piątek, 18 lutego 2011

Garść refleksji blogowych i trochę o kulinarnych akcjach

W czasie mojej nieobecności blogowej prawie wcale nie zaglądałam na strony kulinarne, od czasu do czasu na chwilę do Durszlaka.
Jednak te krótkie nawet odwiedziny wystarczyły mi, żeby przekonać się o tym, jakie ostatnio niektórzy mają parcie na szkło (telewizyjno - monitorowe).
Namolne spamowanie  w Pogaduszkach - ciągle tym samym linkiem do jakieś blogowego wpisu z rewelacyjnym ponoć przepisem, kilka razy dziennie, przez kilka dni.
Wielokrotne "zapraszanie" do przepisu .
U mnie wywołuje reakcję odwrotną - a u Was?
Macie ochotę wejść, choćby raz do takiego bloga, którego autor wcina się nachalnie w rozmów innych osób i na inne tematy ?
Ja nie mam na to najmniejszej ochoty i nigdy nie zaglądam do takich blogów.
Również dlatego, że odbywa się to na stronie przeglądarki, gdzie tuż obok widoczne są "Jeszcze ciepłe" i naprawdę średnio inteligenty odbiorca potrafi sam zainteresować się wpisem.
Nie lubię być traktowana jak półanalfabeta, który dodatkowo nie umie czytać ze zrozumieniem.
Miałabym ochotę założyć kolejną akcję pod hasłem "Namolnie linkującym w Pogaduszkach stanowczo mówimy NIE!".
Reklamowanie swojego bloga wszystkimi możliwymi sposobami ośmiesza jego autora, który pewnie nie jest w stanie zrozumieć, że osiąga odwrotny do zamierzonego skutek.

Podobną formą promocji własnego bloga jest udział w akcjach, zabawach kulinarnych.
W momencie ogłoszenia takiej akcji na Durszlaku staje się ona niczyją własnością, autor nie ma żadnej możliwości korekty jej przebiegu.
Może tylko prosić o poprawki lub usunięcie dodanego przepisu.
Organizując zabawę podajemy jej temat i zasady, bo mamy jakąś wizję.
I tu zaczyna się coś na kształt komediodramatu.
Akcje kulinarne jeszcze rok temu miały jakiś sensowny przebieg, w ostatnich widać jak wiele osób zupełnie nie przejmuje się tematem i podanymi zasadami - byle wrzucić linka do swojego bloga.
Czyli mamy: przepisy nie na temat, archiwalne (trafiają się sprzed dwóch lat) i główna sprawa - brak jakiegokolwiek zapisu, informacji o tym, że jest to przepis biorący udział w jakiejś akcji.

Kiedyś próbowałam to zmieniać, prosiłam o dodanie banerka lub aktywnego linka do zaproszenia, ale po reakcji jednej z blogerek odechciało mi się.
Skoro ktoś mi odpowiada, że blog to jego własność, będzie tam umieszczać to co chce i nikt nie będzie go zmuszać, to nie ma sensu dalsza dyskusja.
W swoim podsumowaniu na blogu nie uwzględniam po prostu wpisów niczym nie oznaczonych.
Na te durszlakowe nie mam wpływu.

Natomiast w momencie ogłoszenia zabawy tylko na blogu ilość chętnych jest minimalna.
Zresztą i prawdziwe zaangażowanie w poszukiwaniach, przygotowaniach do udziału w akcji jest mniejsze - prościej przecież wrzucić cokolwiek.
A konkursy z nagrodami?.
Najlepiej, żeby było zero myślenia, tylko wpisać się w komentarzach i czekać na wylosowanie paczuszki. Podobnie sprawa wygląda w światku blogów robótkowych - to moja druga działka zainteresowań.
Tam w zabawach i konkursach, w których trzeba coś zrobić lub ruszyć głową bierze udział kilka, w porywach kilkanaście  osób.
Natomiast w różnych candy (swoją drogą bardzo drażni mnie ta nazwa na polskich blogach), gdzie wystarczy wkleić u siebie baner i wpisać cokolwiek w komentarzach tworzą się kolejki z 80. 100, 160  itd wpisami.
I to wszystko po kilka guzików, motek muliny lub kilka szmatek.

