środa, 29 lutego 2012

Shish Tawouq (z syryjskiego przepisu)

Na zakończenie  II Festiwalu Kuchni Arabskiej organizatorka, czyli Panna Malwinna zaproponowała  proste kebaby z syryjskiej kuchni. Usiłowałam sobie przypomnieć, czy i jakie potrawy z kuchni arabskiej robiłam kiedykolwiek.
I jakoś nic mi się nie znalazło, może kiedyś coś...
Jak dotąd w mojej pamięci  jest niedawno gotowana zupa, na rozpoczęcie tego Festiwalu.
Nie wiem, czy kuchnia arabska mi smakuje, bo nie mam praktycznych podstaw, za mało dotąd spróbowałam.

Zrobiliśmy szaszłyki według jednego, tego przepisu.
Wersja od Malwinny:
Składniki na 2-3 porcje:
  • 475 g piersi z kurczaka pokrojonych w 2,5cm kostkę
  • marynata: 2 łyżki jogurtu, łyżka koncentratu pomidorowego, łyżeczka musztardy Dijon, pół łyżeczki słodkiej papryki, pół łyżeczki czosnku granulowanego, 1/4 łyżeczki pieprzu, 3/4 łyżeczki soli, łyżka octu balsamicznego, pół łyżeczki skórki z cytryny, łyżka soku z cytryny, łyżka oliwy
  • zielona papryka  (u mnie czerwona) pokrojona w grubszą kostkę
Składniki marynaty łączymy, wkładamy do niej kurczaka, marynujemy 24 godziny.
Patyczki do szaszłyków moczymy przez 30 min. w zimnej wodzie, nadziewamy na przemian kawałki mięsa i papryki (grillujemy/pieczemy/smażymy).


Ja wstawiłam na 30 minut do piekarnika nagrzanego na 180C. Może wystarczy 20 minut, ale mój piekarnik zawsze trochę dłużej musi pogrzać.


W rozmowach przed realizacją przepisu pojawiły się watpliwości, czy marynata nie będzie zbyt kwaśna.
Ja zrobiłam dokładnie według przepisu i pewnie mam już bardzo wysłużone kubki smakowe, ale dla mnie mięsko było bardzo łagodne, żadnej kwaśności nie czułam.



Do kebabów zrobiłam Sos czosnkowy w składzie:
3 ząbki czosnku bardzo drobno posiekane, kilka łyżek jogurtu naturalnego, łyżka majonezu, łyżeczka oliwy, łyżeczka soku z cytryny, garść suszonej natki pietruszki, trochę cukru, soli i pieprzu ziołowego,


I do przegryzienia kromki pszennego chleba.

Dziękuję Malwinnie za ten pomysł, bo pewnie sama nie sięgnęłabym do kuchni arabskiej. Pewnie jeszcze coś spróbuję zrobić.

A we Wspólnym gotowaniu razem ze mną uczestniczyli tym razem:

- Panna Malwinna-  http://filozofiasmaku.blogspot.com/

Dziękuję Wam bardzo za spotkanie i jak zawsze mówię "do następnego razu", a  to już będzie bardzo niedługo....

(II Festiwal kuchni arabskiej-ZAPROSZENIE
 

środa, 22 lutego 2012

Warzywne galaretki

Zawsze robiłam galaretki mięsne, z kurczakiem w roli głównej.
Ostatnio jednak mam w domu zapotrzebowanie na galaretki w wersji warzywnej.
Bardzo łatwe do zrobienia, a kompozycja za każdym razem może być nieco inna.
Dzisiaj jest taka:

- jajka ugotowane na twardo
- warzywa gotowane na parze: marchewka, fasolka szparagowa, kalafior (z mrożonki)
- groszek i czerwona fasola z puszki
- wywar z jarzyn lub bulion warzywny z kostki
- sól, pieprz
- żelatyna
Staram się jak najczęściej gotować warzywa na parze, bo to bardzo zdrowa forma przetwórcza.

