piątek, 29 lipca 2011

Pieczone ziemniaki

Bardzo lubię pieczone ziemniaki, ale robię je dość rzadko.
Właściwie tylko przy okazji pieczenia mięsa, z którym mają być podane.
Wszystkiemu winien jest mój piekarnik (elektryczny), wcale nie taki stary, ale od nowości oporny.
Bardzo długo się nagrzewa, jakoś dziwnie słabo piecze (chociaż termometr pokazuje właściwą temperaturę.
Potrzebowałam kilku wpadek, żeby go "wyczuć" - w tym jedną poważną przy szczególnych gościach.
Goście przy stole, część potraw zjedzona, czekają na danie główne, a to co miało się już właśnie upiec jest półsurowe.
Brr...  co za stres dla gospodyni...

I właśnie z tego powodu powolności mojego piekarnika piekę takie ziemniaczki co najmniej godzinę.
A jeśli kawałki są większego formatu, to i dłużej.
Piszę o tym, bo spotkałam już na blogach przepisy na 30 minut pieczenia.
No, nie wiem..

Mój sposób:
Ziemniaki kroję w grube plastry, wkładam do miski.
Nalewam trochę oliwy i mieszam tak, aby wszystkie kawałki załapały się na tłuszcz ( w miarę potrzeby dolewam jeszcze).
Przekładam do miseczek żaroodpornych (dużą formę mam zajętą mięsem).
Posypuję solą oraz ziołami.
Są to różne zestawy, na co akurat mam ochotę.
Tym razem był to cząber, tymianek i rozmaryn.
Wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, w połowie pieczenia zwiększam do 200.



czwartek, 28 lipca 2011

Makaron zapiekany z serem, kalafiorem i pomidorami


To efekt kolejnego wirtualnego spotkania w kuchni - tym razem według propozycji Shinju

Jak zwykle nie dało się użyć oryginalnych składników, podanych w przepisie.
Pomijając już trudności z kupieniem, nigdy nie wiadomo co się zdarzy.
Do zupy pieczarkowej gotowałam makaron świderki.
I tak jak Marysia ("Poszukiwany, poszukiwana") dorzucałam i dorzucałam makaron do garnka, bo jakoś mi się mało wydawało.
W ten sposób zupełnie bezmyślnie wrzuciłam całą paczkę.
A wszystkiemu winny zbyt duży garnek.
I tak zostałam z michą makaronu świderki, mając w perspektywie to makaronowe danie.

Creme fraiche zrobiłam chałupniczą metodą (według przepisu znalezionego w sieci), a ser Red Leicester musiałam zastąpić cheddarem.

Przepis od Shinju:
300 g rigatoni, penne lub macaroni
1 mały kalafior, podzielony na różyczki
200 ml creme fraiche
2 łyżeczki ziarnistej musztardy
175 g tartego sera Red Leicester
2 pomidory, pokrojone w ósemki
W garnku doprowadzić osoloną wodę do wrzenia, wrzucić makaron i ponownie doprowadzić do wrzenia, pogotować kilka minut. Następnie dorzucamy do gotowania kalafiora, ponownie doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 8-10 minut aż makaron i kalafior będą gotowe, ale dość jędrne. Dobrze odsączamy. Rozgrzewamy piekarnik/grill.
Na patelnię dodajemy creme fraiche, musztardę i garść sera, Na małym ogniu podgrzewamy aż ser zacznie się rozpuszczać. Wrzucić makaron i kalafiora i delikatnie wymieszać z sosem. Doprawić. Przełożyć do naczynia żaroodpornego.
Na wierzchu układamy cząstki pomidora. Posypać resztą sera i pieprzem. Zapiekać przez około 5 minut aż zbrązowieje i będzie pęcherzykować.

 
Moja wersja jest trochę inna - głównie oczywiście z powodu awarii makaronowej.
Kalafiora ugotowałam więc  na parze (szybciej i wygodniej).
I trochę inaczej pokroiłam pomidory.



