niedziela, 29 lipca 2012

Foul mdammas

Kiedy Panna Malwinna zaproponowała do wspólnego gotowania Foul Mdammas, dołączyłam po dodatkowym wyjaśnieniu, że to "coś z bobu". Na tym moja wiedza się wyczerpała. Miała to być kolejna własna realizacja, według dowolnego przepisu, więc wypadało się dokształcić. Wrzuciłam hasło do wyszukiwarki i oprócz anglojęzyczynych stron (nie lubię, bo nie znam) najczęściej pojawiały się wpisy z bloga Malwinny. Oczywiście na tym poprzestałam i zrobiłam swoją wersję według przepisu od Malwi.
Jednak ciekawiła mnie nazwa, bo trafiłam na różne wersje pisowni i owszem, znalazłam trochę informacji o samej potrawie, ale nadal nie wiem jak zapisać. Ponieważ to potrawa z kuchni arabskiej, dałam sobie spokój ze spolszczaniem pisowni.
Co to jest Foul mudammas (ful medames, foul mdamas)?
Popularna w Egipcie potrawa na śniadanie (ma swoje korzenie w Sudanie). To gotowana odmiana afrykańskiego bobu, - z oliwą, sokiem ze świeżych limonek, kuminem i liśćmi kolendry oraz wbitym na koniec jajkiem.
Je się ją zawsze z gorącymi podpłomykami, czasami z dodatkiem tahiny, pomidorami i ostrym sosem.

Dotychczas jedyną formą spożywania bobu była u nas w domu ta najprostsza, czyli gotowany bób polany masełkiem. Lubię bób, ale nie lubię obierania go, a z kolei nie lubię bobu w skórce.
Wielką miłośniczką gotowanego bobu była poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Uważała, że pomaga jej w tworzeniu...

Taką sałatkę robi się bardzo szybko, jeśli nie liczyć czasu potrzebnego na wyłuskanie zielonych ziarenek...

Sałatka z bobu

Składniki:
- ugotowany i obrany bób
- pomidor
- posiekany czosnek
- posiekana natka pietruszki
- sok z cytryny
- oliwa
- sól do smaku
- kumin, pieprz cayenne


Bób od dawna gotuję na parze, po ostudzeniu obieram ze skórki.
Pomidora również obieram (po sparzeniu wrzącą wodą) i kroję w kostkę.
W miseczce  wymieszać bób, pomidora, natkę pietruszki, czosnek. Całość lekko posolić, skropić sokiem z cytryny i polać oliwą. Na wierzchu posypać szczyptą kuminu i pieprzem cayenne.


To było wspólne gotowanie w wersji dwuosobowej - Malwi i ja...

Sałatki w podróży zaproszenie(Warzywa strączkowe-edycja letnia 2012


niedziela, 22 lipca 2012

IV Letni Festiwal Zupy - Podsumowanie

Nasz blogowy, już czwarty, Letni Festiwal Zupy zakończony i pora na podsumowanie tej akcji.  Po wizytach na wszystkich blogach i lekturze zgłoszonych przepisów nasunęło mi się kilka wniosków związanych z naszymi akcjami. Dzięki udziałowi i organizacji w ciągu minionych czterech lat mam dość dobre rozeznanie w kulinarnej blogosferze (oczywiście polskiej) i możliwość porównania z minionymi akcjami, nazwijmy je "archiwalnymi" (jak to funkcjonuje na agregatorach). Porównania dotyczące poziomu wpisów. podejścia do samej zabawy itp.
Napiszę tylko o jednym. W porównaniu z wcześniejszymi akcjami, ta ostatnia jest swego rodzaju akcją nowych blogów. Oprócz dosłownie kilku znanych mi dobrze znajomych blogów, do akcji zgłosili się w większości blogerzy, których blogów wcześniej nie znałam. To było ciekawe doświadczenie, lektura tylu nowych stron. Wśród tych nowości znalazłam kilka ciekawych, do których pewnie będę zaglądać. Z kolei blogerzy, z którymi zaczynałam swoją przygodę blogową,prawie już nie biorą udziału w akcjach. Czyli  to pewnego rodzaju blogowa zmiana warty, która niesie ze sobą zmiany w przebiegu samych akcji.