To tyle w temacie pewnych zachowań , a  przy okazji  bardzo prosty przepis - tym razem bez przynależności do żadnej akcji

Surówka z kiszonej kapusty  z marynowanymi dodatkami

Składniki:
- kiszona kapusta z marchewką (tzw. surówkowa)
- sałatka szwedzka
- papryka marynowana
- cebula (najlepiej biała)
- cukier, olej
Proporcje składników oczywiście dowolne, według naszego smaku.
 
Kapustę posiekać.
Cebulę pokroić w paseczki, ogórki i paprykę w paski lub kawałki.
Posypać cukrem i pozostawić na trochę do rozpuszczenia cukru (można co jakiś czas wymieszać).
Potem dodać olej, wymieszać i wstawić do lodówki na minimum pól godziny.

17 komentarzy:

  1. Napisałaś właśnie to co sama bym napisałam. Przy nachalnym informowaniu mnie w Pogaduszkach o kolejnym "rewelacyjnym, nowym" przepisie tracę ochotę na zaglądanie na taki blog. I zazwyczaj po prostu już nie zaglądam.

    Na durszlaku pojawia się coraz więcej osób prowadzących bloga dla jakichś "korzyści". Wciskają się wszędzie, banerów do akcji nie dodają. Przychodzi mi do głowy, że myślą "a co ja będę czyjś blog reklamował". Niestety nie o to w akcjach chodzi by się rozreklamować.

    Tak samo irytują mnie osoby które nie zwracają uwagi na to czy ktoś już robi jakąś akcję i wciskają się ze swoją identyczną. Jest to mocno drażniące.

    Mimo wszystko lubię blogować, lubię blogować z fajnymi ludźmi, których na szczęście jest sporo. I nie trzeba się ograniczać do osób, których zachowanie nam nie pasuje.

    Pozdrawiam Cię Pelu. Surówka na pewno pyszna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. do kulinarnych zabaw już dawno się zniechęciłam.. na początku rzeczywiście było to fajne, kolorowe i przyjemne.. ale później jakoś mi spowszedniało.
    a to zupełnie inaczej niż z surówką, bo ta z kiszonej kapusty od lat smakuje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pelu napisałaś to o czym wiele z nas myśli i przy okazji uzmysłowiłaś mi (specjalnie bloga przeglądałam), że zdarzyło mi się raz czy dwa nie wstawić informacji o tym, ze przepis będzie dodany do akcji. Biję się w głowę...przyznam jednak, ze wynikało to u mnie po prostu z zapominalstwa lub pośpiechu... teraz jednak będę na to zwracała baczną uwagę...Pozdrawiam ciepło
    PS. zgodzę sie jednak z Shinju, że dzięki Bogu jest jednak wielu wspaniałych blogerów, traktujących bloga jako pasje a nie próbę wybicia się lub osiągnięcia korzyści.
    Pozdrawiam
    Jola Szyndlarewicz

