środa, 19 grudnia 2012

Boże Narodzenie w mojej kuchni

Ostatnio mam bardzo mało materiału do nowych wpisów na blogu.  Co nie znaczy, że nic nie gotuję.  Ale to co robię to najprostsze formy żywieniowe, a większość z nich już się we wpisach znalazła. Zrobiłam sobie teraz małą ściągawkę - taki bieżący spis świąteczny dla własnej wygody (nie wszystkie przepisy znam na pamięć), dopisując także potrawy z innych pór roku.  Skoro pasują do świąteczno-imprezowych okazji...
A jeśli jeszcze ktoś z nich skorzysta, to też dla mnie jakaś satysfakcja.

Zawsze stawiam na pierwszym miejscu słowo, czyli tutaj przepis/opis. I dlatego mam nadzieję, że marne zdjęcia (szczególnie z moich pierwszy wpisów) nie odstraszą już na wstępie. Prawdę mówiąc ostatnio zaczęłam się zastanawiać na tym, jak to się stało, że pozwoliliśmy (autorzy blogów) narzucić sobie presję ładnego zdjęcia.  To działa do tego stopnia, że blogerka nie wstawia przepisu na smaczne danie tylko dlatego, że jakoby zdjęcia są marne. Wiem, że to przebrzmiała przeszłość - książki kucharskie bez zdjęć. Ale ja się na takich książkach wychowałam kulinarnie, nauczyłam gotować i nadal zdjęcie wcale mi nie jest potrzebne. Nie mówię tu o wymogu ilustrowania zdjęciem wpisu biorącego udział w kulinarnej akcji, sama zawsze stawiałam taki warunek. To inna sytuacja.

Niestety, mamy teraz czas pokolenia obrazkowego. Przeczytałam na jednym z popularnych agregatorów blogowych takie stwierdzenie:  "najpierw oglądam zdjęcie, jeśli mnie nie zainteresuje nawet nie czytam przepisu na blogu". Trochę to mi wygląda na cofanie się w umysłowym rozwoju niektórych blogowych czytelników (może lepiej powiedzieć "widzów"?). 

Mam już dosyć własnej walki z aparatem, niesprzyjającymi warunkami w mojej kuchni (to nie jest wypasione atelier) i z nieumiejętnościami warsztatowymi, wpędzającymi mnie w coraz większe kompleksy. W końcu nie prowadzę bloga fotograficznego poświęconego jedzeniu.
Postanowiłam odciąć się od obowiązku ilustrowania wpisów zdjęciami za każdym razem. Oczywiście będę je dodawać, jeśli jakimś cudem  się nadadzą - według mojej oceny. Chociaż nie mam wielkich nadziei, bo kierując się zdaniem niektórych samozwańczo "opiniotwórczych znawców" powinnam wyrzucić większość moich zdjęć.
I tym buntowniczym akcentem kończę mój kolejny blogowy rok...




Potrawy wigilijne, świąteczne i sylwestrowe

- Bigos 
- Chili con carne z czekoladą
- Czerwona kapusta po lwowsku
- Czerwony barszczyk z pieczarkowymi bułeczkami
- Flaczki po polsku
- Kanapeczki z pasztetem i porem 
- Kapusta kiszona gotowana z kiełbasą i grzybami
- Kapusta z grochem
- Kardynał pomarańczowy
- Kawa czekoladowa 
- Kobieca sałatka
- Kompot z suszonych owoców
- Muffinki kurczęce
- Muffinki rumowe
- Nalewka owocowa na rumie
- Noworoczna sałatka warstwowa
- Ozorki w sosie chrzanowym
- Perliczka pieczona
- Pstrągi pieczone 
- Sałatka fasolowo-groszkowa z migdałami i dżemem morelowym
- Sałatka owocowa
- Sałatka śledziowa jak tort
- Sałatka śledziowa z fasolką
- Sałatka śledziowa z porem i marynowanymi pieczarkami
- Sałatka śledziowa z żurawiną
- Sałatka z kalafiora
- Sałatka z mandarynkami, oliwkami i serem feta 
- Sałatka z wędzonej makreli
- Schab ze śliwkami gotowany na parze
- Staropolskie zrazy z grzybami i śmietaną 
- Śledzie po fińsku
- Śledzie po kaszubsku
- Śledzie pod pierzynką
- Śledzie w oleju
- Śledzie w śmietanie II
- Śledzie z musztardą
- Śledź w ostrym sosie
- Zupa grzybowa
- Zupa grzybowa pod pokrywką z ciasta





wtorek, 4 grudnia 2012

Czerwona kapusta - kolejne podejście

W ramach sprawdzania na zasadzie "czy ja już to lubię" kolejna wersja czerwonej kapusty.
O swoich uprzedzeniach do tego gatunku kapuścianego już pisałam. A teraz próbuję go polubić.
Przepis* ma co prawda w tytule określenie "po niemiecku", ale jak zawsze obawiam się, czy ma cokolwiek wspólnego z kuchnią niemiecką (której prawie nie znam).

Czerwona kapusta po niemiecku
 Składniki ( w mojej ilości):
- pół małej główki czerwonej kapusty
- 1 duża cebula
- 2 średnie jabłka
- 2-3 łyżki masła
- mały kieliszek czerwonego wytrawnego wina
- kieliszek soku malinowego
- sól, pieprz, cukier do smaku
w przepisie jest podany również sok z cytryny, ale w składnikach już nie - to częste niedoróbki w książkach z tamtych lat, więc mnie to nie dziwi.

Kapustę obrać z uszkodzonych liści, opłukać, usunąć głąb i grube nerwy, cienko poszatkować.
Jabłka umyć, obrać ze skórki, utrzeć na tarce (na grubszych oczkach).
Cebulę pokroić w półkrążki.
W garnku układać warstwami kapustę, jabłka i cebulę, jednocześnie przesypując przyprawami i dodając plasterki masła.
Zalać winem wymieszanym z sokiem malinowym i sokiem z cytryny.
Dusić na małym ogniu pod przykryciem, potrząsając od czasu do czasu naczyniem.


Potrząsanie garnkiem ma jakiś sens, bo potrawa sama się wymieszała bez łyżki, a smakowała mi bardzo.
Dodatek wina i soku malinowego to jest to!