I dlatego też podsumowanie tej akcji zrobiłam pod kątem blogów, a nie jak wcześniej, w porządku alfabetycznym wpisów.
Zbiór tej akcji zawiera  96 wpisów na  64 blogach (jeśli nie pomyliłam się w liczeniu).

Pozostawiłam oryginalne tytuły postów lub potraw, chociaż w kilku przypadkach nie zgadzam się z niektórymi określeniami oraz ich zastosowaniem.
Zgłoszonych wpisów było więcej, ale nie spełniały zasad akcji podanych w Zaproszeniu.
Wiem, to tylko zabawa, ale gry i zabawy też mają swoje zasady, których nawet małe dzieci uczą się przestrzegać.


Dziękuję wszystkim uczestnikom tej akcji za przyjęcie mojego zaproszenia i udział w zabawie :)...

Agatka gotuje i smakuje:  - Zupa koperkowa z kluskami lanymi

Apetyczny, aromatyczny, kulinarny - BLOG!:
- Klasyczna zupa ogórkowa 
- Zupa ogonowa

Apetyt i Smak:  - Zupa koperkowa

Bernika - mój kulinarny pamiętnik: - Chłodnik pomidorowy z warzywną wkładką

Blogowa książka kucharska: - Zupa cytrynowa

Bon Appetit Małgorzaty:
- Acquacotta, czyli toskańska wodzionka
- Portugalska zupa marchewkowa
- Szpinakowa na zakwasie z wasabi i naleśnikiem
- Wege szary barszcz na zakwasie z kaszą i otrębami
- Zupa krem z cukinii
- Zupa z bobu aromatyzowana miętą afrykańską

Codojedzenia.pl: - Zupa z grillowanych pomidorów i czerwonej papryki

Corner With Recipes: - Krem z cukinii

Człowiek jest tym, co zje...:
- Zupa jarzynowa
- Pastina

Dobre smaki: - Minestrone prawie po lombardzku

Eksperymenty kuchenne:
- Chłodnik ogórkowy z awokado i wasabi
- Zielona zupa z imbirem, batatem, szpinakiem, porem i botwinką
- Zupa rabarbarowo-marchewkowa

Emma gotuje: - Chłodnik groszkowy

Facet Na Talerzu:
- Andaluzyjskie Gazpacho
- Krem z cukinii

Facet z nożem: - Chłodnik arbuzowy

Feed me better!: - Zupa z pieczonych pomidorów

Filozofia smaku:
- Chłodnik z botwinki
- Minestrone alla milanese

Fun & Taste: - Zielona zupa z Libanu

Jaśmina w kuchni:
- Zupa  curry z soczewicą i fasolką szparagową
- Zupa wielowarzywna

Ja tu gotuję: - Zupa z zielonej żaby

Jedz i smakuj: - Marchewka, ziemniak i koperek

Karolina w kuchni: - Chłodnik z owoców lata 

Kaczodajnia: - Chłodnik z botwinki

Kipiący kociołek:
- Chłodnik kremowy z rukoli
- Chłodnik z melona i świeżego ogórka
- Gazpacho z arbuza, pomidorów i świeżego koziego sera
- Rosół pachnący trawą cytrynową, imbirem i limonkami

Kocurkowe rozmyślania w kuchni u anielki:
- Domowy rosół
- Krem z groszku

Koty kuchenne Oczka: - Zupa szpinakowo-jogurtowa

Kuchara: - Chłodnik

Kuchenne wzloty i upadki młodej mężatki: - Krem z pieczonego kalafiora

Kuchnia Beatki:
- Oberiba, czyli zupa z kalarepy
- Zupa warzywna z brokułami 

Kuchnia Breni: - Zupa krem szczawiowa

Kulinarna galeria arty-styczna: - Kremowa pomidorowa

Lejdi of the house:: - Zupa bardzo letnia

Mirabelkowy blog: - Letnia zupa z bobu i z pomidorów


Mit Liebe gekocht: - Zupa pomidorowa z croutons

Mówią weki: - Ostro-kwaśna na sposób tajski z kawałkami dorsza i makaronem

Niezła babka:
- Kapuśniaczek z młodej kapusty z dodatkiem soczewicy
- Pomidorówka z ryżem
- Zupa krem z cukinii z dodatkiem curry