Składniki galaretki ułożyć w miseczkach i zalać przygotowanym wywarem z żelatyną.
Ja zawsze daję więcej żelatyny, niż podaje producent na opakowaniu. Wtedy mam gwarancję, że galaretka nie rozleje się nieładnie na talerzu. I zawsze dość mocno solę wywar (chociaż to niezdrowo).

W takiej galaretce dość niesfornie zachowują się  większe ziarenka (czerwona i biała fasola), zawsze jakieś odskakują od całości.
Przepis dodaję do akcji strączkowej Panny Malwinny

(Warzywa strączkowe-ZAPROSZENIE

niedziela, 19 lutego 2012

Ciastka czekoladowe

Kiedy Bea po raz kolejny zaprosiła nas do udziału w Czekoladowym Weekendzie 2012, w pierwszej chwili z żalem pomyślałam, że mnie ta przyjemność ominie. Tak mi w głowę weszła ta czekolada (której nie powinnam jeść w ogóle), że zupełnie zapomniałam o kakao. Na szczęście Bea mi o przypomniała o tej formie czekoladowego smakołyku. I dzięki temu mogę wziąć udział w akcji z czekoladowymi ciastkami*


Ciastka czekoladowe
Składniki:
- 1 łyżka kakao
- 2 łyżki gorącej wody
- 225g mąki pszennej z pełnego przemiału
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 175g niskotłuszczowej margaryny
- 75 g cukru
- 3 rozmącone jajka
- 3 łyżki chudego lub półtłustego mleka

Wymieszać kakao z gorącą wodę na gładką masę. Przesiać mąkę i proszek do pieczenia.Połączyć z masą kakaową, tłuszczem, cukrem, jajkami i mlekiem. Wyrabiać ciasto drewnianą łyżką na gładką masę. Włożyć do lekko nasmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia formy o wymiarach 23x28 cm. Piec w temperaturze 180 C przez 25-30 minut. Wystudzić przed wyjęciem z formy. Pokroić na 20 kawałków.

Robiłam je pierwszy raz i pewnie teraz zamieniłabym cukier na miód lub syrop klonowy. Ale nie piekę ciast od czasu ujawnienia się skłonności mojego organizmu do cukrzycy, więc nic dziwnego, że jeszcze się nie rozpatrzyłam co i jak w tym temacie.

 


* źródło przepisu:



Zupa strączowa na zakończenie

Bardzo się cieszę, że nasze kolejne wspólne gotowanie jest grupowym zakończeniem II Zimowego Festiwalu Zupy.
Na rozpoczęcie festiwalu kuchni arabskiej gotowaliśmy zupę według jednego przepisu, a na zakończenie festiwalu zupowego wybraliśmy  opcję dowolności.
Razem ze mną zupę ugotowali: Ania, Chantel , Dobromiła, Emma , Maggie, Mirabelka, Michał, Panna Malwinna, Pluskotka, Shinju, Tu-tusia.
Dziękuję Wam za kolejne spotkanie i już myślę o następnym.

Długo nie mogłam się zdecydować na konkretny przepis, bo zbytnio nastawiłam się na zupę z kuchni rosyjskiej.
Chciałam w ten sposób nawiązać do syberyjskich mrozów i śnieżnej pogody, która nam towarzyszyła w trakcie akcji. Aż tu nagle  w piątek przeczytałam ten wpis na blogu Małgosi, który mnie zainspirował do dzisiejszego gotowania - już nie mówię, że zima zamieniła się właśnie w brzydką odwilż.
Po co się głowić, które strączkowe wybrać do zimowej, rozgrzewającej zupy, skoro można wrzucić kilka rodzajów.
U mnie w zestawie: ciecierzyca, czerwona fasola i fasola Piękny Jaś karłowy.
Niedawno doczytałam się, że moja poprzednia metoda gotowania strączkowych jest niepoprawna politycznie. Zresztą nie tylko moja, bo we wszystkich starszych przepisach napisano jak byk: "opłukać (na przykład fasolę), zalać zimną wodą, namoczyć na noc i następnego dnia ugotować w tej samej wodzie, w której się moczyła".
A teraz czytamy: "moczymy fasolę lub groch po to, żeby usunąć cukry (stachiozę, rafinozę), których nasz przewód pokarmowy nie trawi. Wodę z moczenia wylewamy".
Trzeba będzie zweryfikować dotychczasowe poglądy i stare wpisy blogowe.


