czwartek, 5 maja 2011

Z literaturą na talerzu - nie mylić z czytaniem przy jedzeniu

"- Jutro możecie sobie odpocząć - zawiadomiła łaskawie rodziców pierwszego poświątecznego wieczoru. - My zrobimy obiad. Będą potrawy specjalnie dla ojca. I później też możemy robić obiady, nie mówię, że codziennie, ale od  czasu do czasu. No, może nawet często.
- A co to za potrawy specjalnie dla mnie?-  zaciekawił się pan Roman.
- Zobaczysz - odparła jego córka tajemniczo.
- Niespodzianka.
(...) Pawełek wpadł do kuchni zdyszany (...)
... rób sobie co chcesz, ale musisz rozklepać to mięso na takie strasznie wielkie klabzdrony. Już się wreszcie zdecydowałam, co zrobimy.
- No?
- Postanowiłam, że niech ma już wszystko. Tej chińskiej mieszaniny napchamy do środka, zawiniemy w wieprzowinę panierowaną, a na wierzch damy placki kartoflane(...)
   Pan Roman po spożyciu talerza zupy nadal był głodny. Pani Krystyna  siedziała przy stole trochę zaciekawiona, trochę zrezygnowana, ale poza tym dość spokojna. Uprzedzono ją z góry, e ma się nie wtrącać. Orientowała się, że potrawa  ma być po chińsku z drobnymi modyfikacjami, dzieci jednakże przysięgły obyć się bez robaków, nie miała zatem większych obaw.
   Na ogromnym, największym w domu, rzetelnie podgrzanym półmisku Pawełek w grubych, kuchennych rękawicach wniósł podstawowe danie. Pan Roman patrzył z zaciekawieniem. Wyglądało to jak olbrzymie pierogi w cieście na placki kartoflane, czy może tak, jakby plackami kartoflanymi potężnych rozmiarów owinięto jakąś zawartość. Czegoś podobnego nigdy w życiu nie widział i zainteresowało go to ogromnie. Pozwolił sobie położyć na talerz jeden taki zawijas, popatrzył na żonę i podjął męską decyzję. W zamiarze odkrojenia kawałka wbił w to widelec, pocisnął nożem i strumień gorącego tłuszczu  trafił go prosto w oko.
- Jezus Mario! - krzyknął. - Co to jest?!
- Przypuszczam, że wszelki wypadek - odparła spokojnie pani Krystyna, wycierając sobie tłuszcz z włosów, bo również przystąpiła do jedzenia, tak samo jak jej mąż. (...)
- Rozumiem. Na wszelki wypadek należy włożyć okulary ochronne.
(...) Pan Roman, wciąż głodny i zainteresowany, delikatnie odkroił kawałek placka, ujrzał, że wyłazi z niego jakaś zawartość, zgarnął na widelec wszystko razem i włożył do ust. Spróbował delikatnie. Na moment zamarł, a potem z zapałem zaczął jeść. Na jego twarzy ukazał się zachwyt.
- Ależ to jest znakomite!"
Joanna Chmielewska "Wszelki wypadek"

Wczoraj Muscat przypomniała o swojej akcji   "Literatura na talerzu".
I dzięki temu skierowała również moje myśli na ten aspekt czytanej przez nas literatury.
Od razu wskoczyło mi do głowy kilkanaście pomysłów, inspirowanych książkami, do których często wracam
Mam szczerą chęć dorzucić się do akcji kilkoma wpisami, zobaczymy co mi się uda w praktyce.
Już się przekonałam, że życie robi mi "wbrew" przy takich okazjach.

Tego posta nie dołączę do akcji, ponieważ dotyczy on archiwalnego wpisu z ubiegłego roku.
Jednak tamten post był tak silnie inspirowany książką, a właściwie samą ideą potrawy typu "wszelki wypadek", że nie mogłam sobie odmówić przyjemności wyciągnięcia go z czeluści blogowych.
Bardzo lubię twórczość Joanny Chmielewskiej, doceniając jej wiele zalet, ale widząc również drobne potknięcia.
I choć sama autorka podkreśla, że gotowanie to nie jest jej najmocniejsza strona, przyznacie chyba, że wynalazek "wszelkiego wypadku" jest świetny.
A to  produkt końcowy moich  kuchennych rozterek "co zrobić na obiad?"


2 komentarze:

  1. Też lubię Chmielewską a dania typu "wszelki wypadek " często u mnie goszczą .
    Musze zrobić kiedyś takie wypasione naleśniki. Ostatnio były z szynką, serem i sosem pomidorowym, nie zdążyłam zrobic zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Grażynko - ja też mam ten problem, bo robię zdjęcia "na gorąco", kiedy jedzenie na talerzach, a rodzina się niecierpliwi ("ile jeszcze tego pstrykania").:)

    OdpowiedzUsuń