wtorek, 31 grudnia 2013

"Z książką w kuchni 2013" - zakończenie akcji

Rok 2013 kończy się, co oznacza zakończenie tej całorocznej akcji.

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za wzięcie w niej udziału. :)

Życzę smakowitego i pełnego aromatów Nowego Roku 2014!

A poniżej podsumowanie:

"Z książką w kuchni 2013" - wpisy w akcji 

Z książką w kuchni zaproszenie

- Gulasz wieprzowy
- Jajecznica z leczo
- Lemoniada porzeczkowa 
- Pomidorowy przekładaniec z ricottą i anchois
- Roztrzepaniec
- Rożki szwedzkie
- Sałatka jajeczna z fasolką szparagową
- Sałatka jarzynowa tradycyjna II
- Sałatka z marchewki i cykorii
- Sok pitny z jabłek (przetwory)
- Spaghetti z pulpetami z mięsa
- Śledzie "Remoulade" 
- Tarator (bułgarski chłodnik)
- Tarta pieczarkowo-cebulowa 
- Zupa dyniowa z imbirem


Dołączyły:


Eve

Maggie

Mirabelka

Panna Malwinna

Siankoo

Wiera

czwartek, 10 października 2013

Miało być Caldo Verde

Dzisiejsze wspólne gotowanie pod hasłem Caldo Verde nie zakończyło sukcesem grupowym.
Wydawało się, że ta banalnie prosta do ugotowania zupa to pikuś, a tymczasem na placu boju pozostałam jedynie ja i Mops w kuchni. W pierwszej chwili również chciałam zrezygnować z tego posta, bo zupa i zdjęcia nieudane, ale skoro już wydałam pieniądze i ugotowałam, to jednak piszę.


To kolejny przyczynek do tego, że nie zawsze udaje się nam przenosić kulinarne tradycje innych krajów na nasz rodzimy grunt. Najczęściej powodem jest brak oryginalnych składników, jak w tym przypadku kapusty couve tronchuda. U mnie dochodzi jeszcze fakt, że nigdy nie byłam w Portugalii i nie miałam okazji próbować tej zupy ugotowanej przez kogoś, kto czuje te klimaty (z racji pochodzenia).

Ugotowałam dokładnie według tego przepisu, co nie zdarza mi się tak często. Nie będę więc kopiować tutaj tego samego tekstu. Nabyłam nawet w delikatesach niezbyt tanie oryginalne chorizo.


Jedyną zmianą był czas dodania kiełbasy do zupy. Chciałam uniknąć zabarwienia zupy paprykowo-czerwonym kolorkiem, co jednak mi się nie udało. Zresztą z góry wiedziałam, że tak będzie - szczególnie po obraniu kiełbasy z osłonki. Tak więc niektóre zdjęcia w sieci (a obejrzałam ich trochę) podejrzewam o mniejsze lub większe manipulacje kolorystyczne.

Zupa okazała się rzadka (to na pewno za mało ziemniaków), mdła i nijaka w smaku, mało zielona (to też pewnie moja wina, bo zbyt drobno poszatkowałam kapustę), no i te pomarańczowe tłuste oka!... jak w niedobrym rosole...

Mnie zupełnie nie smakowała (nawet kiełbasa zrobiła się jakaś wyjątkowo twarda).
Mój M. dowalił na talerzu dużo soli, pieprzu, ostrej papryki i zjadł (prawdę mówiąc nie miał innej alternatywy obiadowej).

niedziela, 18 sierpnia 2013

Papryki faszerowane po węgiersku

Nie dodaję tego przepisu na blogu dietetycznym, ze względu na obecność białego ryżu, śmietany i mąki pszennej w sosie. Przechodzę na dietę cukrzycową na razie samodzielnie i dość powoli, nie wprowadzam  restrykcyjnie nakazów i zakazów. Daję sobie taki komfort psychiczny - wolniej, ale przyjemniej. Trudno gwałtownie odejść od tak wieloletnich przyzwyczajeń.