Zupa strączkowa z makaronem nitki
Moja wersja zupy


Składniki:
- 20 dkg strączkowej mieszanki  (suszona ciecierzyca, czerwona fasola, fasola Piękny Jaś karłowy)
- 1 litr bulion lub wody
- 1 cebula
- 2 średnie marchewki
- 1 pietruszka
- plaster selera korzeniowego
- oliwa do smażenia
- 2 liście laurowe
- po 1/3 łyżeczki cząbru i estragonu
- 3 łyżki koncentratu pomidorowego
- sól, pieprz ziołowy
- makaron nitki
- posiekana natka pietruszki
- oliwa extra virgin
- świeżo utarty parmezan do posypania

Strączkową mieszankę  opłukać, wrzucić do garnka , zalać zimną wodą i pozostawić na noc.
Następnego dnia zlać wodę i zalać świeżą.
Gotować ( z liśćmi laurowymi0 około 30  minut, odcedzić na sicie.
Cebulę obrać, posiekać w kostkę.
Marchewkę, selera i pietruszkę  umyć, obrać i również pokroić w kostkę.
W drugim, większym garnku rozgrzać oliwę  i zeszklić na niej cebulę.
Zalać bulionem lub wodą. Dodać strączkowe, pokrojone warzywa oraz cząber i estragon.
Gotować do miękkości.
Pod koniec gotowania doprawić solą i pieprzem oraz dodać koncentrat rozprowadzony niewielką ilością wody.
Zupę podawać z makaronem, posypaną świeżo tartym parmezanem i skropioną oliwą z oliwek extra virgin.
U mnie dzisiaj zabrakło natki pietruszki, bo zapomniałam kupić.. i nie posypałam swojej porcji serem, bo właściwie nie przepadam za serem w zupie (mój M. owszem).
Za to nie spodobało mu się połączenie zupy fasolowej z makaronem.











II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie   (Warzywa strączkowe-ZAPROSZENIE

środa, 15 lutego 2012

Zupa ogórkowa z ryżem

Zupa ogórkowa z ryżem należy także do mojej pierwszej piątki najbardziej ulubionych. I nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności ugotowania jej w trakcie naszej zupowej akcji kulinarnej.
Gotuję ogórkową tak jak gotowała moja Mama, to kolejne smaki wyniesione z rodzinnego domu.
Nasza ogórkowa to zawsze, tylko i wyłącznie z ryżem.
Kiedy czasami jadłam ogórkową z ziemniakami (gdzieś poza domem) ... zjadłam, ale...  A już ogórkowa z kluskami! - nie wyobrażam sobie.

Ogórki przekręcam w maszynce do mięsa i wtedy uzyskuję pyszny, prawdziwie  ogórkowy smak zupy.
Najczęściej dodaję włoszczyznę w postaci świeżych warzyw i po ugotowaniu wywaru wyjmuję je (na przykład do sałatki jarzynowej). Teraz jednak trafiają się tak paskudne okazy, że wolę włoszczyznę z mrożonki, którą pozostawiam w zupie.

Zupa ogórkowa
Składniki:
- kawałek chudego mięsa
- duża garść mrożonej włoszczyzny
- ok. 1/2 kg kiszonych ogórków (ja mam miarę "na oko" w pewnej swojej misce)
- 1,5 l wody
- 3 łyżki śmietany
- 1 łyżka mąki pszennej
- przyprawy: pieprz, sól (ostrożnie, bo ogórki bywają wystarczająco słone)
- ryż ugotowany na sypko (ugotować osobno)

Mięso zalać zimną wodą, doprowadzić do wrzenia, zdjąć  szumowiny (albo i nie),  gotować na małym ogniu do miękkości mięsa. Pod koniec dodać  opłukaną na sitku włoszczyznę,  gotować  5 minut.
Wyjąć z wywaru mięso, pokroić i dodać do zupy po ugotowaniu.
Do wywaru dodać ogórki (przekręcone przez maszynkę do mięsa), chwilę gotować. Spróbować - wtedy ewentualnie można dosolić.
Mąkę i śmietanę dokładnie wymieszać z kilkoma łyżkami zimnej wody, dolać trochę gorącego wywaru, wymieszać. Wlać do zupy i zagotować.


