środa, 30 maja 2012

"Z kuchni mojej Mamy" - podsumowanie


Dzień Matki już za nami, pora na podsumowanie naszej jednodniowej akcji.
Ze względów osobistych była to dla mnie szczególna emocjonalnie i wyjątkowa akcja.
Poświęciłam ją mojej Mamie, której nie ma z nami już/dopiero rok.
Bardzo dziękuję blogerkom, które przyjęły moje zaproszenie do akcji.
A jeśli ktoś chciałby jeszcze dołączyć z takim wpisem o swojej Mamie, to można to zrobić w każdej chwili (dodając komentarz z linkiem pod tym postem, a ja dodam do podsumowania).
Na takie refleksje zawsze jest odpowiedni czas...

Dziękuję Wam za udział i serdecznie pozdrawiam. :)

O kuchni swoich Mam napisały:

Grażyna - Zupa jarzynowa jak u Mamy
Karto_flana - Sałatka ze śledziem
Kuszeniesukkuba - Mamusina grochówka
Lady_Mosquito - Penne z sosem szpinakowo-śmietanowym
Maggie - Z kuchni Mamy. Kruche ciasto ze śliwkami.
Panna Malwinna - Orzechowe tartaletki z ganache z białej czekolady i truskawkami
Paulina - Moja mama... Małgorzata!
Qualietta - Młoda kapusta z koperkiem - z kuchni mojej Mamy
Yourii - Najsłodszy majowy dzień, czyli bułeczki z jabłkami
Pela - Z kuchni mojej Mamy - na przykład Smażona cebulka

Kod do banerka podsumowania (na bloga):

sobota, 26 maja 2012

Z kuchni mojej Mamy - na przykład Smażona cebulka

Z kuchni mojej Mamy zaproszenie  Ten wpis poświęcam mojej Mamie...

Od bardzo dawna wiem, jak ogromny wpływ miała moja Mama i jej prawdziwie domowa kuchnia, na moje życie, na moje smaki, na mój sposób gotowania. Właściwie wszystko przejęłam od Niej, a moja kuchnia to kontynuacja tamtej.
Kuchnia - zarówno w przenośni, jak i dosłownie.
Moja kuchnia - to moje preferencje smakowe, dobór przepisów, sposób przyrządzania potraw. Moja kuchnia - to także sprzęty, naczynia, książki kucharskie. Większość naczyń i drobnego sprzętu kuchennego dostałam z domu, bo Mama nawet w najtrudniejszych czasach zbierała taką "wyprawę" dla mnie. Kupowała wtedy podwójną ilość - swoje używała, a moje wędrowały do kredensów (na przyszłość).
Wyniesione z domu rodzinnego kulinarne skłonności pozostały we mnie już na stałe. Gdy zaczęłam sama gotować automatycznie gotowałam tak jak Mama. I nawet nie pomyślałam, żeby wtedy szukać czegoś innego, nowego. Gdyby mnie wtedy ktoś o to zapytał, odpowiedziałabym "a po co? skoro tak mi smakuje najbardziej i nie chcę innego, na pewno gorszego".

Mama nigdy nie uczyła mnie gotowania, nie miałyśmy stałego elementu pokazu, ćwiczenia, próbowania. Wręcz przeciwnie - najczęściej słyszałam, że mam się uczyć - w sensie nauki szkolnej, studiowania wybranego kierunku.
Jednak coś tam pozostało w pamięci z moich obserwacji, przy okazji pomagania w kuchni. I są to wspomnienia połączone z podziwem dziecka dla niezwykłych umiejętności Mamy.
Często byłam potrzebna do trzymania makutry. Obejmowałam więc oburącz wielką misę, usiłując utrzymać tańczącego kolosa w jedynym miejscu. Mama ucierała ciasto lub ukręcała krem do tortu z taką energią, jakiej ja nigdy nie miałam.
Patrzyłam z zachwytem, jak kroiła w powietrzu cebulkę do tatara (tylko na przyjęcia imieninowe). Trzymała cebulę jedną ręką, a drugą kilkoma ruchami poziomo i pionowo uzyskiwała niesamowicie drobną kostkę - ja tego nawet nie próbowałam.
Asystowałam Mamie, gdy robiła makaron - taki zwykły,  do rosołu. Szczególnie pamiętam te makaronowe chwile na wakacjach u dziadków, na podlaskiej wsi.. Placki ciasta suszące się w słonecznym alkierzu, na śnieżnobiałym obrusie. A następnie zwijanie i krojenie ich z szybkością światła... cieniutkie niteczki spadające do drewnianej płaskiej dzieży...
Świętem było krojenie radełkiem ciasta na faworki - u nas mówiło się "chrusty", zabawa w zwijanie i emocjonujące smażenie na wielkiej patelni w kąpieli gorącego tłuszczu.
Najsmaczniejszy brzeg tortu obsypany prażonymi na suchej patelni płatkami owsianymi...
To tylko wybrane obrazy z mozaiki wspomnień.