Wykorzystałam przepis z bloga Dobromiły

Faszerowane papryki


Składniki (z moimi zmianami):
- 4 papryki (2 żółte i 2 czerwone)
- 25 dkg mielonego mięsa z indyka
- 2 duże pomidory 
- 1/4 szklanki posiekanej cebuli
- 1/4 szklanki surowego ryżu
- sól, pieprz, słodka papryka w proszku
- śmietana, mąka

Papryki umyć, odciąć wierzchy lub spody. Ja zawsze odcinam kawałek od spodu i stawiam papryki "do góry nogami".
Wymieszać mięso, cebulę, ryż, sól i pieprz - napełnić tą masą papryki i ustawić je w garnku. Masa powinna zajmować ok. 2/3 wnętrza papryki (ryż pęcznieje i wyłazi na wierzch).
Sparzone pomidory obieram ze skórki, rozdrabniam (można blenderem), dodaję przyprawy i wlewam ten pomidorowy sok do garnka z paprykami. Jeśli jest go za mało dodaję trochę wody. 
Gotować ok. 1 godziny (wcześniej można delikatnie  sprawdzić widelcem, czy papryki są miękkie).
Wyjąć papryki z garnka, a sos zagęścić śmietaną z dodatkiem mąki.

Rzeczywiście, jak na wymogi kuchni węgierskiej jest to baardzo łagodna potrawa.

Warzywa psiankowate 2013

czwartek, 15 sierpnia 2013

Kurczak pieczony z papryką i ziemniakami

To kolejny przepis wykorzystany z bloga Kwestia smaku, gdzie figuruje pod nazwą "Perfekcyjnie upieczony kurczak" - tu szczegółowy opis.

Wykorzystałam przepis bez większych zmian, ale na przyszłość wprowadziłabym dwie:
- dłuższy czas pieczenia papryki, czyli wcześniejsze włożenie do brytfanny
- o wiele więcej ziemniaków. Dla mojej gromadki, która dosiadła się do kurczaka taka ilość ziemniaków to nic.

A z kwestii technicznych - nigdy więcej przewracania kurczaka na boki w trakcie pieczenia! w ogóle  żadnego przewracania!... Miałam dużego kurczaka (2,5 kg) i operacja z przewracaniem gorącego ptaka, z kilkakrotnym wyciąganiem ciężkiej jak cholera brytfanny z buchającego żarem piekarnika udała się tylko dzięki temu, że miałam córkę do pomocy. Sama się nie podejmuję.


Składniki:
- kurczak o wadze 2,5 kg
- kilka czerwonych papryk (oczyszczonych, podzielonych na ćwiartki)
- ziemniaki (oskrobane, ugotowane w osolonej wqodzie)
- 1 łyżeczka suszonego oregano
- 2 łyżki oliwy z oliwek

nadzienie:
- 1 cytryna
- 1 cebula
- gałązki natki pietruszki i tymianku

do natarcia:
- 1 łyżeczka suszonego estragonu
- 1 łyżeczka czerwonej papryki w proszku
- roztopione masło
- sól, pieprz

Piekarnik nagrzać do temperatury 190 stopni. Na dno brytfanny położyć metalową kratkę lub pokrojone marchewki.
Kurczaka wysmarować solą i pieprzem, estragonem i papryką. Do środka włożyć ćwiartki cytryny (z ponacinaną skórką), cebulę, gałązki ziół. Nogi kurczaka związać sznurkiem, całość polać i wysmarować roztopionym masłem.
Piec kurczaka 1,5 godziny. Po tym czasie włożyć papryki, a na pół godziny przed całkowitym końcem pieczenia  dodać ziemniaki - papryki i ziemniaki wcześniej wymieszać z oliwą i doprawić solą, pieprzem, suszonym oregano.

 Warzywa psiankowate 2013

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ocet jabłkowy

W ubiegłym roku, kiedy zbierałam jabłka jeszcze w październiku brodząc w śniegu pod drzewem i otrząsając jabłka ze śniegu (niestety w tym obłędzie nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć, a szkoda, to była jedyna taka okazja), robiłam także ocet jabłkowy. Według tego samego przepisu od kilku lat*


- skórki i gniazda nasienne z jabłek
- 1 łyżka cukru na 1 litr wody

Duży słój lub gąsior po umyciu wygotować lub wyparzyć wrzącą wodą.
Zagotować wodę z dodatkiem cukru, przestudzić.
Jabłkowe obierki włożyć do słoja, zalać letnią wodą z cukrem (woda powinna przykryć owoce).
Ja zawsze płuczę jabłka przed obieraniem, więc już nie ma potrzeby płukania skórek.
Słój przykryć gazą i umocować gumką. Pozostawić w temperaturze pokojowej.


