środa, 27 lutego 2013

Zimowa sałatka z książki

Tym razem to aż "trzy w jednym": taki temat zaproponowałam w aktualnej edycji Barku sałatkowego, powiązany z całoroczną akcją i do tego jeszcze dołączyło się nasze Wspólne gotowanie.

Bardzo długo zastanawiałam się nad wyborem przepisu, szukałam, czytałam, przewertowałam kilkanaście książek, a wybrałam... znowu najprostszą starą łatwiznę... oczywiście wykąpaną w majonezie. Ale to wina moich sentymentalnych skłonności do własnych książek kucharskich, posiadanych od dawna oraz wina moich kubków smakowych. Nie będę nikogo szczególnie mocno zachęcać do tego niezdrowego jedzenia, ale ja mu ulegam, bo po prostu lubię takie smaki. Raczej u mnie to się już nie zmieni, biorąc pod uwagę wieloletnie zaszłości. Chyba, że mój organizm całkowicie się zbuntuje, ale to będzie chyba kompletna katastrofa. Bo "jak żyć?..." - nie mogąc jeść tak jak się lubi, tego co się lubi...

Te stare, niemodne i niezdrowe sałatki, wymazane majonezem, są szczególnie niewdzięcznym obiektem fotografii.
Czyli jak zwykle - zdjęcie... Ale sama sałatka - wręcz przeciwnie.

Gdy pomyślę "zimowa sałatka" to moim podstawowym skojarzeniem składnikowym jest biała fasola i ewentualnie ziemniaki, chociaż z tym już gorzej, bo nie przepadam za ziemniakami na zimno. I dlatego bardzo rzadko można je znaleźć w moich sałatkach.
Moja jarzynowa sałatka, którą robię od lat, to zawsze jest jedynie słuszna ta wersja.

A teraz postanowiłam jednak spróbować innego zestawu składników.

Wybrałam przepis z mojej pierwszej książki kucharskiej, którą kupiłam zaraz na początku swojego osobistego kucharzenia.
Pod hasłem "Sałatki jarzynowe tradycyjne" mamy do wyboru trzy różne przepisy, a ja wybrałam zestaw mocno różniący się od "mojego", tak jak wspomniałam wcześniej - zrobiony pierwszy raz.
A ponieważ warunkiem do spełnienia w tym spotkaniu sałatkowym jest wykorzystanie przepisu z książki, więc dla zabawy podaję przepis dokładnie.
Sama książka jest charakterystycznym wydawnictwem tamtego czasu, Nie ma w niej  ani jednego zdjęcia, ale jest trochę rysuneczków ozdobników i całkiem niezgorszy układ wiadomości, informacji, propozycji, czy wyjaśnień. A język, którym jest napisana - taki trochę sztywny i urzędowy, ale ogólnie "do strawienia". Właściwie korzystam z niej ( a raczej z nich, bo składa się z dwóch części) przez cały czas, co na książkach widać.

Sałatka jarzynowa tradycyjna


- 15 dkg ziemniaków ugotowanych w łupinach (ja mam zbyt duże opory przed gotowaniem nawozów sztucznych, więc obrałam i ugotowałam pokrojone w plastry)
- 10 dkg ugotowanej drobnej fasoli perłowej
- 20 dkg ugotowanej włoszczyzny (marchew, pietruszka, seler)
- 10 dkg kwaszonych ogórków
- 5 dkg grzybów marynowanych
- 5 dkg cebuli
- łyżka posiekanej naci pietruszki (koperku)
- 15 dkg majonezu
- sól, pieprz do smaku

A teraz mówiąc po ludzku:
- ugotowane ziemniaki
- 1 puszka białej fasoli
- włoszczyzna z zupy
- 2 duże kiszone ogórki (obieram ze skóry)
- słoik marynowanych pieczarek
- 1 duża cebula
- majonez (ile kto chce)
- sól, pieprz ziołowy

Teraz z rozrzewnieniem przypominam sobie, jak bardzo się stresowałam tymi wszystkimi dekagramami - szczególnie, że nie miałam wagi kuchennej. A wydawało mi się, że muszę dać dokładnie tyle, ile napisali w książce.

i dalej cytat z książki:
"Obrane ziemniaki, marchew, pietruszkę, seler i ogórek pokrajać w kostkę, cebulę i grzyby drobno posiekać. Można wszystkie składniki wymieszać z majonezem  oraz przyprawami i podawać sałatkę w salaterce, posypaną zieleniną. Można też ułożyć grupami na specjalnym talerzu ziemniaki wymieszane z pietruszką i selerem oraz marchewkę, fasolkę i ogórek wymieszane  z cebulą i grzybami; polać całość majonezem, posypać zieleniną i każdą grupę składników odmiennie udekorować" - koniec cytatu.

Wiem, trochę drętwe i bezosobowe, ale wtedy w książkach kucharskich innego sposobu pisania o gotowaniu nie było.

Sałatki zrobiłyśmy w składzie:

Dobromiła: Sałatka jarzynowa bez jarzyn
Maggie: Sałatka z fusilli z chorizo i suszonymi pomidorami
Mirabelka: Zimowa sałatka ziemniaczana z pieczenią i śliwkami
i ja...

Z książką w kuchni zaproszenie

Źródło przepisu: "Dobra kuchnia.Żywienie w rodzinie", praca zbiorowa, WATRA, Warszawa 1976

2 komentarze:

  1. Zastawa z Włocławka - uwielbiam ją!:) A sałatka wygląda bardzo smakowicie:)

    Ściskam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Misiu - jak napisałam w podtytule bloga mam "niemodną aranżację kuchennego wnętrza z minionej epoki". To właśnie oznacza obecność większości sprzętów i skorup sprzed wielu lat. :)

    OdpowiedzUsuń