Nutinkowe wypieki: - Szybka zupa serowa

Om nom nom: -  Pikantna zupa tajska

QuchniaWege: - Zupa krupnik szparagowy

Para-buch!: - Zupa krem z brokułów

Półka z przyprawami: - Minestrone

Przepisoteka: - Barszcz czereśniowy z nutą mięty

Różne Rzeczy: - Zupa małżowa

Słoiki napełniane marzeniami:  - Boeuf Strogonow 

Seven Days in Sunny June: - Krem z bobu z miętą

Smaczna Pyza: - Zupa krem z kalafiora

Smaczny kąsek: - Najwspanialszy krupnik babuni

Smaki i kolory świata:
- Chińska zupa seczuańska
- Chińska zupa z zielonej herbaty
- Flaczki sojowe
- Francuski krupnik
- Marokańska zupa z czerwoną soczewicą
- Zupa selerowa z orzeszkami ziemnymi
- Zupa z lebiody

Smak mojej kuchni: - Zupa kalafiorowa

Smakoterapia: - Lekka zupa szczawiowa

Smakowy Raj:
- Jednogarnkowe danie z kurczaka
- Kolorowe węgierskie leczo
- Ogórkowa w asyście innych pysznych jarzynek
- Zupa pomidorowa

Studnia Miodu: - Zupa ze świeżego zielonego groszku

Szybkie gotowanie: - Krupnik z młodych marchewek

Tarzynkowo: - Chłodnik

The Polish Foodie: - Krem z zielonego groszku z mascarpone

Tomek gotuje: - Zupa z ogórków małosolnych z cukinią

Trus pichci:
-  Zupa krem z cukinii
- Zupa krem z pieczarek

W koperkowej kuchni: - Chłodnik z botwinką

W pewnej kuchni na Wyspach: - Letnie minestrone

Z kartoflanego pola:
- Ajntopf
- Kolorowa zupa jarzynowa

Z zapachem wanilii we włosach: - Zupa ziemniaczana

Zacisze kuchenne: - Grecka zupa z zielonej soczewicy (fakes)

Zapiski kuchenne Peli:
- Chłodnik buraczkowy z rzodkiewkami i zielonym ogórkiem
- Chłodnik z pomidorami
- Letnia minestrone

Życie w apetycie: - Chłodnik litewski

Życie ze Smakiem: - Zupa kalafiorowa

Pożegnanie kulinarnych akcji

Po długim namyśle, rozważaniach "za i przeciw" postanowiłam zakończyć swoją przygodę z kulinarnymi akcjami  ze strony organizacyjnej. Nie będę już nic proponować na agregatorach blogów kulinarnych, a tu na blogu też raczej niewiele. Nie zarzekam się, że "nigdy", a jeśli jeszcze coś kiedyś zrobię, to naprawdę będzie jednostkowa sprawa.
Biorę udział w akcjach i sama je organizowałam ponad 4 lata. Czy to dużo, czy mało?
Cztery lata w naszej polskiej kulinarnej blogosferze to bardzo dużo - całe lata świetlne. W tym czasie przede wszystkim nastąpił niebywały rozrost owej blogosfery, ilość nowych blogów zwiększa się w zastraszającym tempie. Tak właśnie.. aż strach się bać. Wszyscy chcą pisać, ale z czytaniem innych już bywa gorzej.
Każdy ma prawo założyć sobie bloga i pisać o wszystkim, czego tylko zapragnie. Tak jak od zawsze wszyscy Polacy doskonale znają się na polityce i na medycynie, tak teraz jeszcze bardziej wszyscy znają się na gotowaniu. Kiedy czytam na blogach teksty "jestem x-latką, a gotowanie jest moją pasją od wielu lat", a obok widzę wpisy na żenującym poziomie (zarówno treści, jak i formy) "moje autorskie przepisy" ... - pozostawiam bez komentarza.

