niedziela, 16 września 2012

Kurki prawie jesienne


Uwielbiam kurki... w sensie kurki-grzyby...
za ich aromat i smak...
wygląd (to jedyne grzyby, które mam szansę znaleźć w lesie)...
oraz za to, że są elementem moich najmilszych wakacyjnych wspomnień.
Tylko, że zawsze jedliśmy je na początku lata, a nie na końcu. Ale już przecież obiecałam sobie nie dziwić się anomaliom rynkowym, więc kiedy trafiłam w sieciowym sklepie na pudełeczka z piękną zawartością, natychmiast je kupiłam. To zresztą też dziwoląg, bo takie grzybki zawsze kupowało się na rynku, prosto"od baby", z miarą na kubeczki. W tym roku tak się złożyło, że ani razu ich nie jedliśmy. Na początku sezonu były za drogie, a później rzadko robiłam zakupy na rynku (upały mnie zniechęciły do włóczenia się po rozpalonym placu).
A teraz, w porze dość nietypowej, rozkoszuję się kurkowymi potrawami.

W pierwszej kolejności oczywiście była zupa - według tego przepisu, w zestawie z ziemniakami okaszonymi smażoną cebulką - pycha... Oczywiście wolałabym prawdziwe niezdrowe skwarki, ale i tak już grzeszę grzybkami.


A dzisiaj kolejna pyszna wersja, czyli sos...

Makaron z sosem kurkowym

Ten sos jest najprostszą i najskromniejszą wersją, jaka chyba może być. Bo składa się tylko z grzybków i dodatków.
Nie ma tu cebuli, ani czosnku, ani świeżej zieleniny, a z przypraw tylko sól i pieprz. Celowo nie wzbogacam sosu o inne składniki, bo chcę czuć smak i zapach kurek. Przygotowanie tego sosu właściwie niewiele się różni od przyrządzania zupy - wszystkie czynności są takie same, tylko gęstość sosu jest większa niż zupy.


Składniki:
- grzyby kurki (ok. 25 dkg)
- 1 łyżka masła
- trochę wody
- 1 łyżka mąki
- 3 łyżki śmietany
- sól, pieprz

Grzyby bardzo dokładnie wypłukać (w kilku wodach), osuszyć, większe okazy pokroić. Smażyć 5 minut na rozgrzanym maśle, dodać trochę gorącej wody i udusić do miękkości. Co prawda spotkałam się w wielu miejscach z krótkim, kilkuminutowym smażeniem i na tym koniec, ale ja zawsze daję grzybom czas na pogotowanie się trochę dłużej (ok 15-20 minut).
Mąkę rozprowadzić w kilku łyżkach zimnej wody, dodać śmietanę, dokładnie wymieszać z kilkoma łyżkami gorącego wywaru grzybowego, wlać do grzybów - zagotować.

Osobno ugotować makaron - rodzaj dowolny, na jaki mamy chęć.
Ja ugotowałam  zwykły makaron o polskiej nazwie " Gniazda wstążki. Makaron wałkowany". Prawdę mówiąc zawsze używałam polskich nazw makaronów (muszelki, świderki, rurki, wstążki, kokardki itd), więc pojawienie się na opakowaniach nazw włoskich nic u mnie nie zmieniło. Tyle lat gotowałam rurki (co prawda krojone prosto, a nie na ukos) i nagle nie stały się dla mnie penne. Tym bardziej, że nie lubię makaronów ugotowanych al dente, więc moja włoska kuchnia jest bardzo spolszczona pod tym względem.


4 komentarze:

  1. nie jadłam w tym roku kurek :(

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wykorzystuję sezon w pełni :) i u mnie w wersji najprostszej jeszcze mniej dodatków: tylko kurki na masełku, albo w "bogatszej" wersji z kozim serem i pietruszką. Uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziś jadłam :) niestety chyba ostatnie w tym roku :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Penne to podobno po polsku "pióra".

    OdpowiedzUsuń