To chyba wszystkie zmiany, które raczej nie miały bardzo decydującego wpływu na efekt końcowy.
Dziękuję Shinju i pozostałym uczestniczkom naszego spotkania: MaggieEve, Greenplums , Kasi -  takie przygotowania, rozmowy, ustalanie szczegółów kulinarnych jest bardzo miłe - niezależnie od stopnia trudności potrawy...

środa, 27 lipca 2011

Chutney jabłkowy

Chutney to jeden z tych pysznych dodatków, jakich nie kupi się w sklepie.
Sami możemy zrobić smakowe kompozycje, na które mamy ochotę i te pewnie będą najpyszniejsze.
Mówiąc po polsku - chutney to sos z wyczuwalnymi kawałkami owoców lub warzyw, sos  do mięs na ciepło i zimno.
Może być morelowy, śliwkowy, żurawinowy, gruszkowy, jabłkowy, truskawkowy itp.
Niektóre rodzaje poddaje się pasteryzacji, ale te zawierające ocet  nie muszą być tak utrwalane.

Chutney jabłkowy
Składniki:
- 5 jabłek
- 3 cebule
- 2-3 pomarańcze
- 10 dkg rodzynek
- 1 papryczka chili
- 20 dkg cukru
- 1 szklanka octu jabłkowego
- sól, pieprz, imbir, anyżek

Jabłka i pomarańcze obrać, pokroić.
Cebulę posiekać, papryczkę oczyścić z pestek, pokroić na małe kawałeczki.
Do garnka włożyć owoce i cebulę, wlać ocet i gotować 15 minut,
Wsypać cukier, mieszać aż cukier się rozpuści.
Dodać rodzynki, papryczkę i wszystkie przyprawy - gotować ok. 50 minut, aż masa zgęstnieje.
Od razu przełożyć do słoików.

Źródło przepisu: "Domowe przetwory. Przyjaciółka poleca" 7/2003


poniedziałek, 25 lipca 2011

Zupa marchewkowa z chili i akcentem pomidorowym.



To właściwie odmiana jednej z dwóch moich podstawowych wersji zupy pomidorowej.
Raz gotuję pomidorową osobno, z dodatkiem śmietany - a makaron lub ryż osobno (dodaję do zupy dopiero na talerzu), a raz gotuję ryż w wywarze i nie dodaję śmietany.
Wersja marchewkowa powstała z powodu dużej ilości marchewki, tak bez wcześniejszych planów.
Konsystencja tej zupki też odzwierciedla moje gusta, bardzo rzadko robię zupy-krem.
Lubię widzieć i smakować różne składniki zupy, pływające sobie w talerzu.

Składniki:
- pierś kurczaka
- włoszczyzna, ze zwiększoną ilością marchewki
- 1 bardzo duży pomidor
- kilka czubatych  łyżek ryżu
- sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, chili w proszku (oczywiście lepsza byłaby  świeża papryczka)

Z mięsa i włoszczyzny, z dodatkiem przypraw (oprócz chili)  ugotować wywar.
Wyjąć warzywa i mięso, do gotującego się wywaru włożyć opłukany ryż - gotować na wolnym ogniu.

Kiedy ryż jest już prawie miękki dodać pomidora (obranego ze skórki i rozdrobnionego).
Gotować kilka minut.


Marchewkę rozdrobnić (ja to robię widelcem), mięso pokroić - włożyć do zupy.