II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie

wtorek, 14 lutego 2012

Śledzie pod pierzynką, czyli bez słownego romantyzmu

Za oknem rzadki widok tej zimy - pada piękny śnieg.
A ja piszę o tym, co szykuję w kuchni na bardzo późny dziś obiad, a może obiadokolację.
Nie da się dziś uciec od walentynkowych klimatów, atakują nas ze wszystkich stron. Co prawda unikam supermarketów, ale we własnym domu musiałabym odciąć się całkowicie od wirtualno-medialnego świata.
To nie moje święto, pojawiło się w Polsce, gdy byłam już mocno dorosła i właściwie go z moim M. nie obchodzimy.
Ale z drugiej strony każda okazja jest dobra, gdy chcemy sprawić kulinarną przyjemność drugiej osobie, wyczarować romantyczny nastrój do kolacji we dwoje.

Na przekór tej przelewającej się  w nadmiarze walentynkowej słodyczy można przecież  przygotować inną wersję odświętnej kolacji - wytrawną, pikantną, ostrą.
Wszystko zależy od tego, jakie ulubione przysmaki wybierzemy.

I tu dochodzę do sedna sprawy, bo nie wszystkie nasze przysmaki są w obecnych czasach pokazowe i szczególnie  modne...  to, co przygotowałam na dzisiaj nie nazywa się delikatnie i romantycznie.
Bo gdzie jest romantyzm w takich słowach jak: rosół, serdelki, śledzie, ćwikła, sałatka jarzynowa, pasztet?

Cóż... pozostaję niemodna i na romantyczną obiadokolację proponuję między innymi swoją wersję śledzi pod pierzynką (a właściwie kolejną własną wersję pierzynki).
Śledzie nigdy nie wychodzą z naszej kuchni (o czym już wspominałam nie raz). Mój M. może jeść śledzie codziennie - najchętniej te najprostsze w oleju. Przy okazji też zrobiłam taką porcyjkę (niech się przegryzą do jutra).
I dziś wyciągnęłam z szafki dwie serduszkowe salaterki, które kiedyś dostaliśmy w prezencie z okazji rocznicy ślubu.

Śledzie pod pierzynką

- kilka wymoczonych wcześniej płatów śledziowych
- 1 jabłko
- 2 ogórki kiszone
- 1 cebula
- 1 łyżka majonezu
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- 1 łyżka śmietany 18%
- 1 łyżeczka musztardy francuskiej
- sól, pieprz, cukier

Śledzie pokroić w dowolny sposób (kostka, kwadraty, paseczki) i ułożyć w salaterce.


Jabłka i ogórki obrać, utrzeć na tarce z dużymi oczkami. Cebulę pokroić w drobną kostkę.


Połączyć wszystkie składniki sosu i przyprawy, bardzo dokładnie wymieszać.
Dodać jabłka, ogórki i cebulę - wymieszać.
Powstałą pierzynką przykryć śledzie.



Właściwie nie planowałam specjalnego menu walentynkowego, tak jakoś samo się ułożyło dzisiaj...
a skoro tak, to moje śledzie znajdą się wśród innych, głównie słodkich propozycji w akcji kulinarnej.


Walentynki 2012. Czym TO się je?

piątek, 10 lutego 2012

Grzybowa kartoflanka

Mróz nadal sprzyja, a wręcz zachęca do gotowania i spożywania gorących zimowych zup.
I u mnie dzisiaj taka zupa, z gatunku "nawinie" - z tego, co było w domu (żeby nie wychodzić na dalekie wyprawy).
Moja wersja własna, będąca oczywiście kumulacją i przetworzeniem wszystkich przeczytanych wcześniej przepisów kartoflankowych.
I kolejne fatalne, bo ciemno-wieczorno-zimowe zdjęcia.


