskiego. W tym konkretnym przepisie podano w składnikach pudding ryżowy - w łyżkach i ml.
Ja użyłam zwykłego ryżu, bo nie mam dostępu do warszawskiego sklepu (nazwa dwuliterowa), w którym można kupić ryż do puddingu.
Przepis proponuje połączenie jabłek z jeżynami, ewentualnie w zimie zastąpienie brzoskwiniami z puszki i mrożonymi malinami. Ja użyłam mrożonych wiśni.



"Jane specjalizowała się w zbieraniu przepisów i uważała dzień za stracony, jeśli nie udało jej się zdobyć jakiegoś i zapisać go na czystych stronicach "Kuchni dla początkujących". Nawet pani Snowbeam dała jej jeden - na pudding z ryżu.
- Jedyny, jaki jadamy - wyjaśnił Mały John - Ten jest tani."
                                                                                                   L.M.Montgomery - "Jane z Lantern Hill"

I tu mamy pewien paradoks, bo mój przepis wcale nie jest taki tani.
Chodzi o jeden składnik - wanilię. Wanilia w laskach/strąkach, dostępna w polskich sklepach, według mnie jest dość droga.

Pudding ryżowy na zimno z jabłkami i wiśniami
Składniki:
- 4 łyżki (60 ml) puddingu ryżowego 
- 550 ml chudego mleka
- 1 cytryna (sok i starta skórka)
- 1 strąk wanilii
- 3 łyżki (45 ml) granulowanego słodzika
- 35 dkg jabłek, obranych, oczyszczonych z gniazd nasiennych i pokrojonych w plasterki
- 25 dkg wiśni
- 150 g chudego naturalnego jogurtu

Ryż dokładnie wypłukać, włożyć do rondelka średniej wielkości - wlać mleko, dodać skórkę z cytryny i wanilię.
Zagotować i gotować na małym ogniu bez przykrycia 30-40 minut, mieszając od czasu do czasu.
Ja wyjęłam kilka wielkich kożuchów (brrr)
Przełożyć do większego naczynia i wymieszać z łyżką słodziku.
Odstawić do ostygnięcia.
W tym czasie jabłka gotować w rondelku z dwoma łyżkami soku z cytryny (na małym ogniu), aż jabłka będą miękkie, ale nie rozgotowane.
Dodać wiśnie i gotować przez chwilę.
Przełożyć owoce do miseczki, wymieszać z pozostałym słodzikiem, przykryć i wstawić na godzinę do lodówki.
Połączyć jogurt z puddingiem, przykryć i wstawić do lodówki.
Podawać układając warstwę owoców i warstwę puddingu w małych salaterkach.
Udekorować wiśniami i plasterkami jabłka.

We wspólnym pichceniu tym razem wzięli udział:
 i ja - Pela...

Bardzo Wam dziękuję za kolejne sympatyczne chwile, ze świadomością Waszej obecności w tak różnych kuchniach w różnych częściach Europy.

Do następnego razu?





czwartek, 17 listopada 2011

Prażochy


Prażochy to bardzo prosta i szybka do przyrządzenia wersja ziemniaków z codziennego jadłospisu ubogich rodzin dawnej Łodzi.
Były dodatkiem do kapuśniaku, jednej z kilku często gotowanych zup.
Na czele oczywiście zalewajka, także barszcz biały, kartoflanka z zacierkami, krupnik.
Nie gotowano tych zup na mięsie, ale kupowano u rzeźnika wodę, w której wcześniej gotowane były wędliny.


Prażochy

Składniki:
- 1,5 kg ziemniaków
- 20 dkg brzuszka
- pół szklanki mąki
- 2 łyżki masła
- 1 duża cebula
- 2 ząbki czosnku

Brzuszek pokroić w kostkę, wrzucić na rozgrzaną patelnię i wytopić tłuszcz.
Pod koniec smażenia dodać cebulę i czosnek.

Ugotować ziemniaki, odlać wodę - pozostawić trochę na dnie garnka.
Do gotujących ziemniaków wsypać mąkę i dodać masło - wymieszać dokładnie.
Gotować jeszcze chwilę.
Nakładać łyżką na talerze, polać tłuszczem ze skwarkami.