Dodać chili, chwilę gotować.
Ja chili nie żałuję, bo lubimy takie wyraziste smaki, a marchewka sama w sobie - wiadomo, łagodniutka...

trzeci letni festiwal zupy zaproszenie

poniedziałek, 18 lipca 2011

Sałatka z C jak czereśnie

Bardzo długo nie mogłam się zdecydować, jaka ma być moja realizacja kolejnego Zaproszenia Baru Sałatkowego.
Postawiłam sobie poprzeczkę, że nie cukinia, ani czosnek, ale właśnie czereśnie - tak po prostu, żeby sobie utrudnić.
Inne składniki są dostępne także później, czereśnie są krótko i właściwie już się kończą.
A czereśnie uwielbiam - to owoce mojego dzieciństwa, które teraz mnie słono kosztują.
Ceny zwariowały - ciekawa jestem, czy wszędzie w Polsce czereśnie są tak koszmarnie drogie?
Szukając pomysłu lub inspiracji natknęłam się na przepis Jamiego Olivera w "Kuchni' 7/2010, który w pewnym stopniu wykorzystałam do mojej wersji.
Mięso kaczki zastąpiłam pieczonym kurczakiem, pominęłam miętę (znowu ta nieszczęsna mięta!, którą zresztą ja osobiście bardzo lubię), coś jeszcze zmieniłam.
Nie będę analizować dokładniej, bo nie o to chodzi.


Sałatka z czereśniami

Składniki:
- mięso pieczonego kurczaka
- czerwona papryka
- cebula
- zielony ogórek
- sałata masłowa
- czereśnie
- oliwa
- sól, pieprz mielony
- ulubione pieczywo na tosty
- masełko czosnkowe
Nie podaję precyzyjnych ilości składników, dokładamy ile chcemy.

Mięso z kurczaka delikatnie rozerwać na kawałki.
Z ogórka wykroić pestki.
Paprykę, cebulę i ogórka pokroić w słupki.
Czereśnie wydrylować, połowę odłożyć , pozostałe pokroić na mniejsze kawałki.
Odłożone czereśnie zmiksować z oliwą, solą i pieprzem - dałam 1 łyżkę oliwy.
Listki sałaty ułożyć na talerzu, na nich porozkładać dowolnie składniki sałatki.
Osobno podałam sos.


Każdy sobie nałożył sałatkę na talerzyk i polał sosem.
Powiem krótko: pycha!!! - sałatka bardzo mi smakowała

Według jednego przepisu...



Jak w tytule... według jednego przepisu powstało kilka wersji hiszpańskiego chłodnika (nazywanego również iberyjskim).
Odpowiadając na hasło rzucone przez Malwinnę w mikserowych pogaduszkach, z wielką przyjemnością dołączyłam do grupki wspólnie gotującej.
W tej wirtualnej kuchni spotkały się: Malwinna, Eve, Maggie, Shinju i ja
Choć tym razem żadnego gotowania nie było - wręcz przeciwnie... było chłodzenie.

Gazpacho 

Przepis pochodzi z książki "Podróże kulinarne. Kuchnia hiszpańska" wyd. Rzeczpospolita

Składniki (przepis dla 8 osób):
  • 5 kromek białego chleba
  • 1 ząbek czosnku wyciśnięty
  • 1/3 szklanki oliwy
  • 1/4 szklanki octu z czerwonego wina
  • 4 duże dojrzałe pomidory -880 g - obrane ze skórki i pokrojone
  • 2 ogórki libańskie 260 g- obrane ze skórki i pokrojone
  • 1 czerwona papryka-200g- posiekana
  • 1 średnia czerwona cebula- 170g- posiekana
  • 1/3 szklanki soku pomarańczowego-80 ml
  • dodatkowo- 1 mała czerwona cebula posiekana, 1 mała czerwona papryka drobno posiekana, 1 ogórek libański pozbawiony pestek i drobno posiekany, 1 łyżka świeżej natki pietruszki posiekanej, 12 kostek lodu
  • grzanki- 2 kromki białego chleba, 2 łyżki oliwy
Usuń skórę z chleba, miąższ rozerwij na kawałki. 
Wymieszaj w średniej misce miąższ chleba, czosnek , oliwę i ocet.





Odstaw na 30 min.