Zastanawiałam się długo, jakich kilka przepisów z bloga wybrać do tego posta. Jednak nie wybiorę konkretnych, bo praktycznie większość tych moich domowych, to przepisy z kuchni Mamy.
Jedyne, czego nie kontynuuję, to wypieki. Nie piekę ciast, ciasteczek i tortów. Pisałam już kilkakrotnie z jakiego powodu - nie potrafię dobrze wyrobić ciasta. Nie pojawiają się więc u mnie ciasteczka "z maszynki" (takiej do mięsa, ze specjalną nakładką). Nie robię szarlotki - tego najlepszego ciasta mojej Mamy.
W pamięci pozostają pyszne wielkie pierogi z serem, obsmażane na patelni...
Szczególnie jedno wspomnienie jest nie do pokonania - upalny, dzień, obiad w ogrodzie w cieniu drzew. Knedle ze śliwkami, duszone mięso, gotowana młoda kapusta ... i te łączące się na talerzu smaki  jak strumyki - sok śliwek, mięsny aromat, słodycz kapusty...

Chcąc pozostać jeszcze w tamtym klimacie zrobiłam bardzo proste danie, które także ma specyficzny sentymentalny wymiar. To po prostu smażona cebulka, którą czasami jedli rodzice. Ja dostawałam tylko troszeczkę, bo to bomba tłuszczowa, bardzo niezdrowa. Do tego chleb z prawdziwej piekarni (nie smarowany oczywiście masłem). Chlebem wspaniale wymazywało się tłuszcz na talerzu, a do picia mleczna kawa zbożowa "Turek".
Zupełna prehistoria, prawda? I dla większości młodych blogerek kompletnie niestrawny zestaw.

Smażona cebulka

Pokrojoną w cienkie plasterki cebulę, smażymy na rozgrzanym smalcu. Teraz już nie robię tego na smalcu - używam oleju. Tłuszczu musi być sporo, żeby cebula się prawie w nim kąpała. Smaży się ją dość długo, bo na bardzo małym ogniu - aż będzie lekko brązowa.


Pod koniec smażenia - solimy.
I to wszystko...

sobota, 19 maja 2012

Nowe Chili con carne


Kolejne wspólne gotowanie, w którym wzięłam udział odbyło się pod hasłem Chili con carne - w ramach meksykańskiej akcji Shinju. Co prawda organizatorka akcji broniła się przed tym "meksykańskim" daniem (przypominając nam jego właściwy rodowód i teksańską popularność), ale została pokonana naszymi apetytami na kolejne wersje tych pyszności.
Bo to dla mnie są pyszności - danie, które jest w pierwszej dziesiątce ulubionych i często robionych.
Zawsze jednak przygotowywałam je z mielonej wołowiny - tym razem chciałam wypróbować przepis z mięsa pokrojonego, nie  zmielonego. Z ciekawości przejrzałam różne przepisy (w większości jednak z mięsem mielonym), szukając ciekawych zestawień składników. I znalazłam takie - z dodatkiem gorzkiej czekolady.*
Nie czekając końca postu od razu powiem, że to pyszny smak.

Trochę się pobawiłam tym razem, nie idąc na skróty z taką fasolką na przykład. Namoczona na noc, porządnie ugotowana - jak trzeba.Celebrowałam to gotowanie tak , że do przygotowania dania jednogarnkowego użyłam trzech naczyń: rondel, szybkowar, duży płaski garnek (ten od sponsora w polskim gotowaniu).

To moja wersja:

Chili con carne

Składniki:
- 80 dkg chudego mięsa wołowego (ligawa) pokrojonego w dużą kostkę
- 25 dkg suchej czerwonej fasoli
- 1 duża czerwona papryka
- 2 papryczki chili
- 2 duże cebule
- 3 ząbki czosnku
- 1 litr wywaru z wołowiny
- 1 puszka pomidorów
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- 1 łyżka mąki pszennej
- 2 łyżki oleju słonecznikowego
- sól, pieprz, chili w proszku
- 2 łyżeczki startej gorzkiej czekolady

Opłukaną fasolę namoczyłam na noc. Następnego dnia odlałam wodę z moczenia i ugotowałam w nowej wodzie.
W rondlu zrumieniłam mięso i przełożyłam je do szybkowara. Do rondla wrzuciłam posiekane papryczki chili, cebulę, na końcu czosnek i smażyłam przez chwilę (stale mieszając). Oprószyłam mąką i smażyłam jeszcze minutę.
Dodałam wywar, czekoladę, rozdrobnione pomidory i przecier pomidorowy, przyprawy - wymieszałam i zagotowałam.
Przelałam zawartość rondla do szybkowara i ogrzewałam 30 minut od momentu ppcw.
Po tym czasie przełożyłam zawartość szybkowara do płaskiego garnka, dodałam pokrojoną paprykę - gotowałam 15 minut. Dodałam fasolę i jeszcze następne 15 minut na małym gazie.
Wybrałam celowo duży płaski garnek, bo w takim potrawa bardzo dobrze się rozkłada. No i jaka to przyjemność tak sobie pomieszać co jakiś czas (oczywiście drewnianą łyżką)...