Przepis pochodzi z książki Michała Kolińskiego "Łódź między wojnami. Opowieść o życiu miasta 1918-1939".

Takie ziemniaki  najbardziej mi smakują jako dodatek do gotowanej słodkiej kapusty, barszczu czerwonego zabielanego i barszczu białego.



Przepis dodaję do akcji „Gotujemy po polsku!” pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

 Gotujemy po polsku!

środa, 16 listopada 2011

Grzybek (kuchnia kresowa), czyli wędrówki smaków



Przepis z książki Wincenty Zawadzkiej "Kucharka litewska", wyd. 1938 r.

"Wziąć trzy szklanki mleka, sześć lub siedem jaj, łyżkę topionego masła, rozbić to mocno, dosypać tyle mąki, aby masa była trochę gęstsza niż na naleśniki i mocno wyrobić. Do tego grzybka należy mieć dużą patelnię, wysmarować ją suto masłem, nalać dosyć płytko wyżej wymienionej masy i wstawić do pieca. Skoro się z wierzchu trochę zapiecze, położyć kilka kawałeczków masła i dopiekać.
   Jeżeli tej masy za wiele na jedną patelnię, trzeba połowę piec na drugiej, bo płytko nalana lepiej się wypieka i podnosi z brzegu."

Grzybek to smakołyk z mojego najdawniejszego dzieciństwa, a później również mojego dorosłego już dziecka.

A skąd kresowy przysmak w mojej kuchni z miasta Łodzi? To określenie "z miasta Łodzi" zawsze mnie śmieszy, bo używają go tylko osoby z zewnątrz, rodowici Łodzianie nigdy tak nie powiedzą.
Wracając jednak do tytułowego grzybka - wyjaśnienie w moim przypadku jest bardzo proste.
To bezpośrednie przeniesienie z kuchni Podlasia, skąd pochodzi moja Mama.
A kuchnia podlaska to kuchnia pogranicza, w której odnajdziemy wpływy tatarskie, litewskie, białoruskie, a nawet zachodnioukraińskie.
Dopiero teraz, po latach, wracając wspomnieniami do wakacyjnych przysmaków wiejskich, odnajduję to kresowe bogactwo.

Zacytowałam przepis książkowy, ale nasz sposób na grzybka jest nieco inny.
Po pierwsze nie piekę w piecu, ale smażę - na małej "jednoosobowej" patelce.
Po drugie - nie używam masła, ale oleju (moja Mama używała smalcu, tak dziś niepopularnego).
Po trzecie - stosuję zasadę "wszystkiego po jednym", czyli:
- 1 jajko
- 1 łyżka mąki (czubata)
- 1 łyżka mleka
- do tego szczypta soli, olej do smażenia.

Jajko roztrzepać, dokładnie wymieszać z mlekiem i mąką, dodać sól.



Wlać na rozgrzany tłuszcz i smażyć na bardzo małym ogniu, przełożyć na drugą stronę - ja używam do tego dwóch łopatek.


Najczęściej zjadaliśmy grzybka posypanego cukrem, rzadziej dżemem.

Przepis dodaję do akcji „Gotujemy po polsku!” pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

Gotujemy po polsku!

wtorek, 15 listopada 2011

Ozorki w sosie chrzanowym

Ozorki, niezależnie od sposobu przyrządzenia należą do tej kategorii potraw, które budzą skrajne reakcje.
Albo nam bardzo smakują, albo na samo wspomnienie otrząsamy się ze wstrętem.
Czasami trzeba do nich dojrzeć.
Już same przepisy potrafią skutecznie zniechęcić do ewentualnego wykorzystania.
I ten konkretny też nie jest przeznaczony dla bardzo wrażliwych osób.

Wybrałam przepis z książki, z której korzystała moja Mama - inż. Zofia Czerny "Książka kucharska" Polskie Wydawnictwa Gospodarcze  Warszawa 1954, pośrednio i ja z niej przejęłam wiele sposobów i przepisów.
Ale raczej nie mam szans na samodzielne przygotowanie potrawy pod nazwą "Prosię nadziewane" - podane składniki to: 1 małe prosię, sól.
Wspaniała prostota językowa...