Ocet powinien sfermentować - czas fermentacji wynosi około 8 tygodni.
Po tym czasie ściągnąć ocet rurką, przecedzić przez gazę, wlać do wygotowanych butelek,zakorkować.
Przechowywać w chłodnym, zaciemnionym pomieszczeniu.

* Zofia Zawistowska "Przetwory domowe" , 1981

Z książką w kuchni zaproszenie


środa, 7 sierpnia 2013

Bób po kocuńsku... cokolwiek to znaczy

Często zastanawiam się nad nazwami potraw, których nie rozumiem w powiązaniu z przepisem, ze sposobem przygotowania. Tak jest i w tym przypadku. Czytając cały przepis zupełnie nie rozumiem dlaczego potrawa została tak nazwana. Szukałam nawet wyjaśnienia przy pomocy wujka guglowego, ale nic sensownego nie znalazłam (oprócz jakiegoś tajemniczego Bagna). Podejrzewam, że nazwa związana jest z miejscem/miejscowością, ale ja o takiej nie słyszałam. Nikt przecież nie zna wszystkiego.
Wydaje mi się, że autorzy książek zapędzają się zbyt daleko w poszukiwaniu oryginalnych tytułów/nazw, co jest szczególnie śmieszne w sytuacji, gdy w opisie nie ma żadnego wyjaśnienia danej nazwy.
A sam przepis jest tak prosty, że nie ma co silić się na oryginalność. Wystarczyłoby tak:

 Bób z musztardowym winegretem.


Bo jest to sam bób z sosem - niby nic nadzwyczajnego, ale mnie bardzo się spodobało właśnie to połączenie smakowe. Dodatek musztardy do sosu daje pyszny efekt.

Przepis pochodzi z książki "Smakołyki na pikniki" *, z rozdziału "Żniwiarzy".
Co prawda nie byliśmy na pikniku, a tym bardziej w akcji żniwnej, ale szukaliśmy oddechu od upału w Leśnym Domku.

Bób ugotowałam przed wyjazdem w domu, tym sposobem, a później już bez pośpiechu siedzieliśmy sobie przy stole na werandzie, obierając go ze skórki.
Do tego przygotowałam sos winegret z dodatkiem suszonego tymianku (w przepisie jest świeży), 2 ząbków drobno posiekanego czosnku oraz musztardy. Dodatek musztardy nie może być zbyt duży,bo zepsuje smak całości. Trzeba dojść do końcowego smaku metodą próbowania.


* Elżbieta Kotarska, "Smakołyki na pikniki", Warszawa 1999


Warzywa Strączkowe - edycja 
letniaZ książką w kuchni zaproszenie

wtorek, 6 sierpnia 2013

Tarator s krastawici - bułgarski chłodnik z ogórkami

Chociaż należę do pokolenia, które wychowało się w kulcie wczasów w Bułgarii jako marzeniu o zagranicznych wojażach - ja nigdy w Bułgarii nie byłam. A teraz też nie pojadę, chociażby dlatego, że dla mnie latem za gorąco.
Natomiast idąc torem własnej całorocznej akcji książkowej i biorąc pod uwagę dobijające nas w mieście upały, szukam przepisów na chłodzące potrawy i napoje. Te wpisy miały się pojawić w lipcowej akcji, ale że w połowie trwania owej zostałam brutalnie odcięta od internetu i pozbawiona przyjemności blogowo-kulinarnych,  zatem samowolnie sobie przedłużam udział o dwa tygodnie (dorzucając posty do tworzonego właśnie podsumowania). Tym bardziej, że obrzydliwy upał też sobie przedłużył trwanie.
Przepis pochodzi z książeczki "Z pomidorem w herbie", wydanej w latach 80-tych (minionego wieku).*
Była to cała seria kulinarna, wydana z pomysłem, w nietypowym formacie. Mam kilka tych książeczek i na pewno do nich sięgnę. W każdej książce jest na początku ciekawy gawędziarski wstęp, charakteryzujący daną kuchnię i oczywiście sporo przepisów. Jak zawsze przy wydawnictwach sprzed lat, z epoki PRL-u trzeba brać poprawkę na istniejące w tamtych czasach warunki, czyli brak pewnych składników, które teraz możemy z łatwością kupić. Autorzy takich wydawnictw kulinarnych starali się dopasować treść do możliwości zakupowych czytelnika - sławne już zamienniki K.Pospieszyńskiej w przepisach kuchni azjatyckich (woda plus maggi zamiast sosu sojowego).