Na końcu można jeszcze doprawić, chociaż nasze Chili... było wystarczająco mocne.
Pyszny smak - sos idealnie wyważony (dzięki szybkowarowi nic nie wyparowało).
A to gorące, parujące jeszcze  Chili con carne w garnku


Razem ze mną gotowali tym razem: Maggie, Mirabelka, Mops w kuchni, Panna Malwinna, Pluskotka, Yobada, Wiera oraz Michał.


* na podstawie przepisu z Biblioteki Poradnika Domowego "Pomysły na dania z fasolką i groszkiem"

wtorek, 8 maja 2012

Sałatka z cebuli po polsku

Zaproszenie 25 do Baru sałatkowego zaplanowałam pod hasłem "Sałatki polskie". Określony termin minął, a ja sama, jako spóźnialska publikuję swoją sałatkę z poślizgiem. Ale długo nie mogłam się zdecydować na konkretny przepis. Nastawiłam się, że  wykorzystam gotowy przepis - to dla mnie dobra okazja do kolejnego wertowania posiadanych książek kucharskich. Oczywiście do przepisów  mających w tytule zwrot "po polsku" podchodzę z pewnym dystansem, tak jak do klasyków w dziedzinie nazewnictwa kuchennego typu:  fasolka po bretońsku, ryba po grecku, śledź po japońsku itd.

Gdybym miała podać tylko pięć najbardziej polskich składników tworzących  sałatki , wybór byłby bardzo trudny.  Nie będę się z tym zmagać, ale skupię się na głównej bohaterce mojej dzisiejszej sałatki - na cebuli.
Nie ma wątpliwości - cebula jest obecna w naszym jadłospisie narodowym tak dawno. Podobno, jak twierdzą uczeni, cebulę jedli już pra-Słowianie. A współczesna polska kuchnia bez cebuli? - dla mnie niewyobrażalne. W ramach próbowania nowych przepisów oto prosta sałatka cebulowa...

Sałatka z cebuli po polsku 

- 50 dkg cebuli (ok. 6 sztuk średniej wielkości)
- 2 jajka ugotowane na twardo
- 1 łyżka oliwy (dałam więcej)
- natka pietruszki
- sól, pieprz, cukier, sok z cytryny do smaku

Cebulę obrałam, płukałam, pokroiłam na ćwierćplasterki i sparzyłam wrzącą osoloną wodą. Po 3 minutach odcedziłam, ostudziłam. Ja trzymam krótko cebulę w wodzie, bo uważam,  że samo przelanie cebuli na sitku nie wystarczy.  Robię tak w zależności od gatunku, ale ostatnio coraz  częściej trafia się cebula ostra, czasami nawet gorzka, o piekącym nieprzyjemnie smaku.  Jajka rozdrobniłam, chociaż przepis podaje zmielenie *. Połączyłam cebulę z jajkami, oliwą i posiekaną natka pietruszki, doprawiłam.


Nie jest to samodzielne danie, ale dodatek - na przykład do mięs i śledzi. Ma ciekawy, łagodny smak...



* na podstawie przepisu z :  H.Dębski "Bukiet warzyw" cz.2 Warszawa 1988 r.

sobota, 5 maja 2012

"Z kuchni mojej Mamy" - zaproszenie


Majowe święto - dzień poświęcony Matkom wzbudza w nas, osobach dorosłych, różne refleksje i  wspomnienia. Często również takie czysto kulinarne - są to z jednej strony wspomnienia naszych ulubionych , najsmaczniejszych potraw. A także wpływ na naszą kuchnię, na nasz sposób gotowania i prowadzenia kuchni.
Jak dużo przejęliśmy od swoich Mam? ile potraw robimy w  ten sam sposób? A może w naszej kuchni niewiele można odnaleźć z tej maminej kuchni - może my preferujemy już zupełnie inne smaki?

   Z okazji Dnia Matki kupujemy kwiaty, przygotowujemy upominki - ja proponuję, aby takim upominkiem była jednodniowa akcja kulinarna "Z kuchni mojej Mamy". To także hołd złożony tym Mamom, których już nie ma z nami, ale pozostały ich wpływy na nasze życie - również w sferze kulinarnej.

Akcja będzie trwała jeden dzień - 26 maja 2012 roku.
Przygotujcie na swoim blogu jeden wpis opatrzony ta datą, w którym napiszcie o kuchni swojej Mamy, o ulubionych  potrawach z dzieciństwa  lub o tym, co przejęliście z tamtej kuchni - według Waszego uznania.
Dodajcie w tym wpisie wybrany przepis  lub więcej linków do przepisów, które już wcześniej zamieściliście na swoim blogu.
Wstawcie również banerek akcji lub aktywny link do tego Zaproszenia w treści posta.

Zapraszam serdecznie do udziału :)

Kod do banerka :


Akcję ogłoszę na Durszlaku i na Mikserze, więc wybierzcie jedno z tych miejsc do Waszego udziału.
Można również dodać swojego linka w komentarzach do tego zaproszenia.

Z kuchni mojej Mamy




Z kuchni mojej Mamy