Cytuję dokładnie (wraz z pisownią), bo to też ciekawostka, jak zmienił się sposób pisania takich tekstów: 

Ozorki cielęce lub wieprzowe gotowane (do sosów) 

- 75 dkg ozorków
- 15 dkg włoszczyzny
- 5 dkg cebuli
- ziele angielskie, liść bobkowy (już nie używamy tego określenia), sól

1) ozorki wyszorować pod bieżącą wodą, wyciąć ślinianki (z boku u nasady ozora), opłukać, zalać wrzącą wodą i ugotować na wpół;
2) włoszczyznę opłukać, oczyścić, włożyć wraz z przyprawami do ozorków, dodać sól i mięso ugotować bardzo miękko;
3) gdy mięso na dogotowaniu wyjąć je, włożyć do zimnej wody, a gdy nieco przestygnie, ściągnąć z ozorków grubą wierzchnią skórę; ozorki włożyć z powrotem do wywaru i dogotować (bardzo miękko);
4) miękkie ozorki odcedzić, pokrajać każdy na 2-3 części wzdłuż (zależnie od wielkości) i podawać oblane gęstym sosem.
Podawać z ziemniakami i sosem pomidorowym, chrzanowym,  koperkowym, musztardowym przyrządzonym na rosole z ozorków.

Od siebie dodam, że może to być również  sos polski szary z rodzynkami lub ogórkowy.



Takie potrawy wymagają długiego czasu gotowania, dlatego ja od dawna wykorzystuję do tego celu szybkowar.

A to uwspółcześniona wersja:
Do szybkowara wlać wrzącą wodę, włożyć ozorki, posolić.
Zamknąć szybkowar i ogrzewać 20 minut od momentu ppcw.
Wyjąć ozorki, schłodzić w zimnej wodzie, obrać ze skórki.
Włożyć do wywaru wraz z włoszczyzną i przyprawami - gotować 10-15 minut (to zależy od warzyw).

Ozorki podaję zawsze z ziemniakami i marchewką z włoszczyzny.

Z przecedzonego wywaru przygotować sos.

Ja swoje sosy zawsze robię tak na "mniej więcej", dlatego podaję orientacyjnie.

Sos chrzanowy

- wywar (ok. 1/2 l)
- 1 słoiczek chrzanu (290g)
- 2-3 łyżki mąki pszennej
- 3-4 łyżki śmietany
- sól, pieprz, cukier
Do gotującego się wywaru dodać chrzan, mieszając doprowadzić do wrzenia - doprawić solą, pieprzem i cukrem.
W niewielkiej ilości wody dokładnie rozmieszać mąkę, dodać do tego śmietanę, wymieszać , a następnie dolać do niej troszkę wywaru i bardzo dokładnie rozmieszać - tak żeby nie było grudek.
Zwiększyć gaz pod wywarem, żeby się mocno gotował i cały czas mieszając wlać śmietanę z mąką, zmniejszyć gaz i jeszcze chwilkę pogotować, ale cały czas mieszać.
 
Moja dewiza wynikająca z praktyki: Każdy sos za każdym razem to loteria - wyjdzie, albo nie wyjdzie.

Przepis dodaję do akcji „Gotujemy po polsku!” pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl

Gotujemy po polsku!

poniedziałek, 14 listopada 2011

Sałatka śledziowa z fasolką

Śledzie zajmują bardzo istotne miejsce w kuchni polskiej - propozycji ich przyrządzenia jest tak wiele, że można za każdym razem próbować coś nowego.
Tym razem to nie jest propozycja z majonezem, ale ze smacznym połączeniem oleju z octem - a to kolejny smak, który pamiętam z kuchni mojej Mamy (w śledziach z octem).
Ta sałatka należy do tego wyśmiewanego czasami rodzaju dawnych sałatek - "wszystko wymieszane i wykąpane w oleju lub majonezie".
Cóż..., pochodzi z minionej epoki, kiedy jeszcze nie znano obecnej wizualizacji sałatek.