Tarator s krastawici


Składniki: (podaję własne proporcje)
- duży ogórek
- 400 ml zsiadłego mleka
- 1/2 szklanki przegotowanej, ostudzonej wody
- 4 ząbki czosnku
- 1 łyżka oliwy
- orzechy włoskie lub jajka ugotowane na twardo
- sól

Ogórek umyć, obrać i pokroić (ja po prostu ucieram na tarce w talarki, tak jak na mizerię). Lekko posolić i odstawić na 5-10 minut. W wysokim naczyniu roztrzepać mleko, rozcieńczyć wodą, do której dodać ogórek, czosnek roztarty z solą, posiekany koperek i oliwę. Jeżeli mleko jest mało kwaśne, można dodać trochę octu winnego. Całość lekko wymieszać i rozlać do glinianych miseczek. Posypać zawartość każdej miseczki łyżką drobno  utłuczonych orzechów. Tartator podaje się mocno ochłodzony.
Zamiast orzechów można dodać do chłodnika jajka ugotowane na twardo (pokrojone w ósemki).




* Agnieszka Goszczyńska-Górska, Halina Parnowska "Z pomidorem w herbie", Warszawa 1987

Z książką w kuchni zaproszenieDla ochłody

sobota, 27 lipca 2013

Lemoniada porzeczkowa

Męczące upały odbierają apetyt na jedzenie... właściwie to tylko chce się pić i pić...


W tym roku w ogrodzie nie ma jabłek (po ubiegłorocznej klęsce urodzaju), ale pojawiło się na krzaczkach trochę porzeczek.


Porzeczki najbardziej lubię w napojach, a jeśli jem surowe owoce to najsmaczniejsze są właśnie takie skubnięte prosto z krzaczka.


Przepis na porzeczkową lemoniadę jest bardzo łatwy do realizacji, jeśli tylko opuścimy pierwszą część, czyli zrywanie owoców w pełnym słońcu, przy temperaturze ponad 30 stopni - ale w cieniu!!!
Niestety, nie było mi dane - musiałam sama zrywać porzeczki na tej patelni...
No i jeszcze potem mozolne obrywanie tych małych kuleczek.. ale potem to już tylko z górki.

Lemoniada porzeczkowa

Składniki:
1 kg czerwonych lub czarnych porzeczek (zrobiłam z obu rodzajów)
szklanka cukru
cytryna
tonik lub woda mineralna

Porzeczki opłukać, usunąć gałązki, owoce wsypać do garnka, zalać szklanką zimnej wody, dodać cukier.  


Gotować na małym ogniu pod przykryciem. Gdy owoce będą miękkie, odstawić z ognia, ostudzić, przetrzeć przez gęste sito, zlać syrop do słoika.
Na szklankę lemoniady daje się łyżkę syropu, łyżeczkę lu dwie soku z cytryny, dopełnia tonikiem lub wodą mineralną. *

Wypróbowałam oba dodatki i mnie o wiele bardziej smakuje lemoniada z tonikiem niż z wodą. Oczywiście wszystkie składniki trzeba wcześniej mocno schłodzić w lodówce.

* Przepis pochodzi z książki Elżbiety Kotarskiej "Smakołyki na pikniki", Warszawa 1999 - z rozdziału "Na trawie".

Na chłodzące spotkanie stawiły się:
Dobromiła - Sorbet cytrynowy
Lejdi - Kawa na zimno
Maggie -Koktajl mocha
Martynosia - Chłodnik
Mirabelka - Orzeźwiający koktajl z suszonymi figami
Panna Malwinna - Sernik na zimno
Wiera - Lody bananowe z awokado


Dla ochłodyZ książką w kuchni zaproszenie 

niedziela, 30 czerwca 2013

Bób i grillowana cukinia, czyli sałatka wedug przepisu...

... z bloga "Bea w kuchni"
Moja znajomość z Autorką (choć to tylko znajomość blogowa), trwa już kilka lat.
Bea to gotująca blogerka, która wspaniale potrafi przekazać swoją wiedzę i swoje doświadczenia kulinarne.
Wpisy na blogu tworzone piękną polszczyzną, choć Bea od lat mieszka za granicą oraz piękne, klimatyczne zdjęcia produktów i potraw sprawiły, że od chwili poznania bloga wracam do tego miejsca regularnie.
To zawsze szczególnie miłe  dla mnie odwiedziny, choć nie korzystam często z proponowanych przepisów i nie udało mi się wzbudzić u siebie miłości do dyni. Bea jest prawdziwą gospodynią tego miejsca i miło traktuje swoich blogowych gości - na przykład zawsze odpowiada na komentarze, co nie jest wcale tak powszechne wśród nas (powiedzmy sobie szczerze).