* źródło przepisu"Bukiet z warzyw" cz.1,  H.Dębski, Warszawa 1980, wydawnictwo "WATRA


niedziela, 11 listopada 2012

Świąteczny obiad

Na ten dzisiejszy szczególny dzień chciałam przygotować obiad z tradycjami, na przykład pieczoną gęś. Szczególnie, że nigdy wcześniej gęsina nie pojawiła się na naszym stole, również w moim rodzinnym domu.
Ale zrezygnowałam z zakupu, gdy zobaczyłam co oferuje klientom sklep. A właściwie, w jakim opakowaniu.
Polska gęś w opakowaniu z niemieckimi napisami na obiad w Święto Niepodległości???
Nie tym razem...
Dodatkowo zdenerwowało mnie nabijanie klienta w butelkę - różnica w cenie podanej na chłodni, a na konkretnej gęsi - 6 zł za każdy kilogram. A że ptaszysko waży 4 kg...
I w ten sposób na naszym stole znalazła się  (również po raz pierwszy) polska perliczka w towarzystwie czerwonej kapusty (przeznaczonej dla gęsi). Zdjęcia fatalne, bo za oknem listopadowa ciemność obiadowa, a w mojej kuchni nie ma dobrego oświetlenia.

Perliczka pieczona


Wykorzystałam przepis z tej strony (perliczka po staropolsku), ale prawie identyczne można znaleźć w książkach kucharskich. Co prawda już Ćwierczakiewiczowa pisała, że dobra jest moda (jej współczesna), żeby nie posypywać drobiu tartą bułką, bo to nie higieniczne, ale posypałam. Wydłużyłam jedynie czas pieczenia, ale to moja indywidualna fanaberia.


Czerwona kapusta po lwowsku

- czerwona kapusta
- rodzynki
- sok z cytryny
- cebula (pominęłam, bo nie przepadam za cebulą w kapuście, jakiejkolwiek)
- tłuszcz (u mnie olej)
- mąka
- sól, pieprz, miód

Chyba kiedyś pisałam o mojej awersji do surówki z czerwonej kapusty, której unikałam przez wiele lat (najadłszy się kiedyś w nadmiarze pod presją na proszonych obiadach w rodzinie). U mnie w domu nigdy czerwonej kapusty nie jedliśmy, nie mogłam się przyzwyczaić do tego mdłego smaku. Teraz sama co jakiś czas próbuję, czy uda mi się zjeść bez przykrości smakowych i stąd dzisiejsza próba.

Kapustę oczyścić z uszkodzonych liści, usunąć głąb i grube nerwy, cienko poszatkować. Zalać niedużą ilością wrzącej osolonej wody, dodać opłukane rodzynki i gotować na małym ogniu, często mieszając - ok. 30 minut.
Po ugotowaniu skropić sokiem z cytryny. Dodać miód, sól i pieprz. Z drobno pokrojonej cebuli i mąki zrobić lekko rumianą zasmażkę, dodać do kapusty i chwilę pogotować.

Źródło przepisu: Barbara Jakimowicz-Klein "Kuchnia kresowa"

sobota, 10 listopada 2012

Pierwsze spotkanie z fenkułem

Nie jadłam wcześniej żadnej potrawy z fenkułem, chciałam poznać jego smak... spróbować chociaż raz, stąd wykorzystanie okazji sałatkowej z literą "F" do kolejnego Zaproszenia na blogu Baru sałatkowego.
Jako że to moja premiera, więc nic nie kombinowałam, ale pilnie przestudiowałam dostępną literaturę.
Na początek wybrałam przepis z tego bloga, który należy do moich ulubionych (zaglądam do niego regularnie).
Moja wersja jest troszkę inna - nie użyłam brązowego cukru (zastapiony białym), nie dodałam pestek dyni, ani szczypiorku, a jabłka obrałam ze skórki (nie była zbyt piękna). Zmieniłam również ilości składników dressingu, na przykład sok z połowy cytryny to według mnie za dużo.
Nie upozowałam również fenkuła do zdjęcia i jak zwykle u mnie główny bohater po wymieszaniu schował sie gdzieś za innymi i jest mało widoczny.
Napisałam, że wybrałam "na początek", ale chyba "nie będzie następnej razy" , jak mawiał klasyk Kwinto.
Sałatkę, albo jak chce autorka bloga - surówkę,  zjadłam bez oporów, ale euforii nie ma, smak nie stał sie moim ulubionym... ale nie mówię, że na pewno nigdy... Może jednak spróbuję wersji gotowanej lub pieczonej, bo ostatnio na innym znajomym blogu pojawiło się kilka zachęcających przepisów.

Surówka z fenkułem, selerem naciowym i jabłkami



Składniki:

- 1 mniejsza bulwa fenkułu (kopru włoskiego)
- 3 łodygi selera naciowego
-  1 jabłko
- mix sałat
- sól morska, świeżo zmielony czarny pieprz




Na dressing:
- 2 łyżki oliwy
- trochę soku z cytryny  
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka cukru
- 1 łyżka octu jabłkowego (domowego)

Składniki dressingu wymieszać w miseczce. 
Fenkuł  przekroić na 4 części , odrzucić cienkie łodygi i posiekać na jak najcieńsze plasterki.
Włożyć do  salaterki, dodać też koperek znajdujący się przy końcu bulwy. 
Seler naciowy posiekać na cieniutkie plasterki (dodać również listki).
Jabłko obrać ze skórki, pokroić w ćwierćplasterki (też cienkie), dodać listki sałat.
Wymieszać, doprawić solą morską i pieprzem. 
 Na koniec polać dressingiem i całość delikatnie wymieszać.

Zjedliśmy sałatkę/surówkę jako dodatek do domowego fast fooda

Chlebki pita z wkładką 

- mięso indycze pokrojone w małą  kostkę, wymieszane z różnymi przyprawami i olejem, usmażone
- plasterki czerwonej cebuli
- plasterki pomidora
- kukurydza z puszki
- chlebki


a cały zestaw skonsumował z wielkim apetytem również nasz rodzinny 3-latek 


sobota, 3 listopada 2012

Kolejne podejście smakowe

Zupa-krem z pieczonej dyni, papryki i czosnku 


Tym podejściem sprawdzałam smakowo "czy ja już to lubię", jednocześnie wykorzystując następną część podarowanej dyni. Zrobiłam zupę-krem z pieczonych składników według tego przepisu od Bei.
Przygotowałam zupę dokładnie w podany sposób, nie zmieniając składników, więc nie będę kopiować tekstu.