Sałatka śledziowa z fasolką

Składniki:
- śledzie
- ziemniaki
- biała fasola
- cebula
- jabłko
- ogórek kiszony
- szczypiorek
- pieprz, ocet, olej lub oliwa

Fasolę ugotować - ja użyłam fasolki z puszki.
Śledzie wymoczyć, obrać ze skórki, odfiletować, usunąć ości i pokroić w kostkę.
Ziemniaki ugotować w łupinkach (gotuję na parze), ostudzić, obrać.
Jabłka obrać ze skórki, wykroić gniazda nasienne - ja także ogórki kiszone obieram ze skóry.
Ziemniaki, jabłka, ogórki i cebulę  pokroić w drobną kostkę.
Wszystkie składniki dobrze wymieszać, przyprawiając pieprzem, solą, octem, oliwą i drobno posiekanym szczypiorkiem.

Źródło przepisu: "Kuchnia warszawska" praca zbiorowa, Warszawa 1961



Przepis dodaję do akcji „Gotujemy po polsku!” pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl


Gotujemy po polsku!

niedziela, 13 listopada 2011

Parzybroda



"(...) - Chwileczkę, ciociu - wtrąciła się Dorotka błagalnie, chwytając Sylwię za szlafrok. - Co to jest parzybroda?
Sylwia znieruchomiała.
- Co...?
- Parzybroda.
- Nie znoszę parzybrody - mruknęła gniewnie Felicja.
- Skąd Ci coś takiego przyszło do głowy? - zainteresowała się Melania.
- Chrzestna babcia takie chciała. Już na lotnisku mówiła, zapomniałam wam wcześniej powiedzieć. Co to jest?
- Zgłupiała chyba - orzekła Sylwia ze zgorszeniem i wyjęła połę szlafroka z rąk Dorotki. - Kto teraz gotuje parzybrodę?! A i kiedyś, w tamtych czasach, wcale nie wierzę, że to jadała.
- Może miała w  tej Ameryce polską kuchtę ze wsi - wysunęła supozycję Melania.
- Nie wierzę, że chce - oznajmiła stanowczo Felicja.
- Ale mówiła. Co to jest?
- Znajdź sobie w starej książce kucharskiej...
- Taka potrawa, jakby gęsta zupa, w której łyżka staje - zlitowała się nad Dorotką Sylwia. - Z kartofli i kapusty, wszystko rozgotowane i rozdyźdane, a ta kapusta grubo krojona, po brodzie się plącze przy jedzeniu i dlatego to się nazywa parzybroda. Gorące musi być.
- Pożywienie ubogich chłopów - dodała Melania. (...)"
Joanna Chmielewska "Harpie"

Nazwa "Parzybroda" nigdy nie pojawiła się w moim rodzinnym domu, o jej istnieniu dowiedziałam po latach samodzielnego kucharzenia. Tak, jak znany molierowski bohater, który dowiedział się , że całe życie mówi prozą - tak ja dowiedziałam się, że ta kapuściana potrawa, którą gotujemy od dawna to jest właśnie parzybroda.

Jak to zwykle bywa ze starymi przepisami, wersji jest wiele.
Nie będę podawać źródła przepisu, bo właściwie z żadnego konkretnego nie korzystam.
Po przejrzeniu różnych przepisów po prostu upewniłam się, że ta moja  zupa to też parzybroda.
Nie podaję bardzo dokładnych ilości składników, bo właściwie zależą one od ilości kapusty - no i każdy sobie dopasowuje do własnego smaku.

Składniki:
- mała główka kapusty
- ziemniaki
- boczek wędzony
- cebula
- mąka
- majeranek
- kwasek cytrynowy
- sól, pieprz

Obraną z zewnętrznych liści i umytą kapustę pokroić na grube kawałki, zalać wrzącą wodą i gotować pod przykryciem około 40 minut.
Boczek, pokrojony w kostkę, wytopić - włożyć do kapusty (tłuszcz pozostawić).
Dodać ziemniaki, pokrojone w kostkę oraz majeranek - gotować do miękkości ziemniaków.
Doprawić solą, pieprzem i kwaskiem cytrynowym.
Drobno pokrojoną cebulę podsmażyć na tłuszczu z boczku, wsypać mąkę i lekko zrumienić - dodać kilka łyżek zimnej wody i zagotować.
Rozprowadzić gorącym wywarem i wlać do garnka, ponownie zagotować.

Ja daję dość dużo wody, bo nie lubię jak mi łyżka w zupie staje...

Przepis dodaję do akcji „Gotujemy po polsku!” pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl


Gotujemy po polsku!