Składniki:
- 1/2 kg obranych ziemniaków
- 5 dkg suszonych grzybów + szklanka wody do moczenia
- 1 cebula
- garść mrożonej włoszczyzny
- 1 litr wody
- 1 łyżka mąki pszennej
- 1 łyżka masła
- chuda kiełbasa
- sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie

Opłukane grzyby namoczyć na ok. 3 godziny, ugotować w tej samej wodzie, pod koniec gotowania dodać pieprz i sól.
W garnku zagotować wodę, wrzucić ziemniaki pokrojone na ćwiartki.
Pod koniec gotowania wyjąć część ziemniaków, te pozostałe w wywarze rozgnieść - dodać włoszczyznę i ziemniaki w kawałkach, dogotować.
Dodać plasterki kiełbasy,  grzyby wraz z wywarem oraz zasmażkę z cebuli (cebulę pokroić w kostkę, zeszklić na maśle, wymieszać z mąką, rozprowadzić wywarem). Doprawić do smaku, ponownie zagotować.


II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie

środa, 8 lutego 2012

Zimowa mulligatawny

Mulligatawny to zupa ostro przyprawiona, dobra na zimowe miesiące.
Jak wiele potraw w kuchni angielskiej i ta została sprowadzona do Wielkiej Brytanii przez pracowników Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Kucharze angielscy doprawiają zupę sproszkowaną curry, której skład różni się od przyprawy pierwotnie używanej w Indiach.
Angielska nazwa zupy pochodzi z języka tamilskiego i oznacza pieprz i wodę, chociaż w tym przepisie pieprzu jako takiego nie ma. Nie znajdziemy tu również soli, jako jednego z cukrzycowych wrogów.*
Ja troszkę zmieniłam skład mojej dzisiejszej zupy, z powodu braku niektórych składników w domu.
Mimo mniejszego mrozu za oknem, jednak nie uśmiechała mi się kolejna wyprawa do sklepu.
Ta zupa jest łatwą i szybką propozycją, gdy mamy w domu jeszcze resztki drobiowego rosołu i kawałki kurczaka.
Ja właśnie takowe miałam.

Składniki:
- 25 g niskotłuszczowej margaryny (u mnie olej)
- 1 duża cebula pokrojona w drobną kostkę
- 2 zmiażdżone ząbki czosnku
- 2 łodygi selera naciowego, drobno posiekane (u mnie seler bulwiasty)
- 25 dkg marchewki, obranej pokrojonej w kostkę
- 1-2 łyżki sproszkowanej curry
- 1 łyżka mąki pszennej
- 1 łyżka koncentratu pomidorowego
- 1 litr gorącego rosołu z kurczaka (w wersji dla wegetarian może być wywar z warzyw)
- 1 średniej wielkości ugotowane jabłko, obrane i pokrojone w kostkę
- 10 dkg ugotowanego chudego kurczaka, pokrojonego w kostkę

W garnku rozgrzać tłuszcz, włożyć cebulę, czosnek, seler, marchewkę i smażyć 3-4 minuty.
Wymieszać warzywa z mąką i curry, smażyć przez minutę.
Stopniowo dodać rosół i koncentrat pomidorowy.
Wszystko dokładnie wymieszać, dodać jabłko i gotować na małym ogniu 20 minut.
Zdjąć zupę z ognia i zmiksować.
Włożyć kawałki kurczaka i podgrzać.
Podawać z chlebem pełnoziarnistym.



* Przepis pochodzi z książki Stelli Bowling "Książka kucharska dla chorych na cukrzycę".