Niestety, okazało się tym razem, że jednak dynia to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Ta zupa mi nie smakowała - metodą etapowego dodawania przypraw próbowałam coś zmienić, zupa była coraz bardziej pikantna, a i tak mdły smak pozostał. Chyba jestem jakimś bardzo opornym przypadkiem anty-dyniowym. Może to też zależy od rodzaju potrawy. Jadłam (poczęstowana) ciasto z dodatkiem dyni i tam mi nie przeszkadzała. Sama robiłam Śledzie z dynią i też nie było źle. Mam jednak mojego M., któremu bardzo rzadko coś nie smakuje, więc zupa się nie zmarnowała...

środa, 31 października 2012

I u mnie niespodziewanie dyniowo...

Nie myślałam, że akurat teraz, w samej końcówce kolejnego Festiwalu Dyni, w mojej kuchni też zagości jakaś dynia. Po kilku próbach (w poprzednich latach) jednak nie przekonałam się do tego warzywa, chociaż co roku Bea wspaniale zachęca do poznawania kolejnych odmian i próbowania nowych potraw.
Tak się jednak stało, że dostałam teraz ok. 2 kilogramów dyni w czystej postaci, czyli już obranej i wypestkowanej, tylko używać.W takiej sytuacji nie było wyjścia...
Nie wiem, jaka to odmiana - po prostu Dynia.

Wybrałam na początek przepisy z dynią pieczoną, szczególnie zachwalaną wersją.

Jako pierwszy wykorzystałam prościutki przepis, który znalazłam na blogu Dobromiły

Dynia pieczona z boczkiem 

Potrzebujemy niewiele składników:
- dynię
- wędzony boczek
- sól, mielone chili
- oliwę z oliwek

Dynię umyć, wykroić pestki i pokroić na grube plastry.
Boczek  pokroić na cienkie plasterki i owinąć nimi plastrydyni (można spiąć wykałaczkami lub szpikulcami). Ułożyć w naczyniu żaroodpornym, lekko posolić i posypać chilli,  skropić oliwą.
Piec pół godziny w temperaturze 200°C.



To jedyny przepis, z jakim zmieszczę się rzutem na taśmę w Festiwalu Dyni

  
A tu się piecze zestaw na jutrzejszą zupę

wtorek, 18 września 2012

Śniadaniowa moda

Śniadaniowa moda, którą obserwuję w internecie ma dwa, dość wyraźne,  nurty.
Blogi poświęcone tylko tematyce śniadań oraz publicystyka promująca inne początku dnia, czyli celebrowanie śniadania, leniwe delektowanie się smakami, "śniadania na mieście" itp.
O ile tematyczny wyróżnik blogów nie jest niczym nadzwyczajnym, bo są przecież blogi poświęcone tylko słodkim wypiekom, tylko pieczeniu chleba, więc dlaczego nie tylko śniadaniom. Mnie to nie przeszkadza, każdy sobie pisze o czym chce i jak chce. Natomiast teksty promujące ten nowy rzekomo trend, odbieram jako nachalną reklamę i wprowadzanie czytelnika w błąd. Nie uwierzę, że cała Warszawa nagle rezygnuje  z domowego jedzenia i wyskakuje do lokalu, gdzie za dużą kasę coś spożywa o świcie. Wystarczy zresztą poczytać komentarze, pogadać z ludźmi.
Na pewno takie zjawisko jest - tak jak napisano, wśród ludzi młodych, którym kasa i luźny styl życia na to pozwala. Co dla mnie jest także kolejnym snobizmem i owczym pędem. Ale zawsze była grupa ludzi, niezależnie od ustroju, która mogła pozwolić sobie na przesiadywanie w kawiarniach, czy restauracjach. Tutaj nikt nie odkrył Ameryki.
Drażni mnie natomiast zachwyt widoczny w niektórych tekstach i propagowanie wręcz takiego stylu życia.
Nie jestem ani feministką, ani zakamieniałą konserwatystką, ale ja osobiście dostrzegam po prostu w takich tekstach zachęcanie do uciekania od tradycyjnego życia rodzinnego. I nie ma tu dla mnie znaczenia, czy to życie rodzinne jest potwierdzone ślubnym papierkiem, czy nie. Czy rodzina składa się z męża, żony, dzieci, czy jest to młoda zakochana para, we dwójkę tworząca swój dom.
Czy i tutaj - w sferze domowego jedzenia, to co tradycyjne jest niemodne i śmieszne?

Zjadam śniadania tylko w domu, chociaż gdybym chciała mam możliwość zjedzenia na mieście.
Ale nie chcę, bo czuje coraz większy opór przed zjedzeniem czegoś niewiadomego pochodzenia.
Poza tym mnie nie stać na stałe żywienie się w lokalach i wkurza mnie, gdy czytam jak  to niewiele kosztuje. Widocznie autorzy tych tekstów nie orientują się w prawdziwej sytuacji finansowej zwykłych obywateli, a swoje informacje kierują do wybranej grupy docelowej.
A tak w ogóle to jestem już poza nawiasem zainteresowania wszelkich mediów, grup ankieterów - dzwoni taka panienka i coś chce, ale szybko rezygnuje "o przepraszam, nie mieści się pani w tej grupie wiekowej"... że o sejmie i rządzie już nie wspomnę.

Moje śniadanie

Grzanka z jajecznicą i kurkami

Grzanka z domowego chleba (wypiek z maszyny) cieniutko posmarowana masłem - takie maźnięcie ledwo, ledwo... jajecznica... kurki usmażone na maśle - pyszności....

niedziela, 16 września 2012

Kurki prawie jesienne


Uwielbiam kurki... w sensie kurki-grzyby...
za ich aromat i smak...
wygląd (to jedyne grzyby, które mam szansę znaleźć w lesie)...
oraz za to, że są elementem moich najmilszych wakacyjnych wspomnień.
Tylko, że zawsze jedliśmy je na początku lata, a nie na końcu. Ale już przecież obiecałam sobie nie dziwić się anomaliom rynkowym, więc kiedy trafiłam w sieciowym sklepie na pudełeczka z piękną zawartością, natychmiast je kupiłam. To zresztą też dziwoląg, bo takie grzybki zawsze kupowało się na rynku, prosto"od baby", z miarą na kubeczki. W tym roku tak się złożyło, że ani razu ich nie jedliśmy. Na początku sezonu były za drogie, a później rzadko robiłam zakupy na rynku (upały mnie zniechęciły do włóczenia się po rozpalonym placu).
A teraz, w porze dość nietypowej, rozkoszuję się kurkowymi potrawami.

W pierwszej kolejności oczywiście była zupa - według tego przepisu, w zestawie z ziemniakami okaszonymi smażoną cebulką - pycha... Oczywiście wolałabym prawdziwe niezdrowe skwarki, ale i tak już grzeszę grzybkami.