Miksuj masę chlebową z pomidorami, ogórkami, papryką, cebulą i sokiem do uzyskania gładkiej konsystencji. 
Przetrzyj przez gęste sito. 
Przykryj i wstaw do lodówki na całą noc lub na 3 godziny. 
Tuż przed podaniem posyp dodatkową cebulę, papryką, ogórkiem, pietruszką i grzankami. 
Dodaj kostki lodu.

Grzanki- usuń skórę z chleba, pokrój miąższ w niewielką kostkę. 
Rozgrzej oliwę na średniej patelni, wrzuć chleb, podgrzewaj, mieszając aż zbrązowieje i zrobi się chrupiący. 
Osącz na papierze kuchennym.


Moje zmiany przepisu:
- nie znam libańskiego ogórka i  nie wiem, gdzie mogłabym go w Polsce kupić, więc oczywiście dałam naszego polskiego ogórka wężowego
- grzanki zrobiłam nie z chleba, ale z angielki (nazywanej również bułką paryską lub wrocławską)
- nie przecieram nigdy zup, bo my lubimy właśnie takie 
- nie dodałam kostek lodu



To druga moja wersja gazpacho - poprzednią (w pierwszej edycji festiwalu zupowego) opisałam tutaj

trzeci letni festiwal zupy zaproszenie

Bardzo dziękuję Malwi za pomysł i zaproszenie, a blogowym koleżankom za wspólną zabawę.
Mam nadzieję na następne, bo to bardzo miła sprawa.

niedziela, 17 lipca 2011

Zielone smarowidło

Wraz z pojawieniem się młodego bobu, na blogach pojawiły się przepisy na pastę w różnych wersjach..
Często jej liściastym składnikiem jest świeża mięta.
Niestety, nie używam tego składnika, bo mięta jest jednym z naprawdę nielicznych rzeczy, których nie lubi mój M.
Zrobiłam swoją wersję z natką pietruszki.

Bób ugotowałam na parze, po ostudzeniu obrałam.


Zmiksowałam z dodatkiem oliwy


Doprawiłam solą i pieprzem, dodałam posiekaną natkę pietruszki.


Najbardziej smakuje z grzankami

sobota, 16 lipca 2011

Chłodnik botwinkowy

Dotychczas moja jedyna wersja to klasyczny chłodnik z botwinką.
Teraz spróbowałam nieco inaczej, wykorzystując jako inspirację - ten przepis.
Nie rozpisuję się zbytnio w tym poście, bo jak zwykle upały mi nie służą...

Składniki:
- pęczek botwinki wraz z buraczkami
- sól morska i świeżo zmielony pieprz
- 1 l wody
- 1 ząbek czosnku
- zielone łodyżki  koperku i natki pietruszki
- po 2 łyżki posiekanego szczypiorku i koperku
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka soku z cytryny
- jogurt naturalny
- śmietana 12%
- jajka ugotowane na twardo

Botwinkę i buraczki opłukać, posiekać liście, buraczki pokroić jak najdrobniej.
Włożyć do garnka z wodą, doprawić solą, pieprzem, dodać przekrojony ząbek czosnku, zielone łodyżki, wlać oliwę i zagotować.
Zmniejszyć ogień i gotować kilka minut na małym ogniu aż buraczki będą miękkie.
Pod koniec dodać sok z cytryny - schłodzić.
Dodać jogurt i śmietanę, wymieszać. 
Schłodzić w lodówce do czasu podania. 
Na talerze włożyć pokrojone jajka, wlać chłodnik, posypać posiekanym koperkiem i szczypiorkiem.




trzeci letni festiwal zupy zaproszenie

wtorek, 12 lipca 2011

III Letni Festiwal Zupy - suplement do Zaproszenia


Festiwal trwa (tu zaproszenie) - nadal bardzo zachęcam do udziału, pojawiają się kolejne propozycje, ale ... jednocześnie  pewne niezrozumienia.
Postanowiłam więc powrócić do Zaproszenia i wyjaśnić sprawę "geograficzną" tej akcji.
Być może w Zaproszeniu nie dość jasno to napisałam.