II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie

poniedziałek, 6 lutego 2012

Rosół drobiowy

"W  trójkach, owszem, tłoczno. Fizyka, chemia, roboty praktyczne - bo mi się porozklejały wszystkie pierogi z kapustą. Wiesz, w soboty  gotujemy przez trzy godziny. Ta młoda nauczycielka ma trochę szmera, chce nas na głupich robotach wszystkiego naumieć. (...)
Potem zaczęliśmy przerabiać "Kuchnię polską" i nakrywanie do stołu, to znowu widelec kładłam z prawej strony, a nie z lewej, choć ona "dziesięć razy to wszystko tłumaczyła". Potem znowu tak jak mama zebrałam szumowiny z rosołu, a to wcale nie są szumowiny.
- A co to jest, na miłość boską?!
- To jest skoagulowane białko. Bo jak mięso jest dobrze wymyte, to co to może być. I trzeba pozwolić się temu wygotować, a potem rosół trzeba przecedzić, żeby był czysty i klarowny.
- Co ty mówisz? Wszyscy zbierają.
- Feudalizm. No i włoszczyzny nie związałam nitką, tylko rozwalała się po całym garnku.
- A pierogi?
- Mąka była słaba. Nie kleiły się."                    Halina Snopkiewicz "Tabliczka marzenia" Warszawa 1969

Ten fragment bardzo popularnej w swoim czasie powieści dla młodzieży (dziś powiedziałoby się "kultowej") przypomniał  mi post Grażynki o gotowaniu rosołu.
I chociaż pierwszy raz czytałam książkę bardzo dawno temu  i rzecz o szumowinach zapamiętałam doskonale, to  sama zawsze zbieram szumowiny w zupie - w każdej zupie. Nie wiem dlaczego to robię, to chyba siła przyzwyczajenia i nawyk wyniesiony z domu. Tak gotowała moja Mama i ja tak gotuję.
Mój sposób gotowania rosołu opisałam tutaj (tak się złożyło, że akurat przy okazji pierwszego Zimowego Festiwalu).
Z powodu aktualnego mrozu - od kilku dni mamy w najcieplejszych momentach około -17 stopni, bez rosołu się nie obejdzie.

Ten powieściowy cytat przywołuje wspomnienia i daje trochę wiedzy o szkole sprzed lat:
Lekcje oczywiście były również w sobotę i nikomu się nie śniło nawet o kilku wolnych sobotach w roku (wprowadzanych w latach siedemdziesiątych).
Przedmiot, o którym mowa miał w ciągu lat różne nazwy: roboty praktyczne, prace ręczne, zajęcia praktyczno-techniczne. Był niedoceniany... bo to nie tak ważny przedmiot co polski, matma, chemia itp.
A przecież jego program przybliżał uczennicom (bo był tu podział płciowy) podstawy szycia, robienia na drutach, szydełkowania, haftowania, wykonywania różnych łatwych przedmiotów typu korale, zakładki do książki itp... no i oczywiście dział kuchenny.

A wracając do rosołu... postanowiłam przełamać szablony i ugotować rosół inaczej niż do tej pory... taki rosół bez szumowania, z wszystkimi składnikami od razu.



Składniki:
- 1/2 kurczaka
- włoszczyzna
- 1 cebula
- kawałek białej kapusty
- sól, 2 listki laurowe, po kilka ziarenek czarnego pieprzu i ziela angielskiego, lubczyk
- natka pietruszki
- 2,5 l wody
- makaron nitki

Do garnka włożyć mięso (dobrze wypłukane pod bieżącą wodą), obraną i umytą włoszczyznę (pokrojoną dowolnie), gałązki natki pietruszki - zalać zimną wodą i na średnim ogniu powoli doprowadzić do wrzenia.
Nie zbierać szumowin!
W tym czasie opiec cebulę, a umytą kapustę sparzyć wrzącą wodą.
Zmniejszyć płomień pod garnkiem do minimum, włożyć cebulę i kapustę, dodać wszystkie przyprawy i gotować do miękkości mięsa - około 1,5 godziny
W przepisach można znaleźć czas gotowania około 2 godzin, ale ja uważam, że to za długo.
Mięso kurczaka po takim czasie jest za bardzo rozgotowane.
Po ugotowaniu rosół delikatnie przecedzić (przez gazę lub przez gęste sitko).
Osobno ugotować makaron.