A dzisiaj kolejna pyszna wersja, czyli sos...

Makaron z sosem kurkowym

Ten sos jest najprostszą i najskromniejszą wersją, jaka chyba może być. Bo składa się tylko z grzybków i dodatków.
Nie ma tu cebuli, ani czosnku, ani świeżej zieleniny, a z przypraw tylko sól i pieprz. Celowo nie wzbogacam sosu o inne składniki, bo chcę czuć smak i zapach kurek. Przygotowanie tego sosu właściwie niewiele się różni od przyrządzania zupy - wszystkie czynności są takie same, tylko gęstość sosu jest większa niż zupy.


Składniki:
- grzyby kurki (ok. 25 dkg)
- 1 łyżka masła
- trochę wody
- 1 łyżka mąki
- 3 łyżki śmietany
- sól, pieprz

Grzyby bardzo dokładnie wypłukać (w kilku wodach), osuszyć, większe okazy pokroić. Smażyć 5 minut na rozgrzanym maśle, dodać trochę gorącej wody i udusić do miękkości. Co prawda spotkałam się w wielu miejscach z krótkim, kilkuminutowym smażeniem i na tym koniec, ale ja zawsze daję grzybom czas na pogotowanie się trochę dłużej (ok 15-20 minut).
Mąkę rozprowadzić w kilku łyżkach zimnej wody, dodać śmietanę, dokładnie wymieszać z kilkoma łyżkami gorącego wywaru grzybowego, wlać do grzybów - zagotować.

Osobno ugotować makaron - rodzaj dowolny, na jaki mamy chęć.
Ja ugotowałam  zwykły makaron o polskiej nazwie " Gniazda wstążki. Makaron wałkowany". Prawdę mówiąc zawsze używałam polskich nazw makaronów (muszelki, świderki, rurki, wstążki, kokardki itd), więc pojawienie się na opakowaniach nazw włoskich nic u mnie nie zmieniło. Tyle lat gotowałam rurki (co prawda krojone prosto, a nie na ukos) i nagle nie stały się dla mnie penne. Tym bardziej, że nie lubię makaronów ugotowanych al dente, więc moja włoska kuchnia jest bardzo spolszczona pod tym względem.


piątek, 7 września 2012

Dziękuję za zaproszenia

Nie mam (albo nie znam)  innej możliwości bezpośredniego zwrócenia się do osób, od których otrzymuję zaproszenia do FB. Dlatego piszę tutaj. Zawsze odpowiadam na otrzymane wiadomości, dlatego wybrałam to miejsce.
Nie mam konta na FB i nie zamierzam go zakładać, dlatego też nie dołączę do grona znajomych wielu osób.
Dziękuję za nadsyłane zaproszenia,  ale z powodów technicznych nie mogę ich przyjąć.
Umieszczę osobną notkę na bocznym pasku bloga,  żeby "była jasność" (jak to się kiedyś mówiło).
Dlaczego FB "nie"?
Z kilku powodów, ale nie będę szczegółowo o nich pisać - nie podoba mi się taka totalna inwigilacja i to niech będzie odpowiedzią...

niedziela, 26 sierpnia 2012

Biała kapusta z jabłkami i pomidorami - przypomniany przepis

Niedawno usłyszałam domowe pytanie z domieszką lekkiej pretensji, że są podobno przepisy na kapustę z pomidorami... i dlaczego ja takiej nie gotuję. Odpowiedziałam, że nie gotuję, bo... nie lubię. To prawda, nie przepadam za tym połączeniem, chociaż kapuchę i pomidory uwielbiam, ale każde z osobna.
Jednak przypomniałam słowem i czynem mojemu M., że po pierwsze już kiedyś jadł taką kapustę, którą ja mu ugotowałam (fakt, że było to wieki temu). A po drugie - proszę bardzo, mogę zrobić.
Do tego celu wykorzystałam przepis z mojej ulubionej książeczki (pierwszy człon tytułu zawsze odrzucam)*, którą nabyłam jako jedną z pierwszych na samym początku swojej drogi kulinarnej. Przez te lata korzystam z niej stale, co widać...


Składniki (ja wykorzystałam podwójną porcję wszystkiego):
- 1/4 średniej główki kapusty
- 1 szklanka wrzącej wody
- 1 czubata łyżeczka masła
- 1/2 łyżeczki kminku (nie używam kminku)
- 2 kwaśne jabłka (obrane)
- 2 dojrzałe pomidory (bez skórki)
- 1 łyżeczka cukru
- sól, pieprz


Kapustę drobno pokroić, zalać wrzącą wodą i gotować 15 minut. Następnie dodać masło, pokrojone jabłka i pomidory - gotować dalsze 15 minut, mieszając co jakiś czas. Na końcu dodać cukier, sól, minimalnie pieprz  i ewentualnie jakieś swoje ulubione przyprawy.
Podana ilość wody jest wystarczająca, żeby kapusta nie przywarła do dna garnka.

Do tego tłuczone ziemniaczki, okraszone cebulką przyrumienioną na oleju...

Przepis dodaję do akcji:
Warzywa psiankowate 2012

*źródło przepisu:


czwartek, 16 sierpnia 2012

Urodzaj jabłek wszelakich

Ten rok w naszym ogrodzie jest wyjątkowy, nie pamiętamy takiej ilości jabłek na wszystkich jabłonkach.
Zeszłoroczne zbiory, to może było 10 jabłek w ogóle... a teraz - mamy klęskę urodzaju (jak ze zbożem u Dyzmy).
Nie planowałam wielkiego przeróbstwa słoikowego, ale w tej sytuacji grzechem byłoby jakoś tego nie zagospodarować (przynajmniej częściowo). I tak kilkanaście wiaderek spadów (niedojrzałych i zepsutych) trafiło już do kompostowego dołka. I tak będzie jeszcze długo, bo jabłka wiszą na gałęziach gęsto jak winogrona.


Oprócz zapełniania słoików jabłka wypełniają nasz jadłospis.
Na początek najłatwiejsze placki, zwane też często racuszkami, chociaż u nas w domu były to zawsze "placki"
To sposób z kuchni mojej Mamy, zapamiętany z najdawniejszych lat...
Wiem, że to wpis z gatunku "oczywistych", tak prosty i łatwy, ale to także część naszej codziennej kuchni.