To fragment zaproszenia, o który chodzi (cytuję bez zmian)

"... W tym roku postanowiłam wprowadzić małe urozmaicenie geograficzne - tak to nazwijmy.
Sięgnijmy po przepisy kuchni innych krajów - po przepisy odpowiednie na letnie obiady.
Pełna nazwa akcji brzmi tak:

III Letni Festiwal Zupy.
Z różnych stron świata.

W tytule posta lub w jego treści powinna się więc znaleźć informacja, z jakiego kraju pochodzi ta konkretna zupa.
Na przykład taki zapis:
- Chłodnik hiszpański,
- Zupa kaszubska.Polska,
- Minestrone.Włochy
Jeśli to możliwe umieszczajmy źródło przepisu : tytuł książki, aktywny link do bloga, strony internetowej...."

I jak się okazało - niektóre osoby zrozumiały  ten zapis, jako podstawowy warunek: tylko zupy przypisane do jakiegoś kraju.

Wyjaśniam więc jeszcze raz:
W tej akcji biorą udział przepisy na różne zupy pasujące do letniego jadłospisu.
Takie, które sami wymyślamy, gotujemy według przepisu z książki (czy innego źródła),  według przepisu domowego, od przyjaciółki, w oparciu o zupę zjedzoną gdzieś "na mieście".
Po prostu: wszystkie zupy, które gotujemy w lipcu i sierpniu, a które opiszemy potem na swoim blogu.
Nie wszystkie posty muszą zawierać informację o kraju pochodzenia przepisu.

Zmieniam pierwotny zapis, żeby był bardziej zrozumiały dla wszystkich:

"...W tym roku postanowiłam wprowadzić małe urozmaicenie geograficzne - tak to nazwijmy.
Sięgnijmy także po przepisy kuchni innych krajów - po przepisy odpowiednie na letnie obiady.
Pełna nazwa akcji brzmi tak:

III Letni Festiwal Zupy.
Z różnych stron świata.

W tej akcji biorą udział przepisy na różne zupy i chłodniki pasujące do letniego jadłospisu.
Czyli:
- zupy gotowane według naszych własnych pomysłów
- zupy, które znamy z domu rodzinnego, jedliśmy u znajomych lub w restauracji, a potem odtworzyliśmy ich własną wersję w swojej kuchni
- zupy ugotowane według przepisów kuchni innych państw, których pochodzenie jest znane i przypisane geograficznie.
Jeśli przepis dotyczy zupy z kuchni innego kraju, której pochodzenie znamy - wtedy w tytule posta lub w jego treści powinna się więc znaleźć informacja, z jakiego kraju lub regionu kulturowego, geograficznego pochodzi ta konkretna zupa.

Na przykład taki zapis:
- Chłodnik hiszpański,
- Zupa kaszubska.Polska,
- Minestrone.Włochy
- Zupa pomidorowa na arabską nutę
- Azjatycka zupa z klopsikami.
- Afrykańska zupa z....

Jeśli to możliwe umieszczajmy źródło przepisu : tytuł książki, aktywny link do bloga, strony internetowej...."

Te poprawki wstawię również w poście z Zaproszeniem.
Mam nadzieję, że teraz jest już wszystko jasne.
I bardzo proszę - Czytajcie uważnie!

poniedziałek, 4 lipca 2011

Deszcz w lipcu, Kapuśniaczek i rzecz o fasoli

trzeci letni festiwal zupy zaproszeniePierwsze dni nowego miesiąca pasują idealnie do starego polskiego filmu "Deszczowy lipiec", do którego scenariusz napisała mistrzyni słowa Stefania Grodzieńska.
Tam ciągle padało i lało, więc wczasowicze z pewnego pensjonatu w Zakopanem z nudów musieli grać w brydża, albo romansować prawie przymusowo.