    OdpowiedzUsuń
  4. Ups, przyznaję sie, że czasem zapominam wstawić baner, a ostatnio nawet po prośbie Ptasi, moderowałam komentarz, następnie obudziło mi sie dziecko i musiałam zakończyć na ten dzień "przygodę z kompem", a na drugi po prostu zapomniałam... tak więc nie zawsze wychodzi to tak jak powinno:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Surówka pyszna !
    Co do reszty, zgadzam się z Tobą. Ja już rzadko dołączam do akcji ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pelu! Jesteś WIELKA! Dziękuję za ten post - zgadzam się absolutnie ze wszystkim co napisałaś! Myślę, że wielu z nas czuje dokładnie to co Ty tak rzeczowo i mądrze ujęłaś w słowa! Nareszcie!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie pomyślałam, żeby do kiszonej kapusty dać cukier... Spróbuję.
    Co do zabaw kulinarnych, to jestem tak do tyłu, ze nie wiem, co się dzieje. Boję się już zapisywać, bo ostatnio zapisałam się do kilku i... nie znalazłam czasu, żeby w określonym terminie dodać wpis :( Najśmieszniejsze, że moja obecna praca, która mi zabiera czas, jest bardzo podobna - redaguję przepisy. Ale w pracy, to jednak co innego niż u siebie, choć też to lubię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję,że Twoja odwaga coś wniesie w tematach,które mnie też leżą na sercu.Upraszczanie zasad akcji,wpisywanie przepisów na siłę i inne popisy naprawdę niczego nie wnoszą, a źle świadczą o danej osobie.Niektórzy nawet lansują się poprzez bloga.Traktują go jak własną reklamę.Tylko,czy teraz w cenie jest jakaś etyka? Czy ktoś zwraca na to uwagę? Niewiele osób.I to jest takie smutne.
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Amber, ale co masz na myśli pisząc, że "lansują się poprzez bloga"? Czy złe jest, że się chce żeby prowadzony blog był popularny? Chyba po to je prowadzimy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  10. I ja się zgadzam z Waszymi komentarzami - mam nadzieję, że moje wcześniejsze refleksje dotyczą jednak mniejszości blogowo-kulinarnej.
    Że więcej jest nas, którzy w swoich blogach chcą dzielić pasję i zamiłowania kulinarne z innymi, a nie reklamować siebie.
    Mnie nie chodzi o chęć popularyzowania swojego bloga, szczególnie jeśli się to odbywa bezinteresownie, nie w ramach płatnej kampanii reklamowej.
    W końcu blogi otwarte są przeznaczone dla wszystkich czytelników w sieci i nie krygujmy się fałszywie "ach, mnie zupełnie nie zależy, jestem ponad to..." - nie piszemy tylko "sobie a muzom".

    Chodzi mi o sposoby, jakimi niektórzy blogerzy chcą zdobywać popularność.
    To jest wkurzające, kiedy wykorzystuje się akcje kulinarne do zaistnienia, nie przejmując się podanymi zasadami (nie mówiąc już o tematyce).
    Jestem zarówno uczestniczką, jak i autorką akcji kulinarnych - w obu sytuacjach zawsze chodzi mi o to samo.
    Żeby poszukiwać, wypróbować nowy przepis, poznać nową kuchnię, pogłębić swoją wiedzę na dany temat.
    Wszystko to robię w ramach swojego hobby, dla przyjemności wspólnego gotowania z innymi ludźmi, z chęci poznawania tych ludzi.
    Podchodzę do sprawy solidnie i w dalszym ciągu entuzjastycznie, chociaż na życiowym liczniku mam już sporo.
    I również dlatego wkurza mnie, że ktoś mi te przyjemności psuje.
    Takie zachowania bardziej rzucają się w oczy i dlatego o nich mówimy, a może przy okazji za mało piszemy o tych pozytywnych, przyjemnych stronach blogowej rzeczywistości?

    Powody, dla których prowadzimy te blogi, to temat do osobnej dyskusji.
    Natomiast chęć lansowania się poprzez bloga, a popularność samego bloga to według mnie dwie trochę inne sprawy.
    Ja mogę powiedzieć we własnym imieniu, że nie chcę niczego u siebie na blogu reklamować, ani testować żadnych produktów (w połączeniu z wydawanie opinii na blogu), ani firmować swoimi wpisami jakiegoś portalu (w dodatku za darmo).
    Dotychczas odpisywałam indywidualnie, ale ostatnio wstawiłam stosowną informację na blogu.
    To jest mój wybór, każdy ma prawo do innego.
    A inni mają ten wybór, że odwiedzają takiego bloga z reklamami, albo nie.
    I jestem jak najdalsza od tego, żeby krytykować reklamy na blogach - nie biorę udziału w ostrych momentami dyskusjach, które już miały miejsce.
    Natomiast wracając do punktu wyjścia - nie lubię reklamy, którą wciska się na siłę różnymi sposobami.

    Muscat - kiszona kapusta z cukrem jest pyszna. Ja taką jem od dzieciństwa, kiedyś chyba pisałam o niej na blogu.
    Jeden warunek - musi być dobrze schłodzona w lodówce.

    Dziękuję za Wasze wypowiedzi i serdecznie wszystkich pozdrawiam.

    PS Ja w dalszym ciągu mam zamiar brać udział w niektórych akcjach i nowe pomysły też mi się klują.

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie jeszcze bardzo rażą byle jakie, niechlujnie zrobione banerki do akcji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Muscat, naprawdę nie wiesz,co to jest ,lansowanie się '?
    Nie mam nic przeciwko popularności blogów, wręcz przeciwnie.

