czwartek, 22 marca 2012

Świąteczne jajka barwione domowym sposobem

Pewnego dnia... jakiś czas przed Wielkanocą... informuję mojego M., że "od dziś zbieramy łupiny od cebuli". 
Ten dzień nie jest nigdzie specjalnie oznaczony w naszym domowym kalendarzu. Wybiera się sam, tak mniej więcej 2-3 tygodnie przed świętami. Zebrane łupiny służą mi jako naturalny barwnik do jajek.
Przedświąteczne przygotowania we wspomnieniach z dzieciństwa kojarzą mi się z silnym zapachem octu w trakcie barwienia jajek.. 
Lubiłam ten magiczny moment, gdy proszek wsypywany z maleńkich torebeczek do wody (przygotowanej w szklankach), zamieniał przezroczystość wody w barwy niezwykłej intensywności. Czułam się wtedy jak bajce, prawie jak w pracowni czarnoksiężnika.
Później, we własnym gospodarstwie również kupowałam te sztuczne barwniki, aż do czasu, gdy raz i drugi za późno zaczęłam ich szukać w sklepie. Nie było (już "wyszły"), jak wielu innych produktów, na które trzeba było polować.
I chyba wtedy zaczęłam barwienie jajek bez przemysłowych wspomagaczy, tego momentu nie pamiętam.

Wykorzystując łupiny cebuli uzyskuję różne odcienie koloru brązowego - od jasnego do mocno ciemnego.
Stopień nasycenia koloru zależy od trzech czynników: koloru skorupki jajka, ilości wykorzystanych łupin oraz czasu przebywania jajek w wywarze..
Najlepsze są do tego celu jajka z białą skorupką, ale są też niestety przed świętami najdroższe. Aż strach pomyśleć jak drogie będą w tym roku. Dla mnie kolor skorupki nie jest aż tak istotny, skoro zabarwione jajka będą brązowe.
Im więcej łupin zbierzemy, tym mocniejszy kolor uzyskamy. A jeśli pozostawimy jajka w tej cebulowej kąpieli na kilka godzin (a nawet na noc), tym większe szanse na dobrze utrwalony kolor.
To moje przypuszczenia i nie daję gwarancji.

Mój sposób jest bardzo prosty:
Myję starannie i bardzo dokładnie jajka w ciepłej wodzie, dlatego, aby nie gotować brudu i bakterii, ponieważ prawie wszystkie jajka są w czasie świąt przez nas zjadane.
Po osuszeniu wkładam do garnka z łupinami. A właściwie to zagrzebuję je wśród łupin, powoli zagotowuję wodę  i gotuję jajka 10 minut. Nie wyjmuję bezpośrednio po ugotowaniu, pozostawiam na kilka godzin (do wystygnięcia).
W trakcie tego barwienia uzyskuję często niezamierzone efekty, które bardzo mi się podobają, bo nie dążę do ideału w kolorze. Często kolor jest nierównomierny, a czasami do jajek  przyklejają się łupiny, tworząc fantazyjne wzorki.
Ja sama nigdy nie wydrapuję wzorków na zabarwionych jajkach, ale są inni, chętni do tego...


A więc zbieramy łupiny od cebuli...


7 komentarzy:

  1. moja Mama zawsze tak barwi jajka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W mojej rodzinie też się tak jajka barwi co roku. Ja dodatkowo je skrobałam cieniutkim nożem lub igłą i tworzyłam ciekawe wielkanocne wzorki. W tym roku też będą takie jajka, mimo że jestem tysiące kilometrów od domu. Tradycja musi być !!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja babcia też tak barwiła jajka, a naszym zadaniem było przyozdobienie ich za pomocą żyletki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też będę barwić tak jajka. Rozpoczęłam zbieranie łupin cebulowych. Poza tym mam też jakieś barwniki kupione, zobaczymy co z tego będzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze, że mamy takie wspólne tradycje. Zachęcam do sposobu z łupinami, bo ma niewątpliwą zaletę - nic nie kosztuje taki ekologiczny barwnik.

    A swoją drogą - skrobanie za pomocą żyletki to dość przerażająca metoda, i to jeszcze w rękach dzieci! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie w domu tez sie tak robiło, a i ja lubię taki sposób barwienia. U nas jeszcze żeby uzyskać wzorki przed wrzuceniem do wywaru nakładaliśmy na jajko gumki z dętki :)

    OdpowiedzUsuń