poniedziałek, 6 lutego 2012

Rosół drobiowy

"W  trójkach, owszem, tłoczno. Fizyka, chemia, roboty praktyczne - bo mi się porozklejały wszystkie pierogi z kapustą. Wiesz, w soboty  gotujemy przez trzy godziny. Ta młoda nauczycielka ma trochę szmera, chce nas na głupich robotach wszystkiego naumieć. (...)
Potem zaczęliśmy przerabiać "Kuchnię polską" i nakrywanie do stołu, to znowu widelec kładłam z prawej strony, a nie z lewej, choć ona "dziesięć razy to wszystko tłumaczyła". Potem znowu tak jak mama zebrałam szumowiny z rosołu, a to wcale nie są szumowiny.
- A co to jest, na miłość boską?!
- To jest skoagulowane białko. Bo jak mięso jest dobrze wymyte, to co to może być. I trzeba pozwolić się temu wygotować, a potem rosół trzeba przecedzić, żeby był czysty i klarowny.
- Co ty mówisz? Wszyscy zbierają.
- Feudalizm. No i włoszczyzny nie związałam nitką, tylko rozwalała się po całym garnku.
- A pierogi?
- Mąka była słaba. Nie kleiły się."                    Halina Snopkiewicz "Tabliczka marzenia" Warszawa 1969

Ten fragment bardzo popularnej w swoim czasie powieści dla młodzieży (dziś powiedziałoby się "kultowej") przypomniał  mi post Grażynki o gotowaniu rosołu.
I chociaż pierwszy raz czytałam książkę bardzo dawno temu  i rzecz o szumowinach zapamiętałam doskonale, to  sama zawsze zbieram szumowiny w zupie - w każdej zupie. Nie wiem dlaczego to robię, to chyba siła przyzwyczajenia i nawyk wyniesiony z domu. Tak gotowała moja Mama i ja tak gotuję.
Mój sposób gotowania rosołu opisałam tutaj (tak się złożyło, że akurat przy okazji pierwszego Zimowego Festiwalu).
Z powodu aktualnego mrozu - od kilku dni mamy w najcieplejszych momentach około -17 stopni, bez rosołu się nie obejdzie.

Ten powieściowy cytat przywołuje wspomnienia i daje trochę wiedzy o szkole sprzed lat:
Lekcje oczywiście były również w sobotę i nikomu się nie śniło nawet o kilku wolnych sobotach w roku (wprowadzanych w latach siedemdziesiątych).
Przedmiot, o którym mowa miał w ciągu lat różne nazwy: roboty praktyczne, prace ręczne, zajęcia praktyczno-techniczne. Był niedoceniany... bo to nie tak ważny przedmiot co polski, matma, chemia itp.
A przecież jego program przybliżał uczennicom (bo był tu podział płciowy) podstawy szycia, robienia na drutach, szydełkowania, haftowania, wykonywania różnych łatwych przedmiotów typu korale, zakładki do książki itp... no i oczywiście dział kuchenny.

A wracając do rosołu... postanowiłam przełamać szablony i ugotować rosół inaczej niż do tej pory... taki rosół bez szumowania, z wszystkimi składnikami od razu.



Składniki:
- 1/2 kurczaka
- włoszczyzna
- 1 cebula
- kawałek białej kapusty
- sól, 2 listki laurowe, po kilka ziarenek czarnego pieprzu i ziela angielskiego, lubczyk
- natka pietruszki
- 2,5 l wody
- makaron nitki

Do garnka włożyć mięso (dobrze wypłukane pod bieżącą wodą), obraną i umytą włoszczyznę (pokrojoną dowolnie), gałązki natki pietruszki - zalać zimną wodą i na średnim ogniu powoli doprowadzić do wrzenia.
Nie zbierać szumowin!
W tym czasie opiec cebulę, a umytą kapustę sparzyć wrzącą wodą.
Zmniejszyć płomień pod garnkiem do minimum, włożyć cebulę i kapustę, dodać wszystkie przyprawy i gotować do miękkości mięsa - około 1,5 godziny
W przepisach można znaleźć czas gotowania około 2 godzin, ale ja uważam, że to za długo.
Mięso kurczaka po takim czasie jest za bardzo rozgotowane.
Po ugotowaniu rosół delikatnie przecedzić (przez gazę lub przez gęste sitko).
Osobno ugotować makaron.

II Zimowy Festiwal Zupy zaproszenie

2 komentarze:

  1. Oj, Pelu, znalazłaś cytat w literaturze na potwierdzenie mojego sposobu !
    Ciekawa jestem, jak Co smakował ?
    Ja gotuję ok 2 godzin ale na malutkim płomieniu, ledwo mruga .
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha, jeszcze a propos zajęć praktycznych - moja najmłodsza córa jest w III klasie gimnazjum, jedzie nowym programem i miała w pierwszej klasie gotowanie - chłopcy też mieli :)

    OdpowiedzUsuń