sobota, 21 maja 2011

Rekin w kuchni

A właściwie to jego część, czyli stek z rekina.
Leżały sobie te części w zamrażarce od czasu, kiedy mój M. miał krótką dukanową przygodę i czekały na coś.
Przyznaję, że tym razem wyobraźnia mnie zawiodła i zupełnie nie chciało mi się wymyślać sposobów przyrządzania rekina.
Szczególnie, że nigdy wcześniej tego nie robiłam, więc doświadczenia zero.
Pogrzebałam w durszlakowych przepisach i poszłam na łatwiznę - wybrałam najprostszą wersję znalezioną na blogu Ivon

Nic nie kombinowałam z przepisem ( podaję za Ivon):
Składniki:
- 4 steki z rekina /rozmrożone/
- 4 duże cebule
- 1 łyżka octu balsamicznego
- 1 łyżka soku z cytryny
- sól, pieprz czarny mielony, papryka mielona, chilli

Cebulę cienko pokroić i skropić octem balsamicznym.
Na cebuli ułożyć  steki (oprószone przyprawami i polane sokiem z cytryn)
Piec 30 minut w piekarniku w temperaturze 180 stopni. 


Nie wiem, jak smakuje...
To jedna z tych potraw, dla których mogłabym stworzyć osobną kategorię: "Robię, ale nigdy nie jem".
Macie takie sytuacje?
Ja mam kilka takich przypadków, kiedy nie spróbuję nawet tego, co przygotowałam dla mojego M.
Czasami mam takie blokady - w przypadku tego rekina to niechęć przed kompletnie nieznanym smakiem. 
A on spokojnie wszystko pożera...  tzn. mój M.... nie rekin.


 

5 komentarzy:

  1. A coś powiedział jak pożarł? Chciałbym wiedzieć, czy warto przygotować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja rekina jadlam dwa razy (nascie lat temu ;)) i bardzo mi smakowal, choc za rybami nie przepadam zbytnio. Niestety jadlam w restauracji, wiec przepisu nie posiadam.
    A z potraw, ktore ewentualnie przygotowuje dla meza i ktorych nigdy nie kosztuje jest... makaron! Choc najczesciej na szczescie to on go sobie przygotowuje ;)

    Usciski Pelu!
    I milej niedzieli zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja to bym chetnie sprobowala taka rybke:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze rekina nie próbowałam. Twoja wersja pysznie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jadalnepijalne - jak pożarł, powiedział "dobre". Tylko, że on najczęściej nic nie mówi, a przyciśnięty dziwi typowo po męsku "przecież jem, to znaczy, że dobre".

    Beo - ja mam kilka takich pozycji w swoim repertuarze, kiedy nawet nie próbuję w czasie gotowania.
    Wielkie dzięki za uściski.

    Aga, Grażynko - nie mam chyba prawa nikogo zachęcać pośrednią formą reklamy, więc wybór pozostawiam Wam :)

    OdpowiedzUsuń