Jedynym minusem odwiedzin na blogu Bei jest moje coraz głębsze przekonanie o naszej polskiej niższości handlowej. Niewiele z tych pięknych okazów warzyw i owoców można znaleźć na naszych straganach, na bazarkach, w supermarketach. Mamy do kupienia towar o wiele gorszy, a takiej możliwości, jak zakupy na zaprzyjaźnionej farmie, ja na pewno nie mam. Mieszkam w centrum dużego miasta i nie znam takiego gospodarstwa, w którym mogłabym kupić piękne, czyste od chemii produkty. Dodam tylko, że nawet gdybym znała, to koszt benzyny na dojazd, plus prawdopodobnie wyższa cena za "zdrową żywność", byłby dużą zaporą finansową.

Kierując się tematem aktualnej akcji sałatkowej zajrzałam więc do bloga Bei w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu. Wybrałam ten, chociaż bób i cukinia są jeszcze dość drogie (zwłaszcza bób).

Sałatka z bobem i grillowaną cukinią


- bób
- cukinia
- pomidorki koktajlowe
- oliwa do cukinii z dodatkiem suszonej bazylia i oregano oraz soli i pieprzu
- ziołowy winegret:  oliwa, posiekana natka pietruszki, sok z cytryny, drobno posiekany ząbek czosnku
 - listki mięty

Bób ugotowałam na parze (troszkę dłużej niż 3 minuty, ze względu na "rozruch" mojego elektrycznego urządzenia). Po ugotowaniu natychmiast przełożyłam go do zimnej wody, obrałam ze skórki.
Cukinię usmażyłam na patelni grillowej, jako że do prawdziwego grilla dzisiaj było mi za daleko. Cukinię ze skórką i pestkami jem tylko na początku sezonu - "młodą". Po umyciu i osuszeniu pokroiłam na cienkie plasterki, wymieszałam w oliwie z przyprawami, pozostawiłam na kilka minut.
Smażyłam ok. 3-4 minuty z każdej strony.

Do sałatki również podałam młode ziemniaczki, ale ugotowane (nie pieczone) i tylko lekko podsmażone (wymieszane pozostałą po cukinii oliwą z przyprawami).



Sałatki według przepisu

sobota, 22 czerwca 2013

Deserowa sałatka z truskawek i arbuza w sosie z białej czekolady i rumu

Kolejne spotkanie w formie wspólnego gotowania, dzisiaj pod hasłem "Ciasto lub deser z truskawkami".
Wybrałam sałatkę owocową, bo niespodziewanie nam w truskawkach obrodziło i mam świeżutkie własne owoce. Na rodzinnej działce leśnej, będącej pozostałością pola uprawnego, w tym roku nagle wyrosło w wysokiej trawie morze truskawek. Nie zrobiłam zdjęcia, bo wyjątkowo zapomniałam zabrać aparat fotograficzny, a zupełnie się nie spodziewałam takiego owocobrania.  Po zjedzeniu dużej ilości na miejscu, przywieźliśmy do domu jeszcze 1,5 kg.  Truskawki jak najbardziej ekologiczne, z rodzaju ananasków. Jeszcze dużo dojrzeje, ale czy my je zjemy, czy leśne zwierzątka to się okaże za kilka dni.

Wybrałam  ten świetnie orzeźwiający deser, bo upały są koszmarne. A zimny arbuz, prosto z lodówki, to mój przysmak w takie gorące dni.
Sałatkę zrobiłam w ramach akcji "Sałatki według przepisu...", chociaż nie mam takiego swojego prawdziwego guru kulinarnego. Natomiast jest kilka blogów, których autorów cenię i korzystam z ich dorobku. A z osobowości medialnych taką osobą jest Robert Makłowicz (ale o nim przy okazji skorzystania z jego przepisu).

Ten przepis sałatkowy  pochodzi z bloga Kwestia smaku, który odkryłam w pierwszym etapie blogowych poszukiwań i który pozostaje niezmiennie na początku listy ulubionych.

