wtorek, 18 września 2012

Śniadaniowa moda

Śniadaniowa moda, którą obserwuję w internecie ma dwa, dość wyraźne,  nurty.
Blogi poświęcone tylko tematyce śniadań oraz publicystyka promująca inne początku dnia, czyli celebrowanie śniadania, leniwe delektowanie się smakami, "śniadania na mieście" itp.
O ile tematyczny wyróżnik blogów nie jest niczym nadzwyczajnym, bo są przecież blogi poświęcone tylko słodkim wypiekom, tylko pieczeniu chleba, więc dlaczego nie tylko śniadaniom. Mnie to nie przeszkadza, każdy sobie pisze o czym chce i jak chce. Natomiast teksty promujące ten nowy rzekomo trend, odbieram jako nachalną reklamę i wprowadzanie czytelnika w błąd. Nie uwierzę, że cała Warszawa nagle rezygnuje  z domowego jedzenia i wyskakuje do lokalu, gdzie za dużą kasę coś spożywa o świcie. Wystarczy zresztą poczytać komentarze, pogadać z ludźmi.
Na pewno takie zjawisko jest - tak jak napisano, wśród ludzi młodych, którym kasa i luźny styl życia na to pozwala. Co dla mnie jest także kolejnym snobizmem i owczym pędem. Ale zawsze była grupa ludzi, niezależnie od ustroju, która mogła pozwolić sobie na przesiadywanie w kawiarniach, czy restauracjach. Tutaj nikt nie odkrył Ameryki.
Drażni mnie natomiast zachwyt widoczny w niektórych tekstach i propagowanie wręcz takiego stylu życia.
Nie jestem ani feministką, ani zakamieniałą konserwatystką, ale ja osobiście dostrzegam po prostu w takich tekstach zachęcanie do uciekania od tradycyjnego życia rodzinnego. I nie ma tu dla mnie znaczenia, czy to życie rodzinne jest potwierdzone ślubnym papierkiem, czy nie. Czy rodzina składa się z męża, żony, dzieci, czy jest to młoda zakochana para, we dwójkę tworząca swój dom.
Czy i tutaj - w sferze domowego jedzenia, to co tradycyjne jest niemodne i śmieszne?

Zjadam śniadania tylko w domu, chociaż gdybym chciała mam możliwość zjedzenia na mieście.
Ale nie chcę, bo czuje coraz większy opór przed zjedzeniem czegoś niewiadomego pochodzenia.
Poza tym mnie nie stać na stałe żywienie się w lokalach i wkurza mnie, gdy czytam jak  to niewiele kosztuje. Widocznie autorzy tych tekstów nie orientują się w prawdziwej sytuacji finansowej zwykłych obywateli, a swoje informacje kierują do wybranej grupy docelowej.
A tak w ogóle to jestem już poza nawiasem zainteresowania wszelkich mediów, grup ankieterów - dzwoni taka panienka i coś chce, ale szybko rezygnuje "o przepraszam, nie mieści się pani w tej grupie wiekowej"... że o sejmie i rządzie już nie wspomnę.

Moje śniadanie

Grzanka z jajecznicą i kurkami

Grzanka z domowego chleba (wypiek z maszyny) cieniutko posmarowana masłem - takie maźnięcie ledwo, ledwo... jajecznica... kurki usmażone na maśle - pyszności....

8 komentarzy:

  1. Jako osoba mieszkająca w Warszawie zdecydowanie stwierdzam, że jest to moda kreowana przez media, nijak nie potwierdzająca się w rzeczywistości. Prawie nikt z moich znajomych (jakby nie patrzeć ludzie młodych) nie chodzi do knajp na śniadania. Mnie też to raczej nie interesuje. I irytują mnie teksty w mediach "że cała Warszawa je śniadania na mieście" sugerujące, że tak powinnam robić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tutaj sniadania "na miescie" sa dosc popularne. Podejrzewam, ze glownym powodem jest notoryczny brak czasu mieszkancow Londynu, ktorzy ciagle gdzies pedza i wszystko robia w biegu. Od czasu do czasu lubie zjesc sniadanie w kawiarni, ale zdarza mi sie to raz na dwa, trzy miesiace, kiedy akurat mam taki kaprys. I mysle, ze wiekszosc ludzi podobnie podchodzi do tematu, choc media twierdza inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc, osobiście nie wyobrażam sobie jedzenia śniadania na mieście. Śniadanie to moja chwila prywatności, kiedy mam czas dla siebie i swoich myśli. W spokoju piję kawę i jem ulubione śniadanie - nie potrzebuję tłumów i ciekawskich spojrzeń, to towarzyszy mi przez całą resztę dnia. Pewnie dlatego poranek jest wyjątkowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez śniadania! Tak mnie przyzwyczaili i nauczyli rodzice.
    Więc mnie ta moda nie dotknie, bo po czorta mam zjeść w domu i lecieć w miasto na... śniadanie ;-D
    Poza tym - mimo, że mieszkam w Warszawie, to do lokali mam tak daleko, że nim bym dojechała w porannym szczycie, to zeżarłabym z głodu własną kierownicę ;-))

    OdpowiedzUsuń
  5. cenny post, i choć nikomu w talerz nie zaglądam (chyba że blogowy, wiadomo...) to czuję podobnie. nikt mi wody z mozgu i chocby najmilszej knajpki z kuchni nie zrobi... bo jak leniwie, to musi byc w pizamie, czego na miescie raczej nie wykonam...

    OdpowiedzUsuń
  6. I taka jest prawda, że media nam ciągle wciskają kit. W zależności od ustroju inny...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgłodniałam :)
    Ja dopiero uczę się jadać śniadania. Zazwyczaj chwytam coś w biegu i zjadam po drodze (w aucie). Wiem - niezdrowo - i dlatego mocno nad tym pracuję.

    OdpowiedzUsuń