Placki z papierówkami

Oczywiście mogą być każde inne jabłka

Składniki:
- jabłka
- 1-2 jajka
- mąka
- mleko (może być maślanka lub tylko woda)
- cukier
- cukier waniliowy
- cynamon
- sól
- olej do smażenia

Jabłka obrać, pokroić w bardzo cienkie plasterki, wymieszać z cukrem i cynamonem.
Można również utrzeć jabłka na tarce (na grubych oczkach).
Jajka roztrzepać  z mlekiem, dodać mąkę i cukier waniliowy, lekko posolić - ciasto powinno być nieco gęstsze niż na naleśniki. Dodać jabłka, wymieszać.
Smażyć z obu stron na złoty kolor (nie przykrywać w trakcie smażenia!).
Posypać cukrem...


niedziela, 12 sierpnia 2012

Brzoskwiniowe lassi

Fantastycznie pyszne w smaku... na upały idealne...


Składniki:
- 3 brzoskwinie
- 1 szklanka jogurtu naturalnego
- 1 szklanka wody z lodem (pół na pół)
- 2 czubate łyżki cukru












Brzoskwinie obrać ze skórki, pokroić na małe kawałeczki.
Zmiksować dokładnie razem z jogurtem, wodą i cukrem.
Schłodzić w lodówce...

Co prawda to jeszcze nie mango lassi, ale ciągle mi się to mango wydaje za drogie na moją kieszeń.
Może nie trafiam do właściwych sklepów.

Wpis dodaję do akcji Maggie 
 Kuchnia indyjska


piątek, 10 sierpnia 2012

Jajka sadzone w paprykowych obręczach

Taką wersję posadzenia jajek zobaczyłam kilka dni temu u Adrijah.
Bardzo mi się spodobała wizualnie ta propozycja, a smakowo też zapowiadała się dobrze. Chciałam jak najszybciej ją wypróbować, co u nas nie jest problemem, bo jajka uwielbiamy i podjadamy codziennie. A że dzisiaj rozpoczęła się akcja "Warzywa psiankowate", to akurat jest okazja do wypróbowania we wspólnym gotowaniu na inaugurację. Wspólne gotowanie  tym razem w składzie: Maggie, Mops w kuchni, Panna Malwinna i ja - przepis dowolny.

Maggie - Pieczone pomidory nadziewane ryżem i jagnięciną
Mops w kuchni - Bakłażanowe krążki
Panna Malwinna - Papryka faszerowana po marokańsku


Składniki:
- jajka
- papryka czerwona
- olej do smażenia
- sól, pieprz ziołowy, ewentualnie inne ulubione przyprawy

Paprykę pokroić na plastry/obręcze, usunąć pestki. Ja wykorzystałam największe kółka, żeby jajka się na pewno zmieściły, ale trochę przesadziłam z szerokością (albo wysokością). Następnym razem zrobię węższe.
Paprykę podsmażyć z jednej strony, przełożyć na drugą stronę i ostrożnie wlewać do nich jajka.


Każde jajko wbić najpierw do małego garnuszka lub miseczki. Jajka posolić, posypać pozostałymi przyprawami, przykryć pokrywką i smażyć na małym ogniu do uzyskania ulubionego poziomu ścięcia się jajka.
Ja nigdy nie przykrywam jajek, tym razem zastosowałam się do przepisu, no i uzyskałam takie bąble.



Warzywa psiankowate 2012

piątek, 3 sierpnia 2012

Kawowe lassi

Są pewne słowa i zwroty, których brzmienie sprawia nam przyjemność, a czasami jest miłym dreszczykiem tajemniczości. Mango lassi - to jedno z takich określeń. Lubię je wymawiać...
Na dzisiejszy kolejny upalny dzień Panna Malwinna zaproponowała we wspólnym gotowaniu właśnie takie orzeźwiające napoje z dalekiej Azji - lassi.
Chciałam oczywiście zrobić mango lassi, ale niestety... Kupienie mango w centrum dużego miasta nie jest łatwe, więc odkładam je na następny raz. Tym razem skorzystałam z gotowca, czyli przepisu od Malwi.

Kawowe lassi
Składniki:
- 4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
- 120 ml wody
- 300 ml jogurtu naturalnego (dobrze schłodzonego w lodówce)
- szczypta kardamonu
- 3-4 łyżeczki cukru
- lód w kostkach

Kawę zalać wrzącą wodą, dodać cukier, wymieszać i odstawić do ostygnięcia. 
Lód rozdrobnić blenderem (kilka kostek pozostawić w całości), dodać jogurt, zimna kawę i kardamon, wymieszać do otrzymania gładkiej masy.

Kuchnia indyjskaWspólnie gasiły pragnienie: Dobromiła (Dobre smaki), Gula (Bezglutenowe Kucharzenie Guli), Lejdi of the house, Maggie (W pewnej kuchni na Wyspach), Mirabelka (Mirabelkowy blog), Panna Malwinna (Filozofia smaku), Shinju (Kuchenne wędrówki Shinju) i ja.

Wpis dodaję do indyjskiej akcji Maggie

Oczywiście na czas robienia zdjęć przyszły chmury i przeszkadzały, ale upragnionego deszczu jak nie ma tak nie ma...

Krótka edycja:
Zapomniałam napisać, że mój M. po opróżnieniu szklanek  (ja właśnie pisałam tego posta) zawołał z pokoju:
- Nie masz jeszcze trochę? bo dobre było..
Fakt - było pyszne, więc teraz na pewno będą kolejne lassi, czyli nasz poczciwe koktajle mleczne, w egzotycznej odsłonie.
Zawsze przy okazji tych napojów przypomina mi się Anula z "Wojny domowej" i jej pytanie z niewinną minką: "Ciocia zwraca za koktajle?... mleczne". Dodajmy, że z mocno naciągniętą ceną.


środa, 1 sierpnia 2012

Moje curry z kurczaka

Upał... upał...upał... - już mówiłam wielokrotnie, jak wręcz nienawidzę takiej pogody.
To pozbawia mnie resztek sił i nie dołączyłam w terminie do wspólnego gotowania na temat curry z kurczaka na rozpoczęcie akcji indyjskiej Maggie.
Coś jednak trzeba jeść, ale gotuję to, co da się zrobić szybko i przy minimum wysiłku kuchennego.
Na przykład  
Curry z kurczaka



Składniki:
- mięso z kurczaka (bez kości)
- 1 posiekana cebula
- 1 zgnieciony ząbek czosnku
- 1/2 łyżki startego lub pokrojonego świeżego  imbiru
- 2 łyżeczki curry (można dać więcej)
- 1 duży pomidor pokrojony w kostkę (bez skórki)
- sól, sok z cytryny (po 1 płaskiej łyżeczce)
- liście kolendry lub mięty (zapomniałam dodać, chociaż miałam przygotowane listki mięty)
- olej do smażenia
- ryż

Mięso pokroić w kostkę, podsmażyć na oleju, wyjąć z rondla i odłożyć osobno.
Podsmażyć cebulę, czosnek i imbir - 2 minuty.
Dodać curry i smażyć 1 minutę.
Dodać pomidora, sól i sok z cytryny, wymieszać.
Dołożyć kurczaka i smażyć aż sos zgęstnieje i kurczak będzie miękki.
Osobno ugotować ryż.
Podawać posypane posiekaną kolendrą lub miętą.