Deserowa sałatka z truskawek i arbuza w sosie z białej czekolady i rumu


Składniki:
- 30 dkg truskawek
- 30dkg arbuza (już po obraniu)
- l1/4 szklanki posiekanych listków mięty

Sos z białej czekolady i białego rumu:
- 4 łyżki soku z arbuza
- 1/2 tabliczki czekolady (50g)
- 2 łyżeczki płynnego miodu
- 2 łyżeczki  soku z cytryny
- 2-3 łyżki białego rumu

Truskawki opłukać, osuszyć, oderwać szypułki i pokroić na kawałki, włożyć do salaterki.


Arbuza pokroić w kostkę,  zachować sok , który z niego wyciekł.
Miąższ arbuza razem z posiekaną miętą dodać do truskawek i delikatnie wymieszać. 
W rondelku na minimalnym ogniu ciągle mieszając roztopić pokrojoną na kosteczki białą czekoladę (ja przygotowałam sos w kąpieli wodnej).
Jak tylko czekolada się roztopi zdjąć z ognia, dodać zachowany sok z arbuza, miód, sok z cytryny i rum.
Mieszając połączyć wszystkie składniki. Gdyby pojawiły się kawałeczki nieroztopionej czekolady,  postawić rondelek na chwilkę z powrotem na małym ogniu i podgrzać nie przerywając mieszania.
Polać sałatkę ostudzonym sosem.
Sałatka jest pyszna po mocnym schłodzeniu, ale jeśli nie chcemy czekać, to chociaż arbuza schowajmy do lodówki na noc przed przygotowaniem.


Skład truskawkowego spotkania tym razem dość liczny i jakże smakowity:


 Sałatki według przepisu

czwartek, 20 czerwca 2013

Obiad na upał

Dzisiaj podobno mamy najgorętszy dzień w tym roku, a wiadomości o temperaturach i sposobach chłodzenia organizmu dominują w serwisach informacyjnych. Moje podejście do upałów pozostaje niezmienne - bardzo delikatnie mówiąc "nie akceptuję".
W czasie takich upałów wiadomo, że zmienia się nam apetyt i nie mamy ochoty na gorącą zupę, bigos, albo inne tego rodzaju zimowe przysmaki. W takie dni jedną z propozycji obiadowych może być wytrawna tarta z dodatkiem oziębionej surówki lub sałatki.

Niedawno jednym z tematów naszego wspólnego gotowania była właśnie tarta pieczarkowa, ale niestety nie  dołączyłam do niej, trochę bez zastanowienia. Uwielbiam wszelkie grzybowe potrawy, ale wydawało mi się, że tarta może być tylko na kruchym cieście.I jeszcze odpowiedniej formy brak. Dokształciłam się dopiero po czasie i w końcu rozpoczęłam swoją przygodę z tartą (chociaż ten pierwszy raz po prostu w tortownicy). Już od dawna miałam ochotę na taki łatwy wypiek.
Moja tarta jest wynikiem połączenia dwóch inspiracji: z książki kucharskiej "Kuchnia francuska na co dzień i od święta"* oraz propozycji Mirabelki.

Tarta pieczarkowo-cebulowa





 Składniki:
- 1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
-kilka cebul
- pieczarki
- 1 jajko
- kilka łyżek śmietany 18%
-  oliwa z oliwek
- 1 łyżeczka tymianku
- 1 łyżeczka ziół prowansalskich
- sól, pieprz
Z ciasta wykroiłam koło odpowiednie do tortownicy (pozostałe część ciasta odłożyłam na ciasteczka-paluszki).
Ciasto ponakłuwałam widelcem i zapiekłam w pierniku nagrzanym do 220 stopni przez ok. 15 minut. Nie zastosowałam się do rad umieszczonych na opakowaniu (nie użyłam kamyczków, ani fasolek), więc ciasto pięknie mi się wybrzuszyło. Trzeba było je wygładzić łyżką.
Na oliwie zrumieniłam  cebulę pokrojoną w talarki, dusiłam 5 minut. Dodałam przyprawy i dusiłam jeszcze 5 minut. Zdjęłam z patelni.
Pieczarki obrałam (jak zawsze), pokroiłam w plasterki, usmażyłam na oliwie od cebuli  (do momentu odparowania wody). Następnie dodałam odłożoną cebulę i posiekaną natkę pietruszki - przez chwilę  smażyłam razem.

Jajko rozmąciłam ze śmietaną.
Pieczarki z cebulą wyłożyłam na zapieczony spód, zalałam jajkiem ze śmietaną.
Tartę piekłam w temp. 200 stopni, ok. 25 minut.