Ale nie o to chodzi w tym wpisie.
Dlaczego rezygnuję z akcji? Ano dlatego, że cała zabawa skręciła w jakimś dziwnym kierunku, który mnie osobiście wcale nie odpowiada. O swoim rozumieniu akcji kulinarnych wypowiadałam się już wielokrotnie przy różnych okazjach, więc nie będę ponownie rozwijać wątku. To, co dla mnie było najważniejsze zagubiło się gdzieś po drodze. Biorąc udział w akcji zawsze się do niej przygotowywałam - szukałam, czytałam, dokształcałam się. Akcja była okazją do wzbogacenia mojej wiedzy kulinarnej, czasami umiejętności kucharskich. Mimo tego, że gotuję w swojej kuchni naprawdę już bardzo długo (ponad 30 lat) nie mam problemu z uczeniem się od innych.

Teraz udział wielu blogerek  w akcji (bo to w większości są one), polega na wrzuceniu posta do tematu akcji na agregatorach. Celem nie jest wspólna zabawa kulinarna - chodzi tylko o lansowanie siebie i swojego bloga. Skoro w danym poście, ani w żadnym innym miejscu na blogu nie ma nawet śladu konkretnej akcji (banerka, linka do zaproszenia, albo chociaż słówka w tekście), jak to inaczej nazwać?

Osobną sprawą jest poziom merytoryczny niektórych proponowanych przepisów, ale ja nie mam zamiaru ingerować w cudze teksty. Natomiast nie mam ochoty ich firmować w swoich akcjach i w podsumowaniach.
Straciłam już cierpliwość i po prostu nie widzę sensu dalszego tracenia czasu na organizowanie akcji...

poniedziałek, 16 lipca 2012

Ciasto z wiśniami

Dość rzadko piekę ciasta i ciasteczka - zniechęcają mnie skomplikowane przepisy i wymóg ręcznego wyrabiania. Do tego jeszcze zalecane unikanie słodyczy... Nie eksperymentuję i nie kombinuję z przepisami, bo jeśli już coś piekę to najczęściej jest to związane z jakąś okazją i przyjściem gości. Wolę nie ryzykować, kiedy czas mnie goni... a co wtedy, gdy eksperyment się nie uda?

Na zaproszenie Mirabelki, związane z jej wiśniowa akcją, dołączyłam do wspólnego gotowania wyjątkowo (jak dla mnie) z ciastem. Akurat wcześniej trafiłam na ten przepis i wiśnie były w domu, przeznaczone do nalewki.

Jest taka stara piosenka przedszkolna o cieście ze śliwkami (swoją droga chyba muszę je zrobić po latach), która świetnie pasuje do tego przepisu:
Najłatwiejsze ciasto w świecie... tak,tak,tak
Nic, a nic się go nie gniecie...tak,tak,tak
To właśnie dla mnie - takie minimalistyczne propozycje, tylko wymieszać i już gotowe.


Ciasto z wiśniami

Składniki:
- 2 szklanki mąki (użyłam pszennej razowej do wypieku chleba)
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 szklanki cukru
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 2 łyżki kakao
- 3/4 szklanki mleka
- 1 jajko
- 1/4 szklanki oleju
- 1 szklanka wydrylowanych wiśni
- 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
- do posypania cukier puder


 

Kolejne czynności są takie same jak w przypadku ciasta na muffinki, czyli najpierw suche, potem mokre.

W misce najpierw wymieszałam suche składniki: mąkę, proszek, cukier, cukier waniliowy i kakao.    Dodałam mokre: mleko, jajko, olej, czekoladę startą na tarce oraz wydrylowane wiśnie - wymieszałam łyżką.  Przelałam ciasto do formy keksowej  wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu  również położyłam wiśnie. Foremkę wstawiłam do nagrzanego piekarnika (180°C) i piekłam 50 minut (sprawdzone patyczkiem). Ciasto pokrojone po całkowitym wystudzeniu.

 

 

Ciasto wszystkim bardzo smakowało- zgłaszali tylko petycje w sprawie większej ilości wiśni i czekolady. Chyba powrócę do tego przepisu z innymi owocami...

Wiśniowe wspólne gotowanie w składzie: Mirabelka ("Mirabelkowy blog"), Pluskotka ("Rodzinka od kuchni") oraz ja...

W wiśniowym sadzie - lato 2012


środa, 11 lipca 2012

Już nie będzie jak kiedyś...

... gdy owoce dojrzewały w swoim czasie, a my czekaliśmy na nie, ciesząc się, że właśnie nadchodzi sezon na truskawki... na czereśnie...na maliny... na wiśnie...
Chwilami mam wrażenie, że przyroda zwariowała, bo na przełomie czerwca i lipca w sprzedaży pojawiły się wszystkie owoce jednocześnie.
I jak tu spokojnie nastawiać wieloowocową nalewkę i zachowywać minimalną dwutygodniową przerwę?
Skoro teraz są dostępne wszystkie owoce, z których powstaje nalewka, to jak długo będą? jak w tych warunkach dać czas poszczególnym gatunkom, żeby się przegryzły?
Mój  M. zaproponował męskie rozwiązanie  - "nastaw każdy rodzaj w osobnym słoiku i dodawaj po kolei".
Zobaczymy co z tego wyjdzie - ciemne czereśnie i wiśnie przegryzają się osobno, maliny dziś trafiły bezpośrednio do wspólnego słoja z truskawkami i jasnymi czereśniami.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Chłodnik buraczkowy w kolejnej wersji

Chłodnik na bazie buraczków to jednak numer jeden dla mojego domowego chłodnikożercy.
A więc kolejna wersja

Chłodnik buraczkowy z rzodkiewkami i zielonym ogórkiem

Potrzebne są:
- maślanka
- śmietana
- buraczki
- rzodkiewki
- zielony ogórek
- czosnek
- koperek
- sól, pieprz ziołowy, cukier
- jajka ugotowane na twardo

Buraczki opłukać, obrać i jeszcze raz umyć w zimnej wodzie - ugotować  (ja gotuję na parze - szybko i wygodnie).
Po ostudzeniu zetrzeć na tarce.
Czosnek posiekać, pokroić rzodkiewki i obranego ze skóry ogórka.
Maślankę wymieszać ze śmietaną, dodać warzywa, posiekany koperek oraz wywar z buraczków, który się zbiera na tacce parownika.
Przyprawić do smaku



Wymieszać i dobrze schłodzić w lodówce.
Do miseczek włożyć posiekane jajko, wlać chłodnik, ozdobić gałązką koperku.



IV Letni Festiwal Zupy Zaproszenie

niedziela, 8 lipca 2012

Prawdziwa zupa ogonowa

Czasami trafiam na blogach na przepisy, obok których nie mogę przejść obojętnie.
To takie, w których nazwa potrawy, czyli coś głównego, co nam określa jej charakter, pochodzi od składnika będącego sztucznym produktem z chemią na czele. Nie krytykuję tu wszystkich dodatków puszkowo-papierkowych, przecież sama korzystam z nich od lat i nie jestem wojującą aktywistką na rzecz ekologicznego żywienia. Jednak są one w mojej kuchni tylko dodatkiem, niewielką cząstką potrawy. I też nie pojawiają się zawsze.

W minionych czasach, jeszcze sprzed 1989 roku, mieliśmy ciągłe braki, niedobory, kartki żywnościowe i w ogóle możliwości zaopatrzenia w świeże produkty (szczególnie mięsne) byle jakie. Tak zwany przemysł spożywczy rozwijał się jednak w zakresie produktów typu "konserwa". Czyli wszelkie przetwory w słoikach, w puszkach oraz  w papierkach. Nie mieliśmy wyboru i często je kupowaliśmy, szczególnie na indywidualne wyjazdy. Bo potem, na luksusy w  mazurskim GS-sie nie było co liczyć. Raz co prawda długo się raczyliśmy pyszną "Ratafią", bo nie było miejscowych  amatorów (sami wykupiliśmy cały zapas).
Niektóre z tych produktów były jednak tak obrzydliwe w smaku, że mimo potrzeby jedzenia omijałam je szerokim łukiem. Do takich należały zupy w proszku, a szczególnie najbardziej zalegająca sklepowe półki - zupa ogonowa. Właściwie te zupy różniły się od siebie tylko papierkiem, no i może kolorem zawiesiny w garnku.

