czwartek, 29 marca 2012

Zupa po japońsku, a może nawet ramen

Mój udział w akcji japońskiej miał być inny - czytałam, szukałam przepisów, coś planowałam. A niewiele z tego wyszło, jakoś moje zainteresowanie nie zamieniło się w czyn. Może między innymi dlatego, że do większości wybranych przepisów zawsze zabrakło jednego, dwóch oryginalnych składników. I tak się sprawa rozeszła...
Oprócz inauguracyjnej zupy zrobiłam właśnie... drugą zupą.
W akcjach związanych z kuchniami innych krajów zawsze mam obawy przed używaniem właściwych nazw potraw, szczególnie gdy nie miałam okazji ich spróbować w oryginale. Jednak mój M. (stary "goista" - nie mylić z egoistą) pochwalił, mówiąc "wygląda zupełnie tak samo jak na filmie".

Przygotowanie tej zupy to kompletnie spontaniczna akcja - po męczącym namyśle "i co dzisiaj na obiad?" nastąpiło przypomnienie o bytności nowej porcji rosołu chińskiego w zamrażarce. Skoro podstawa się znalazła, to już dalej było z górki. Całość zupy powstała z zasobów lodówki. Gotowany kurczak, marchewka i por to pozostałości poprzedniego obiadu, a dokładnie wywaru do poprzedniej zupy. Dogotowałam makaron i jajka. Dzięki temu szybko mogłam skomponować taki oto zestaw:


- ugotowany makaron "grubsze nitki"
- gotowane mięso z kurczaka
- gotowana marchewka i por
- posiekany szczypiorek z cebulki dymki
- jajka ugotowane na twardo


Drobiowy bulion chiński  wystarczyło tylko rozmrozić. Dodałam do niego jeszcze 2 łyżki sosu sojowego i 1 łyżeczkę oleju sezamowego, zagotowałam.
I nalałam do miseczek.


 (kuchnia japonska-zaproszenie

2 komentarze:

  1. moje klimaty, ubóstwiam !
    Szana,
    Zapraszam do siebie!
    www.gastronomygo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń