niedziela, 15 maja 2011

Zapomniane smaki...

Odnajdujemy je czasami na kartach starych książek kucharskich, w towarzystwie starych sposobów kucharskich i archaicznych  kuchennych sprzętów... trafiamy na ich ślad w utworach literackich...

Ja niezmiennie, co jakiś czas,  powracam do mojej ulubionej babcinej książki kucharskiej M.Ochorowicz.Monatowej "Uniwersalna książka kucharska".
Zaglądam do niej najczęściej dla samej przyjemności zanurzenia się w tamten miniony świat z jego specyficznym językiem, ale też korzystam z niektórych przepisów.


Przy okazji akcji  herbacianej zajrzałam do rozdziału  "Różne napoje zimne i gorące".
Jako pierwszy jest tam wpis pod tytułem "Herbata".

"Najlepsza herbata jest chińska, a obok niej angielska. Poza doborowym gatunkiem herbaty, na smak jej przedewszystkiem wpływa dobroć wody i umiejętne przyrządzenie.
Wodę na herbatę należy zagotować albo w samowarze, albo w specjalnym kociołku tylko do gotowania wody używanym. Po zagotowaniu wyparzyć porcelanowy biały czajnik, zasypać po pół łyżeczki w stosunku na jedną osobę herbaty i zalawszy małą ilością wody, postawić na parę minut na samowarze lub też na otworze czajnika, aby naciągnęła. Potem nalać kilka łyżeczek tej esencji do filiżanki lub szklanki i dopełnić gorącą wodą.
Do herbaty podaje się cukier, surową słodką śmietankę lub cytrynę i arak".

Wpis ilustrowany jest rysunkiem takie przydatnego  urządzenia - przydałoby się i dzisiaj, bo bardzo często nowe modele czajniczków mają głupio wyprofilowane dziubki i herbata leje się z nich na wszystkie strony.


Arak (napój alkoholowy o smaku anyżowym) - czyż to nie jest właśnie jeden z tych zapomnianych w Polsce, a dawnej popularnych smaków?
Dostępny oczywiście nie dla wszystkich:

"Nazajutrz (...) gruchnęła po wsi wieść, zgoła niepodobna do wiary, że wójta aresztowali za brak pieniędzy w kasie gminnej. (...)
- A mnie żal wójtowej! Biedna kobieta, panią se była i nos zadzierała, a teraz co! Chałupę wezmą, grunt przedadzą i na komorne pójść pójdzie chudzina, na wyrobek. I żeby se chociaż użyła!
- A mało to jeszcze wysmakowała dobrego! - wrzasnęła Kozłowa wtórując gorąco, jeno na drugi sposób - używały se ścierwy kieby jakie dziedzice. Co dnia jadły mięso! Wójtowa pół garczka cukru kładła se do kawy, a czysty harak pili szklankami! Widziałam, jak zwoził z miasta całe półkoszki przeróżnych przysmaków. A z czegóż to im brzuchy spęczniały, przecież nie z postu!(...)
                                                                                                           W.Reymont "Chłopi" t.IV "Lato"

Nazwa "arak"  wzbudziła co najmniej konsternację wśród obsługi stoisk monopolowych.
A mówiąc wprost -w odpowiedzi na moje pytanie: "czy jest w sprzedaży arak?" (po wcześniejszych bezowocnych poszukiwaniach na sklepowych półkach), osoby sprzedające miały dziwne miny, chyba pierwszy raz w życiu słyszały tę nazwę.
"Z braku laku" można arak zastąpić greckim ouzo ... akurat posiadam oryginalna grecką  buteleczkę, którą dostałam od mojej przyjaciółki.

A do czego teraz poszukiwałam araku w sklepie?
Otóż w rozdziale o herbacie,  we wspomnianej książce Monatowej, następny jest przepis na "Czaj".
Wszyscy z mojego pokolenia, którzy przymusowo mieli szkolny kontakt z językiem rosyjskim (niezależnie od poziomu uzyskanej sprawności) raczej rozumieją słowo "czaj" jako herbata ogólnie, a nie jako specjalny napar herbaciany z dodatkami.
A przepis mówi tak:
"Czaj - Jestto lekka herbata z arakiem z dodaniem do każdej szklanki plasterka ukrojonej surowej pomarańczy".
Jak to często bywa u Monatowej mamy tu ogólny rzut, bez precyzyjnych szczegółów.
Esencję zrobiłam z czarnej angielskiej herbaty  i na próbę dodałam połowę  małego kieliszka ouzo (bo araku nie kupiłam).
Na mój smak to ilość całkowicie wystarczająca na filiżankę bardzo rozgrzewającej herbaty (jak zawsze z dodatkiem alkoholu).


Przepis dodaję do akcji: Lubię herbatę! i Literatura na talerzu.

8 komentarzy:

  1. Też pamiętam arak z literatury . Wiele bym dała za taką starodawną herbatkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis...czytałam z przyjemnościa...i też lubię szperać po starych kulinariach:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, naprawdę ciekawy wpis ;)
    Ja nie dość że nigdy nie piłam araku,to nawet o nim nie słyszałam...

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Arak znam tylko z aromatu. Tego nadużywam znów przy sernikach.
    Ta herbatka z prądem mi się podoba, tylko mam obawy że moje poszukiwania araku zakończą się podobnie jak Twoje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Można by też spróbować z francuskim pastis. Smak kontrowersyjny, anyżowo-lukrecjowy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za komentarze - sama nie myślałam, że arak okaże się aż takim zabytkiem.

    Jadalnepijalne - zgadza się, zapomniałam napisać o pastis.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też się zastanawiałam, czytając "Chłopów", jak może arak smakować. Taka herbatka z prądem nie może być zła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie chodziło o arak anyżowy spożywany na Bliskim wschodzie a o arak z Indii lub Indonezji, którego smak zbliżony jest do rumu

    OdpowiedzUsuń