Niedawno dostałam do mojej kolekcji książkę "kucharską" pod tytułem "Błyskawiczne dania". To kuriozalne wydawnictwo z 1971 roku zachęca do korzystania z szerokiej oferty koncentratów i konserw, podając przykładowe potrawy. Zawiera m.in. tabelki porównawcze wartości odżywczych koncentratów krajowych i zagranicznych. Jak myślicie, które koncentraty są lepsze? - do wyboru mamy: Polska, Związek Radziecki, Koncern Międzynarodowy Knorr, Maggi.
Na pewno z czasem poziom smakowy koncentratów i konserw poprawił się, ale nie na tyle, żeby mógł zastąpić produkty świeże.

Czytając takie posty nie wpisuję się jednak w komentarzach ze swoimi uwagami, bo od pewnego czasu zrezygnowałam z udziału w dyskusjach na kulinarnych blogach. Nie zawsze uczestnicy takiej wymiany zdań potrafią spokojnie przyjąć krytykę, czy odmienność poglądów innych.
Nie krytykuję również z tego powodu, że uznaję prawo do własności  - każdy pisze na swoim blogu co chce i jak chce, to prywatna sprawa autora, a czytelnicy nie są od tego, żeby kogoś wychowywać kulinarnie na jego prywatnym terenie. Jednak widząc, jak te przepisy idą w świat, w jakiś sposób buntuję się przeciw temu.

I stąd mój dzisiejszy post, który nie będzie okraszony zdjęciem zupy, bo  ugotowana była bardzo dawno (przed erą aparatów cyfrowych). Nie dorzucę go  z tego względu do mojej akcji, która właśnie trwa, czyli Letniego Festiwalu Zupy.
A na pewno nie ugotuję jej w najbliższym czasie, to w aktualnych warunkach atmosferycznych całkowicie odpada.

Przyrządzenie tej zupy jest pracochłonne, ale jak napisała autorka książeczki z której przepis pochodzi * : "Zupa taka stanowić może jedyne danie nawet na wytwornym przyjęciu".

Ugotowałam ją tylko raz, wiele lat temu.
I chyba mój M. pomagał mi przy tych ogonach, bo zawsze brzydziłam się takimi "atrakcjami", jak flaki, ozory itd. Pamiętam, że tego dnia, tuż po ugotowaniu  zupy, wpadli do nas niezapowiedziani goście. Tak, to były czasy "wpadania do siebie", nikt się z nikim wcześniej nie umawiał telefonicznie. Teraz myślę, że nie było tego zwyczaju, bo telefon w domu (oczywiście stacjonarny) to był luksus nie dla wszystkich. A czekało się  w kolejce na ten luksus nawet i 20 lat.

Goście wpadli tylko w liczbie dwóch osób, ale to wystarczyło, że z całego gara zupy absolutnie nic nie pozostało... bo ta zupa była naprawdę wspaniała.

Zupa z wołowych ogonów

Składniki:
- 1,5 ogona wołowego
- 3/4 kg mięsa wołowego na rosół
- 1 mała kura (u mnie kurczak)
- włoszczyzna
- 1 cebula
- 1 plasterek cytryny
- 1 jajko
- 1 łyżka masła
- 1 łyżka mąki
- 2 łyżki tartej bułki
- 12 suszonych grzybków
- 10 pieczarek
- 2 łyżki przecieru pomidorowego
- 1 szklanka madery
- 10 dkg masła
- sól