W sobotnią noc deszcz również padał, chwilami z większą intensywnością...
Budziłam się wtedy i tak na wpół sennie cieszyłam się z domowego ciepełka, a moje myśli same wykreowały niedzielny obiad.
Dokładniej zupę - pachnący, parujący jeszcze na talerzu kapuśniak ze słodkiej kapusty.
Podobny do tego, który gotowali bohaterowie filmu "Kapuśniaczek" (La Soupe aux choux) z 1981 r.
Gotowanie owego kapuśniaku oraz zachwyt przybysza z Kosmosu jest tak pokazane, że zawsze oglądając ten film mam ochotę na taką zupę.

Ja w ogóle dość rzadko gotuję nasz tradycyjny polski kapuśniak, czyli z kapusty kiszonej.
Ze słodkiej jeszcze rzadziej.
Tym razem jednak miałam wszystkie potrzebne składniki w domu, żeby zaspokoić senne majaki.
No, może z jednym potknięciem - fasolowym.
Gotowałam fasolę wystarczającą ilość razy, zawsze ją mocząc na noc.
A teraz miałam do wyboru: ugotować według przepisu, czyli wrzucając suchą fasolę razem ze wszystkimi składnikami (wiedząc, że będzie twarda), albo odłożyć gotowanie na następny dzień (z namoczoną fasolą).
Wybrałam świadomie opcję pierwszą - "a co tam... zrobię według przepisu, chociaż wiem,  jaki będzie skutek"
Oczywiście fasola po 3 godzinach gotowania była mocno twardawa.

Szukając odpowiedniego przepisu w książkach o kuchni francuskiej, zdecydowałam się na 

Kapuśniak prowansalski
 

Składniki dla 8 osób i duży gar do gotowania ( ja ugotowałam z połowy podanych ilości):
- 2 kg kapusty cukrowej 
- 3/4 kg wędzonki (najlepiej bekon)
- 2 duże cebule
- pęczek zielonej pietruszki i trzebuli (nie miałam)
- 2-3 marchewki
- szklanka fasoli (jaś)
- 2 szklanki ziemniaków pokrojonych w kostkę
- po łyżeczce: majeranku, tymianku, bazylii
- 3-4 ząbki czosnku
- 3 goździki
- 10 ziarenek pieprzu
- sól

Kapustę drobno posiekać, marchewki przekroić wzdłuż na 4 części, ziemniaki w drobną kostkę.
Wraz z fasolą włożyć do dużego garnka (6 l).


Zalać wodą tak, aby pokryła zawartość.
Cebule obrać, wbić w nie goździki.


Gotować na bardzo małym ogniu (3 godziny).
Po pewnym czasie dołożyć bekon i wszystkie przyprawy.
Gdy fasola będzie miękka (???), wyjąć bekon, pokroić w kostkę i dodac do kapuśniaku.
Wyjąć pęczki ziół.
Podawać bardzo gorący.
To tyle oryginalnego przepisu z książeczki "Kuchnia francuska" M.Iwaszkiewicz, S.Włodek. Warszawa 1976 r.
A sposób gotowania tej zupy trzeba po prostu "wyczuć"...
Już w trakcie gotowania cała kuchnia wypełniona była wspaniałym rozgrzewającym aromatem.
Mimo oporności fasoli zupa była pyszna ...

sobota, 2 lipca 2011

Owocowa nalewka na rumie - początek truskawkowy.

Udało mi się upolować (chociaż z wielkim trudem) jedne z ostatnich chyba truskawek.
Mocno się zawzięłam  właśnie na truskawki, bo już od dawna chciałam zrobić nalewkę owocową.
I zapoczątkować ją truskawkowo.


Mam w swoich książkach duży zapas przepisów na alkoholowe nalewki owocowe.
Przepisy sobie, a ja od lat  się zbierałam do takiej nalewki, jak dotychczas bez efektu.
Do czasu, gdy w środku sezonu truskawkowego trafiłam na ten przepis u Bei. 

W końcu się zmobilizowałam i teraz, gdy już właściwie po sezonie, truskawki są kupione i nalewka nastawiona - jak to się kiedyś mówiło.