    Mis_coco, to też.Tu chodzi,żeby jak najszybciej,żeby tylko zaistnieć.

    Tę dyskusję można prowadzić w nieskończoność, a i tak nie dotrze do tych,co trzeba. Widać to po tym,ile osób zareagowało na post Peli.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miss_coco - to też jedna z oznak tego zjawiska. Niektórzy nie zastanawiają się nawet, czym jest baner. A skoro o tym nie myślą, to nie potrafią, czy nie chce im się zaprojektować baneru, który sam mówi dużo o akcji.

    Amber - również przyznaję Ci rację, ale nie spodziewałam się lawiny wypowiedzi w tym miejscu.
    Raczej nawet nie chciałabym wielu takich prymitywnych tekstów, jakie się czyta w komentarzach w sieci.
    O wiele bardziej cenię sobie Wasze wypowiedzi i możliwość dyskusji między nami.
    A czasami chcemy napisać o pewnych sprawach - po to również prowadzimy blogi.

    OdpowiedzUsuń
  14. No, bo wiecie, ja się z większością tego, co piszecie zgadzam, ale sama reklamy na blogu mam na bocznym pasku (jeśli przeszkadzają, wybaczcie!) i reklamuję serwis, gdzie pracuję, choć bloga nie traktuję jak pracę. Po prostu - blog pomógł mi znaleźć pracę odpowiadającą moim zainteresowaniom i teraz staram się wspierać raczkujący dopiero serwis mojego pracodawcy. Nie płaci mi za to, ale owszem, liczę na jakąś korzyść: serwis się rozwinie, to ja dalej będę tam pracować. Ale przecież nikogo agresywnie nie namawiam, żeby się zapisał na forum czy komentował tam wpisy, więc nie czuję się "nie w porządku". Jak jest u nas jakiś konkurs, to czemu mam nie powiadomić braci blogowej za pośrednictwem mojego bloga? Przecież o to chodzi, że to może być dla kogoś interesujące (a może wcale). Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, że wykorzystuję swojego bloga (i tylko swojego!) do pracy. Mnie też irytują te duże reklamy na blogach, ale zawsze myślę, że może ktoś potrzebuje tych paru groszy, które za to dostanie. (Mnie za ten boczny pasek jeszcze nic nie wpadło, bo widocznie nikt nie klika w reklamy - może faktycznie zlikwiduję, skoro to nic nie daje.) Nie weźcie tego dziewczyny za jakąś chęć kłócenia się, bo większość Waszych opinii podzielam, ja się po prostu poczułam nieco inkryminowana postem i komentarzami, a zależy mi na opinii koleżanek blogerek. Nie jestem na to obojętna. Czy uważacie, że ja się "lansuję"?

    OdpowiedzUsuń
  15. Muscat - powtórzę to, co napisałam wcześniej: nie krytykuję kogoś za to, że wstawia u siebie na blogu reklamę, że we wpisach u siebie coś lub kogoś poleca itd
    To wszystko, co każdy robi u siebie na swoim blogu to jest jego sprawa i jego wybór.
    A ja mam ten wybór, że nie muszę na takie blogi wchodzi, jeśli mi to przeszkadza.

    Wszystko dobrze, egzystujemy sobie w blogosferze bezkolizyjnie, dopóki ktoś nie wpycha się z tym blogiem w różne miejsca łamiąc ustalone zasady.
    Ja wiem, że blogowanie, akcje kulinarne to nasze zabawy, nasze hobby, nasza przyjemność - ale tutaj też ustalamy pewne zasady, zakres tematyczny itp.
    Jeśli więc ktoś wrzuca mi do akcji na Durszlaku wpis do swojego bloga nie na temat, wpis stary, wpis niczym nie oznaczony (co odbieram jako lekceważenie autora akcji)po to tylko, żeby zaistnieć ze swoim blogiem lub wcina się spamując linkami w Pogaduszki - to właśnie mi przeszkadza, denerwuje, wkurza ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Mimo wszystko zapraszam czasem na mój blog z rewizytą, Pelu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za to zaproszenie - wpadnę z rewizytą :)

    OdpowiedzUsuń