Orzeźwiającym dodatkiem obiadowym była Surówka z cykorii z pomarańczami

Co prawda na blogu, z którego skorzystałam jest wstawiona jako klasyczna surówka zimowa, ale mnie bardzo pasowała do upalnego obiadu. Szczególnie, że była mocno oziębiona w lodówce.


To bardzo prosta surówka do wykonania:
cykorię umyć, oderwać wierzchnie listki, rozdzielić pozostałe, usunąć głąbik.
Pomarańczę umyć, obrać, pokroić na kawałki. Ułożyć cykorię i cząstki pomarańczy w dowolny sposób, polać jogurtem naturalnym z dodatkiem miodu.

* Barbara Buczyna, Bożena Bonik "Kuchnia francuska na co dzień i od święta" Warszawa 1988

Z książką w kuchni zaproszenie

czwartek, 13 czerwca 2013

Szparagi w paczuszkach z ciasta francuskiego

Bardzo łatwe do przygotowania i bardzo smaczne. Kiedy tylko znalazłam ten przepis, znalazł się na liście do zrobienia, szczególnie gdy miałam do dyspozycji zielone szparagi. Bardzo nie lubię obierać tych białych i tak z lenistwa unikam.

Właściwie to prawie dokładna realizacja przepisu, z minimalnymi zmianami.

Składniki:
- 1 opakowanie ciasta francuskiego
- pęczek zielonych szparagów
- cienko pokrojona szynka (ja użyłam pysznego schabu wędzonego domowym sposobem)
- tarty ser
- oliwa
- do posmarowania 1 żółtko wymieszane z 1 łyżeczką mleka

Piekarnik nagrzać do 220 stopni.
Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce. Pozostałe łodyżki położyć na talerzu, doprawić solą i pieprzem, obtoczyć w oliwie.
Ciasto pokroić na 6 kwadratów, ułożyć na papierze do pieczenia - ja wykorzystałam silikonową podkładkę.
Każdy kwadrat przykryć plasterkiem wędliny, na środek (po skosie) położyć po kilka szparagów, posypać tartym serem.
Owinąć szynkę wokół szparagów, a następnie zwinąć ciasto francuskie - końce dokładnie zlepić pośrodku.
Ciasto na górze paczuszek posmarować żółtkiem wymieszanym z mlekiem.


Wstawić blachę do piekarnika i piec przez 12 minut. 


środa, 29 maja 2013

Śniadanie w majowy pochmurny poranek

Majowa wiosna w tym roku jest kapryśna i zmienna. Zamiast słonecznych i ciepłych dni serwuje pochmurne zimno. W taki zadeszczony początek dnia przyda się coś szczególnego, a zarazem ulubionego. Takie połączenie to u mnie zawsze jajka w jakiejś formie. Tym razem w duecie z sezonowym majowym przebojem jakim są szparagi.
Bardzo rzadko przyrządzam szparagi, pewnie dlatego, że odkryłam je zbyt późno. Całe życie przeżyłam bez tej znajomości i teraz jakoś już nie wzbudzają we mnie wielkiego entuzjazmu.Szczególnie, że w mojej okolicy handlowej dominują białe, które niestety trzeba obierać.
Ale udało się spotkać z zielonymi i powstało kilka potraw.

Szparagi z jajkami zapiekane w kokilkach
Przepis pochodzi z bloga, którego już cytowałam i do którego nie raz powrócę, bo za każdym razem gdy do niego zaglądam znajduję ciekawe propozycje na które mam ochotę. Trochę zmieniłam zestaw składników, bo tak mi bardziej pasowało. I nie dlatego nie użyłam szynki parmeńskiej, że nie należy do tanich (choć to też nie jest bez znaczenia dla kieszeni), ale dlatego, że jej nie lubię (jadłam kilka razy). Z kolei muszę używać śmietany niskoprocentowej, pod groźbą awarii zdrowotnej. A nie kupiłam oliwy truflowej, bo właśnie dostałam w prezencie oliwę prosto z Włoch. Nie umiem odnaleźć nazwy rodzaju tej oliwy, powiem tylko że jej smak i zapach kojarzy nam się z trawą.
Na pewno smak moich zapiekanek był inny i nie chodziło mi tym razem o odtworzenie oryginału, ale sam pomysł jako podstawa do różnych wariantów uważam za bardzo inspirujący.