Nalewka owocowa na rumie
Do dużego słoja wkładamy umyte, osuszone truskawki, zasypujemy cukrem.
Następnie zalewamy rumem i szczelnie zamykamy.
A później dodajemy kolejne owoce lata – za każdym razem zasypując owoce cukrem i zalewając rumem.
Po ostatnim dołożeniu owoców czekamy z degustacją jeszcze 2-3 miesiące.
Można dodać laskę wanilii lub cynamon.

Przepis podaje: tyle samo cukru co owoców, ale zastosowałam się do uwag Bei, że to może być nadmiar słodyczy.
Dałam mniej cukru: na 30 dkg truskawek, 20 dkg cukru.

Jak widać na zdjęciu niektóre truskawki są przekrojone.
Raczej to chyba bardzo nie wpłynie na smak całości, ale przy kupnie nie miałam co wybrzydzać.
Była tylko jedna partia i to różnej wielkości.
A ponieważ użyłam gąsiorka od wina ( z wąskim otworem) musiałam niektóre truskawki przekroić.
Opcja wpychania na siłę zamieniłaby owoce prawie w mus truskawkowy.


piątek, 1 lipca 2011

Festiwalowy początek

trzeci letni festiwal zupy zaproszeniePogoda pięknie się dziś załamała, co miało już nastąpić od kilku dni.
Szczególnie wczoraj mnie dobił słyszany kolejny raz komunikat: "jutro w dalszym ciągu chłodno i pochmurno".
Nie wiem, jak w dalszym ciągu, skoro u mnie ( w mieście oddalonym od stolicy nie tak bardzo daleko) cały mijający tydzień to jeden wielki duszący upał.

A dziś od rana rzeczywiście przyjemny chłodek i uroczo siąpiący cały czas deszcz.
Nie myślcie, że mówię to z perspektywy domowego zacisza -nic z tych rzeczy.
Od rana kilkakrotnie przemieszczałam się po mieście (tramwajem, nie samochodem), więc odpowiednio zmarzłam, przewiało mnie, zachlapało mnie.
Ale co tam! ja uwielbiam deszcz i chłodek (na złość ubrałam się oczywiście nieodpowiednio).

W  taką pogodę, letnio-chłodną, na inaugurację Letniego Festiwalu  świetna jest ta zupa, o której poniżej.
Przepis pochodzi z książeczki "Kuchnia gruzińska" Grażyny Strumiłło-Miłosz.
Mam kilka książeczek z tej serii i chętnie z nich korzystam.
A zupa jest świetna również dlatego, że mało przy niej pracy.

Pikantna zupa gruzińska

Podaję dokładnie przepis z książeczki, bo według niego ugotowałam zupkę.
Jedyne różnice to ominięcie niektórych elementów.
Składniki:
- 40 dkg wołowiny lub wieprzowiny z kości (ja gotuję bez kości)
- 2 cebule
- 2-3 pomidory
- 3-4 ząbki czosnku
- 1/4 szklanki ryżu
- 6-7 śliwek marynowanych
- 1 łyżka tłuszczu
- ostra mielona papryka, przyprawy ziołowe (według gustu pani domu)
- zielona natka pietruszki
- zielona kolendra (brak)
- kilka listków mięty świeżej lub suszonej
- sól, pieprz


Mięso dokładnie umyć, pokroić na niewielkie porcje, włożyć do rondla, zalać zimną wodą (6 szklanek) i gotować.
Gdy mięso trochę zmięknie wrzucić ryż, drobno pokrojoną cebulę, przyprawy ziołowe, roztarty z solą czosnek i pieprz.
Pomidory sparzyć wrzątkiem, obrać ze skórki, pokroić w ćwiartki, podsmażyć na tłuszczu i dodać do zupy.
Dodać śliwki pokrojone w paseczki.
Przed podaniem posypać zupę posiekaną zieleniną.