II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie

sobota, 4 lutego 2012

W bardzo mroźny poranek



Płatki z pełnego ziarna pszenicy z rodzynkami i kandyzowanymi owocami.
Ciepłe mleko (chude).
A za oknem -20 stopni.

piątek, 3 lutego 2012

Sałatki barowe z zielonym groszkiem w starym stylu

... dlatego barowe, bo z przeznaczeniem do dwójkowego barowego zaproszenia urodzinowego.
I tak się złożyło, że obie sałatki są z zielonym groszkiem i obie są w jednym stylu... z tej minionej epoki sałatek wykąpanych w majonezie. A ponieważ ja też jestem duchowo z minionej epoki, więc uwielbiam właśnie takie.

Sama dość długo zwlekałam z dołączeniem do tej edycji barowej z prozaicznego powodu - niezdecydowania.
W tej dwójkowej edycji prosiłam o dwie sałatki:
pierwsza to nasza ulubiona sałatka lub taka, która jest naszym daniem popisowym lub w jakiś sposób jest dla nas szczególna (tu wyjątkowo są dopuszczone wpisy archiwalne).
druga sałatka miała być zrobiona, według przepisu wybranego  spośród propozycji zgłoszonych do wszystkich poprzednich  akcji barowych.

O ile z pierwszą sałatką nie miałam najmniejszego problemu, to z drugą było wręcz przeciwnie.

Moja ulubiona sałatka, ulubiona przez rodzinę i przyjaciół to klasyczna Sałatka jarzynowa



Na zdjęciu jeszcze bez dodatku majonezu, który (co tu dużo mówić) zawsze psuje wygląd sałatek i sprawia, że wszystkie zamieniają się w jedną pomazaną breję.
Jak uzyskuję tak drobną i równą kostkę warzyw, jajek, jabłek?
Dzięki temu super prostemu urządzeniu (na zdjęciu w dwóch rozmiarach oczek)


Bardzo długo przeglądałam wszystkie podsumowania barowe szukając drugiej sałatki, aż w końcu stwierdziłam, że sama nic nie wybiorę i muszę zdać się na los.
Zgodnie z numerologią tej edycji wybrałam podsumowanie drugiej akcji ( z 2010 roku), zamknęłam oczy.... i na chybił-trafi klik .... trafiłam na Sałatkę z pora z jajkiem  na blogu Grażynki.
Naprawdę los tak chciał, skoro wybrał dobrze znajomy blog Grażynki.

Z przyjemnością wypróbowałam ten przepis, bo bardzo lubię sałatki z pora. A w tej są wszystkie moje ulubione składniki - trochę się obawiałam, co zrobię, gdy trafię na sałatkę dla mnie niejadalną? Raczej zrezygnowałabym, dając losowi drugą szansę.
Ale na szczęście nie musiałam...

Robiłam wielokrotnie sałatki z pora, o prawie identycznym składzie, ale z zasadniczą różnicą dotyczącą przygotowania. Zawsze kroję składniki, nigdy ich nie ścieram na tarce - z wyjątkiem żółtego sera w mojej "żółtej sałatce".
A tutaj właśnie Grażynka proponuje tarkowanie ogórków i jabłek i zgadzam się z jej opinią, że tak lepiej pasują do sałatki.
Ta sałatka to także moja propozycja do akcji Panny Malwinny Warzywa strączkowe.

Sałatka z pora z jajkiem

(cytuję metodą kopiowania i mam nadzieję, że mnie Grażynka za to ukarze)
duży por ( biała i jasnozielona część)
3 jajka na twardo
3 ogórki kiszone
2 jabłka
puszka groszku
majonez pół na pół z jogurtem i łyżeczka musztardy (dałam musztardę francuską, ze względu na dekoracyjne kuleczki gorczycy)
sól, pieprz
Pora myjemy, przekrawamy wzdłuż i kroimy w półplasterki. Solimy, by zmiękł i odstawiamy na 10 minut. Ogórki kiszone i jabłka ścieramy na grubej tarce, dodajemy do pora. Jajka kroimy w kostkę, dodajemy też odcedzony groszek. 