Kuchnia indyjska

niedziela, 29 lipca 2012

Foul mdammas

Kiedy Panna Malwinna zaproponowała do wspólnego gotowania Foul Mdammas, dołączyłam po dodatkowym wyjaśnieniu, że to "coś z bobu". Na tym moja wiedza się wyczerpała. Miała to być kolejna własna realizacja, według dowolnego przepisu, więc wypadało się dokształcić. Wrzuciłam hasło do wyszukiwarki i oprócz anglojęzyczynych stron (nie lubię, bo nie znam) najczęściej pojawiały się wpisy z bloga Malwinny. Oczywiście na tym poprzestałam i zrobiłam swoją wersję według przepisu od Malwi.
Jednak ciekawiła mnie nazwa, bo trafiłam na różne wersje pisowni i owszem, znalazłam trochę informacji o samej potrawie, ale nadal nie wiem jak zapisać. Ponieważ to potrawa z kuchni arabskiej, dałam sobie spokój ze spolszczaniem pisowni.
Co to jest Foul mudammas (ful medames, foul mdamas)?
Popularna w Egipcie potrawa na śniadanie (ma swoje korzenie w Sudanie). To gotowana odmiana afrykańskiego bobu, - z oliwą, sokiem ze świeżych limonek, kuminem i liśćmi kolendry oraz wbitym na koniec jajkiem.
Je się ją zawsze z gorącymi podpłomykami, czasami z dodatkiem tahiny, pomidorami i ostrym sosem.

Dotychczas jedyną formą spożywania bobu była u nas w domu ta najprostsza, czyli gotowany bób polany masełkiem. Lubię bób, ale nie lubię obierania go, a z kolei nie lubię bobu w skórce.
Wielką miłośniczką gotowanego bobu była poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Uważała, że pomaga jej w tworzeniu...

Taką sałatkę robi się bardzo szybko, jeśli nie liczyć czasu potrzebnego na wyłuskanie zielonych ziarenek...

Sałatka z bobu

Składniki:
- ugotowany i obrany bób
- pomidor
- posiekany czosnek
- posiekana natka pietruszki
- sok z cytryny
- oliwa
- sól do smaku
- kumin, pieprz cayenne


Bób od dawna gotuję na parze, po ostudzeniu obieram ze skórki.
Pomidora również obieram (po sparzeniu wrzącą wodą) i kroję w kostkę.
W miseczce  wymieszać bób, pomidora, natkę pietruszki, czosnek. Całość lekko posolić, skropić sokiem z cytryny i polać oliwą. Na wierzchu posypać szczyptą kuminu i pieprzem cayenne.


To było wspólne gotowanie w wersji dwuosobowej - Malwi i ja...

Sałatki w podróży zaproszenie(Warzywa strączkowe-edycja letnia 2012


niedziela, 22 lipca 2012

IV Letni Festiwal Zupy - Podsumowanie

Nasz blogowy, już czwarty, Letni Festiwal Zupy zakończony i pora na podsumowanie tej akcji.  Po wizytach na wszystkich blogach i lekturze zgłoszonych przepisów nasunęło mi się kilka wniosków związanych z naszymi akcjami. Dzięki udziałowi i organizacji w ciągu minionych czterech lat mam dość dobre rozeznanie w kulinarnej blogosferze (oczywiście polskiej) i możliwość porównania z minionymi akcjami, nazwijmy je "archiwalnymi" (jak to funkcjonuje na agregatorach). Porównania dotyczące poziomu wpisów. podejścia do samej zabawy itp.
Napiszę tylko o jednym. W porównaniu z wcześniejszymi akcjami, ta ostatnia jest swego rodzaju akcją nowych blogów. Oprócz dosłownie kilku znanych mi dobrze znajomych blogów, do akcji zgłosili się w większości blogerzy, których blogów wcześniej nie znałam. To było ciekawe doświadczenie, lektura tylu nowych stron. Wśród tych nowości znalazłam kilka ciekawych, do których pewnie będę zaglądać. Z kolei blogerzy, z którymi zaczynałam swoją przygodę blogową,prawie już nie biorą udziału w akcjach. Czyli  to pewnego rodzaju blogowa zmiana warty, która niesie ze sobą zmiany w przebiegu samych akcji.

I dlatego też podsumowanie tej akcji zrobiłam pod kątem blogów, a nie jak wcześniej, w porządku alfabetycznym wpisów.
Zbiór tej akcji zawiera  96 wpisów na  64 blogach (jeśli nie pomyliłam się w liczeniu).

Pozostawiłam oryginalne tytuły postów lub potraw, chociaż w kilku przypadkach nie zgadzam się z niektórymi określeniami oraz ich zastosowaniem.
Zgłoszonych wpisów było więcej, ale nie spełniały zasad akcji podanych w Zaproszeniu.
Wiem, to tylko zabawa, ale gry i zabawy też mają swoje zasady, których nawet małe dzieci uczą się przestrzegać.


Dziękuję wszystkim uczestnikom tej akcji za przyjęcie mojego zaproszenia i udział w zabawie :)...