Składniki na dwie porcje:
- 2 jajka
- kilka plasterków wędzonki krotoszyńskiej
- 4 zielone szparagi
- kilka łyżek śmietany 18%
- 3 łyżki sera twarogowego
- oliwa, sól, pieprz
- natka pietruszki

Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Kokilki wyłożyć plasterkami wędzonki. Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce, łodyżki pokroić na cienkie plasterki, końcówki pozostawić w całości. Do miseczki wbić jajka, dodać śmietanę, doprawić solą i pieprzem, roztrzepać rózgą - na końcu dodać pokruszony ser.
Masę wlać do kokilek, dodać szparagi (najpierw plasterki, później główki). Wstawić do piekarnika i zapiekać 15 minut w temp. 200 stopni. Wyjąć z piekarnika i odczekać ok. 3-5 minut, aby masa się ścięła. Skropić oliwą i dodać zielony akcent.

Przepis dodaję do aktualnej edycji Barku sałatkowego - "Śniadanie w maju"


czwartek, 23 maja 2013

Egzotycznie na śniadanie

Egzotycznie z powodu składników koktajlu, czyli owoców tradycyjnie zaliczanych do tej grupy.
Bardzo lubię wszelkiego rodzaju kokatjle... to cudowne pomieszanie, a jednocześnie połączenie smaków. I nie bez przyczyny widzę tu podobieństwo z sałatkami, bo w obu przypadkach mamy do czynienia z mieszaniem składników.
Koktajl egzotyczny

Składniki:
- świeży ananas
- kiwi
- banan
- maślanka (3 szklanki)
- mleko (1 szklanka)
- woda (1 szklanka)
- cukier (ok. 2 łyżki, ale można dosłodzić do smaku)


Zmiksować wszystkie składniki, dodając do składników płynnych obrane owoce (zaczynając od najtwardszego ananasa). 

Przepis dodaję do Barkowej akcji "Śniadanie w maju"


środa, 22 maja 2013

Prostota czarnej rzepy

Jednym z tematów wspólnego gotowania została rzepa - cokolwiek z tym składnikiem, w dowolnym przepisie. Takie wyzwanie oswajające to warzywo.
Prawdę mówiąc nie planowałam dołączenia, ale gdy w supermarkecie przy skrzynkach zawalonych egzotyczną i zbyt drogą ofertą mój M. wypatrzył taniutką rzepę pytając mnie "a jak to się je?", wrzuciłam te czarne rzepki do koszyka.
Potrzebowałam dokształcenia się, bo sama nigdy rzepy nie jadłam i nic o niej nie wiedziałam (oprócz jakiegoś literackiego tekstu o Słowianach jedzących pieczoną rzepę).
Wiadomości szczegółowe można znaleźć w sieci, albo w książkach (propozycja dla ambitniejszych), więc nie będę się tu rozwodzić.


Jak już się dokształciłam mogłam doradzić M. zjedzenie surowych plasterków w kanapce - zjadł, nie wyraził zachwytu.
Trochę przepisów znalazłam w starych książkach kucharskich, a z sieci wybrałam najprostszy, którego autora nie podam, bo chyba nikt go nie zna. Albo inaczej mówiąc - ma wielu autorów. Ten przepis jest kopiowany i wstawiany bez żadnych zmian w różnych miejscach - ja znalazłam w pięciu. Nawet na stronie pewnego prowadzącego ostatnio program kulinarny w pewnej telewizji.

Ta potrawa należy do gatunku "brzydkie, ale smaczne" - jest wyjątkowo niefotogeniczna, co w połączeniu z moimi umiejętnościami nie może dać dobrego efektu. Być może gdybym wybrała inny przepis, zdjęcie gotowej potrawy nie byłoby aż tak beznadziejne.

Gulasz wieprzowy z czarną rzepą
Składniki:
- czarna rzepa (kilka sztuk)
- mięso wieprzowe bez kości
- śmietana
- tłuszcz
- mąka, sól

Rzepę obrać, pokroić na ósemki i gotować 30 min w lekko osolonej wodzie. W tym czasie obsmażyć pokrojone w kostkę mięso. Ugotowaną rzepę odcedzić i dodać do mięsa i razem dusić 45 min. Wlać śmietanę wymieszaną z mąką. Mieszając zagotować. Dusić na wolnym ogniu jeszcze 5 min. 


Wyzwanie okazało się trudne z powodów handlowych (podobno teraz nie sezon), więc na finiszu okazało się gotowaniem w duecie - z Panną Malwinną - http://filozofiasmaku.blogspot.com/