Doprawiamy solą i pieprzem, wlewamy majonez i jogurt w towarzystwie musztardy. Odstawiamy w chłodne miejsce, żeby się " przegryzła". Dobra do mięsa i wędlin. Smacznego!


Przy tej okazji zabawiłam się  w dekorowanie  sałatki sposobem z dawnych lat, a dodatkowym sentymentalnym elementem jest salaterka. Pochodzi z mojego rodzinnego domu, należała do naczyń używanych  tylko "od święta" i ma na pewno ponad 50 lat.

Bar Sałatkowy u Peli zaproszenie(Warzywa strączkowe-ZAPROSZENIE
 

środa, 1 lutego 2012

Marokańska zupa z ciecierzycą i soczewicą

Na dzisiaj zaplanowaliśmy kolejne spotkanie naszej grupki wspólnego gotowania w celu wirtualno - realnej realizacji przepisu zaproponowanego przez Pannę Malwinnę.
Stawiam się więc na umówioną godzinę (tak z lekkim poślizgiem), żeby się odmeldować, ale moja zupka jeszcze się gotuje.
Niedawno wróciłam do domu, po intensywnym dniu z kilkoma pobytami na mrozie.
A na finiszu tych wędrówek było upolowanie (wreszcie!!!) jakiejkolwiek soczewicy.
Brak mi słów w tym temacie...

Jak się zupka ugotuje, zostanie obfocona i post będzie uzupełniony.

Ale jestem z Wami :)


Minęło trochę czasu ...  i oto jest - pyszna zupa na mroźny dzień, choć to brzmi zaskakująco biorąc pod uwagę jej nazwę.


Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki (w mojej wersji):
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 obrana i posiekana cebula
  • 3 ząbki czosnku drobno pokrojone
  • 2,5 cm korzenia imbiru (obranego i drobno pokrojonego)
  • 3 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 łyżeczki mielonego kuminu
  • pół łyżeczki chili
  • pół łyżeczki nitek szafranu namoczonych w 2 łyżkach gorącej wody
  • 1 puszka pomidorów bez skórki
  • mały słoiczek koncentratu pomidorowego (dodałam od siebie)
  • 1,5 l wywaru warzywnego
  • 25 dkg czerwonej soczewicy - udało mi się zdobyć zieloną
  • 1 puszka  ciecierzycy (odsączonej i opłukanej)
  • posiekana kolendra i natki pietruszki  (u mnie tylko pietruszka)
  • sól i pieprz 
W rondlu rozgrzewamy oliwę i na niej smażymy cebulę przez 5 minut.
Dodajemy czosnek, imbir, kumin, kolendrę i chili, smażymy minutę.
Dodajemy rozdrobnione pomidory (razem z sokiem), soczewicę i wlewamy bulion.
Gotujemy około 30 minut (soczewica zielona gotuję się dłużej niż czerwona).
Dodajemy ciecierzycę oraz koncentrat pomidorowy i gotujemy jeszcze 10 minut.
Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Na talerzu dodajemy zielone, można ozdobić kleksem jogurtu.

Zupa nie wymaga dużo pracy, obieranie i krojenie jest tu minimalne - w porównaniu chociażby z takim barszczem ukraińskim (z mojego poprzedniego wpisu).

To wspólne gotowanie tym razem zostało zaplanowane jako inauguracja arabskiego festiwalu Panny Malwinny, a w przy tej okazji  spotkali się: Ania , Emma, Dobromiła, Ilonka, Kabka, Maggie, Mirabelka, Shinju, Michał, Panna Malwinna Pluskotka.
Dziękuję Wam za te kolejne miłe chwile w zespole.:)

(Warzywa strączkowe-ZAPROSZENIEII Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie(II Festiwal kuchni arabskiej-ZAPROSZENIE