Agatka gotuje i smakuje:  - Zupa koperkowa z kluskami lanymi

Apetyczny, aromatyczny, kulinarny - BLOG!:
- Klasyczna zupa ogórkowa 
- Zupa ogonowa

Apetyt i Smak:  - Zupa koperkowa

Bernika - mój kulinarny pamiętnik: - Chłodnik pomidorowy z warzywną wkładką

Blogowa książka kucharska: - Zupa cytrynowa

Bon Appetit Małgorzaty:
- Acquacotta, czyli toskańska wodzionka
- Portugalska zupa marchewkowa
- Szpinakowa na zakwasie z wasabi i naleśnikiem
- Wege szary barszcz na zakwasie z kaszą i otrębami
- Zupa krem z cukinii
- Zupa z bobu aromatyzowana miętą afrykańską

Codojedzenia.pl: - Zupa z grillowanych pomidorów i czerwonej papryki

Corner With Recipes: - Krem z cukinii

Człowiek jest tym, co zje...:
- Zupa jarzynowa
- Pastina

Dobre smaki: - Minestrone prawie po lombardzku

Eksperymenty kuchenne:
- Chłodnik ogórkowy z awokado i wasabi
- Zielona zupa z imbirem, batatem, szpinakiem, porem i botwinką
- Zupa rabarbarowo-marchewkowa

Emma gotuje: - Chłodnik groszkowy

Facet Na Talerzu:
- Andaluzyjskie Gazpacho
- Krem z cukinii

Facet z nożem: - Chłodnik arbuzowy

Feed me better!: - Zupa z pieczonych pomidorów

Filozofia smaku:
- Chłodnik z botwinki
- Minestrone alla milanese

Fun & Taste: - Zielona zupa z Libanu

Jaśmina w kuchni:
- Zupa  curry z soczewicą i fasolką szparagową
- Zupa wielowarzywna

Ja tu gotuję: - Zupa z zielonej żaby

Jedz i smakuj: - Marchewka, ziemniak i koperek

Karolina w kuchni: - Chłodnik z owoców lata 

Kaczodajnia: - Chłodnik z botwinki

Kipiący kociołek:
- Chłodnik kremowy z rukoli
- Chłodnik z melona i świeżego ogórka
- Gazpacho z arbuza, pomidorów i świeżego koziego sera
- Rosół pachnący trawą cytrynową, imbirem i limonkami

Kocurkowe rozmyślania w kuchni u anielki:
- Domowy rosół
- Krem z groszku

Koty kuchenne Oczka: - Zupa szpinakowo-jogurtowa

Kuchara: - Chłodnik

Kuchenne wzloty i upadki młodej mężatki: - Krem z pieczonego kalafiora

Kuchnia Beatki:
- Oberiba, czyli zupa z kalarepy
- Zupa warzywna z brokułami 

Kuchnia Breni: - Zupa krem szczawiowa

Kulinarna galeria arty-styczna: - Kremowa pomidorowa

Lejdi of the house:: - Zupa bardzo letnia

Mirabelkowy blog: - Letnia zupa z bobu i z pomidorów


Mit Liebe gekocht: - Zupa pomidorowa z croutons

Mówią weki: - Ostro-kwaśna na sposób tajski z kawałkami dorsza i makaronem

Niezła babka:
- Kapuśniaczek z młodej kapusty z dodatkiem soczewicy
- Pomidorówka z ryżem
- Zupa krem z cukinii z dodatkiem curry

Nutinkowe wypieki: - Szybka zupa serowa

Om nom nom: -  Pikantna zupa tajska

QuchniaWege: - Zupa krupnik szparagowy

Para-buch!: - Zupa krem z brokułów

Półka z przyprawami: - Minestrone

Przepisoteka: - Barszcz czereśniowy z nutą mięty

Różne Rzeczy: - Zupa małżowa

Słoiki napełniane marzeniami:  - Boeuf Strogonow 

Seven Days in Sunny June: - Krem z bobu z miętą

Smaczna Pyza: - Zupa krem z kalafiora

Smaczny kąsek: - Najwspanialszy krupnik babuni

Smaki i kolory świata:
- Chińska zupa seczuańska
- Chińska zupa z zielonej herbaty
- Flaczki sojowe
- Francuski krupnik
- Marokańska zupa z czerwoną soczewicą
- Zupa selerowa z orzeszkami ziemnymi
- Zupa z lebiody

Smak mojej kuchni: - Zupa kalafiorowa

Smakoterapia: - Lekka zupa szczawiowa

Smakowy Raj:
- Jednogarnkowe danie z kurczaka
- Kolorowe węgierskie leczo
- Ogórkowa w asyście innych pysznych jarzynek
- Zupa pomidorowa

Studnia Miodu: - Zupa ze świeżego zielonego groszku

Szybkie gotowanie: - Krupnik z młodych marchewek

Tarzynkowo: - Chłodnik

The Polish Foodie: - Krem z zielonego groszku z mascarpone

Tomek gotuje: - Zupa z ogórków małosolnych z cukinią

Trus pichci:
-  Zupa krem z cukinii
- Zupa krem z pieczarek

W koperkowej kuchni: - Chłodnik z botwinką

W pewnej kuchni na Wyspach: - Letnie minestrone

Z kartoflanego pola:
- Ajntopf
- Kolorowa zupa jarzynowa

Z zapachem wanilii we włosach: - Zupa ziemniaczana

Zacisze kuchenne: - Grecka zupa z zielonej soczewicy (fakes)

Zapiski kuchenne Peli:
- Chłodnik buraczkowy z rzodkiewkami i zielonym ogórkiem
- Chłodnik z pomidorami
- Letnia minestrone

Życie w apetycie: - Chłodnik litewski

Życie ze Smakiem: - Zupa kalafiorowa

Pożegnanie kulinarnych akcji

Po długim namyśle, rozważaniach "za i przeciw" postanowiłam zakończyć swoją przygodę z kulinarnymi akcjami  ze strony organizacyjnej. Nie będę już nic proponować na agregatorach blogów kulinarnych, a tu na blogu też raczej niewiele. Nie zarzekam się, że "nigdy", a jeśli jeszcze coś kiedyś zrobię, to naprawdę będzie jednostkowa sprawa.
Biorę udział w akcjach i sama je organizowałam ponad 4 lata. Czy to dużo, czy mało?
Cztery lata w naszej polskiej kulinarnej blogosferze to bardzo dużo - całe lata świetlne. W tym czasie przede wszystkim nastąpił niebywały rozrost owej blogosfery, ilość nowych blogów zwiększa się w zastraszającym tempie. Tak właśnie.. aż strach się bać. Wszyscy chcą pisać, ale z czytaniem innych już bywa gorzej.
Każdy ma prawo założyć sobie bloga i pisać o wszystkim, czego tylko zapragnie. Tak jak od zawsze wszyscy Polacy doskonale znają się na polityce i na medycynie, tak teraz jeszcze bardziej wszyscy znają się na gotowaniu. Kiedy czytam na blogach teksty "jestem x-latką, a gotowanie jest moją pasją od wielu lat", a obok widzę wpisy na żenującym poziomie (zarówno treści, jak i formy) "moje autorskie przepisy" ... - pozostawiam bez komentarza.