Ogony wołowe umyć, sparzyć i włożyć do dużego garnka, dodając włoszczyznę i plasterek cytryny.
Gotować, aż będą miękkie - godzinę przed końcem gotowania dołożyć kurę (wcześniej zdjąć filety z piersi).
Mięso wołowe zrumienić na maśle wraz z pokrojoną cebulą, zalać wodą i gotować 2 godziny. Dołożyć je do ogonów.
Ogony po ugotowaniu podzielić na części i zostawić w zupie.Zasmażyć łyżkę masła z łyżką mąki i rozprowadzić bulionem, dodając dwa plastry selera przesmażonego na maśle.
Suszone grzyby wcześniej ugotować w rosole, pokroić w paseczki i przesmażyć na maśle z pieczarkami pokrojonymi w talarki.Mięso z kury obrać z kości i zostawić w zupie, dodać przecier pomidorowy i grzyby.
Filety z piersi kurzej utrzeć na masę, dodać 2 łyżki tartej bułki, jajko, 2 łyżki masła, sól ... i tu przepis podaje "przetrzeć przez sito". Pamiętam, że to pominęłam, bo wydało mi się niewykonalne.
Z tej masy formować kuleczki wielkości orzechów włoskich. Smażyć na maśle na rumiany kolor.
Wrzucić do zupy.
Można także dodać ładniejsze kawałki mięsa wołowego, pokrojone w kostkę.

W treści przepisu zmieniłam kolejność czynności, bo jak wiele przepisów w tej serii książeczek, są one jak dla mnie podane trochę niepraktycznie. Zauważyłam również inne niedoróbki (o czym już kiedyś pisałam) - podany składnik nie pojawia się już w opisie i nie wiadomo, co z nim zrobić.
Tak jest tutaj z maderą - doszliśmy teraz  z M. do wniosku, że pewnie należy ją popijać w trakcie gotowania, dla lepszego humoru.
Nie podano również ilości wody użytej do gotowania, czyli dajemy według własnego widzimisię.
W naszej zupie...  łyżka sama stała.

* Maria Iwaszkiewicz, Stanisław Włodek "Kuchnia rosyjska", KAW, Warszawa 1976

środa, 4 lipca 2012

Chłodnik z pomidorami

Jak jest lato, to musi być gorąco (parafrazując kultowe zdanie z "Misia")...
ja jednak nie jestem zwolenniczką takich upałów, które nas męczą od kilku dni.
Powietrze nagrzane do niemożliwości, czujemy się prawie jak w piecu, więc na gotowanie i smażenie przy prawdziwym piecu nie mamy ochoty. To i tak dobrze, jeśli mamy do dyspozycji kuchenkę gazową, elektryczną lub jakieś inne wybryki nowoczesności. Pamiętam wakacyjne obiady na wsi, gdzie nawet gotowanie w tzw. "letniej kuchni" to było i tak rozpalanie w piecu żywym ogniem.
Upał pozbawia nas apetytu, stąd coraz bardziej w letnim jadłospisie popularne stają się sałatki  - zamiast pełnego drugiego dania. No i oczywiście coraz szerszy wachlarz chłodników.

Codziennie robię chłodniki dla mojego M. (te przepisy już są na blogu).
Dzisiaj bardzo prosty chłodnik z pomidorami i wędliną, bo na bardziej skomplikowany brak sił...

Chłodnik z pomidorami


 Potrzebne są:
- zsiadłe mleko
- śmietana 18%
- pomidory
- chuda wędlina
- jajka ugotowane na twardo
- szczypiorek
- natka pietruszki
- sól, pieprz, cukier

Umyte pomidory sparzyć i obrać ze skórki, rozdrobnić (np. w rozdrabniaczu na korbkę).
Mleko roztrzepać, wymieszać ze śmietaną, dodać pomidory, posiekaną natkę i szczypiorek, doprawić i mocno schłodzić w lodówce.



Na talerzu rozłożyć wędlinę pokrojoną w paseczki i posiekane jajko,


wlać schłodzone mleko, posypać jeszcze natką i szczypiorkiem.

IV Letni Festiwal Zupy Zaproszenie

niedziela, 1 lipca 2012

"Sałatki w podróży. Lato 2012" - Zaproszenie


Dziś pierwszy dzień wakacyjnej, urlopowej, ale przede wszystkim podróżniczej akcji sałatkowej.
To druga edycja ubiegłorocznej akcji kulinarnej "Sałatki z różnych stron świata" (podsumowanie)


A wszystkie szczegóły aktualnej akcji można znaleźć na blogu barowym - tutaj.
Miłośników sałatek serdecznie zapraszam :)