Ale nie o to chodzi w tym wpisie.
Dlaczego rezygnuję z akcji? Ano dlatego, że cała zabawa skręciła w jakimś dziwnym kierunku, który mnie osobiście wcale nie odpowiada. O swoim rozumieniu akcji kulinarnych wypowiadałam się już wielokrotnie przy różnych okazjach, więc nie będę ponownie rozwijać wątku. To, co dla mnie było najważniejsze zagubiło się gdzieś po drodze. Biorąc udział w akcji zawsze się do niej przygotowywałam - szukałam, czytałam, dokształcałam się. Akcja była okazją do wzbogacenia mojej wiedzy kulinarnej, czasami umiejętności kucharskich. Mimo tego, że gotuję w swojej kuchni naprawdę już bardzo długo (ponad 30 lat) nie mam problemu z uczeniem się od innych.

Teraz udział wielu blogerek  w akcji (bo to w większości są one), polega na wrzuceniu posta do tematu akcji na agregatorach. Celem nie jest wspólna zabawa kulinarna - chodzi tylko o lansowanie siebie i swojego bloga. Skoro w danym poście, ani w żadnym innym miejscu na blogu nie ma nawet śladu konkretnej akcji (banerka, linka do zaproszenia, albo chociaż słówka w tekście), jak to inaczej nazwać?

Osobną sprawą jest poziom merytoryczny niektórych proponowanych przepisów, ale ja nie mam zamiaru ingerować w cudze teksty. Natomiast nie mam ochoty ich firmować w swoich akcjach i w podsumowaniach.
Straciłam już cierpliwość i po prostu nie widzę sensu dalszego tracenia czasu na organizowanie akcji...

poniedziałek, 16 lipca 2012

Ciasto z wiśniami

Dość rzadko piekę ciasta i ciasteczka - zniechęcają mnie skomplikowane przepisy i wymóg ręcznego wyrabiania. Do tego jeszcze zalecane unikanie słodyczy... Nie eksperymentuję i nie kombinuję z przepisami, bo jeśli już coś piekę to najczęściej jest to związane z jakąś okazją i przyjściem gości. Wolę nie ryzykować, kiedy czas mnie goni... a co wtedy, gdy eksperyment się nie uda?

Na zaproszenie Mirabelki, związane z jej wiśniowa akcją, dołączyłam do wspólnego gotowania wyjątkowo (jak dla mnie) z ciastem. Akurat wcześniej trafiłam na ten przepis i wiśnie były w domu, przeznaczone do nalewki.

Jest taka stara piosenka przedszkolna o cieście ze śliwkami (swoją droga chyba muszę je zrobić po latach), która świetnie pasuje do tego przepisu:
Najłatwiejsze ciasto w świecie... tak,tak,tak
Nic, a nic się go nie gniecie...tak,tak,tak
To właśnie dla mnie - takie minimalistyczne propozycje, tylko wymieszać i już gotowe.


Ciasto z wiśniami

Składniki:
- 2 szklanki mąki (użyłam pszennej razowej do wypieku chleba)
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 szklanki cukru
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 2 łyżki kakao
- 3/4 szklanki mleka
- 1 jajko
- 1/4 szklanki oleju
- 1 szklanka wydrylowanych wiśni
- 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
- do posypania cukier puder


 

Kolejne czynności są takie same jak w przypadku ciasta na muffinki, czyli najpierw suche, potem mokre.

W misce najpierw wymieszałam suche składniki: mąkę, proszek, cukier, cukier waniliowy i kakao.    Dodałam mokre: mleko, jajko, olej, czekoladę startą na tarce oraz wydrylowane wiśnie - wymieszałam łyżką.  Przelałam ciasto do formy keksowej  wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu  również położyłam wiśnie. Foremkę wstawiłam do nagrzanego piekarnika (180°C) i piekłam 50 minut (sprawdzone patyczkiem). Ciasto pokrojone po całkowitym wystudzeniu.

 

 

Ciasto wszystkim bardzo smakowało- zgłaszali tylko petycje w sprawie większej ilości wiśni i czekolady. Chyba powrócę do tego przepisu z innymi owocami...

Wiśniowe wspólne gotowanie w składzie: Mirabelka ("Mirabelkowy blog"), Pluskotka ("Rodzinka od kuchni") oraz ja...

W wiśniowym sadzie - lato 2012


środa, 11 lipca 2012

Już nie będzie jak kiedyś...

... gdy owoce dojrzewały w swoim czasie, a my czekaliśmy na nie, ciesząc się, że właśnie nadchodzi sezon na truskawki... na czereśnie...na maliny... na wiśnie...
Chwilami mam wrażenie, że przyroda zwariowała, bo na przełomie czerwca i lipca w sprzedaży pojawiły się wszystkie owoce jednocześnie.
I jak tu spokojnie nastawiać wieloowocową nalewkę i zachowywać minimalną dwutygodniową przerwę?
Skoro teraz są dostępne wszystkie owoce, z których powstaje nalewka, to jak długo będą? jak w tych warunkach dać czas poszczególnym gatunkom, żeby się przegryzły?
Mój  M. zaproponował męskie rozwiązanie  - "nastaw każdy rodzaj w osobnym słoiku i dodawaj po kolei".
Zobaczymy co z tego wyjdzie - ciemne czereśnie i wiśnie przegryzają się osobno, maliny dziś trafiły bezpośrednio do wspólnego słoja z truskawkami i jasnymi czereśniami.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Chłodnik buraczkowy w kolejnej wersji

Chłodnik na bazie buraczków to jednak numer jeden dla mojego domowego chłodnikożercy.
A więc kolejna wersja

Chłodnik buraczkowy z rzodkiewkami i zielonym ogórkiem

Potrzebne są:
- maślanka
- śmietana
- buraczki
- rzodkiewki
- zielony ogórek
- czosnek
- koperek
- sól, pieprz ziołowy, cukier
- jajka ugotowane na twardo

Buraczki opłukać, obrać i jeszcze raz umyć w zimnej wodzie - ugotować  (ja gotuję na parze - szybko i wygodnie).
Po ostudzeniu zetrzeć na tarce.
Czosnek posiekać, pokroić rzodkiewki i obranego ze skóry ogórka.
Maślankę wymieszać ze śmietaną, dodać warzywa, posiekany koperek oraz wywar z buraczków, który się zbiera na tacce parownika.
Przyprawić do smaku



Wymieszać i dobrze schłodzić w lodówce.
Do miseczek włożyć posiekane jajko, wlać chłodnik, ozdobić gałązką koperku.



IV Letni Festiwal Zupy Zaproszenie